Boczny tor czy upadek?

.

Radosław Sikorski nie będzie już szefem polskiej dyplomacji. Co to oznacza? Czy jest początek końca kariery tego polityka, czy tylko małe przegrupowanie? Wyprowadzka z Alei Szucha w Warszawie na pewno jest prestiżową porażką tego polityka, gdyż jego ambicje lokowały się przede wszystkim na arenie międzynarodowej.

To tutaj – jak się zdawało – miał największe atuty. Wykształcenie na Zachodzie, doskonała znajomość języka angielskiego, ustosunkowana w nowojorskim i waszyngtońskim establishmencie żona, wreszcie kilka lat doświadczenia w pracy w MSZ. Jednak te atuty były dla Sikorskiego jednocześnie obciążeniem – podwójne obywatelstwo (z którego jakiś czas temu zrezygnował), niejasna przeszłość jako korespondenta prasy brytyjskiej w Afganistanie, a nawet żona – dla wielu były nie atutem a słabością.

Nie to jednak okazało się dla Sikorskiego najgorsze. Największym wrogiem dla kariery na światowych salonach okazał się on sam. Jego zachowanie i wypowiedzi odległe były od tego, co uważa się za standard. Stara szkoła dyplomacji, z jakiej słynie np. Rosja i nie tylko – nie odcisnęła na Sikorskim żadnego piętna. Z prostego powodu – on takiej szkoły nigdy nie przeszedł. Na tle Ławrowa czy Steinmeiera jawił się niczym harcerz w krótkich spodniach i z procą w kieszeni ledwie nadążający za starszymi braćmi.

Ciągnęła się też za nim opinia „człowieka Waszyngtonu”, swego rodzaju konika (bo przecież nie konia) trojańskiego w Europie. Sikorski starał się jakoś z tego wyjść – ale ostentacyjne kadzenie Berlinowi było raczej niesmaczne. Poza tym, tam i tak nie zapomniano jego wysoce niedyplomatycznych i głupich wypowiedzi o „nowym pakcie Ribbentrop-Mołotow” w kontekście Gazociągu Północnego. Ujawnienie jego rozmowy z Jackiem Rostowskim, w której uznaje polsko-amerykański sojusz za nie wart funta kłaków dopełniło obrazu polityka mało poważnego.

Wreszcie jego największa porażka – na odcinku ukraińskim. Wyeliminowanie Polski z decydujących rozmów na temat rozwiązania kryzysu na Wschodzie to nie tylko porażka prestiżowa, ale klęska polityczna. Sikorski obrał kurs na podsycanie napięcia między Zachodem a Rosją i przegrał, bo w efekcie nikt na to nie poszedł. W klubie poważnych graczy stał się niepożądany. Być może dostrzeżono to także w Warszawie.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 39-40 (28.09-5.10.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *