Bezgłowa Europa. Pomiędzy centralizmem, uniwersalizmem, a nicością.

Projekt europejski rozumiany jako inicjatywa, której głównym celem pozytywnym stało się stworzenie nowego ośrodka geopolitycznego o charakterze kontynentalnym, dobrnął do swojego krytycznego momentu. Integracja europejska oparta na paradygmatach ekonomicznych, stricte powiązanych z europejską i światową koniunkturą gospodarczą, okazała się zbyt powierzchowna i niewystarczająca – zapaść finansowa jednego z mniej istotnych ogniw gospodarki europejskiej nie tylko pogłębiła ekonomiczną stagnację wspólnoty, lecz przede wszystkim wywołała kryzys polityczny i lawinę pytań o sensowność dalszej integracji, a także możliwość instytucjonalnego podziału. Sytuacja ta obnaża słabość Unii Europejskiej i niesie za sobą informację, że „europejskie małżeństwo” nie jest poważnym projektem geopolitycznym, lecz farsą na dobre czasy; kolosem na glinianych nogach, który nie ma najmniejszych szans w starciu z mocarstwami, którym chciał dorównać.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest zatruta, małostkowa i materialistyczna aksjologia integracji europejskiej, oraz z kolei utopijna próba stworzenia nowej tożsamości europejskiej na fundamencie liberalnej antropologii. W myśl założenia, że tożsamość jest projekcją emitowaną „tu i teraz” na potrzeby wspólnotowego mitu, architekci integracji europejskiej postanowili budować tożsamość w oparciu o przyszłość i teraźniejszość, do przeszłości sięgając nad wyraz wybiórczo. W tym wypadku trudno zresztą dziwić się nieśmiałości liberała, dla którego wielka historia Europy stanowi raczej wyzwanie, aniżeli źródło inspiracji. Nowa tożsamość europejska jest zatem utopijną próbą scementowania wielości europejskich narodów, wrażliwości i kultur na fundamencie afirmacji praw człowieka, liberalnej demokracji i osobliwie pojmowanej tolerancji.

Projekt ten od początku był skazany na niepowodzenie. System wartości który miał konsolidować Europę, tak jak niegdyś konsolidował Stany Zjednoczone, zupełnie nie sprawdził się w roli mitu założycielskiego. Stary Kontynent nie został ponownie „odkryty”, ponieważ klucz do każdej tożsamość tkwi w przeszłości, a Europa taką przeszłość posiada. Indeks wartości proponowany Europejczykom jako “nowa tożsamość” nie jest też dla Europy niczym odrębnym, niczym co mogłoby konstytuować ją jako osobną wspólnotę kulturową i polityczną – epicentrum tych wartości znajduje się bowiem w Waszyngtonie i Nowym Jorku, stamtąd też promieniuje na resztę globu. Tożsamość, podobnie jak kultura, posiada natomiast genetyczny charakter względem wspólnoty, czyli taki który leży u jej genezy. Stąd płynie też prosty wniosek, że źródeł „europejskości” należy szukać gdzie indziej, aniżeli chcieli tego liberalni architekci integracji europejskiej.

Kluczem do zrozumienia tego czym Europa być powinna jest perspektywa imperium. Wśród niektórych badaczy Unii Europejskiej wnoszących nieco odświeżające spojrzenie na zagadnienie, takich jak profesor Jan Zielonka, panuje raczej zgoda co do tego, że nie może być to imperium typu neowestfalskiego, czyli posiadającego scentralizowany i zhierarchizowany system biurokracji, odnoszącego się do terytorialności na sposób quasi-państwowy. Zielonka przedstawia też alternatywny model integracji w myśl koncepcji imperium neośredniowiecznego, czyli opartego na pryncypium policentryczności, płynności granic i zróżnicowaniu ośrodków decyzyjnych. Suwerenność jego części składowych miałaby realizować się poprzez współuczestnictwo w procesie decyzyjnym całego organizmu. W kontekście poszukiwań europejskiej tożsamości obydwa przedstawione modele są jednak niedoskonałe, ponieważ odnoszą się tylko do administracyjnych konceptów integracji. Co więcej, model neośredniowieczny nawiązuje w swej wymowie raczej do schyłkowego okresu średniowiecza, czyli czasów, kiedy Europa zaczynała coraz bardziej tracić swoją duchową jedność, pogrążając się w animozjach zsekularyzowanych monarchii, które traciły już z pola widzenia wspólny punkt odniesienia(1).

Brakującym ogniwem integracji jest deficyt prawdziwie europejskiej, unikatowej tożsamości, która jednocześnie mieściłaby w sobie wszystkie organiczne tożsamości jej poszczególnych narodów, grup etnicznych i szczepów. Synonimem tej tożsamości jest uniwersalizm; powszechna świadomość odnosząca się do niefizycznych rzeczywistości i paligenetycznego mitu. Przykład Świętego Cesarstwa Rzymskiego wskazuje, że degeneracja zasady regere [rządzenia] dokonuje się wtedy, gdy traci ona swój transcendentalny fundament. W ramach gibelińskiego ideału Imperium odnajdujemy natomiast pogląd, że regnum powinno posiadać ponadnaturalne źródło, oraz ponadpolityczny i uniwersalistyczny charakter. W myśl tych przekonań, żaden proces uniwersalistycznej unifikacji nie mógł odbywać się na płaszczyźnie materialistycznej, ponieważ poszczególne części składowe Imperium nie powinny zostać przyłączone na podstawie przesłanek ekonomicznych, politycznych, czy militarnych. Więzy te powinny mieć charakter ideowy i duchowy, wyrażony w średniowiecznej łacinie terminem fides posiadającym zarówno religijne, jak i polityczne znaczenie takie jak „wierność”, „oddanie”. Dzięki funkcjonowaniu tej zasady imperialne i feudalne średniowiecze, tak jak każda cywilizacja oparta na Tradycji, było epoką w której jedność i hierarchia mogły współistnieć z dużym stopniem niezależności, wolności i autoekspresji(2).

Narody europejskie powinny być zatem „wierne” i „oddane” idei wspólnej Europy, utożsamiać się z jej dziedzictwem, geopolityczną podmiotowością, a także jej misją dziejową w najszerszym tych słów znaczeniu. Warunkiem sine qua non integracji europejskiej jest powrócenie do transcendentalnych źródeł tożsamości Europy, jej unikatowego, uniwersalistycznego charakteru. W innym wypadku narody europejskie łączyć będzie jedynie wątła nić doraźnej opłacalności, która przy każdym, chociażby najlżejszym zachwianiu koniunktury, będzie skłonna się przerwać i pogrążyć Europę w nicości wewnętrznych animozji i zapomnieniu.

Bartosz Bekier

1. J. Zielonka, Europa jako imperium. Nowe spojrzenie na Unię Europejską., Warszawa 2007, s. 9-21.

2. J. Evola, Revolt Against the Modern World, Rochester 1995, s. 73-78.

za: http://xportal.alk.pl/?p=3856

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Bezgłowa Europa. Pomiędzy centralizmem, uniwersalizmem, a nicością.”

  1. P. Bekier ładnie pisze, szkoda tylko że nic z tego nie rozumie. Jako zwolennik Starej Europy doszedł do wniosku, że sojusz z komunistycznymi pomiotami spod znaku Przewodniczącego Mao pomoże ją przywrócić? Tak czy inaczej proponuję nie publikować u nas tego typu postaci.

  2. Bardzo dobry artykuł. Choć niestety z innego portalu. Portal składający się głównie z skopiowanych i wklejonych artykułów traci wiele ze swojej atrakcyjności. Wydaje mi się, że pojawienie się tego tekstu tutaj jest pozytywnym zjawiskiem. Może kiedyś wrócą na ten portal inne ciekawe osoby i pojawią się nowe. Może portal będzie polemizował z innymi środowiskami prawicowymi i to na wyższym poziomie niż w wypadku polemik pana prof. Wielomskiego z panem prof. Bartyzelem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *