Blisko, coraz bliżej plajta…

Mała, aspirująca do elitarności grupka, sama przeciw wszystkim, zdeterminowana i moralnie wyższa od pozostałych – w ŻW czczono samych siebie, tak jak chcieli się prezentować pieczeniarze z Ligii Republikańskiej, a potem idący ich tropem przeróżni „maszerujący”.

Otóż problem z „mitami politycznymi” polega na tym, że po pierwsze powinno się je tworzyć po coś, nie stanowią wartości samej w sobie, lecz raczej rodzaj zasłony dymnej dla osłonięcia prawdziwych celów danego środowiska. Sęk w tym, gdy jedynym celem okazuje się być w istocie „żebyśmy zostali posłami”, a sam „mit” nie służąc niczemu więcej – wyradza się w stronę celu samego w sobie, zabawy dla zabawy. W dodatku w przypadku takiej ideologii, jak ŻW – służy jej opozycyjność, wspomniany ekskluzywim, a zabijają sztampa, upaństwowienie, establishmentyzacja. Już nawet nie chodzi o Dodę Niezłomną, pozującą z Macierewiczem, ale że propagandyści, zwłaszcza telewizyjni nie znają ani umiaru, ani subtelniejszych metod wywierania wpływu od ciągłego powtarzania tego, co się aktualnym szefom podoba. W efekcie kult „Wyklętych” jest właśnie zarzynany przesytem i pro-rządowością, odzierającą go z elementów atrakcyjnych dotąd szczególnie dla młodzieży, szukającej w legendzie ŻW jakiejś analogii do własnego wykluczenia.

Oczywiście więc widząc także negatywne następstwa budowania polityki historycznej i kreowania wzorców osobowych w oparciu o jednostronnie prezentowany kult – nie ma chyba sensu nadmiernie oburzać się jego rozprzestrzenianiem – bo im szerzej się rozlewa, tym w istocie jest płytszy, bardziej powierzchowny – a w końcu stanie się po prostu wymuszonym i wręcz obciachowym. Już wczoraj „marsze” i biegi pamięci ŻW nieodparcie przypominały celebrą i spontanicznością pochody pierwszomajowe. Kiedy dojdzie do tego obowiązkowe zaganianie szkół (żeby się przypodobać panom kuratorom…), a do puszczanych bez opamiętania wszystkich hagiograficznych dokumentów o „Wyklętych” dojdą sfinansowane przez państwo fabularne cegły o „bohaterach niezłomnych” – zwłaszcza młodzież w końcu rzygnie nadmiarem i znajdzie sobie nową formę wyrażania swego nonkonformizmu. Ba, może to być wręcz reakcja równie niebezpieczna, jak i obecnie obserwowane zjawisko, może bowiem doprowadzić do pojawienia się postaw nihilistycznych, zgodnie z hasłem „śmierć frajerom!”. Taka huśtawka emocjonalna również jednak jest czymś naturalnym – w końcu wszystkich myśleć nauczyć się nie da, a większość i tak po staremu będzie kierować się emocjami, czy ulegać dominującym tendencjom propagandowym, które z kolei mniejszość w mniej lub bardziej rozumny sposób będzie kwestionować czy podważać.

Na razie zaś mamy do czynienia z pewną dość przejrzystą analogią. Jak to mawiano przed wojną – upaństwowienie antysemityzmu ucieszyło głównie Żydów wiedzących, że państwowe przedsięwzięcia plajtują. Właśnie dzieje się to samo z „Wyklętymi” – a śmierć tego kultu jest tylko kwestią czasu…

Konrad Rękas

*Nawiasem mówiąc to sami apologeci tak nazwali antykomunistyczne powojenne podziemie zbrojne. Taki tytuł miała wystawa na ich temat jeżdżąca po Polsce, a także najpopularniejsza początkowo pozycja książkowa na ich temat. A od paru lat połowę obchodów fanom „Wyklętych” zajmuje przeważnie tłumaczenie, dlaczego nie byli oni „Wyklęci” i co jest nie tak z tym pojęciem. Cóż, już oberleutnant von Nogay miał kłopot z ustaleniem, czy kura nie przypomina trochę osła – i jako żywo trudno stwierdzić kogo tak naprawdę obchodzą te terminologiczne dylematy…

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *