Argument z obejścia Konstytucji jest najważniejszy

Filozoficzne, polityczne, prawne rozważania prof. Wielomskiego i dra Bały (z 12.12.2015 r.) są interesujące, ale nie pasują do polskiego systemu konstytucyjnego. Z kolei logiczne, prawnicze rozważania dra Dyrdy i mgra Pacha (z 23.03.2016 r.) są wysublimowane, ale skupiają się na starym filozoficznym problemie kłamcy, szukając analogii do teraźniejszej sytuacji. Według mnie, cała ta debata jest zbyt wysublimowana w ogóle. Profesor Wielomski jest zwolennikiem idei Schmitta i chce, aby Prezydent był aktywnym strażnikiem Konstytucji, ale, twierdzę, to jest tzw. chciejstwo. Autorzy z UJ z kolei starają się wywieść, że rząd działa nielogicznie, miesza prawdę i fałsz, tj. relatywizuje, w swym twierdzeniu, że TK orzekał na niewłaściwej podstawie prawnej. Tymczasem w mojej ocenie problem leży gdzie indziej. Istota problemu to obejście lub próby obejścia Konstytucji przez rząd PiS.

Kontekst

Rząd PiS rozumiem jako Radę Ministrów, Sejm, Senat, Prezydenta, tj. instytucje państwowe kontrolowane przez tę partię.

Przez obejście konstytucji rozumiem działanie prawne organu państwowego, które ma pozornie na celu wykazanie konstytucyjności i dobrych intencji działania, gdy w praktyce ma prowadzić do uniemożliwienia realizacji konstytucyjnych przepisów lub funkcjonowania konstytucyjnych organów. Mówię, że szanuję konstytucję, ale robię wszystko, aby jakiś organ albo jakieś uprawnienie nie mogły działać i przeszkadzać w mojej działalności politycznej – to istota obejścia konstytucji.

Ze względów dla mnie niezrozumiałych cała dyskusja toczy się na poboczu głównego argumentu, tj. argumentu z obejścia Konstytucji przez rząd PiS. Twierdzę, że PiS chciał obejść Konstytucję, by uniemożliwić TK wykonywanie swoich obowiązków i pozbyć się zbędnego balastu kontroli ze strony TK.

Kontekst polityczny jest taki, że ludzie rządu podkreślają, że chcą dokonać wielkich zmian w Polsce, wprowadzić reformy, że są na wojnie, a zatem TK mógł być zbędnym balastem, który zaneguje program 500 plus etc. Używają języka, który nie wykazuje szacunku dla TK, jak słynne opisanie marcowej rozprawy TK przez wiceministra sprawiedliwości jako spotkania przy kawie i ciastkach.

Przytaczam dwa argumenty prawnicze, analizę dwóch nowel ustawy o TK, żeby wykazać obejście lub próby obejścia Konstytucji przez rząd.

Argument pierwszy, czyli jak zakończyć kadencję Prezesa TK

Parlament uchwalił szybko, a Prezydent podpisał równie szybko, ustawę z dnia 19 listopada 2015 r. o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. poz. 1928). Co było celem tej ustawy? Ustawa listopadowa, w zasadzie mała ustawa naprawcza, miała trzy cele konkretne.

Po pierwsze, chodziło o możliwość ponownego wyboru sędziów w miejsce tych, których kadencja wygasała w 2015 r. Po drugie, ustawa miała wygasić kadencję obecnego Prezesa i Wiceprezesa TK. Po trzecie, chciano zwiększyć rolę Prezydenta przy mianowaniu Prezesa TK oraz ustalić, że osoba wybrana na sędziego TK składa w ciągu 30 dni od wyboru ślubowanie wobec prezydenta RP.

Art. 2 ustawy zmieniającej stanowił, że kadencja dotychczasowego Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego wygasa po upływie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.

Ponadto dodano art. 137a do ustawy o TK w brzmieniu stanowiącym, że w przypadku sędziów Trybunału, których kadencja upływa w roku 2015, termin na złożenie wniosku, o którym mowa w art. 19 ust. 2, wynosi 7 dni od dnia wejścia w życie niniejszego przepisu.

Z kolei art. 12 ust. 1 i 2 ustawy o TK otrzymał brzmienie: „1. Prezesa Trybunału powołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej spośród co najmniej trzech kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne na okres trzech lat. Na stanowisko Prezesa Trybunału można być powołanym dwukrotnie. 2. Kandydatów na stanowisko Prezesa Trybunału wybiera Zgromadzenie Ogólne w ostatnim miesiącu kadencji Prezesa Trybunału spośród sędziów Trybunału, którzy w głosowaniu uzyskali kolejno największą liczbę głosów. W razie opróżnienia stanowiska Prezesa Trybunału wyboru kandydatów dokonuje się w terminie 21 dni.”

Art. 20 ust. 1 otrzymał brzmienie: „1. Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, w terminie 30 dni od dnia wyboru, ślubowanie następującej treści (…)”.

W art. 21 ust. 1a sprecyzowano także: „1a. Złożenie ślubowania rozpoczyna bieg kadencji sędziego Trybunału.”

Vacatio legis było zachowane w art. 3 ustawy zmieniającej, który wskazał, że ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Przepisy te były bardzo kontrowersyjne. Czy można wygasić kadencje Prezesa i Wiceprezesów TK? Czy można regulować post factum wybory sędziów TK w 2015 r.? Czy należy zwiększać rolę Prezydenta w wyborze Prezesa TK? Czy kadencja biegnie od ślubowania, czy od wyboru przez Sejm?

Jak wiemy, TK na rozprawie 9 grudnia 2015 r. (sygn. akt K35/15) uznał te przepisy za niezgodne z Konstytucją. Ustawa zmieniająca weszła w życie 5 grudnia, ale istota orzeczenia K35 odrzuciła ją już 9 grudnia.

Smaczku całej sprawie dodał fakt, że 3 grudnia o pierwszej w nocy, godziny przed rozpoczęciem rozprawy w sprawie K34/15 dotyczącej konstytucyjności noweli z czerwca 2015 r., a tym samym oceny konstytucyjności podstawy prawnej powołania sędziów 8 października 2015 r., Prezydent przyjął ślubowanie od czterech z pięciu nowo wybranych tzw. listopadowych sędziów TK, tj. sędziów, których wybrano na miejsce tych sędziów, których wybór unieważniono w listopadzie 2015 r. ze względu na zarzuty naruszenia procedury wyboru w październiku. Zarzuty te były jednak bardzo słabo sprecyzowane w uchwałach z 25 listopada 2015 r. o utracie mocy prawnej wyborów sędziów TK. Każdy prawnik, który czytał je na stronie Sejmu, wie, że tak nie można formułować zarzutu, tzn. jednym zdaniem, bez wskazania faktów. To znaczy, nie mogę uzasadnić jednym zdaniem, że coś unieważniam ze względu na np. poważne błędy proceduralne, bez określania istotnych detali.

Pierwsza próba zmiany w TK upadła. Prezes TK pozostał bez zmian, nie zmieniły się też zasady jego wyboru. A próba wyboru sędziów TK w oparciu o nowe przepisy spełzła na niczym. Presja na zmiany w TK nawet w imię obejścia Konstytucji rosła w rządzie w grudniu 2015 r., po wyroku K35. Oba wyroki, K34 i K35, opublikowano przez rząd, chociaż z pewnymi oporami i po medialnej wymianie zdań ze strony rządu PiS i Prezesa TK.

Argument drugi, czyli jak naprawić TK, aby ten nie mógł obradować szybko

Drugie podejście do zmiany w TK nastąpiło w grudniu 2015 r. Ekspresowo uchwalono ustawę w przeddzień Wigilii, choć dyskusje w Senacie trwały prawie do wigilijnego poranka. Została ona podpisana tuż po Świętach. Ta ustawa przez swych twórców była nazywana naprawczą, tzn. miała poprawić i naprawić funkcjonowanie TK. W mediach minister sprawiedliwości używał argumentów, że TK rozpatruje mało spraw, jest nieefektywny, a sędziowie, mimo że zarabiają po dwadzieścia parę tysięcy złotych w TK, mają też inne etaty na uczelniach. Wzorem miał być natomiast TK w RFN.

Ustawa z dnia 22 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. poz. 2217) weszła w życie bez vacatio legis. Co było jej istotą?

Wymienić można cztery główne punkty. Po pierwsze, skład orzekający miał głównie wynosić 13 sędziów. Po drugie, orzeczenia miały zapadać większością dwóch trzecich głosów. Po trzecie, postępowania wszczęte przed wejściem w życie nowelizacji nieprowadzone przez skład określony w nowelizacji miały zostać wszczęte na nowo. Po czwarte, o kolejności rozpatrywania wniosków w TK decyduje kolejność wpływów.

Skupmy się jednak na przepisach, a nie sloganach.

I tak konkretnie, art. 10 ust. 1 otrzymał brzmienie: „1. Zgromadzenie Ogólne podejmuje uchwały większością 2/3 głosów, w obecności co najmniej 13 sędziów Trybunału, w tym Prezesa lub Wiceprezesa Trybunału, chyba że ustawa stanowi inaczej.”

W art. 12 dodano ust. 2a w brzmieniu: „2a. Kandydata na stanowisko Prezesa Trybunału może zgłosić co najmniej 3 sędziów Trybunału. Sędzia Trybunału może zgłosić tylko jednego kandydata.”

Dodano art. 28a, stanowiący, że postępowanie dyscyplinarne można wszcząć także na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej lub Ministra Sprawiedliwości w ciągu 21 dni od dnia otrzymania wniosku, chyba że Prezes Trybunału uzna wniosek za nieuzasadniony. Postanowienie odmawiające wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wraz z uzasadnieniem doręcza się wnioskodawcy w ciągu 7 dni od dnia wydania postanowienia.

Dodano art. 31a: „Art. 31a. 1. W szczególnie rażących przypadkach Zgromadzenie Ogólne występuje do Sejmu z wnioskiem o złożenie z urzędu sędziego Trybunału. 2. Zgromadzenie Ogólne może podjąć uchwałę lub złożyć wniosek w sprawie, o której stanowi ust. 1, także na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej lub Ministra Sprawiedliwości w ciągu 21 dni od dnia otrzymania wniosku. 3. Uchwałę odmawiającą złożenia wniosku, o którym stanowi ust. 1, wraz z uzasadnieniem doręcza się wnioskodawcy, o którym stanowi ust. 2, w ciągu 14 dni od dnia podjęcia uchwały.”

Art. 44 ust. 1-3 otrzymał brzmienie: „1. Trybunał orzeka: 1) w pełnym składzie, chyba że ustawa stanowi inaczej; 2) w składzie 7 sędziów Trybunału w sprawach: a) wszczętych skargą konstytucyjną albo pytaniem prawnym, b) zgodności ustaw z umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie; 3) w składzie 3 sędziów Trybunału w sprawach: a) nadania dalszego biegu lub odmowy nadania dalszego biegu skardze konstytucyjnej oraz wnioskowi podmiotu, o którym mowa w art. 191 ust. 1 pkt 3–5 Konstytucji, b) wyłączenia sędziego. 2. Jeśli sprawa, o której stanowi ust. 1 pkt 2 i 3, jest szczególnie zawiła lub o szczególnej doniosłości, możliwe jest przekazanie jej do rozstrzygnięcia w pełnym składzie. O przekazaniu rozstrzyga Prezes Trybunału, także na wniosek składu orzekającego. 3. Orzekanie w pełnym składzie wymaga udziału co najmniej 13 sędziów Trybunału.”

W art. 80 dodano ust. 2: „2. Terminy rozpraw albo posiedzeń niejawnych, na których rozpoznawane są wnioski, wyznaczane są według kolejności wpływu spraw do Trybunału.”      W art. 87, ust. 2 otrzymał brzmienie: „2. Rozprawa nie może odbyć się wcześniej niż po upływie 3 miesięcy od dnia doręczenia uczestnikom postępowania zawiadomienia o jej terminie, a dla spraw orzekanych w pełnym składzie – po upływie 6 miesięcy.”. Dodano też ust. 2a w brzmieniu: „2a. Prezes Trybunału może odpowiednio skrócić o połowę termin wskazany w ust. 2 w sprawach: 1) wszczętych na podstawie wniosku Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej; 2) w których skarga lub pytanie prawne dotyczą bezpośredniego naruszenia wolności, praw i obowiązków człowieka i obywatela zawartych w rozdziale II Konstytucji; 3) w których kontroli podlegają przepisy regulaminu Sejmu lub regulaminu Senatu.”

W art. 99, ust. 1 otrzymał brzmienie: „1. Orzeczenia Trybunału wydawane w pełnym składzie zapadają większością 2/3 głosów.”

Art. 4 nowelizacji grudniowej stanowi, że w sprawach, w których do dnia wejścia w życie niniejszej ustawy, skład orzekający nie rozstrzygnął o rozpoznaniu wniosku, pytania prawnego lub skargi konstytucyjnej na posiedzeniu niejawnym, na wniosek uczestnika postępowania, sprawy rozpoznaje się na rozprawie. Z kolei zgodnie z art. 5, ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia. Stało się to 28 grudnia 2015 r.

Nowelizacja grudniowa była niezwykle kontrowersyjna. Wszak art. 190 ust. 5 Konstytucji mówi, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zapadają większością głosów. Jak można ustawą podnieść do poziomu kwalifikowanego, gdy tak nie ustanowił ustrojodawca, to pytanie było retoryczne. Wyglądało to jak trik przygotowany przez doradców prawnych rządu.

Wydaje mi się, że przeciętny prawnik, czytając te przepisy, wiedział, że ingerują one mocno w funkcjonowanie TK. Pytanie brzmiało, czy nie szły za daleko, jeśli idzie o zgodność z Konstytucją. Wielu z nas czuło wprost, że przecież ustawa nie może regulować większości kwalifikowanej!

8 marca 2016 r. TK rozpoznał w pełnym składzie połączone wnioski Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, grupy posłów na Sejm, grupy posłów na Sejm, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Krajowej Rady Sądownictwa dotyczące nowelizacji ustawy o TK. To była K47/15. Ponownie, TK uznał kwestionowane przepisy rządu PiS za niekonstytucyjne. TK przede wszystkim wskazał na naruszenie zasady dobrej legislacji. Tempo prac nad nowelą był niespotykane. Nowela prowadziła do chaosu w pracy TK. Zdaniem TK, uniemożliwiała jemu sprawne funkcjonowanie. Nowela grudniowa była jak naruszenie jego swoistej autonomii wobec innych władz, gwarantowanej Konstytucją. Ta zaś wynika z zasady państwa prawnego, tj. art. 2 Konstytucji, i zasady podziału władz oraz działania władz na podstawie prawa, tj. odpowiednio art. 10 i 7 Konstytucji, i z przepisów konstytucyjnych przepisów dotyczących TK bezpośrednio, tj. art. 188-197.

Co dalej? Kowboje na ziemi oburzonych Indian

I tak rząd PiS mówi, że ważny jest art. 197 Konstytucji, który stanowi, że organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa. No, a przecież TK jest regulowany przez ustawę o TK zmienioną nowelą grudniową. Postępowanie marcowe jest zatem, zdaniem rządu PiS, nieważne, a ostatni wyrok w sprawie K47/15 jest także nieważny i nie będzie publikowany, bo byłoby to sprzeczne z prawem!

Jest prawdą, że TK nie orzekał 8 marca 2016 r. w oparciu o te przepisy, które były zaskarżone. Powołał się bowiem na inne przepisy i Konstytucję. Inaczej, zdaniem TK, byłby to ślepy zaułek, tj. orzekanie na podstawie przepisów ustawowych, później uznanych za niekonstytucyjne. Mógłby orzekać, zgodnie z nowelą grudniową, dopiero po pół roku, a nie w marcu 2016 r. A zdaniem TK, sprawa była niezwykle ważna ustrojowo i można było orzekać w oparciu wprost o Konstytucję.

Dla TK najważniejszy jest zaś art. 190 Konstytucji. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne (ust. 1). Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach wymienionych w art. 188 podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” (ust. 2). Zgodnie z początkiem ust. 3, orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie z dniem ogłoszenia, jednak Trybunał Konstytucyjny może określić inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego. Termin ten nie może przekroczyć osiemnastu miesięcy.

Ani Schmittiańskie, ani logiczne spory nie rozwiążą tego pata. Dla przeciętnego i neutralnego politycznie prawnika, który może ma sympatie polityczne, ale nie osiąga żadnych korzyści ze strony partii, jest jasne, że rząd obiema nowelami chciał obejść prawo, tj. Konstytucję, by osłabić TK. Działanie rządu jest nie tylko wątpliwe prawnie i konstytucyjnie, ale też ustanawia bardzo niskie standardy etyczne władzy. Każda sejmowa większość teraz może unieważnić wybory sędziów przed złożeniem ślubowania. Każdy rząd może kwestionować ważność postępowania i odmawiać publikacji wyroku TK. Czy o to chodziło?

Młody demokratyczny kraj wszak potrzebuje silnych instytucji takich jak TK, które kontrolują rząd. W przeciwnym razie grozi nam cyniczny cmentarz prawa rodem z Białorusi, Rosji, Włoch czy Węgier. Władca może wszystko, bo ma wpływ, ma większość, ma… władzę. Obchodzenie Konstytucji nikomu na dobre nie wyszło. Jest jasne podczas analizy obu noweli, że rząd to obejście właśnie robi. Po to były te dwie nowele. Nie chce mieć strażnika konstytucji w TK, ale w Kancelarii Prezydenta i Parlamencie. Chce reformować państwo, a TK blokować może reformy. Tak myślą też zwykli ludzie. Ale prawnicy powinni mieć trochę więcej wyobraźni co do skutków regulacji prawnych i ich wpływu na szacunek dla prawa.

Można przytoczyć w tym kontekście sprawę prezydenta Andrew Jacksona. Jak zostało to ujęte w apokryfie ludowym w USA, powiedział on po wyroku w sprawie Worcester v. Georgia w 1832 r., że skoro sędzia John Marshall wydał wyrok, to niech go wyegzekwuje („John Marshall has made his decision; now let him enforce it!”). Chodziło o to, że Georgia ustawą zakazywała nie-Indianom przebywania na terytorium Indian bez zgody rządu federalnego. Sąd Najwyższy uznał to prawo za niekonstytucyjne i nakazał uwolnić Worcestera. Jackson wiedział, że sąd nie ma środków, by ten werdykt wyegzekwować. Jackson nie miał nic do egzekwowania po swojej stronie. Wszystko zależało od tego, jak zachowa się rząd Georgii. Po kilku miesiącach, Worcester został warunkowo przeproszony w Georgii. On i jego towarzysze zostali zwolnieni z aresztu pod warunkiem, że nigdy nie wrócą na ziemię Cherokee. W zasadzie, wyrok jako pro-Indian znany jest bardziej z tego, że ustanawiał nowe relacje konstytucyjne między Indianami i rządem federalnym oraz promował suwerenność plemienną Indian. Znany jest też z konfliktu władz i problemu egzekucji wyroku właśnie.

Kłopoty z uznaniem wyroku SN przez rząd Georgii czy rząd federalny to nie są złote zgłoski amerykańskiej demokracji. Jackson nie był też wielkim Lincolnem, który złamał jawnie prawo konstytucyjne dotyczące zawieszenia wolności obywatelskich, aby ratować jedność federacji. Lincolnowska walka przedstawia inny poziom sprawy niż ta polska.

Prezes TK Andrzej Rzepliński nie jest kowbojem na ziemi oburzonych Indian. Ale rząd PiS jest trochę rządem Georgii. Nie chce wykonać wyroku. Tyle, że Worcester siedziałby już w areszcie, tymczasem Rzepliński orzeka i udziela wywiadów. A Jacksona i oburzonych Indian to po prostu nie mamy albo jesteśmy nim i nimi po trochu wszyscy. Wiemy jak Jackson, że TK sam nie wyegzekwuje wyroku, że musi to zrobić ktoś inny. Wiemy, że ktoś musi go opublikować najpierw. Część z nas jest trochę oburzonych, że TK przekroczył jakąś zakazaną linię, bo działa wbrew rządowi i tzw. dobrym zmianom i Prezes TK jest zbyt aktywny. Rzepliński jest nieco Marshallem, ale rząd PiS nie jest rządem Jacksona. Rząd PiS musi wyrok wyegzekwować, a Jackson nie musiał nic robić, gdyż to Georgia musiała. Georgia postawiła zaś warunki aresztantom. Ale jakich oburzonych Indian broni rząd PiS? Brak tu prostej analogii do polskiego kryzysu konstytucyjnego z 2015 i 2016 r.

Podsumowanie

Ten kryzys jest bez analogii. Jedyne słuszne rozwiązanie, podążając za duchem i literą Konstytucji, to po pierwsze, zaprzysiężenie 3 sędziów (Profesorowie Hauser, Jakubecki, Ślebzak) wybranych 8 października 2015 r. i po drugie, unieważnienie sejmowych uchwał z 2 grudnia 2015 r. o wyborze 3 ostatnich sędziów, tj. Profesorów Ciocha, Muszyńskiego i Morawskiego. Do tego przeciętny, bez emocji, cynizmu i politycznych uniesień, trzeźwo myślący prawnik może się przychylić.

To, co widzimy obecnie bowiem, to instrumentalizacja prawa, instrumentalizacja Konstytucji. Konstytucja jest uprzedmiotowiona dziś, gdyż ma służyć celom partyjnym partii rządzącej. Nie tak jesteśmy wychowywani na kursach prawa konstytucyjnego na studiach prawniczych. A przecież przepisy Konstytucji stanowią jakieś ramy, w których można działać. Ale należy tych ram przestrzegać, a nie je przesuwać czy zmieniać ustawą. Obie nowele miały na celu obejście Konstytucji dla doraźnego interesu politycznego. Powtarzam, że każdy przeciętny prawnik, patrzący na to neutralnie, nawet mający jakieś sympatie polityczne, ale nie korzystający z korzyści, które dają mu lub jego przełożonym partie polityczne, raczej bez obaw może stwierdzić, że rząd instrumentalizował prawo w tych nowelach. Wystarczy spojrzeć na cytowane tu przepisy obu ustaw zmieniających. Widać, że coś jako idea jest za nimi. Jakie to tło, pytam. Takie oto: Rząd ma ideę polityczną, program zmian. TK ma blokować te zmiany, więc musi być instytucjonalnie i faktycznie osłabiony, by tego nie czynił. Pozycja konstytucyjna TK jest mocna, zatem trzeba go osłabić ustawami.

By to zrozumieć, nie trzeba dywagacji Schmittiańskich czy logiki Alfreda Tarskiego.

Dziwię się niektórym moim kolegom i nauczycielom, prawnikom, naukowcom, że w tej instrumentalizacji prawa i obejściu Konstytucji wciąż biorą udział. Prawo powinno mieć więcej szacunku, jeśli ma być Prawem, które łączy obywateli, a które wynika z Prawa jako głębszych zasad organizacji porządku społecznego i tych dotyczących istoty natury ludzkiej. My jesteśmy narodem prawa, a nation of laws, tak mówią o sobie Amerykanie, za jednym z werdyktów ich SN. Polacy tak nie mogą o sobie powiedzieć.

Ale z drugiej strony, dziwię się także polskim środowiskom prawniczym, że jako prawnicy nie protestowaliśmy, gdy poprzednia władza uchwalała niekonstytucyjne zmiany w ustawie o TK w czerwcu 2015 r. Niekonstytucyjność czuć było na odległość.

Znamienne, że nawet, wydaje się, przychylny rządowi europeista Profesor Jan Zielonka z Oksfordu (wywiad w noworocznej Polityce), członek prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, uważa, że to, co rząd robi z TK, jest niedopuszczalne. Dodaje jednak, że we Włoszech w czasach Silvio Berlusconiego mieli to samo na co dzień. Smutne dość porównanie. Mój włoski współpracownik powtarza, że premier Włoch traktował rząd jak firmę i zniszczył Włochy. Nie robię tu analogii do lidera rządu PiS Jarosława Kaczyńskiego, oczywiście.

Ale takie obejście Konstytucji, jakie mamy w Polsce, nie służy stabilizacji społecznej i pewności prawa. Nie służy przyszłości wspólnoty politycznej w dłuższej perspektywie. Jest to smutny obraz prawa konstytucyjnego. Konstytucja jest na bruku. Jest tylko krzyk, kto jest większym patriotą i kto lepiej realizuje prawo i szanuje Konstytucję. Może jacyś socjolodzy prawa czy politolodzy albo nawet teoretycy prawa widzą w tym Norwidowskim bruku żywą konstytucję, faktyczną zmianę Konstytucji i systemu konstytucyjnego, nowe Hartowskie reguły uznania, obalenie układu postkomunistycznego, Sprawiedliwość czy fortepian Chopina. Ale czy o to nam, obywatelom, chodzi?

Dawid Bunikowski

Autor jest doktorem prawa, wykładowcą w Szkole Prawa na Uniwersytecie Finlandii Wschodniej i Distinguished Academic Associate w Centrum Prawa i Religii w Szkole Prawa w Cardiff.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *