Ziętek-Wielomska: Od mitu do rozumu.

Od mitu do rozumu

Do czasu narodzin filozofii w starożytnej Grecji ludzie żyli w społecznościach rządzonych przez mity i wierzenia religijne. Siłom natury przypisywali boskie moce, niektóre personifikowali w postaci różnych bóstw posiadających swoje imiona i życiorysy. Najważniejszą władzę w tych społecznościach sprawowali kapłani, szamani itp., którzy stali na straży mitów i wierzeń religijnych. Człowiek był zabobonny, odprawiał czary i różne rytuały, za pomocą których miał zjednać sobie przychylność bogów czy też sił natury. Strukturę tych wierzeń odkrył i opisał choćby Mircea Eliade w swoich licznych pracach, wskazując na obecność w nich określonych stałych archetypów, motywów, rytuałów.

W VI wieku p.n.e. w starożytnej Grecji powstało zupełnie nowe podejście do rzeczywistości, czyli filozofia. Zaczęto zadawać sobie pytania o możliwość rozumowego wytłumaczenia różnych zjawisk zachodzących w świecie, bez odwoływania się do tajemnych mocy i postaci. Powstały pierwsze teorie prenaukowe, które teraz mogą nas śmieszyć, ale które w swojej epoce były rewolucyjne. I tak Tales z Miletu twierdził, że podstawowym budulcem i praprzyczyną świata jest woda, Heraklit uważał, że jest to ogień, Pitagoras – liczba, a Demokryt stworzył koncepcję atomów. Rewolucyjność tych idei polegała na szukaniu takiego wytłumaczenia procesów zachodzących w rzeczywistości, które byłoby wewnętrznie logiczne, spójne i zupełne, czyli tłumaczyłoby wszystko. Jednocześnie towarzyszyło temu powstanie dysputy filozoficznej, czyli szukania wyjaśnienia świata poprzez rozmowę, formułowanie sądów, wymianę argumentów. I to chyba było najbardziej przełomowe i obfite w skutki, jeśli chodzi o rozwój intelektualny świata. Dyskusja filozoficzna zakłada bowiem równość rozmawiających, w tym znaczeniu, że osoba dopuszczona do dyskusji ma prawo formułować własny argument, którego wartość oceniania jest tylko i wyłącznie z punktu widzenia rozwiązania dyskutowanego problemu. Tutaj nie ma stosunku typowego dla kapłanów i ludu – podporządkowania i ślepego posłuszeństwa. To właśnie w starożytnej Grecji narodziła się kultura dialogiczna – dialogu, rozmowy, wymiany, równości. Niestety, wszystkie te pojęcia w ostatnich dekadach nabrały nowego znaczenia i większości Czytelników „Nowoczesnej Myśli Narodowej” pewnie nie będą się zbyt dobrze kojarzyły. I to jest problem, ponieważ to one rzeczywiście legły u podstaw rozwoju Europy przez ostatnie 2500 lat. Tym, co odróżnia to pierwotne podejście do idei dialogu od tego współczesnego, jest stosunek do prawdy: rozmowa miała służyć temu, by wspólnie docierać do prawdy. Obecnie, w świecie mody na „postprawdę”, może co najwyżej służyć wymianie mniemań i wrażeń, czy też najczęściej informacji o własnych odczuciach. Bo już nawet rzetelna weryfikacja faktów staje się coraz większą rzadkością.

Szczytowym osiągnięciem greckiej filozofii były dzieła Platona i Arystotelesa, które stworzyły cały kanon intelektualny, po którym cywilizowany świat poruszał się przez ostatnie 2500 lat. Był to chociażby podział na problemy teoretyczne, praktyczne i techniczne, przy czym te praktyczne dzieliły się na polityczne, ekonomiczne i etyczne. Sama konceptualizacja rozróżnienia na poznawanie i działanie jest dziełem greckiej filozofii, w tym przede wszystkim właśnie Platona i Arystotelesa. To tam pojawiła się całościowa koncepcja tego, kim jest człowiek i czym różni się od zwierząt – za podstawową cechę dystynktywną wskazywano właśnie rozum, który manifestuje się zdolnością do tworzenia pojęć i formułowania sądów. Dostrzeżono, że byty występujące w przyrodzie mają pewną stałą formę, czyli swoją naturę, którą ludzki rozum jest w stanie wydestylować ze świata wrażeń zmysłowych. Co więcej, dostrzeżono, że byty te pozostają ze sobą w pewnych stałych relacjach, które człowiek także może zaobserwować, zanalizować, ponazywać i opisać. I nie tylko to – na podstawie wiedzy o tych relacjach może przewidywać i planować rozwój pewnych procesów w przyszłości.

W starożytnej Grecji narodził się człowiek racjonalny, czyli taki, który za pomocą swojego rozumu docieka prawdziwych przyczyn leżących u podłoża świata i procesów w nim zachodzących, rozmawia o nich, buduje koncepcje wyjaśniające świat. Taki człowiek buduje swoją własną wewnętrzną strukturę rozumienia, która sprawia, że w coraz większym stopniu dystansuje się od bezpośrednich doznań zmysłowych. Wie, że zmysły dostarczają tylko pewnego materiału, który musi zostać odpowiednio „obrobiony” przez rozum.

W Grecji narodziła się także określona koncepcja wychowawcza, słynna paideia. Jej celem było ukształtowanie człowieka szlachetnego, mądrego i dobrego w oparciu o najwyższe ideały i najdoskonalsze wzorce. Kładła ona duży nacisk na kształcenie w zakresie retoryki, gdyż to właśnie poprzez mowę człowiek odróżnia się od zwierząt. Sprawność posługiwania się mową, językiem, zasób słownictwa, pojęć, to wszystko wpływa na to, na ile możemy rozumnie sterować sobą i swoim otoczeniem. W zakresie etyki społecznej Grecja stworzyła ideę cnoty sprawiedliwości jako podstawy wszystkich innych cnót dotyczących traktowania innych ludzi: oddać każdemu to, co mu się należy.

Greckie ideały zostały szeroko recypowane w starożytnym Rzymie. W przeciwieństwie do Greków, którzy lubowali się w rozwiazywaniu kwestii teoretycznych, Rzymianie realizowali się poprzez działalność praktyczną – budowanie swojego państwa, rozwijanie prawa, szerzenie własnych wzorców cywilizacyjnych na wszystkie strony świata. To Rzymianie stworzyli podwaliny prawa międzynarodowego, które nadaje pewne prawa także obcym, których jeszcze Grecy traktowali jako barbarzyńców, a którzy w przypadku przegranej wojny mogli mieć tylko i wyłącznie status niewolników.

Do tego kanonu dołączył następnie światopogląd chrześcijański, zakładający istnienie jednego Boga-Stwórcy, który w równy sposób traktuje wszystkich ludzi. Pojawiła się idea indywidualnego zbawienia i indywidualnej relacji z Bogiem, całkowicie obca światu antycznemu. Św. Augustyn dodał do tego koncepcję czasu liniowego, zgodnie z którą świat ma swój początek i koniec, a wszystko, co się dzieje, zmierza do określonego celu leżącego w przyszłości. Znaczenie określonych wydarzeń dziejowych zaczęto mierzyć z punktu widzenia celu, do którego zmierza ludzkość, czyli zbawienia. To wszystko, dzięki czemu ludzkość przybliża się do Boga, było uznane za dobro, a to wszystko, co ludzkość od tego celu oddala – zło. W ten sposób w dzieje został wpisany ideał doskonalenia się całej ludzkości i realizowania swojego wspólnego przeznaczenia. Doskonalenie to miało obejmować zarówno sferę moralną jak i poznawczą. Rozumowe poznawanie świata było ściśle związane z wiarą w Boga, gdyż chrześcijanin chciał po prostu rozumieć, jak działa jego Stwórca. Stąd też wzięła się intensywność debat toczonych przez chrześcijańskich teologów i filozofów w średniowieczu, którzy mieli olbrzymią wolę poznania tego, jak Bóg stworzył świat, jaki jest sam Bóg i na czym polega zbliżanie się do niego. To właśnie z tego intelektualnego zacięcia zrodziły się średniowieczne uniwersytety, na których wykładano obok teologii i filozofii, także prawo rzymskie.

W ten sposób powstała cywilizacja łacińska, oparta na przekonaniu, że Bóg stworzył świat według pewnych reguł, które tworzą ład, który człowiek może swoim rozumem odkryć, i naśladować, tworząc swoją własną kulturę, opartą na prawie zapisanym w naturze rzeczy. Cywilizację łacińską charakteryzował daleko posunięty optymizm poznawczy, przy czym zdawano sobie sprawę z tego, że pewne prawdy, przede wszystkim te dotyczące samego Boga, dostępne są w większości tylko na drodze Objawienia i Łaski. Ten optymizm poznawczy brał się z przekonania, że skoro świat jest rozumny – bo stworzony przez Boski Rozum, Odwieczny Logos – a człowiek został wyposażony w rozum, to jest w stanie tenże porządek zapisany w bytach odczytać.

Cywilizacja łacińska kładła także olbrzymi nacisk na etykę. Rozumiano bowiem, że prawa zapisane w strukturze świata dotyczą także tego, jak powinniśmy traktować samych siebie i innych ludzi. Że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a to ma określone skutki. Że przychodzi na świat z pewnym, z góry mu danym, potencjałem, który może w pełni rozwinąć, a może też go zmarnować, czy też ze względu na środowisko nie będzie mu dane w pełni żyć w zgodzie ze swoją naturą. Stworzono więc też koncepcję władzy tyranicznej, która polega na tym, że nie pozwala ludziom żyć zgodnie z ich naturą. Nie chodzi tutaj o formę władzy i ustrój państwa – monarchię, arystokrację czy demokrację – lecz o stosunek władzy do prawa naturalnego. Władza, która realizuje dobro wspólne, szanuje prawo naturalne. Trudno to sobie wyobrazić współczesnemu człowiekowi, ale to tylko źle świadczy o współczesnym świecie…

Cywilizacja łacińska zawdzięcza swoją nazwę właśnie łacinie, którą posługiwało się średniowiecze. Z perspektywy ostatnich kilkuset lat lepiej już rozumiemy ścisły związek między kształtem tej cywilizacji a właśnie językiem łacińskim, choć ciągle za mało o tej kwestii się mówi. Łacina to precyzja pojęć i sądów, zwięzła forma wyrażająca bogatą treść, to język ładu, rozumu. Wartość tej kwestii możemy zrozumieć dzięki najbardziej zagorzałym wrogom łaciny, czyli niemieckim filozofom protestancko-nacjonalistycznym czy też ich spadkobiercom, do których należy choćby taki Martin Heidegger. Przykładowo, Johann Gottlieb Fichte w swoim znanym dziele Mowy do narodu niemieckiego (1808) przypuścił bezpardonowy atak na łacinę jako język martwy, który ze względu na swoją „martwotę” nie posiada rzekomo głębszego dostępu do „żywej rzeczywistości”. Łacinie przeciwstawił język niemiecki jako „prajęzyk” (Ursprache), który nie został „splamiony” wpływami języka Cycerona i przez to zachował swoją rzekomą jedność z „prażyciem” plemion germańskich. Esencją niemieckości miało być całe dziedzictwo germańskie z czasów, kiedy plemiona te nie zostały jeszcze splamione wpływami jakichkolwiek obcych cywilizacji, w tym przede wszystkim rzymskiej, a następnie chrześcijaństwa, a dokładnie katolicyzmu rzymskiego. Język to narzędzie wyrażania wyobraźni narodowej, przeczuć, pamięci symbolicznej, a najwyższym szczytem takiej autoekspresji jest poezja i poematy narodowe. Analizując tę koncepcję języka współczesnymi narzędziami trudno nie dostrzec, że Fichtemu chodziło o to wszystko, co współczesna psychologia wiąże z podświadomością (nieświadomością), archetypami czy wręcz psychiką pierwotną. Czyli wszystkim tym, co w starożytnej Grecji zostało przekroczone, dzięki czemu ludzkość została wprowadzona na wyższy, bo świadomy i racjonalny poziom rozwoju. Wszystko to zostało potępione przez całą plejadę niemieckich myślicieli – od Johanna Hamanna, przez Johanna Herdera, wspomnianego Johanna Fichtego, a następnie Friedricha Nietzschego do Martina Heideggera. Dla wszystkich tych myślicieli pojawienie się rozumu tworzącego abstrakcyjne pojęcia to największa katastrofa w historii ludzkości!

A jaki ma to związek z łaciną? Właśnie taki, że język łaciński okazał się najbardziej doskonałym narzędziem formułowania abstrakcyjnych pojęć, precyzyjnego nazywania rzeczy po imieniu, formułowania logicznych sądów i rozwijania ludzkiego rozumu. Z prawdziwie nienawistną furią wszyscy ci myśliciele potępili właśnie ten aspekt ludzkiego rozwoju jako rzekomo „alienację” od „prawdziwego życia”. Bo człowiek miał się wyrażać poprzez to, co uczuciowe, popędowe, irracjonalne, podświadome, pierwotne. Łacina się do tego nie nadawała, a wręcz przeciwnie – człowiek ucywilizowany według wzorców cywilizacji łacińskiej wykracza poza swoją podświadomość, uczucia, popędy czy psychikę pierwotną i szuka zrozumienia otaczającej go rzeczywistości.

Magdalena Ziętek-Wielomska

Od mitu do rozumu i z powrotem

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 11 Average: 4.8]

8 thoughts on “Ziętek-Wielomska: Od mitu do rozumu.”

  1. Proszę mi wybaczyć, ale do rozumu, czyli myślenia racjonalnego ludzi jeszcze bardzo, ale to bardzo daleko. A propos tekstu podaje badania uznanych uczelni, które pokazują, że konserwatyści nie używają racjonalnych, charakterystycznych dla ssaków części mózgu, a wręcz przeciwnie tych, tzw. gadzich części mózgu, które odpowiedzialne są za mitologiczne postrzeganie rzeczywistości. Rezonans magnetyczny wykazuje u konserwatysty większe przepływy energomagnetyczne, w sytuacjach zagrożenia, w ciele migdałowatym, które jest tworem z czasów istnienia gadów i odpowiada za behawioralne i, co za tym idzie, pozbawione refleksji zachowania. U liberała przeciwnie, w momencie zagrożenia działa nowa, w rozwoju człowieka, część przedniego zakrętu obręczy, w której dokonują się najbardziej racjonalne procesy myślowe człowieka. Przypominam, że ta część mózgu została utworzona w ssaczym okresie rozwoju życia na Ziemi. Czyżby świadczyło to o tym, że konserwatyści to inny gatunek zwierzęcia niż ludzie rozumni. Ciekawe, bo to jest koncepcja Drew Westena w „Mózgu politycznym”.
    Ps. Jak obiecałem podaję badania:
    1. profesor David Amodio z Uniwersytetu Nowojorskiego, w 2007 .
    2. W 2011 roku neurobiolog dr Ryota Kanai z University College London .
    3. W 2011 roku profesor psychologii Jonathan Haidt z New York University’s Stern School of Business.
    4. doktor Scott Eidelman z University of Kansas, który w opublikowanych w 2012 .
    5. naukowcy z University College w Londynie, Wyniki badań opublikowało pismo „Current Biology”.
    6. University of California, a opublikowano jest w „PLOS One”
    7. profesor David Amodio z Uniwersytetu Nowojorskiego, w 2007.
    Wszystkie te badania wykazały irracjonalność konserwatystów i racjonalizm demokratów-liberałów.
    Panowie i Panie nauka jest przeciwko waszym konserwatywnym koncepcjom.

    1. Zamiast argumentów w sprawie przewagi liberałów nad konserwatystami mamy pseudonaukowe porównania konserwatysty do gada. Jeżeli chce Pan czegoś się dowiedzieć nt. błędów liberalizmu, to tutaj literatury jest bardzo dużo. No i jakieś badania w stylu: prof. A. Adriano, conservative psychology, Stanford, 2012. I cóż to znaczy? Nic. Proszę o argumenty, bo takiej mizerii i ogólników nie warto czytać.

      1. Przypomina mi to mojego 'wykształconego’ kuzyna, który jak dyskutował ze swoim ojcem to jak chciał znaleźć argument potwierdzający to, co chciał znaleźć, żeby potwierdzić, że ma rację to już sięgał po komórkę, bo to co napiszą to rzecz święta. Jego ojciec mówił, żeby odstawił komórkę i coś sam od siebie powiedział. Bo to nie jest sztuka za każdym razem szukać informacji pasującej sobie w czasach, gdy w internecie można prawie wszystko znaleźć. Tu jest to samo, zero merytorycznych argumentów samemu od siebie, tylko podawanie nazwisk i tytułów artykułów. Typowe dla snobów uważających siebie za inteligentnych, że jak pochwalą się, że dużo czytają rzeczy tzw. naukowych i na swoje racje podają nazwiska i tytuły prac to mają rację. Papier wszystko przyjmie.

        1. Same epitety, 0 argumentów. Przytoczyłem wyniki badań rzetelnych naukowców z renomowanych uniwersytetów. Już lewi- brul opisywał myśl irracjonalną człowieka prymitywnego, gdzie symbol mieszał się z realnością przedmiotu. W korzeniu ukryty był bóg, pantera czy rytualny napój. Cokolwiek sobie człowiek wyobraził. Religia jest tego fundamentalnym przykładem. Coś czego nie da się udowodnić w żaden możliwy sposób nie można uznawać za istniejące. Nawet co bardziej racjonalni chrześcijanie uważają, że religia to wiara i już, w potocznym tego słowa znaczeniu. Czyli wierz i nie zadawaj pytań. To swoista ufność w byt najwyższy, najwspanialszy, hierarchicznie najwyższy, a więc dla autorytarysty niepodważalny. Z tym co najwyższe, według patriarchalizmu nie można dyskutować, trzeba, jak w wojsku, się podporządkować. Na tym polega szacunek wobec autorytetu, tradycji, myśli przodków i tym podobnych pierdól. Jak się temu przyjrzeć bliżej to bagno moralne okraszone szeregiem kompleksów odziedziczonych po traumatycznym dzieciństwie. Reasumując każdy rodzaj nienawiści, który drąży jak robak człowieka to patologia wychowania, wynik traumy dzieciństwa w budowaniu poczucia własnej wartości. To jak Trump, którego ego trzeba połechtać, aby uzyskać efekt w wielkiej polityce. To co ma powiedzieć mały nic nie znaczący konserwatywny narcyz, który miał toksycznych rodziców, którzy nie zbudowali w swoim dziecku poczucia własnej wartości. Miliony nic nie znaczących Trampów, Musków, Hitlerów, Stalinów lub Kaczyńskich szukają swojego miejsca w świecie, w którym chcą za wszelką cenę być „emerytowanymi zbawcami narodu” jak określił swój cel życiowy „Jarosław Polskę zbaw”. Analizy psychologiczne najbardziej morderczych dyktatorów wykazują ten sam syndrom kompleksów. Dziecko wychowywane przez autorytarnych, toksycznych rodziców, a to było nagminne w feudalizmie, który zakończył się nie tak dawno, było pozbawione własnej wartości, o którą młody człowiek walczy w sposób instynktowny. Już Freud rozumiał racjonalizację agresji wychowania i Festingerowską racjonalizację własnych traum. Przerażające jest, że człowiek jest bardziej gadem niż ssakiem ze swoją racjonalną częścią mózgu. Części mózgu, które są pozostałością procesów ewolucyjnych, a które wcale nie zostały wygaszone, nadal są elementem ludzkiej tożsamości.
          Przykro mi bardzo, bo nie chciałbym prowadzić takich polemik z prawicowcami, ale niestety brak jakiegokolwiek argumentu empirycznego lub nawet logicznego jest typowym elementem tego dyskursu. To jest traumatyczne. Wolałbym dyskutować o niuansach intelektualnych, a mam przed sobą emocjonalne wynurzenia obfitujące epitetami, z którymi trudno dyskutować. Nauka wyjaśnia jednak te procesy pojmowania realności schematem funkcjonowania mózgu, a w związku z tym nie ma co kruszyć kopii należy uznać to za stan całkowicie normalny.

          1. Racjonalizm, rozum – oświecenie i rewolucja francuska. Badania mózgu, efektywne zarządzanie, wiara we wszechmoc człowieka – rasizm, hitleryzm. Trochę sceptycyzmu, Panie Kolego. Zawsze trzeba wątpić w stan obecnych badań. I ważne jest jakie nachylenie ideologiczne ma dany naukowiec. Nauka, nauka…

    2. Nauka behawioralna oraz jej matka, czyli psychologia to nie jest dziedzina ściśle obiektywna. To znaczy w zależności od poglądów dany badacz może sobie ustalić tezę, metodologię i wniosek jaki tylko chce. Jeden Kevin MacDonald może sobie tak ułożyć metodologię badawczą z dziedziny psychologii ewolucyjnej, że udowodni w swojej książce Kultura krytyki i innych naukową słuszność etnicznego nacjonalizmu, czy wręcz narodowego socjalizmu, udowodni, że w liberalnym społeczeństwie może być czasowo optymalnie, jak w szczurzej utopii, a na koniec powie się zesrało się kakao. I będzie jak powiedział słynny brytyjski weteran, który widzi jak społeczeństwo, które znał ze swojej młodości przestaje istnieć, bo zostaje zastępowane przez ludy, które właśnie bardziej niż tej rozumowej, używają „gadziej” części mózgu, najbardziej instynktownej. Czyli tam gdzie jest ich fundamentalizm religijny, instynkty odpowiadające za przetrwanie w warunkach „Dzikiego Zachodu”, czyli w zależności albo próbowanie wyciągania pieniędzy od państwa jak się tylko da, tworzenie sobie gangów i przestępczość zorganizowana lub wygryzanie w działalności gospodarczej Brytyjczyków. Z kolei biały zsekularyzowany Brytyjczyk, pozbawiony sensu wszelkich zasad wynikających z konserwatywnych brytyjskich tradycji (jak choćby przywiązanie do heretyckiego co prawda, ale jednak brytyjskiego Kościoła Anglii) tych instynktów nie posiada i przegrywa na własnym terytorium. W stabilnych krajach arabskich, tych gdzie to niby „gadzie” rozumowanie dominuje ktokolwiek chyba by na łeb padł, żeby nasprowadzać miliony obcej ludności i dać sobie wejść jej na łeb. Emiraty mają w większości populację imigrantów i dalej jeśli któryś imigrant podskakuje to wypad. A w UK biali Brytyjczycy za ok 40 lat już staną się mniejszością w swoim kraju jeśli nic się z tym nie zrobi i zostaną zmarginalizowani. Ulice brytyjskie będą tak wyglądać jak ulice przeciętnego biednego państwa arabskiego, czy Pakistanu lub Indii. Jak ktoś był to widział, że nie ma na tych ulicach żadnego porządku, jest tylko bajzel. Tu dochodzimy do kolejnego słowa, czyli racjonalność. To, że rodowity mieszkaniec kraju nie powinien dać sobie obcym wejść na łeb, że nie powinni być równouprawnieni w socjalu, który ma przede wszystkim służyć obywatelom i tym, którzy pracują na rzecz państwa (mniejsza już o to, czy socjal jest be, czy cacy), że problematyczne osobniki powinny być deportowane to nawet dziecko zrozumie. Ale o tym już było. Nawet dziecko jest w stanie zrozumieć tak prostą rzecz, że młodzież powinna głosować na tę partię, przy której rządach łatwiej im będzie znaleźć pracę i łatwiej ustabilizować się. Nie wiedzieć czemu ta bardziej liberalna, fajnopolacka młodzież zagłosowała na Tuska, przy którym bezrobocie wzrasta, a pracę zobaczą jak świnia niebo. Będą ich utrzymywać rodzice albo pójdą żebrać lub pod latarnię. Albo zejdźmy niżej do wieku szkolnego. Co pokolenie to wiek szkolny jest coraz bardziej liberalny, fajnopolacki i przy tym w dodatku zdemoralizowany, a poziom edukacji jak ktoś widzi z obserwacji osób chodzących do szkoły, które zna jest na coraz niższym poziomie. I nie tylko chodzi o program nauczania, ale również o dyscyplinę. Jak przepuszczają do następnych klas dalej osoby, które nie były nawet na połowie zajęć na semestr, gdy ja kiedy chodziłem przy takiej liczbie nieobecności byłbym nieklasyfikowany (a nie chodziłem wcale dawno, bo jakieś kilkanaście lat temu) to jakoś nie widzę tego człowieka rozumnego w liberalnej utopii. Więcej elementarnych zasad rozumu, choćby w ramach instynktu samozachowawczego miał niepiśmienny chłop 100 lat temu niż współczesny Europejczyk. Tyczy się to również kategorii wykształconych, którzy nie mają nic wspólnego z klasycznym wykształceniem, z klasycznym etosem inteligenta istniejącym jeszcze w czasach komuny. Mówmy raczej o wykształconych idiotach, którzy wiedzę może mają i nic poza tym.

  2. Spróbowałem to przeczytać, ale przepraszam autora to bełkot. Człowieku chcesz się wypowiadać przeczytaj z setkę ważnych książek i później zacznij się wypowiadać. Ja miałem podobnie, jak napisałem pierwszy post i otrzymałem odpowiedź to uznałem, że jestem kompletnie głupi, ale po kilkuset książkach i pary setek artykułach na tematy politologiczne, filozoficzne, religioznawcze, socjologiczne i inne odważyłem się zabrać głos. Teraz mam wrażenie, że wiem o czym piszę. Pozbycie się przekonania, że się wie wszystko jest bardzo pomocne. Jeśli się zaczyna czytać z poczuciem, że nie wiesz nic, że jesteś kompletnie niedouczony i głupi jest naprawdę pomocne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *