Żyj długo i w dostatku II: gender w ogniu

Przestępczość w USA wzrosła o 400 procent. Manhattan, którym rządzą zorganizowane szajki przestępcze, krwiożercze stada grzeszników i pospolici liberałowie zostaje odcięty od reszty świata. Dziesięć lat później, podczas III wojny światowej, terroryści rządzący słynną nowojorską dzielnicą porywają samolot Air Force One.

Wielokrotnie Czytelnicy pytają mnie: „Czy pan pisał ten tekst o »Biedyźmie« na serio?”; „Czy naprawdę potrzeba nam tyle dzieci?”; „Ale czemuż mamy rezygnować ze wszystkich cielesnych przyjemności?”. Tysiące wystraszonych mieszczan nie mogło się nadziwić, że ktoś może porwać się na bożka mamony i ugodzić w idee materializmu i demoliberalizmu. W obliczu zbliżającej się dużymi krokami hydry genderyzmu jestem gotów z ręką na sercu potwierdzić, że żadna inna idea nie jest tak aktualna i tak godna poparcia, jak właśnie Biedyzm.

Podejście dzisiejszego społeczeństwa do idei gender porównać można do praktyk skąpego rolnika, który pragnąć zaoszczędzić parę groszy, rezygnuje z regularnego opróżniania szamba. W pewnym momencie szambo wybija, a nawałnica kału, istny gówniany żywioł, pochłania całą wioskę. Nie ma wtedy ratunku, napór brudu skaża wszystko na swojej drodze, a wsiąknąwszy w glebę, zatruwa cały rejon. Tym jest właśnie gender. Ideologowie tej plugawej filozofii są jak zarazki z reklam Domestosa. Drążą dziury w zdrowej tkance społecznej. Przybierają postać uśmiechniętych profesorów i odzianych w pstrokate wdzianka wieszczów. Są oczytani, grzeczni, inteligentni, ale pod zwodniczym płaszczem cynicznego intelektualizmu kryją się ideologiczni terroryści. Gdy nadarza się stosowna okazja, wstrzykują do uprzednio wydrążonych dziur toksyczną maź. Zajęcia z wychowania seksualnego, równouprawnienie, szacunek do homoseksualistów – to wszystko są ideologiczne ładunki wybuchowe pomalowane na różowo, pigułki gwałtu z uśmiechniętą mordką, słodkie landrynki kulturowej zagłady.

Łatwo jest zbywać głosy ludzi przerażonych ideologią gender jako „zaściankowość”, „średniowieczną mentalność”, ale tego typu żałosny sarkazm jest niczym innym jak rżeniem podstępnych diabłów – rechotem szubrawców, którzy za swój życiowy cel postawili powszechne zepsucie moralne społeczeństwa. Chcą tańczyć na grobie tradycji przebrani w stroje pajaców i ryczeć w stronę księżyca. Włochate bestie, wilki w owczej skórze: „Jeśli kto wielbi Bestię i obraz jej i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, ten również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nierozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka”.

Głośne dzieło Johna Carpentera pt. „Ucieczka z Nowego Jorku” może posłużyć jako idealna analogia. Przez swą ignorancję, gnuśność i pychę ludzie pogrążają świat w mrokach wojny. Ich bezgraniczna arogancja powoduje, że byłego żołnierza, człowieka zasad i kodeksów, uznają za groźnego zwyrodnialca, neandertalczyka wygrzebanego z najciemniejszego zakamarków historii, „ciemnogród”. W głębi duszy jest on proto-biedystą – pierwszym autentycznym zwolennikiem Biedyzmu, a jego bezgraniczne oddanie tej idei najlepiej obrazuje ostatnia scena „Ucieczki z Los Angeles”, kiedy to postanawia za naciśnięciem guzika zniszczyć całą technologię elektroniczną świata, cofając cywilizację do epoki średniowiecza. Snake przyjmuję rolę anty-Prometeusza, niszczyciela ludzkiej pychy, biblijnego Katechona szarżującego na armię zła. Jest archetypem szlachetnego dzikusa Jeana-Jacquesa Rousseau – dzierżąc w dłoniach potężne narzędzie kontrolujące dorobek cywilizacyjny nowoczesnego świata, bez wahania podejmuje decyzję o jego ostatecznej anihilacji, dając tym samym gatunkowi ludzkiemu szansę na odbudowanie hierarchii i uniwersalnej etyki zgodnej z naturą ludzką i prawem boskim. Zakrzywiając oś czasu, wykreśla z niej oświecenie, modernizm i wreszcie postmodernistyczną epokę ostatecznego buntu ludzkości wobec Boga, która wyraziła się poprzez kult technologii i trans-humanizmu. Pokusić się można nawet o uznanie bohatera za zwolennika tradycjonalizmu integralnego Juliusa Evoli, a technologiczny holokaust potraktować jako prolog do rozpoczęcia nowej Złotej Ery, w której każdy władca jest boskim pomazańcem, sakralnym królem obdarzonym łaską mistycznego poznania, a jego poddani, krocząc dumnie ku Paruzji, walczą o utrzymanie dobrobytu Po cofnięciu kół zębatych czasu, bohater zapala papierosa i wygłasza ostatnie orędzie do ludzkości: „Welcome to the human race”.

Ideologia Gender jest produktem modernistycznej zgnilizny, libertyńskim pomiotem, złotym cielcem, którego lewicowi propagandyści próbują wynieść na piedestał. Aby powstrzymać krwiożerczą hydrę genderyzmu, należy pierw poskromić jej głównego sprzymierzeńca – nowoczesność.

W pierwszej odsłonie „Żyj długo i w dostatku” dotknąłem wielu kwestii z pogranicza organizacji społecznej i polityki państwowej. Należy w pewnym sensie zawęzić optykę i skupić część energii na nakreśleniu odpowiedniej drogi rozwoju duchowego i cielesnego poszczególnych jednostek. Błędem byłoby jednak uznać to za oczko puszczone w stronę liberalizmu, który rości sobie prawa monopolu do praw jednostki. O żadnym kompromisie nie może być mowy. Biedyzm to ideologia społeczna, ale także organiczna, obejmująca swym spektrum sprawy związane z życiem zarówno dużych skupisk ludzkich, jak i pojedynczych jednostek. Tylko głupiec próbuje budować doskonałe społeczeństwo bez wyznaczenia konkretnej drogi poznawczej i rozwojowej obywatela.

Zrekapitulujmy podstawowe zasady Biedyzmu:

1) im skromniejsze życie, tym lepsze;

2) im mniej pieniędzy, tym więcej dzieci;

3) prokreacja powinna być celem nadrzędnym;

4) tzw. platoniczne „pragnienia niepotrzebne” (kino, internet, prowokacyjny rozrywki, tańce damsko-męskie) należy wyrugować ze społeczeństwa.

Za podstawowe zagrożenia uznaliśmy:

– kawalerki, promujące rozwiązłość, życie na fali, ryzyko i niebezpieczne związki;

– antykoncepcję, będącą wyrazem farmakologicznego buntu przeciwko naturze;

– i wreszcie bezbożność, która jest najprościej w świecie wyboistą drogą grzechu prowadzącą ku zatraceniu.

Jak wychować w takim wypadku doskonałego człowieka? Jak uchować go przed zagrożeniami i krzewić w nim idee biedystyczne?

Niedawno natknąłem się na stronę sedevacante.tv. Obejrzeć można tam niesamowite kazania, które wygłaszane są podczas Mszy Trydenckich organizowanych w pokoju prywatnego mieszkania znanego polskiego monarchisty. Jest coś mistycznego w Mszy, która odbywa się w domostwie, ośrodku świętego ognia życia, mateczniku wiecznej miłości i prokreacji. Wierni, z racji bardzo bliskiej proksemiki i kameralnego charakteru całego wydarzenia, mogą przeżywać w pełni misterium Mszy Świętej, całym ciałem i duszą brać udział w liturgii, ksiądz zaś, niesiony na falach ich żarliwej wiary, wznosi się na wyżyny erudycji i wymawia płomienne przemówienie, które pokrzepia serca dzieci bożych i nadaje sens ich bytowaniu na ziemskim padole łez. Z rozkoszą obserwowałem, jak w jednym z materiałów filmowych ministrant całuje dłoń kapłana. Tego typu bezpośredni kontakt z osobą duchowną jest bardzo potrzebny w dzisiejszych czasach.

Duszpasterz powinien brać czynny udział w życiu poszczególnych rodzin i służyć zawsze radą oraz pomocą. Aby wzmocnić więź między rodziną a duchowieństwem, stosowne jest przemianowanie charakteru tzw. kolędy. Koniec z 10-minutowymi posiedzeniami przy kawie i herbacie. Każda rodzina winna chociaż raz w roku gościć kapłana w swym domostwie na okres dwóch tygodni. W tym czasie duchowny mógłby bacznym okiem obserwować życie rodziny i służyć radą w zakresie wszelkich obrządków związanych z podtrzymaniem domowego ogniska. Weźmy chociażby higienę. W kulturze islamskiej bardzo istotne są wszelkie zasady związane z zachowaniem czystości miejsc intymnych. Istnieją ścisłe reguły zabraniające np. uważania kawałka węgla, cegły, kości lub suchych odchodów w celu oczyszczenia okolic intymnych po defekacji[1]. Padając ofiarą różnych nieprzyjemnych fetorów w pojazdach komunikacji miejskiej, stwierdzam, iż brakuje normatywizmu higienicznego w obrębie polskiej kultury, a baczne oko kapłana mogłoby szybko wskazać błędy popełniane podczas porannej i wieczornej toalety. Ksiądz podczas swego pobytu zwróciłby także uwagę na zdolności kulinarne małżonki i na techniki wychowawcze stosowane przez rodziców. Któż, jeśli nie absolwent seminarium duchownego posiada szerszą wiedzę w tej kwestii?

Nie zapominajmy także o potomstwu, które wiele może zyskać na tak bliskiej obecności duszpasterza w ich życiu. Jego ekspertyza w zakresie teologii rozwiewałaby wszelkie wątpliwości związane z wiarą. Znajomość historii i tradycji czyniłaby zeń znakomitego kompana zabaw edukacyjnych. Coroczne odwiedziny duszpasterza wprowadzałyby rodzinę w kairos – czas sakralny, cykliczny, który napełniłby serca rodziców i dzieci wielką nadzieją, oddalając tym samym zagrożenie liberalizmu, apostazji, a także obniżając do minimum ryzyko popełnienia grzechów wołających o pomstę do nieba.

W mym poprzednim eseju starałem się jak najlepiej oddać iście sakralny i wzniosły charakter liturgicznego aktu miłości, który odbywałby się w komnacie prokreacji. Jednakże małżonkowie szczytujący w oparach kosmicznej ekstazy podsycanej ogniem gromnic i wizerunkiem papieży na ścianach to obraz wyidealizowany, wręcz utopijny. Niejeden fakir poległby podczas próby osiągnięcia podobnego stanu duchowej i cielesnej rozkoszy, gdzie mistyka i erotyka, niczym dwaj perfekcyjnie dobrani tancerze, łączą się razem w zmysłowym foxtrocie. Krzyżujące się spojrzenia kochanków udają się w teologiczną podróż, której celem jest dostrzeżenie odbicia nadprzyrodzonej, boskiej, transcendentnej rzeczywistości, ujawniającej się podczas liturgicznego aktu miłosnego. Przewidziałem w doskonałym społeczeństwem funkcję tzw. Instruktora Miłości. Kszatriji powołanego w celu splecenia napełnionych żarem małżonków w nierozerwalny węzeł boskiej, kosmicznej, immanentyzującej eschaton miłości.

Złoty blask gromnic wypełnia szare pomieszczenie, kredowy tynk na ścianach wydaje się wibrować od potężnej energii, dostojna sylwetka Instruktora Miłości odzianego w złote szaty rzuca na łoże cień, który przetacza się po wznoszących i opadających raz po raz fałdach pościeli niczym aksamitne obłoki okalające górskie szczyty.

Dzieci winny przychodzić na świat nie w sterylnych warunkach szpitalnych, a w domu – mateczniku tradycji, cytadeli spokoju i wiary. Gdy tylko matkę opuszczają wody, na miejscu zjawia się lekarz, a także ksiądz, który dokonuje natychmiastowego chrztu nowo narodzonego dziecka. Od samego początku głowa rodziny dokłada wszelkich starań, aby jego dzieci wychowane zostały zgodnie ze ściśle określonymi zasadami. Dom jest ideologiczną kuźnią, a synowie i córki są niczym ostre jak brzytwa miecze, wykute z najtwardszej stali i hartowane w lodowatej wodzie, albowiem ścieżka biedy jest ciężka, kręta i wymaga wielu poświęceń, samodyscypliny i odwagi. Św. Jan prorokował przybycie na ziemię czterech zwiastunów końca świata. Nadmiernym schlebianiem byłoby nadanie ideologii gender tytułu jeźdźcy apokalipsy. Bardziej pasuje tu określenie kolaboranta, tajnego współpracownika, który podkopując tradycyjne wartości i ideały, ubijając drogę pod kopyta apokaliptycznych rumaków. Demoliberalne rządy Europy są przeklętym „Wielkim Babilonem”, siedliskiem zła, nierządu, przepychu, szemranych interesów i moralnego zepsucia. Miejscem, gdzie libertariański egoizm miesza się z diabolicznym faszyzmem. Genderyzm to ich nowa broń. Wypłyńmy więc razem na szerokie wody biedy i stawmy czoła tej plugawej hydrze. Niech runą mury Wielkiego Babilonu. Synowie i córy biedy łączcie się!

I będą płakać i lamentować nad nią królowie ziemi, którzy nierządu z nią się dopuścili i żyli w przepychu, kiedy zobaczą dym jej pożaru”.

I część “Manifestu Biedystycznego” pt. “Żyj długo i w dostatku” można przeczytać tu: https://www.konserwatyzm.pl/artykul/10828/zyj-dlugo-i-w-dostatku

Filip Daniel Cee


[1] Abu al-Lays as-Samarkandi, Prolegomena do modlitwy, tłum. M. M. Dziekan, Wrocław 2011, s. 34.

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Żyj długo i w dostatku II: gender w ogniu”

  1. “…Drążą dziury w zdrowej tkance społecznej. …” – bzdura. Gdyby tzw. “tkanka społeczna” była zdrowa, to to tzw. “drążenie” nie szło by az tak łatwo. To po pierwsze. A po drugie: proponuję refleksją za pomocą metodologi materialistycznej, moze nawet marksowskiej, na temat: jak to jest, że nawet instytucje państwa-i-prawa biorą udział w propagowaniu “ideologii gender”? Czy jest to dla państwa samobójcze (tak to na pozór wygląda), czy jednak nie, tzn. czy utrudnia czy też jednak ułatwia “realizacje funkcji państwa”? Może te funkcje zostały “w międzyczasie” przedefiniowane, a konseratyści łudzą się, że nie zostały? Czy jakis interes w propagowaniu “ideologii gender” maja miedzynarodowe instyrucje finansowe, przemysł, handel, media i show-business? Jesli tak, to na czym ten interes polega? Czy tzw. tradycyjne wartości i tzw. tradycyjna rodzina nie stoja aby na drodze do realizacj “zredefiniowanych funkcji państwa”?

  2. Po pierwsze to wprowadzanie teraz czegoś takiego to byłaby jedna, wielka tragedia jak wprowadzanie komunizmu. Po drugie to ksiądz niech sobie po kolędzie, posiedzi nawet i godzinę, ale 2 tygodnie mieszkania ze mną to sobie już nie życzę. Po trzecie wiem kto może więcej wiedzieć o wychowaniu dzieci od księdza: inni rodzice z dłuższym stażem. Po czwarte ksiądz to teolog i nie musi ani nie może znać się na wszystkim. Nikt nawet tego nie wymaga. Po piąte to won osoby trzecie z mojej sypialni! Po szóste to chciałbym, żeby moja luba miała jak największe szanse przeżycia porodu. Choćby dlatego, żeby móc mi urodzić więcej dzieci. Więc niech warunki będą jak najbardziej czyste i sterylne.

  3. Rozumiem, że Autor czytał 1984 i ta wizja mu się tak bardzo spodobała, że postanowił zaadaptować powieść pod swoje fantazje. Fermy ludzi, ciemnota, prymitywizm, życie tylko w celu zaspokajania popędu seksualno-prokreacyjnego. Niektórzy redaktorzy zarzucają środowiskom lewicowym (do którego ja nie należę, należałoby zaznaczyć), że ich rozwiązłość seksualna to zezwierzęcenie. A jak nazwać to? Podchodzi mi słowo “zbydlęcenie”, “otumanienie”, “zdziczenie”. Całe piękno w byciu człowiekiem, w postaci wyższych idei prosto w stóg brudnego siana przy akompaniamencie smrodu gnojowicy i patrzących z obrazów tuzów KK. Nie wiem, jak się nazywa taki rodzaj odchylenia seksualnego, ale ten typ ekshibicjonizmu zasługuję na uwagę świata nauki.

  4. Aby pokonać modernizm należy stanąć z nim do walki. Nigdy nie powiedziałem, że Biedyzm to łatwa ścieżka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *