Abdykacja i papabile

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, wracam dziś do wczorajszej abdykacji papieskiej. Najpierw jeszcze trochę o jej przyczynach. Benedykt XVI pisze, że jej powodem jest ubytek sił fizycznych i duchowych. Co to znaczy ubytek sił duchowych? Nie oznacza to przecież kryzysu papieskiej wiary. To może oznaczać obawę o intelektualne możliwości  sprawowania urzędu. Hierarchowie watykańscy oczywiście zaprzeczają, ale znając staroświeckie odruchy kościelnych instytucji to zaprzeczanie może być pewną wskazówką. Wskazówką logiczną. Do sprawowania urzędu, podejmowania decyzji, podpisywania nominacji potrzebne są przede wszystkim moce intelektualne. Moce fizyczne – tak jak to było w przypadku Jana Pawła II – nie są niezbędne. Jeśli wziąć pod uwagę słynną ostatnią drogę krzyżową Jana Pawła II, do której rozważania o wewnętrznym brudzie w Kościele pisał Joseph Ratzinger, a później jego bezkompromisową walkę z nadużyciami obyczajowymi duchownych, to ta rezygnacja wydaje się logiczna. Papież nie chce doprowadzić do sytuacji, w której ktoś mógłby – zwłaszcza dziś – decyzje personalne, podejmować jakby „za niego”.

I jeszcze jeden aspekt tej abdykacji. Aspekt różnicy między Janem Pawłem II, a Benedyktem XVI. Trochę różnicy między Polakiem i Niemcem. Pierwszy widział swą misję chyba jak mesjańsko – romantyczne powołanie. Misję, w której instytucjonalny wymiar sprawowanej funkcji jest zdecydowanie na dalszym planie. Drugi widzi swą misję w kategoriach sprawnego kierowania instytucją i gdy widzi, że owej „operacyjnej” sprawności brakuje – dla jej dobra – odchodzi. 

 Tyle moich refleksji o przyczynach papieskiej abdykacji w niecałą dobę po tym zaskakującym fakcie.

         Właśnie. Po abdykacji. Po abdykacji zaskakującej. Idącej pod prąd kościelnej tradycji i utartym schematom myślenia w katolickim świecie. A jeśli tak, to te schematy trzeba też łamać w kontekście następcy Benedykta XVI. Ja w ich łamaniu oparłbym się na ostatnim jego przemówieniu do Kurii Rzymskiej. To były zawsze przemówienia programowe papieży. Tak jak w roku 2005, w grudniu, w swym pierwszym przemówieniu papież mówił o hermeneutyce soborowej ciągłości, tak w ostatnim – 3 miesiące temu- przeciwstawił się ostro ideologii gender (http://jflibicki.salon24.pl/475997,papiez-contra-gender-kurs-2012-2013).

Jeśli to miałby być „program” jego następcy to mógłby być to właśnie ktoś z poza Europy. Ktoś, w którego codziennym życiu i duszpasterskim funkcjonowaniu nie jest to absolutnie, jak w Europie element publicznego dyskursu. Kto w sporze na arenie ludzkiej seksualności, będzie się odwoływał do innego świata niż świat liberalnej, europejskiej demokracji. Oczywiście nie musi tak być, ale to może być jeden z ważnych rysów nowego papieża. Mogą jednak zwyciężyć i argumenty inne. Tak więc – po kolei – oto moi kandydaci. Moi papabile. I dlaczego na nich stawiam:

Najpierw kardynał Raymond Leo Burke. Amerykanin, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.  Dotąd w Kościele bano się papieża – Amerykanina. Uważano, że przedstawiciele jednej nacji nie mogą równocześnie rządzić światem i Kościołem. Tak myślano jednak w dobie „starej” Ameryki. W dobie przed Obamą. Dziś tak, jak prezydent USA jest symbolem obyczajowej i społecznej zmiany, tak kardynał z tego kraju, konserwatywny liturgicznie i niezłomny w obronie życia aż do wezwań do nakładania ekskomunik na nie broniących go polityków, może być uznany za najlepsze, kościelne antidotum.

         Potem kardynał Mauro Piacenza, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. To on mógłby być najlepszym kontynuatorem pontyfikatu Benedykta XVI. Szczególnie w jednej sprawie. W walce o odnowieniem, oczyszczenie i wyeliminowanie nadużyć kapłańskich. Jest doświadczonym kurialistą, zna mechanizmy władzy, a jednocześnie w Roku Kapłaństwa wydawał głębokie i przemyślane listy mówiące o tym, że bez odnowy kapłaństwa, nie będzie odnowy Kościoła.

         Kolejny kandydat to kardynał Louis Antonio Tagle. Filipińczyk, Metropolita Manili. Za nim, moim zdaniem, przemawiają dwie rzeczy. Jest z największego, katolickiego kraju Azji i jest najmłodszym kardynałem. Ma 56 lat i jest o trzydzieści lat młodszy od obecnego papieża. To mógłby być nie europejski i długi pontyfikat.

         Wreszcie kandydat ostatni. Pomyślałem o nim już po wczorajszej notce. To Metropolita Colombo, kardynał Albert Malcom Ranjitch. To chyba najbardziej konserwatywny z obecnych elektorów. I chyba przez to ma najmniejsze szanse. Ale – Joseph Ratzinger też miał nie mieć szans.

 Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Abdykacja i papabile”

  1. @Autor: “…I jeszcze jeden aspekt tej abdykacji. Aspekt różnicy między Janem Pawłem II, a Benedyktem XVI. Trochę różnicy między Polakiem i Niemcem. …” – Polak pracuje do śmierci, a Niemiec – do emerytury, :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *