Bachmura: Parlament, który nie funkcjonuje w trójpodziale, którego nie ma

 

Zwracając uwagę na projekt kolejnego podatku (cukrowego tym razem), który podatkiem przecież nie jest (zapamiętać! PiS podatków nie nakłada, on tylko dba o nas i nasze zdrowie!) widzę wyraźnie to, o czym jestem przekonany od dawna – polski parlament nie pełni swojej podstawowej roli. I nie mam tu na myśli roli ustawodawcy, bo gdyby liczba przyjętych ustaw i ich nowelizacji decydowała o prawidłowości funkcjonowania organu legislacyjnego, to z pewnością moglibyśmy stanowić wzór dla świata, którego doścignięcie stanowiłoby nie lada wyzwanie.

Podstawową w mojej ocenie rolą parlamentu każdego państwa jest ochrona obywateli danego kraju przed kolejnymi genialnymi pomysłami rządzących. Wszakże jednym z głównych problemów finansowych trapiących przedrozbiorową Najjaśniejszą, prócz katastrofalnego stanu gospodarki po latach wojen, był problem zgody Sejmu na nakładanie podatków. Niemniej jednak właśnie tu upatruję podstawowy cel istnienia parlamentu – w ochronie naszych portfeli przed nadmiernym i samowolnym drenażem ze strony rządu. Nie chcę przy tym forsować liberalnych teorii o państwie minimum (jeśli ktoś miałby po lekturze tego tekstu odnieść takie wrażenie), uważam jednak, że podatki powinny być nakładane w celu finansowania tych wydatków, które rząd rzeczywiście musi ponosić, a z pewnością nie powinno służyć realizacji kolejnych obietnic socjalnych, których głównym celem (jeśli nie jedynym) jest zapewnienie poparcia wyborców na odpowiednim poziomie, ani też łataniu dziur powstałych w wyniku prowadzenia tego typu działalności, która nie ma najmniejszych szans przynieść deklarowanego efektu.

W moim przekonaniu dzieje się tak w wyniku wadliwej konstrukcji systemu politycznego III RP, jak i samego składu polskiego parlamentu, który w rzeczywistości nie pełni swojej deklaratywnie reprezentacyjnej roli. Kwestia pierwsza wynika z błędnego a rozpowszechnionego w świadomości społecznej przekonania, że w Polsce istnieje trójpodział władzy i co więcej, aktualna ekipa rządząca dokonuje jego dekonstrukcji (sic!). Otóż nic bardziej mylnego! Jeśli nie zawodzi mnie pamięć, to jedyną próbą wprowadzenia tej koncepcji były reformy Sejmu Wielkiego i majowa konstytucja. Tam rzeczywiście zakładano realizację tej wizji relacji między ośrodkami władzy. Abstrahując tutaj od mojej osobistej oceny trójpodziału władz jako takiego przyznać trzeba, że zawiera on wiele istotnych zalet w porównaniu z rozwiązaniami konstytucji z roku 1997. Otóż pozwala on zachować parlamentowi tradycyjną rolę kontrolną wobec rządu, czego potrzeby zupełnie nie widziała nasza klasa polityczna lat ’90 i czego najwyraźniej nadal nie widzi, jeśli pominąć kwik liberałów płaczących nad likwidacją trójpodziału władz przez rządy PiSu, nie dostrzegających, że postkomunistyczny „ancien regime” nigdy takiego modelu nie przewidywał.

W praktyce wygląda to tak, że o ile przy trójpodziale władz rząd realizuje prawo stanowione przez parlament, tak w naszym systemie politycznym rząd, jako (z reguły) elita partyjna, wystawia parlamentowi „zlecenia” na uchwalanie nowych legislacji, co ten skwapliwie czyni, częstokroć nawet nie kontrolując tego, co w istocie uchwala. Co oznacza w efekcie, że nad rządem nie istnieje praktycznie żadna kontrola, poza być może opinią publiczną chętnie podsycaną przez szukające uwagi media, i żadna „dobra zmiana” i jej „reformy” nie zmieniają w tej materii absolutnie nic (inną sprawą jest natomiast podważanie zasady praworządności i generalne brnięcie w kierunku anarchii, ale to akurat sport narodowy naszej klasy politycznej, który ta frakcja uprawia po prostu z dalece większą pasją).

Drugą kwestią, którą wyżej wymieniłem, choć sama w sobie jest mniej istotna w kontekście tego konkretnego zagadnienia, jest kwestia charakteru reprezentacji parlamentarnej, która stanowi bolączkę nie tylko tego jednego postkomunistycznego porządku, ale co do zasady stanowi problem większości ustrojów opartych na liberalnej wizji parlamentaryzmu jako pola starć poszczególnych (deklaratywnie choćby) ideologii reprezentowanych przez partie w walce o władzę.

Modele parlamentów stanowych czy korporacyjnych (bądź też wszelkie ich wariacje oparte na podobnych założeniach) dalece bardziej odpowiadają potrzebom realizacji interesów społeczeństwa oraz o wiele lepiej sprawują swą kontrolną rolę ze względu na inny charakter ich składu i sposób wyłaniania reprezentantów. Wiadomym jest, że w każdym społeczeństwie istnieje wiele różnych środowisk mających do zrealizowania swojej cele i nie zawsze mogą być one jednocześnie w pełni zrealizowane, dlatego potrzebny jest parlament, w którym można wypracować optymalny wariant.

O ile w modelu stanowo-korporacyjnym parlament będzie składał się z reprezentacji ziemskich, zawodowych, przedstawicieli elit państwowych itp. i będą oni mogli na wspólnym forum szukać porozumienia w procesie stanowienie prawa, tak w parlamencie demoliberalnym już same partie stanowią odrębne grupy interesów (już nie wspominając o poszczególnych posłach, których podstawowym interesem jest zapewnienie sobie stołka na kolejną kadencję), które dążą do całkowitego narzucenia swojej woli oponentom w procesie ustawodawczym i jedyną opcją, gdy istnieje realna funkcja kontrolna w choćby minimalnym zakresie, jest rząd koalicyjny, gdzie w odpowiednim stopniu zrównoważyć się muszą interesy partii głównej i koalicjantów.

Nie ma zatem mowy o niszczeniu trójpodziału władz, bo go zwyczajnie nasza konstytucja nie przewiduje. Realnie natomiast należy obawiać się o działania rządowo-parlamentarnego konglomeratu pozbawionego nadzoru, bo o ile moglibyśmy jeszcze mieć nadzieję na rolę kontrolną mediów, to problem stanowią ich odbiorcy, którzy w większości chłoną jak gąbka propagandowy przekaz stacji podporządkowanych danemu obozowi. I tak możemy się dowiedzieć, że rząd dobry, opozycja zła, ale możemy dowiedzieć się również, że rząd zły, opozycja dobra. Nie dowiemy się natomiast na pewno tego, co w rzeczywistości stanowi problem do rozwiązania.

Sebastian Bachmura

[Głosów: 10   Average: 4.1/5]
Facebook

1 thought on “Bachmura: Parlament, który nie funkcjonuje w trójpodziale, którego nie ma”

  1. Każda tzw. demokracja przedstawicielska jest oligarchią!!! Nawet w Ameryce… badanie zarzutów kryminalnych wobec Trumpa polegało głównie na liczeniu Republikanów w ichniejszych gremiach parlamentarnych, którzy zastosowali doktrynę Neumana… (…)Jeśli będziesz w Platformie, będę cię k… bronił jak niepodległości(…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *