Bednarz: Geopolityczne tło katastrofy smoleńskiej

Tragedia na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia 2010 roku nie była katastrofą samolotu jakie zdarzają się i będą się zdarzać. Była absolutną kompromitacją państwa polskiego i wyjątkowo dojmującym upokorzeniem obywateli RP. Rozbił się samolot który powinien być najbezpieczniejszym statkiem powietrznym należącym do Sił Zbrojnych RP.

Wymowa tego faktu jest porażająca: państwo zbrodniczego fiskalizmu które zdziera z nas skórę nie zapewnia niczego, nawet bezpieczeństwa swych najwyższych przedstawicieli. Jeśli tak spojrzymy na to wydarzenie, to zarówno przyczyny, jak i reperkusje w postaci wojny psychologicznej która rozmywa odpowiedzialność za tę hańbę, nabiorą zupełnie innego wydźwięku.

Realny wpływ niemiecki

W oparach histerii jaka jest następstwem dramatu, nazwano Polskę „kondominium niemiecko-rosyjskim”. To oczywiście jest bardzo in tune z doświadczeniem historycznym, z naszą psyche. Ale czy odpowiada obecnej rzeczywistości? W 2004 roku wstępowaliśmy do Wspólnot Europejskich. W 2007 roku staliśmy się częścią Unii Europejskiej. Ustalenia szczytu Rady Europejskiej z grudnia 2011 sprawiają, że można mówić już o restytucji monarchii karolińskiej pod batutą Berlina.

Doświadczenie wykazuje, że owo prawo unijne które w Niemczech podlega prawu niemieckiemu za sprawą poczynionemu w porę postanowieniu Trybunału w Karlsruhe, jest jednocześnie instrumentem dzięki któremu unijny plebs jest dyscyplinowany przez unijny patrycjat. W sferze gospodarczej jesteśmy w strefie wpływów niemieckich. Bez wątpienia. Wolumen dwustronnej wymiany handlowej stawia kropkę nad „i”.

Neuroza antyrosyjska

A co z wpływami rosyjskimi? Te przywoływane są głównie w ramach tzw. polityki historycznej. Zacierana jest różnica między tym co komunistyczne i sowieckie, a tym co rosyjskie. Wydarzenia z lat 1917-1989 mają utrzymywać stan permanentnego napięcia woli oporu przeciwko Moskwie, porażać ogromem zbrodni rosyjskich (pojęcie „sowieckich” powoli odchodzi w zapomnienie) nad nazistowskimi (bo już nie „niemieckimi”). „Choroba na Moskala” to kwintesencja polskiego patriotyzmu symbolizowanego przez ideologię wyniesionej na piedestał piłsudczyzny. Nie wolno sprzedać Rosjanom kawałka przemysłu który w lwiej części przepuszczono za zachodnie napiwki, natomiast w dobrym tonie jest skamleć o otwarcie granicy rosyjskiej dla jabłek i wieprzowiny.

Przy powszechnej ignorancji takich faktów jak pomoc udzielona przez Piłsudskiego bolszewikom dzięki tajnemu rozejmowi w Mikaszewiczach w roku 1919, Polak-katolik żyje w błogim, infantylnym uwielbieniu dla Komendanta na Kasztance.

Symbolika zbitki „Katyń 1940 – Smoleńsk 2010” ma dowodzić nieustępliwości zakulisowych knowań wszechobecnej razwiedki. Ciągle nas dręczą, mordują ci okrutni Azjaci! A ten ich Putin to z KGB! Czy trzeba czegoś więcej? Czy uczciwy, bogobojny Polak-katolik, widząc te nieprzebrane tłumy zebrane na Krakowskim Przedmieściu w obronie krzyża („substytutu”?), miałby mieć jakiekolwiek wątpliwości? Jakże tu z oburzeniem nie miotać klątw, gdy pijana żulia naparła na modlące się staruszki?

Strategiczny wasal USA

Wszystko gra, ale tylko na pozór. Czy bowiem ostatnie lata w naszej historii to wpływ rosyjski? Udział Polski w interwencjach zbrojnych w Iraku i Afganistanie świadczy przecież o czymś zupełnie innym. W sferze militarnej to odwrócenie sojuszy o 180 stopni. Siły Zbrojne RP zostały podporządkowane kolonialnym interesom USA, stanowiąc bezdyskusyjny obszar wpływu amerykańskiego w Polsce i w Azji Środkowej. Były prezydent i były premier znaleźli się pod śledztwem nie ze względu na nielegalne więzienia GRU, ale CIA. Legalność udziału naszych wojsk w tych wojnach też przecież budzi wątpliwości. A kontrakty na uzbrojenie? Kto je wygrywa(ł)?

TU-154 który rozbił się w Smoleńsku należał do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Ta rozformowana jednostka pozostawała w składzie Sił Powietrznych, te zaś są integralną częścią Sił Zbrojnych RP które zostały doprowadzone do stanu agonalnego. Czy to efekt sojuszu z Moskwą?

Lecz bądźmy racjonalni. Przecież Stanom Zjednoczonym nie chodzi o to aby „wypróbowany” sojusznik czy choćby wasal, wystawiał sobie świadectwo przed całym światem, gdy jego najważniejszy samolot startuje i ląduje wtedy gdy nie powinien, grzebiąc w smoleńskim bagnie dwóch prezydentów, dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych i połowę elity państwowej. Oczywiście, że nie.

Tydzień później Air Force One nie przyleciał na pogrzeb ś.p. Prezydenta RP gdy zaistniała obawa, że pył z islandzkiego wulkanu może zrobić krzywdę Barackowi Obamie. Jest to odmienne od polskiego, rozumienie takich pojęć jak władza i odpowiedzialność, jakże różne od prometejskiej szopki w Gruzji, w roku 2008. Podobnie zresztą postąpili inni. Zachód bynajmniej nie okazał się „parszywieńki”, lecz – roztropny.

For a few dollars more

Natomiast bije tragedia smoleńska przede wszystkim w tę część establishmentu która afiliowana jest przy naszym „strategicznym” (egzotycznym?) sojuszniku. Uwypukla politykę wielu ludzi w garniturach i mundurach dla których przez długie lata najważniejsze było schlebianie Waszyngtonowi. Ważny był F-16, ważny był Irak i Afganistan, tylko nie istota Sił Zbrojnych RP i ich konstytucyjne obowiązki. Teraz ważny jest Iran.

Więc trzeba zamienić przyczyny ze skutkami. Rozbudzić skłonności mesjanistyczne, zbombardować masą drugorzędnych szczegółów, szantażować nachalnym cierpiętnictwem. Trzeba skierować uwagę opinii publicznej w stronę Moskwy, wtłoczyć w serca i umysły trwogę dzięki rewelacjom ekspertów z USA, którzy do Polski nie przylecą, bo mogą być tutaj „zamordowani”.

Trzeba zrobić absolutnie wszystko by móc podzielić się winą z Rosjanami. Wszystko aby wykazać, że piloci TU-154, odliczając wysokość opadania nie lądowali, lecz – odchodzili. Amerykański sojusznik nie może być przecież kojarzony – choćby i pośrednio – z mizerią finansową Sił Zbrojnych RP która tak zabójczo wpłynęła na 36. pułk lotniczy. 10 mln Amerykanów polskiego pochodzenia mogłoby poczuć pewien dyskomfort. O to aby tak się nie stało, zadba ta część polskiego establishmentu, której racją bytu jest serwilizm wobec Waszyngtonu.

Marek Bednarz

myslpolska.pl

aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *