Aryjskie archetypy

Pradawne wzorce osobowościowe w kulturach aryjskich

Chłodny krajobraz tajemniczej Północy przez tysiąclecia kształtował mentalność oraz wewnętrzną tożsamość zamieszkujących ją ludów. Swoją specyfiką determinował sposób życia volku, a przez to wszelkie praktyki kulturowe, które definiowały charakterystyczny rys północnych ras. Poprzez mroźne wiatry zimy, aryjskie ludy z niecierpliwością wypatrywały na zachmurzonym nieboskłonie promieni wiosennego słońca, które, przynosząc nowe życie, znalazły szczególne miejsce w północnych mitologiach, jako promienie „słońca niezwyciężonego”, a nie „słońca niszczącego”, które spalało wyjałowioną ziemię gorącego Południa, jak bliskowschodni bóg Behemoth.

Aryjska rzeczywistość przepełniona boskim sacrum pobudzała wyobraźnię poprzez mity obrazujące coroczne cykle pór roku, comiesięczne fazy lunarne, czy codzienną wędrówkę rydwanu Sola. Owo nieskażone nowoczesnością myślenie nie znało współczesnego podziału świata na sacrum i profanum, gdyż dla aryjczyka świętością najczystszą był przede wszystkim pierwotny akt kosmogoniczny, który cyklicznie powtarza się zarówno w skali makro, jak i skali mikro w każdym żywym i nieżywym bycie, jako boski akt kreacyjny tj. najświętszy, dający życie oraz istnienie. Metafizyczna łączność wszystkich materialnych przymiotów z ponadludzką rzeczywistością, z sakralnym duchem wieczności, którego dusze przenikają każdy istniejący byt, uwidaczniała się w specyficznym, mitycznym życiu archetypicznego „złotego wieku”, czasu idealnej harmonii bytu z jego ponadrzeczywistą duszą. Owa „dusza świata” wyznaczała nieśmiertelne wzorce, które poprzez rolę sumienia – ofiarowały człowiekowi szczególną misję tworzenia porządku w walce z niebezpieczeństwami świata materialnego. Misję świętego porządku, dzięki któremu dusza ludzka mogłaby wyzwalając się z klatki Demiruga – znaleźć życie wieczne pośród gwiazd.

Specyfika aryjskiej relacji z przyrodą

Integracja człowieka z naturą w myśl „złotego wieku” przebiegała w dosyć specyficzny sposób. Człowiek, który oddaje się bezkrytycznie w objęcia „matki natury” – dziczeje, pochłania go wszechogarniająca dzikość, pierwotność oraz okrucieństwo tzw. „praw natury”. Staje się archetypicznym „człowiekiem lasu” (którego temat rozwinę w dalszej części tekstu), czyli istotą zwierzęcą, paralelnie równie „antytradycyjną”, co człowiek ponowoczesny. Na antypodach dzikości stoi analogicznie „człowiek cywilizowany”, czyli istota całkowicie oderwana od naturalnych korzeni, które wrastają teraz w topiący się asfalt autostrad i zamiast źródlanej wody pobierają kanalizacyjne ścieki spływające z łazienek szarych blokowisk i rur monumentalnych fabryk – pomników wyśnionego „postępu”. Choroba cywilizacji brutalnie morduje w „cywilizowanym” poczucie tożsamości, które zastępuje kosmopolityczna nijakość owej atomizacji degeneracji; zabijana jest dusza, która gnić zaczęła już jak pojawiały się pierwsze ośrodki miejskie – bijące źródła zepsucia.

O zasadzie „tożsamości” ludzi decyduje ich stosunek do natury, której wypadkową jest wszystko inne, co człowiek uznał za szczególnie „ludzkie”. „Złoty wiek” to okres idealnego porządku, dzięki któremu człowiek żył w pełnej harmonii z własnym sumieniem oraz ponadnaturalnym prawem. Jeśli miałbym użyć jednego słowa opisującego stosunek człowieka do natury w Złotym Wieku, zapewne byłaby to „symbioza”, czyli idealna równowaga między pierwotną dzikością a cywilizacyjnym zepsuciem. Owa symbioza definiowała specyficzną relację, w której człowiek, nie poddając się prawom natury, żył z przyrodą w doskonałej harmonii, i jednocześnie szanując ją – przekształcał wedle swojej własnej woli tak, aby nie popełnić duchowego samobójstwa, czyli przecięcia mistycznej więzi z pierwotną “Matką”. Tej więzi nie powinna przecinać nawet śmierć, gdyż to dzięki niej dusza ludzka ponownie wraca na ten ziemski padół, by oczekiwać upragnionej wolności. Moc taką posiada jedynie metafizyczne wyzwolenie, czyli ostateczna podróż duszy do wiecznego ognia, który pali się we wnętrzu wszystkiego co materialne i ponadmaterialne. Tym gorzej dla współczesnych nam, gdyż niemożliwym w takim wypadku wydaje się wyzwolenie bez osiągnięcia owej mistycznej „duszy równowagi”, która stroni zarówno od dzikości, jak i duchowego samobójstwa cywilizacji.

Kultura aryjska

Najpełniej formację społeczną w „złotych czasach” określa słowo „kultura”. Jego etymologia wywodzi się od cultus agri, co z łaciny oznacza dosłownie „uprawiać ziemię”. Pierwotnie używano tego słowa by określić w ten sposób organizację społeczną opartą na przekształcaniu zjawisk przyrodniczych tak, by były bardziej przydatne człowiekowi i niwelowały jego „strach o byt” wyrażony w schopenahuerowskiej koncepcji woli życia. Owa pierwotna „automatyzacja” różniła się od cywilizacyjnej „maszynerii” tym, że automatyzacja była technologią ułatwiającą zadania, które można było zrealizować tak przy, jak i bez pomocy takowej technologii. Sytuacja zmieniła się, gdy kultura degenerowała w cywilizację. Wówczas zacierał się „umiar”, który dyktował brak potrzeb budowy czegoś, co nie jest związane z duchowym rozwojem człowieka. Owa niearyjska postawa stworzyła „wielkie” i podziwiane przez nas obiekty architektoniczne, co prawda niezwykłe, ale kompletnie niepotrzebne prawdziwym celom ludzkiego życia.

Złoty Wiek to eon bóstw tellurycznych. W kulturze greckiej ową erą rządzi Kronos (italijski Saturn), bóg rolnictwa, zasiewów i czasu. Nic więc dziwnego, że rasę zamieszkującą ziemię w owej epoce nazywamy „aryjczykami”. Źródłosłów tego terminu sprowadza się do rdzenia „ar”, co może oznaczać „szlachetność”, „niewinność” lub „uprawę ziemi”. Aryjczykiem więc był człowiek o nieskazitelnej duszy, żyjący w symbiozie z przyrodą, którą przekształcał wedle własnego sumienia. Szlachetność aryjska brała się z naturalnej skłonności rasy do samodzielności i odpowiedzialności zarówno za siebie, jak i wspólnotę. Brak systemu wyzysku, który charakteryzuje mentalność semicką, sprowadzał się do podniesienia sakralnej wartości pracy, wysiłku i walki w społecznościach aryjskich, których cała moralność została oparta nie na czym innym, a na własnym sumieniu i odpowiedzialności wobec innych. Aryjska moralność wynikała bezpośrednio z wewnętrznej Woli, która jako jedyna odróżniała człowieka od zwierząt i nieświadomie ustalała pewne wzorce zachowań odnoszące się do transcendentnych praw, w których duch ludzki posiada udział. Aryjczyk nie potrzebował praw spisanych, gdyż „dobro” było pojęciem, które naturalnie wpisywało się w jego duszę i dawało swój upust w głosie sumienia. Tak więc aryjczyk kierujący się własną Wolą – był w swej istocie przykładem idealnej jednostki, która swą idealność zawdzięcza doskonałej relacji między tym co poza światem i tym co się w nim samym objawia.

Złoty Wiek podarował ludziom czasy mitycznej prostoty i spokoju, w których człowiek mógł bez wyzyskiwania innych stworzeń tworzyć własne zapasy żywności, usamodzielnić produkcję i żyć w przywiązaniu do krwi i ziemi. Nie musiał więc opierać się głównie na polowaniach, czyli wykorzystywaniu zwierzyny, lecz mógł spokojnie żyć w bezpiecznej zagrodzie, czekając na kolejne żniwa. Kontrastowało to z poprzednim – zbieracko-łowieckim typem człowieka, którego archetyp nie zaginął i zaczął reprezentować drugą stronę „aryjskiego ducha”.

Wśród aryjskich ludów najczęściej spotykało się dwie szlachetne grupy krwi – 0 oraz A. W Japonii istnieje silne przeświadczenie o tym, że dana grupa krwi determinuje charakter człowieka, co ma wiązać się z jej specyficznym pochodzeniem np. najstarsza grupa 0 „myśliwych”, występowała u społeczeństw pierwotnych, przez co cechuje ją większa instynktowność, niż w przypadku grupy A tzw. „rolników”, która powstała, gdy człowiek zaczął prowadzić osiadły rolniczy tryb życia.

Archetyp Lasu i Pola

Krajobraz Północy osadzony był w pewnym dualizmie, który wyznaczał „Pole” – złote i oblane słońcem, co roku iskrzące się kolorami lata, odgłosami żniw; oraz „Las” – ciemny, pradawny, ponury i tajemniczy. Symetryczny kontrast słonecznych pól i księżycowego lasu odnosił się również do dwoistej natury świata i społeczności aryjskiej w czasach Złotego Wieku. Pole symbolizowało świat ludzki, w którym panuje porządek sankcjonowany przez wspólnotę oraz wewnętrzne prawo moralne. Reprezentowało wszystko co jasne, szlachetne, dobre, łagodne i prawdziwe. Ogień Słońca ku któremu pięły się kłosy pszenicy i wiatr który je smagał, oznaczały pradawne archetypy żywiołów, które od prawie zapomnianych czasów symbolizowały mężczyznę, czyli racjonalność, odpowiedzialność, stałość i życiodajność wyrażoną w ogniu i powietrzu. Środowisko „pola” określało się we wspólnocie volku i aryjczyku grupy „A”, który miał naturalnie charakteryzować się opanowaniem, spokojem, odpowiedzialnością, myśleniem wspólnotowym, czy nawet uczciwością, altruizmem i pracowitością. Nawet w języku niemieckim – rolnik to Bauer, co dosłownie oznacza „budowniczy”, kreator ziemi, kultury i volku.

Archetyp „Lasu” jest dokładnym przeciwieństwem „Pola” i jego symbolika jest bardziej skomplikowana i wielowarstwowa. Pierwotna puszcza jest dziczą, której człowiek jeszcze nie okiełznał, terenem na którym nie obowiązują już prawa sankcjonujące porządek w świecie ludzkim. W puszczy rządzi natura. Nie ma w niej miejsca na sumienie, czy jakiekolwiek prawo moralne. W puszczy liczy się jednostka i jej życie, liczy się siła pierwotnego instynktu przetrwania, okrucieństwo i spryt. Żadnych kompromisów, umów społecznych, tylko samotny człowiek pozostawiony samemu sobie, rzucony na pastwę losu. Nie ma w lesie dla niego bezpiecznego miejsca. Przynajmniej człowiek tam sobie go nie znalazł nie będąc w stanie przyzwyczaić się do ciągłego gnicia, umierania, rodzenia, wystawienia na kapryśne warunki pogodowe, mróz i deszcz.

„Las” niweluje wszystkie ludzkie prawa, którymi kierował się człowiek w Złotym Wieku, cofa go do niepamiętnych, pradawnych czasów pierwotności, których nie pamiętają nawet najgłębsze, nieświadome sny. Jest żywiołem irracjonalnym, którym człowiek nigdy nie zawładnie. Może go zniszczyć, zabić, ale nigdy nie posiądzie jego Tajemnicy. W dawnych czasach sądzono, że las jest domem dziwacznych stworzeń, zjaw, duchów, demonów i potworów, czym symbolicznie prości ludzie wyrażali swój strach przed nieznanymi tajemnicami, które kryją pradawne drzewa, zimne strumienie, mroczne pieczary, czy enigmatyczne wzniesienia, gdzie legendy umiejscawiały demoniczne sabaty lub mroczne kulty sprzed cyklu dziejów.

Puszczę zamieszkiwał „myśliwy”, czyli aryjczyk typu „0”, który w przeciwieństwie do spokojnego „rolnika” typu „A”, wyróżniał się dynamicznym charakterem i niezależną, przywódczą osobowością, która swą genezę czerpała z pierwotnego myśliwskiego trybu życia pra-człowieka. Las wymagał samodzielności, więc analogicznie do kolektywnej wspólnoty rolniczej – wyrażał najpełniejszy obraz indywidualizmu. To dlatego symbol kobiety-indywidualistki ukazany został w opowieściach jako symbol „czarownicy z lasu” – samotnej kobiety, która uciekła ze wspólnoty i wyłamała się z tradycyjnego wzorca danej kultury. Myśliwy to samotny goniec, który martwi się tylko o własne życie; jest przywódcą, ponieważ w lesie nie istnieją kompromisy, tylko brutalna rzeczywistość, w której nie sposób żyć bez silnej ręki i hartu ducha. Goniec nie zna litości, gdyż przetrwanie wymaga poświęcenia, nie ma czasu na kontemplacje, czy tworzenie kultury. Jego celem jest przewodzenie, kontrolowanie i działanie dla wspólnoty na terenie nieznanym, wystawionym na różne dziwne niebezpieczeństwa.

Paralelnie do męskiego „Pola” – „Las” skrywa w sobie pierwiastek żeński. Męskie żywioły (powietrze i ogień) zostają zneutralizowane – wysokie korony drzew hamują rozszalały wiatr i nie pozwalają przedrzeć się promieniom letniego Słońca. Uwydatnia się natomiast żywioł ziemi, z którego wyrastają stare drzewa (żywioł wiązany z kobietami jako symbolami „matek” i rodzicielek), oraz wody, spływającej z zielonych konarów do podziemnych korzeni (identyfikowany z kobietami z racji specyfiki ich płodności: woda towarzyszyła narodzinom, ale i jej przypływy i odpływy w morzach związane z położeniem księżyca, przypominały comiesięczne cykle miesiączkowe).

Puszcza to pierwotna Pramatka wszystkiego co żywe, której demoniczna postać w nieświadomych zakamarkach snu występuje pod nazwą „Czarnej Kozy Lasów, tysięcy pokoleń”, której archetyp szczątkowo opisuje H. P. Lovecraft jako Shub-Niggurath, czczona w tajemnym leśnym kulcie w opowiadaniu „Szepczący w ciemności”. Faktycznie „Czarna Koza” jest jedynie sumą wszystkich archetypów Pramatek, bogiń płodności, jak fenicka Astarte, babilońsko-asyryjska Isztar, czy grecka Afrodyta. Jej realistyczne ujęcie, bez mitycznej idealizacji, to ohydna i przerażająca kreatura, zaprzeczenie wszystkiego co duchowe, gdyż „Czarna Koza” będąc Matką wszystkich stworzeń jest przede wszystkim twórczynią materialnej klatki ciała w której więzi się dusza do naturalnej śmierci. Wszechmatka w leśnym kulcie jest nie tylko rodzicielką, ale przede wszystkim morderczynią, która po porodzie zjada własne dzieci w towarzystwie roztańczonych satyrów Fauna – symboli mrocznej strony mężczyzn, strony agresywnej, kierującej się prymitywnymi popędami seksualnymi, instynktem i zachłannością. Przerażający symbol Pramatki uległ zmianie w krainie „Pola”, gdzie zmarginalizowano niszczycielską stronę przyrody udomawiając zwierzęta i zbierając coroczne plony, przez co wizerunek Matki Natury poddał się złagodzeniu i reprezentował się np. w pięknie Afrodyty, zmysłowości nordyckiej Frei czy opiekuńczości egipskiej Izydy, tak bardzo różnej od leśnych, zapomnianych już, twarzy natury niszczycielki „Czarnej Kozy Lasów”.

Aryjskie wzorce współcześnie

Las jest tajemnicą, więc „myśliwy”, który posiadł wiedzę o nim, to „inicjowany”, czyli „ten, który zgłębił chaos i porządek”. Jest pradawnym archetypem wojownika, którego natura ucieleśnia się w symbiozie zarówno wiejskiego „rolnika”, jako symbolu uczciwości, pracowitości, pokory i szlachetności, jak i „myśliwego” – niezależnego przywódcy, bezkompromisowego wobec wrogów, kierującego się niezachwianą odwagą i rozsądkiem. Aryjczyk więc mógł być albo rolnikiem, albo wojownikiem. Ścieżkę, którą podążał wyznaczała jego ponadmaterialna natura, wobec której posiadał obowiązek jej realizacji, co w mistyce wschodniej nazywane jest „Dharmą” – osobistym przeznaczeniem. Wojownik był jednak czymś więcej niż rolnik – był inicjowanym, który poprzez pracę i szlachetność (cechy „rolnicze”) walczył w imię dobra wspólnoty. Nawet geneza krwi wykazuje wtórność grupy A wobec grupy 0 (co jest tylko symbolem), tak więc wojownik mógł być zarówno wojownikiem, jak i rolnikiem, ale rolnik nie mógł być jednocześnie rolnikiem i wojownikiem.

Współczesna aryjska postawa wyraża się właśnie w owych dwóch archetypach – aryjczyk to po prostu osoba „szlachetna”, której wypowiadane i głoszone słowa nie są abstraktami, lecz ideami wyrażonymi w czynach i sposobie patrzenia na świat. Aryjski wojownik widzi wszystko nie jako klątwę lub błogosławieństwo, lecz jako wyzwanie, które ma na celu sprawdzenie jego faktycznej wytrzymałości, siły ducha i wiary we własne ideały. Postawa aryjska wyraża się w postępowaniu – aryjczyk pomimo przeciwności i oszczerstw trwa niczym niewzruszona wiatrami góra, której nie są w stanie przemóc wrogie fale. Nie uważa się za aryjczyka, gdy o wykonywaniu szlachetnych cnót mówi w kategorii przyszłej, czyli istniejącej w odpowiednich warunkach dziejowych. Postawa aryjska to postawa uniwersalna i wieczna, której realizacja jest niezależna od wszelkich czynników zewnętrznych. Tak więc aryjczyk pozostanie aryjczykiem w każdym środowisku, zarówno wobec bliskich, jak i wobec wrogów, bo jeśli nie – to jakim prawem się nim nazwał i na podstawie czego wymaga tych cnót od innych?

Aktualny fetysz na punkcie społecznego aktywizmu wystarczająco odwrócił hierarchie zachodzących zmian. Coraz więcej w środowiskach uznających się za prawicowe, mówi się o „totalnej rewolucji”, „zamachach stanu”, czy „kreacji nowego człowieka”. Zastanówmy się kim są ludzie śniący o owych radykalnych zmianach i czy faktycznie chcąc zmieniać świat na lepsze – samemu są od niego wartościowsi. Hipokryzję tego schematu mogę porównać do diabła chcącego począć anioła – pomimo marzeń i tak jest to pomysł skazany na niepowodzenie z fundamentalnych przyczyn samej istotowości tego zamiaru. W jaki sposób „nowego człowieka” wykreować może osoba, dla której „aryjska cnota” to tylko słowo nie mające odniesienia w codziennym postępowaniu?

Prawdziwa rewolucja przeciwko nowoczesnemu światu powinna toczyć się wpierw nie na ulicach miast, lecz w sercach ludzi. To całe tradycjonalistyczne „wychowanie” każdy aryjczyk powinien zacząć od siebie samego, bo najlepszym i bardziej efektownym działaniem w celu zmiany świata, niż bezsensowne czekanie na dogodne sytuacje polityczne, jest zaczęcie zmiany własnej osoby i najbliższych. To jest sens owej „metafizycznej walki” – aby na przekór nowoczesności pozostać w swej istocie niewinnym, czystym i niewzruszonym, a przede wszystkim – szlachetnym, niczym aryjczyk.

O ile postawa wojownicza jest ofiarowana jedynie nielicznym, to do postawy aryjskiego „rolnika” jest predestynowany każdy, w którego umyśle nie gnieździ się semicki duch. Sensem osiągnięcia takowej natury jest odrzucenie „osiągnięć” cywilizacji i ponowne odtworzenie boskiej symbiozy człowieka z przyrodą w formie „kultury” – niewinnej i szlachetnej. Reintegracja z „bogami’, odnalezienie wartości pracy, rodziny, tożsamości etnicznej, rasowej czy wspólnoty volku, to niepisane wskazówki powrotu człowieka do obcowania ze świętą Tradycją – pradawnym wzorcem „Złotego Wieku”. Nie jest to walka irracjonalna, bo faktycznie możliwa do osiągnięcia we współczesnym świecie. Lecz jeśli nawet byłaby nierealna – sama walka jest święta, o czym wspomina Adźunie Kryszna na stronach Bhagawadgity, który wykazuje, że prawdziwie heroiczną (aryjską) postawą jest brak przywiązania do skutków owej walki i podejmowanie jej dla niej samej, a nie efektów, które może przynieść.

Jakub Andura

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Aryjskie archetypy”

  1. “…zmarginalizowano niszczycielską stronę przyrody udomawiając zwierzęta i zbierając coroczne plony, przez co wizerunek Matki Natury poddał się złagodzeniu i reprezentował się np. w pięknie Afrodyty, zmysłowości nordyckiej Frei czy opiekuńczości egipskiej Izydy …” – a Artemida?

  2. “…O ile postawa wojownicza jest ofiarowana jedynie nielicznym, to do postawy aryjskiego “rolnika” jest predestynowany każdy, w którego umyśle nie gnieździ się semicki duch. …” – a co z tzw. “miłośmierdziem”, tzw. “zbawieniem”, tzw.”potępieniem” czy innymi semickimi “wynalazkami”?

  3. @Piotr.Kozaczewski – “a co z tzw. “miłośmierdziem”, tzw. “zbawieniem”, tzw.”potępieniem” czy innymi semickimi “wynalazkami”?” – polecam poczytać Nietzschego.

  4. Ciekawe co na ten bełkot powie prof. Wielomski? Był taki kawał: prawdziwy aryjczyk to wysoki blondyn z błękitnymi oczami – tak jak Adolf Hitler 🙂

  5. @Jakub.Andura – Nietzsche? Ten sam, który pisał o nadczłowieku mieszkając u mamy i będąc chorym psychicznie? Wybornie!

  6. @Marcin Sułkowski: A ponadto, wzmiankowanny Nietzsche, po prostu, jadał włąsny kał, tak mu odwaliło w dekielk. Był więc zwykłym gównojadem.

  7. artykuł tak ciekawy, że aż zdecydowałem się zarejestrować na tym portalu i coś napisać. Witam wszystkich. z miłą chęcią poczytałbym więcej o Aryjczykach. Skąd oni się wzięli, skąd pochodzą, kto pierwszy użył tego określenia, czy mieszkańcy obecnego Iranu również w większości wywodzą się z ludów aryjskich? Ja uważam, że jest dużo prawdy w tych teoriach rasowych, a dowody na istnienie różnic w mentalności poszczególnych ras są widoczne gołym okiem.

  8. To jest pierwszy artykuł od kilku lat, którego nie zdecydowałem się przeczytać. Wystarczy, że w pierwszych zdaniach padają słowa “aryjski”, “rewolucja” i “volk”. Dla mnie wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *