Właśnie zakończyła się doroczna Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa. Jest to bardzo ważna impreza międzynarodowa, acz w polskich mediach nigdy nie cieszyła się większym zainteresowaniem. Zapewne dlatego, że wyrażane tam treści są zbyt trudne dla pelikanatu przed telewizorami. Nie jest to bowiem impreza propagandowa, lecz merytoryczna. Konsekwentnie, wielkie media, wspominając o jej tegorocznej edycji, skupiły się na wystąpieniu Marco Rubio, który – wbrew przewidywaniom – nie rozjechał zachodniej Europy, tak jak rok temu uczynił to J.D. Vance.
W moim przekonaniu, dwa najważniejsze przemówienia wygłosiła dwójka czołowych niemieckich imperialistów, a mianowicie kanclerz Friedrich Merz i przewodnicząca Komisji Europejskiej Frau Ursula von der Leyen. Merz wygłosił wielką mową o upadku świata opartego na „zasadach”. Pod pojęciem tym propaganda zachodnia rozumie zasady, które Zachód narzucił całemu światu, a wynikłe z liberalnej teorii stosunków międzynarodowych, gdzie pod pretekstem demokracji, praw człowieka i prawa międzynarodowego przez całe dziesięciolecia uprawiano politykę neokolonialną kosztem Globalnego Południa. Kanclerz oświadczył, że „zasady” łamią już nie tylko Rosja i Chiny, lecz i Stany Zjednoczone zaczynają być w swojej polityce nieprzewidywalne. Dlatego też RFN musi stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie, aby militarnie przewodzić kontynentowi na wypadek rosyjskiej agresji. W tym też celu należy dokonać szybkiej federalizacji Unii Europejskiej i dlatego „wspólnie opracowujemy teraz wspólną mapę drogową dla silnej i suwerennej Europy. Europa musi stać się czynnikiem światowej polityki z własną strategią bezpieczeństwa”. Następnie Merz wyjaśnił nam, że ma to się stać na podstawie art. 42, ust. 7 Traktatu Unii Europejskiej, nie rozwijając szczegółów.
Dlaczego kanclerz Merz nie rozwinął szczegółów? Dlatego, że dwa dni wcześniej art. 42, ust. 7 starannie omówiła Frau Ursula von der Leyen w swoim przemówieniu. Dowiedzieliśmy się z jej mowy, że gdy tylko Ukraina zostanie przyjęta do Unii Europejskiej, to natychmiast artykuł ten zostanie uruchomiony i na jego podstawie zostanie zniesiona fundamentalna dla UE zasada jednomyślności państw. Z zaciekawieniem sięgnąłem do przywoływanego artykułu. Nie jestem specjalistą od prawa unijnego, ale wiedziony instynktem czułem, że coś się tutaj nie zgadza, szczególnie, iż szefowa Komisji Europejskiej sama wspomniała o jego „kreatywnej” interpretacji. Oto interesujący nas art. 42, ust. 7:
„W przypadku gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą zbrojnej agresji na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków, zgodnie z artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Nie ma to wpływu na szczególny charakter polityki bezpieczeństwa i obrony niektórych Państw Członkowskich. Zobowiązania i współpraca w tej dziedzinie pozostają zgodne ze zobowiązaniami zaciągniętymi w ramach Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, która dla państw będących jej członkami pozostaje podstawą ich zbiorowej obrony i forum dla jej wykonywania”.
Zaiste, potrzebna jest typowo niemiecka „kreatywność”, aby na podstawie tego zapisu wyprowadzić możliwość zniesienia veta narodowego i zmienić zasadę podejmowania decyzji na większościową, gdyż cytowany fragment nic o tym nie mówi. Zresztą mówi w ogóle o sytuacji „zbrojnej agresji” na któreś z państw członkowskich, a nic takiego nie ma miejsca. Jak więc Friedrich Merz i Frau Ursula doszli do takiej konkluzji? Mogę się jedynie domyślać, że na podstawie takiego oto ciągu pseudo-logicznego: Ukraina w końcu zawrze pokój z Rosją (bo wymuszą to na Kijowie Amerykanie) → Unia Europejska nie uzna tego pokoju formalnie lub potraktuje go tylko jako czasowy rozejm do czasu odbicia Krymu i Donbasu, a nie za zakończenie wojny → Ukraina zostanie przyjęta do UE → Komisja Europejska i najważniejsze państwa uznają, że w składzie UE jest państwo w stanie wojny, więc aktywują art. 42, ust. 7 → powołując się na sytuację ekscepcjonalną, jaką jest „zbrojna agresja” na państwo członkowskie, Komisja Europejska ogłosi, że „chwilowo” zasada veta państw członkowskich zostaje zawieszona → z biegiem czasu sytuacja „chwilowa” przekształci się w stan permanentny, a kto się będzie sprzeciwiał, ten okaże się „niepraworządny” i zostaną mu obcięte dotacje unijne. I czego Państwo nie rozumiecie?
W takt tej niemieckiej muzyki w Monachium tańczyli Donald Tusk i Radosław Sikorski. Ten pierwszy okazał się nowym wcieleniem „sług narodu ukraińskiego” i obok rozmaitych laudacji dla Wołodymira Żeleńskiego – fatalnego polityka, który dał wciągnąć własny kraj w proxy war między USA a Rosją, użyczając swojego terytorium – wygłosił ciekawe zdanie. Musiało ono wydać się ważne rządowi, gdyż jego rzecznik Adam Szłapka zamieścił je na swoim profilu X: „Niech żyje wolna i niepodległa Ukraina! Niech żyje silna i zjednoczona Europa!”. To ciekawe hasło, z którego logicznie wynika, że Ukraina ma być „wolna i niepodległa”, podczas gdy Polskę czeka los marchii wschodniej „silnego i zjednoczonego” niemieckiego imperium. Równie komiczny był Radosław Sikorski, który stwierdził, że skoro Europa tyle dopłaciła na wojnę na Ukrainie, to ma moralne prawo do uczestnictwa w rozmowach pokojowych. Jeśli Trump i Putin słuchali tych słów, to turlali się po dywanach z tą samą myślą: „Toczyliśmy sobie proxy war na Ukrainie. Europejczycy z własnej i nieprzymuszonej woli zaczęli finansować jedną ze stron, a teraz skomlą o udział w konferencji pokojowej, która ureguluje globalne stosunki Rosji i Stanów Zjednoczonych. W głowach (i nie tylko głowach) im się poprzewracało!”.
Tak, poprzewracało się. Nad całą konferencją unosił się bowiem narcystyczny samozachwyt elit europejskich nad samymi sobą, nad swoją siłą, moralną wyższością i nad ich „zasadami”. Trump paląc cygaro rzekł sobie pod nosem: „Nie macie żadnych kart!”
Adam Wielomski



Od dawna już wiadomo, że do prowadzenia wojny potrzeba silnej gospodarki i mięsa armatniego. Tymczasem, UE jedzie na bezprecedensowych długach a nieliczna młodzież nie chce umierać za ojczyznę. Elity unijne są odrealnione i to będzie je drogo kosztować, tzn. utracą władzę. Wojna, bieda, głód powodują dyskredytację systemu, który traci prawomocność.
Do Unii Europejskiej przyjęto już kiedyś państwo znajdujące się w stanie wojny i mające część swojego terytorium pod okupacją wroga. Żadnej „federalizacji” UE ani budowy „armii europejskiej” to nie spowodowało. Bo też i ten okupant nie zagraża ani pozostałemu terytorium owego państwa, ani żadnemu innemu państwu UE. Natomiast Rosja, przeciwnie, zagraża, oficjalnie domagając się (ultimatum katechona Putina z grudnia 2021) oddania jej dawnej „strefy wpływów” ZSRR i wobec gróźb USA wycofania się z Europy, budowa własnej europejskiej siły zbrojnej stała się koniecznością.
A USA i Rosja nigdy nie uskutecznią konferencji pokojowej, która ureguluje globalne stosunki Rosji i Stanów Zjednoczonych. Z tego prostego względu, że USA jest globalnym mocarstwem, nie mającym, nawet w przybliżeniu, żadnego równorzędnego odpowiednika na świecie, a Rosja tylko upadłą stacją benzynową udającą państwo. I nawet Trump to doskonale rozumie, że Rosja nie jest dla USA żadnym partnerem, tylko co najwyżej upierdliwym utrapieniem. Takie kraje europejskie, jak Wlk Brytania, Francja czy Niemcy, – każde z osobna- są silniejsze od Rosji. Co dopiero Europa jako całość.
I dlatego USA z Izraelem mogą sojuszników Rosji, jak teraz Iran, dowolnie obrabiać, bombardować i wyznaczać im przywódców, a katechon Putin może co najwyżej w proteście rysować kredkami po chodniku.
To czegoś tu nie ogarniam. Skoro Rosja jest upadłą stacją benzynową udającą państwo to dlaczego nam zagraża i dlaczego mamy budować centralną europejską armię? Skoro Rosja jest upadła to jej neutralizacja powinna być kwestią czasu. Ale nie ma co szukać sensu w logice pilastra. Odpowiedź jaką się spodziewam to będzie kolejny bełkot zamozaprzeczania sobie. Tak jak z tym Trumpem. Trump zaatakował Iran dlatego porządkiem światowym rządzi prawo międzynarodowe wbrew temu, co Trump twierdzi. Czyli polityka Trumpa udowadnia że nie jest tak jaka jest polityka Trumpa. LOL
Naćpany oprych z kijem bejzbolowym odgrażający się wszystkim dookoła może być jakimś zagrożeniem, dopóki się go nie zneutralizuje. Do tej pory Europa polegała w takich kwestiach na „szeryfie” z USA, ale ten nagle stwierdził, że nie jest dłużej tą funkcją zainteresowany, zatem nie ma wyjścia, trzeba uzbroić się samemu i zatrudnić innego szeryfa. Dopóki oprych nie weźmie i nie zdechnie.
To co Trump robi a to co mówi to są dwie kompletnie różne, nawzajem do siebie ortogonalne kwestie. Zresztą dotyczy to też każdego innego polityka.
„Naćpany oprych z kijem bejzbolowym odgrażający się wszystkim dookoła może być jakimś zagrożeniem, dopóki się go nie zneutralizuje. Do tej pory Europa polegała w takich kwestiach na „szeryfie” z USA, ale ten nagle stwierdził, że nie jest dłużej tą funkcją zainteresowany, zatem nie ma wyjścia, trzeba uzbroić się samemu i zatrudnić innego szeryfa. Dopóki oprych nie weźmie i nie zdechnie.”
Skoro tak to nie wiedzieć czemu przez lata trend szedł w odwrotnym kierunku. Rozbrajanie, redukcje wojsk, niewieścienie i pedalenie Europejczyków.
„To co Trump robi a to co mówi to są dwie kompletnie różne, nawzajem do siebie ortogonalne kwestie. Zresztą dotyczy to też każdego innego polityka.”
Czyli potwierdza to, co myślę, że całe te realizmy i liberalizmy instytucjonalne to tylko narzędzia maskujące czyste interesy państw i ich polityków.
„I dlatego USA z Izraelem mogą sojuszników Rosji, jak teraz Iran, dowolnie obrabiać, bombardować i wyznaczać im przywódców”
Faktycznie USA obrabia Iran – ale nie bezkarnie.
Przywódcę mu wyznaczył? Jakiego?
Pilaster, a jak idzie 3-dniowa SOW Izraela i USA w Iranie?
Swoją drogą, 3-dniowa SOW Izraela w Strefie Gazy też jeszcze trwa.
Nie dość pomaga wysoki IEF?
Okropny defetyzm. Nawet aktywa CIA nie są aż tak binarne w myśleniu. Właśnie widzimy jak temu imperium idzie imperiowanie. Za chwilę nie będą mieć rakiet do podstawowej obrony i już rozbierają z nich sojuszników.
„Naćpany oprych z kijem bejzbolowym odgrażający się wszystkim dookoła”
Ten opis nie pasuje do Rosji. Bardziej do pomajdanowych „elit”.