Bunikowski: Powiastka o zarazie

W czasach walki z koronawirusem widzimy rządy, które wydają się mieć wiedzę o zagrożeniu i podejmują stosowne działania. Szerzą się zakazy, które rządy tworzą. Ludzie podążają za zakazami i nakazami prawnymi. Mamy demokracje wojenne, plemienne. Dobrze jednak zdystansować się od obecnej sytuacji i podejść do tego zjawiska nieco z boku. Temu posłuży ta powiastka o zarazie.

Było to w dawnych czasach w Polandii. Był to kraj nad długą rzeką. Gdzieś między ziemiami plemion Alemanów i Rusów. Kraj był to piękny. Pełno w nim było lasów, pól, łąk i jezior. Był miodem i mlekiem płynący. Lud był spokojny, pracowity i dość pobożny. Wierzył w święte drzewa. Tylko pod wpływem miodu lub w czasie politykowania (kłótni na temat władzy) bywał szalony. Było to plemię bitne, ale lubiło więcej mówić o dawnej chwale, niż nowe, własne oręża produkować.

W Polandii władzę realną sprawował Książę Naczelnik (tytuł był to nieformalny). Był to już starszy mężczyzna, niskiego wzrostu, bezdzietny, nieżonaty, nieco mściwy, ale przebiegły i umiejętny w sprawowaniu władzy. Formalnie na czele państwa tegoż plemienia stał Książę. Był to człowiek młody i chwiejny, którego Książę Naczelnik na stanowisko Księcia zaproponował i który przez Wielki Wiec został Księciem obwołany 5 lat temu. Książę był dlatego Księciu Naczelnikowi podległy i posłuszny. Dziwne to były relacje, ale tak było. Wielki Wiec uchwalał najwyższe prawa i wybierał Księcia. Wielki Wiec stanowili wszyscy dorośli mieszkańcy. Spotykali się raz na kilka lat na polach czy na rynku, tj. wielkim placu, by głosować w ważnych sprawach. Była też Starszyzna, co stanowiła prawa powszechne na co dzień. Prawa takie zatwierdzał i ogłaszał Książę. Ta Starszyzna jednak była w praktyce podległa woli Księcia Naczelnika. Jak i sam Książę. Na czele Zarządu Codziennego stał Wojewoda. Był to były kupiec, człowiek chytry na władzę, krętacz i kuglarz. W skład zarządu wchodzili różni specjaliści w swoich dziedzinach. Był tam i Wielki Szaman, za zdrowie ludu odpowiedzialny. Wojewoda z zarządem też podlegali faktycznie Księciu Naczelnikowi, który mógł ich przez głosy swoich ludzi w Starszyźnie odwołać. Władza ta miała swoich wyznawców, którzy wierzyli, że Polandia jest w dobrych rękach i jest to dobry czas dla Polandii. Zarząd wszak dawał dary dla rodzin z dziećmi (co miesiąc jeden prosiak wypasiony), a najstarsi dostawali nowy chrust do chat, by mogli w nich palić zimą. Liczni jednak byli i ci współplemieńcy, co szemrali na temat Księcia Naczelnika. Nie lubili go i jego władzy. I od tej władzy chcieli go odciągnąć, a potem osądzić za to, że rządził wbrew prawom, że był jak uzurpator i że skłócił plemię.

I pewnego dnia wszystko jakby stanęło. Przyszła wiadomość, że, ot, na świecie jest okropna zaraza! Zaraza ta zabija wszystkich i wszędzie. Jeno kto kichnie lub kaszlnie, a już przechodzi to świństwo na innego. To już wiele plemion ma wymierać od tej zarazy. Panika! Władzo, rób coś! Władza myśli.

Co teraz tu robić… Zwołać zarząd! Zwołać Starszyznę! Niech radzą! Książę Naczelnik w takich sprawach wiedzy nie ma. To nie jego dziedzina. Znachorstwo jakieś. To jakieś nowości, podobnie jak np. bicie monety czy myto albo cła, albo podatki, albo handel w ogóle. Światem też się nie interesuje, tylko bieżącą władzą w plemieniu. Jedno, co Książę Naczelnik chce, to, aby wybory na Księcia odbyły się w środku obecnej wiosny. Książę musi być wybrany i musi być nasz, abyśmy władzy nie utracili. A że obecny jest uległy, niech będzie wtedy ten, co teraz jest. Tak sobie myśli Książę Naczelnik. I tak ma być. Wielki Wiec ma zebrać się i wybrać naszego. A resztą co do zarazy niech zajmie się zarząd czy Starszyzna.

Gdzie jest Wielki Szaman? Wołać Wielkiego Szamana! Niech radzi, co teraz robić w tej zarazie, co ludziom trzeba nakazać czynić… Od czego on jest… Dość już siedzenia pomiędzy szamanami i szamankami przy ogniskach… Dość! Trzeba działać. Najpierw Wielki Szaman mówi zatem, że przecież szmat na twarzach nie będziemy nosić, by chronić się przed zarazą, bo to nie działa… A chorych u nas nie ma jeszcze, dodaje. No, ale sytuacja się rozwija. Ktoś w plemieniu już zachorował. Straszna to gorączka, kaszel.  

Wojewoda z Księciem na wielki plac wychodzą. Do ludu przemawiają. A za nimi Wielki Szaman. Wielki Szaman zatem działa. Na wielkim placu ogłasza, że straż jest ustawiona na granicy, że obcych nie wpuści się, co by tu zarazę roznieśli dalej! Lud, jeśli nie musi wychodzić, ma w domach siedzieć od teraz, by zarazy nie łapać lub nie roznosić. Ma do lasów zwłaszcza nie chodzić, bo tam zaraza wielka. Ma na polach nie pracować. Na łąkach ma nie bywać ani w innych miejscach jak w zagajnikach.

            Lud na to czekał. Kolejny dzień jednak to kolejne zakazy. Dziatwa i młodzież ma w domach siedzieć, a nauk wspólnych nie będzie. Chłopcy nie będą zatem walki i polowania się uczyć, a dziewczęta nie otrzymają wiedzy o organizacji ogniska domowego. Wszystko wróci do normalności później. Potem, jesienią, mówi Wielki Szaman.

Lud na to czekał. Tak go wystraszyli tą zarazą od początku, że woła o więcej zakazów. Dlaczego zarząd tak mało robi… Dlaczego zarząd tak mało zakazuje… Ufamy Wielkiemu Szamanowi.

Kolejne zakazy i nakazy. Ręce myć często! Na koniach nie jeździć! Bo wielkie kary będą do zapłaty.

Wielki Szaman zatem dalej zakazy ogłasza, a Wojewoda je potwierdza, kiwając głową. Lud ma do karczm nie chodzić, a pić w domu. Lud ma siedzieć w ogóle w domu. Bezwzględnie. Nie wychodzić. Człowiek ma unikać innych ludzi. Tylko z domownikami siedzieć. A młodzi na pola i łąki czy do zagajników niech nie wychodzą, by chędożyć, bo zaraza tam okropna i zbyt to groźne. Lud nieco szemrze, ale pochwala zakazy. Wszystko wróci do… Potem jesienią lub zimą, mówi Wielki Szaman.

Władzy to zakazywanie się już podoba coraz bardziej, bo lud posłusznie słucha. Lud wie, że władza martwi się o dobro ludu i robi to dla niego, nie dla siebie. Zarząd z Wojewodą i Wielkim Szamanem dalej zatem ogłasza już na pustym wielkim placu nowe zakazy. Kupcy nie mogą handlować. Rzemieślnicy mają pozamykać warsztaty. Ludziom, co wyjść na zewnątrz muszą, np. po jedzenie czy za potrzebą, każe się zakładać szmaty na twarz. Do świętych drzew nie chodzić! Nie wolno. Za wielkie zgromadzenia, zaraza. Religia jest ważna, ale nie teraz i nie publicznie – w domach się modlić. Zakazy i nakazy są jasne. Wielki Szaman jest u szczytu popularności.

Walka z zarazą trwa. Ludzie siedzą w domach. Nic się nie dzieje. Rolnictwo, kupiectwo czy rzemiosło stanęło. Zabaw nie ma. Życia na zewnątrz nie ma. Zaraza wydaje się być pokonana.

Puste ulice. Po nich tylko strażnicy chodzą, co kary wlepiają osobom łamiącym zakazy. Puste ulice, a na nich tylko krzykacze wysłani przez zarząd ogłaszają nowe prawa. Podają nowe wieści ze świata. Wiele plemion wymarło! „Uważajta!”

Książę Naczelnik patrzy z wieży w swoim nowym grodzie (wybudowanym dla niego jakiś czas temu). Zawsze otoczony doradcami, zausznikami i wojami. A teraz ta zaraza…

Książę Naczelnik jest dość zadowolony z tego całego widowiska. Jak to ludzie posłusznie słuchają. A tak zawsze mi się sprzeciwiali, jak żeśmy prawa po naszemu chcieli stanowić w Starszyźnie. Toć prawie połowa ludu zawsze przeciw była! A ile w Starszyźnie… A teraz, popatrz, jacy posłuszni. Gamonie jedne. Jak barany na rzeź prowadzone. Jeno żyć chcą! Tak sobie myśli Książę Naczelnik. Ale do głowy przychodzi mu jedna myśl… Ile to ludzi u nas, w naszym plemieniu umarło w końcu na tę straszną zarazę, co na świecie panuje, a i u nas ma być? Lud tak wszak wystraszony, że w domach siedzi, a i nawet ponoć z głodu tam umiera co niektóry, a wyjść, nie wyjdą… Ze strachu przed zarazą.

Sam Książę Naczelnik chętnie chodzi zaś na groby bliskich zmarłych przed laty, choć ludowi tego zakazano ostatnio. Wielki Szaman uznał ponoć, że w Naczelnikowym przypadku to jest nie łamanie zakazu, ale działanie z zakresu sprawowania władzy. Książę Naczelnik jest wszak szeregowym członkiem Starszyzny.

Rodzinom zmarłych w zarazie zakazano organizacji uroczystego pochówku, a nawet pożegnania się z umierającym, tuż przed śmiercią. Umierać mają w specjalnej chacie. Tak twarde prawa ustanowił Wielki Szaman dla dobra ludu. Zaraza nie może się rozprzestrzeniać, tłumaczy. Smutne to czasy, a i ciężkie. Co zrobić.

Zaraza trwa już ponad miesiąc. Ludzie głodują po domach. Nic się nie dzieje. Plemię stoi. A w zasadzie siedzi. Państwo stoi. A w zasadzie radzi. Bo państwo to władza nade wszystko.

No i Książę Naczelnik pyta Wielkiego Szamana, a ile to zmarło u nas. No i Wielki Szaman mówi, że jak jest nas tych sto tysięcy, to może z dziesięć ludzi zmarło na tę całą zarazę. 10 ludzi! Ale że może każdy z nas mieć w sobie tę zarazę, tylko że nie umiera, bo silny jest. Na to Książę Naczelnik mówi do Wojewody, by Starszyzna i zarząd jakie prawa uchwaliły, co by ludziom jedzenie dać ze wspólnych spichlerzy. Wojewoda mocno na to nalegał już wcześniej. Książę ogłosi to szybko, jak zwykł czynić ze wszelkimi prawami przez ostatnie 5 lat swych „rządów”.

No, a ile z głodu zmarło, pyta Książę Naczelnik. A z jakieś pięć tysięcy, a ciała ich na ulicach leżą i śmierdzą. Wielu też w domach w obłęd wpadło. No, to przeraża Księcia Naczelnika. Ciała niech straż pochowa, pogrzebie gdzieś daleko w lasach, a ludowi niech jedzenie będzie wydane. Niech coś jedzą, niech żyją, a nie umierają z głodu. Obłąkani to nie problem, zawsze tacy bywali, a może i łatwiej będzie nimi rządzić.

Nie ma też za dużo zbiorów na przyszłą zimę, a i mało grosza przyszło z opłat i podatków wszelkich… Tu się martwi Wojewoda. Książę zapewnia, że wszystko prawem ogłosi, co tylko uchwalone będzie. Biega po ulicach, pustych jaki nigdy, i krzyczy przez drzwi domów do ludzi, że martwi się o nich, na Peruna, i prawa będzie ogłaszał, aby im lepiej było. Tak i Wojewoda biega po ulicach z krzykaczami przewidzianymi do pomocy dla zarządu i stanowcze zakazy powtarza, i wyraża swoją wolę ulżenia ludowi w tej klęsce. Na Peruna! Ulgi wam niesiemy. Kupcy podatków nie zapłacą, lud jedzenie dostanie ze wspólnego spichlerza, a niejeden nawet rzemieślnik będzie mógł otworzyć warsztat wkrótce. Wielki Szaman wszak mówił, że zimą.

A gdzie jest Wielki Szaman? Co radzi? Teraz mówi, że ludzie tak będą żyli latami… Że szmaty na twarzach mają nosić, że w domach siedzieć, że unikać siebie…

Wielki Szaman ma wciąż podkrążone oczy, coraz mocnej podkrążone oczy… To ponoć dlatego, że swoją wiedzę tajemną czerpie z nocnych tańców przy świętych drzewach… a tam wchodzi w trans i przechodzi przez niewidzialne światy… stamtąd wiedzę czerpie, co robić trzeba w tej zarazie. Ponoć wczoraj widział Peruna w czasie takiej podróży duchowej i ma coś ludowi do ogłoszenia nowego. Przytakują mu zawsze Wojewoda, Książę i lud prawie cały. Książę Naczelnik na naukach i modłach czy zielarstwie nigdy nie znał się za bardzo i jest bardziej sceptyczny wobec tego szaleńca, jak zwykł mówić o tym głównym szamanie, odkąd zobaczył go krzyczącego na ulicach bez ustanku od rana do wieczora w czasie zarazy. Książę Naczelnik chce nade wszystko, by było tak, jak było. By ludzie sobie żyli, pracowali, chodzili, no, a on, aby tylko władzę sprawował, bo najlepiej ją sprawuje. Tu Alemany, tam Rusowie, tyle zdrajców u nas, toć ja rządzić muszę. No, i te wybory na Księcia trzeba zrobić na Wielkim Wiecu w maju. No, jak ludzie siedzieć w domu mają… Toć nie będą glosować, krzycząc przez drzwi domu, na kogo chcą głosować… Ani nie będą głosować jakimiś listkami pod drzwiami domu, na przykład brązowym na naszego, a żółtym na innego… Ma przyjść maj… sen majowy, polandzka kępa. Tak ma być, jak chcę.

 Książę Naczelnik woła tego szamana i mówi, że… panie, koniec z tymi szmatami na twarzach i siedzeniem w domach. Ogłoś pan ludowi, że teraz na łąki ludzie wybiec mają, do lasów się udać, do świętych drzew w podzięce pobiec, na pola mogą wyjść i nawet młodzi chędożyć mogą tam, a i kupcom czy tym od rzemiosła, i tym od roli pan powiedz… Niech pracują, niech wracają. Niech wychowanie dzieci i młodzieży będzie wznowione. Trzeba nauki. Itd. Słucha tego Wielki Szaman z oczami wielkimi… Wielki Szaman mówi teraz, że toż… to samo właśnie bóg Perun mu w transie powiedział! Los zatem jest jasny. Jasny!!

Oto zatem Wielki Szaman, wsparty w majestacie władzy przez Wojewodę i Księcia, a i Starszyznę, i Zarząd Codzienny cały, ogłasza, że lud może wyjść, że zarazę pokonaliśmy dzięki zarządzeniom władzy! Dzięki wam także, o, ludzie! Że wybiec możecie na pola, łąki, ulice. Że do lasu możecie iść. Że kupcy, rolnicy… No, niech pracują!

Lud zatem biegnie, wychodzi, śpiewa, tańczy, zrzuca szmaty z twarzy! Zwycięstwo! Pokonaliśmy zarazę! Niech żyje Perun! Niech żyją nasi przywódcy!

Odbywają się wybory na Księcia. Na nową kadencję dotychczasowy panujący jest wybrany przez Wielki Wiec. Wojewoda jest ogłoszony najlepszym zarządcą od czasów Popiela. Wielki Szaman wkrótce z urzędu odchodzi, wymęczony tygodniami walki z zarazą. Książę Naczelnik rządzi, a lud bardzo jest wdzięczny, że ów władca kontrolował sytuację w czasie zarazy i zachował spokój, klasę, mądrość i siłę. Jego przeciwnicy uznani są za szaleńców. Nieraz ktoś szemrze przeciw władzy, że sama to szaleństwo zarazy wywołała zakazami, ale to nie uchodzi tak mówić publicznie.

Lud czuje ulgę. Było źle. Zaraza mogła nas zabić. Władza ostre środki przedsięwzięła. Wielu z nas z głodu pomarło albo powariowało, ale wygraliśmy te walkę z zarazą. Teraz znów możemy iść na pola, łąki, na rynek, ulice… Do lasu. Rąk myć nie trzeba.

Perun uśmiechnął się. Książę Naczelnik patrzył z uśmiechem z nowego grodu.

Koniec powiastki.

I tak jest z tymi zakazami i nakazami prawnymi w czasie zarazy dziś. W tym i w Polsce. Podczas gdy pewne z nich są konieczne, to wiele wydaje się absurdalnych – jak ten z zakazem wejścia do lasu. Rządy wielu państw wykonują wiele niespójnych ruchów, a ludzie mają im wierzyć, bo muszą w coś wierzyć… Mają podążać. Ktoś musi wszak rządzić, ktoś musi wszak wiedzieć. Wszyscy znamy się na wszystkim z drugiej strony, zatem nieustannie komentujemy, oceniamy. I być może nie znamy się na niczym, a zwłaszcza na tym, jak sprawuje się władzę. Dotyczy to też rządzących. A kto z nas jest epidemiologiem? By mówić o zarazach, nie można być tylko szamanem, youtuberem czy komentatorem. Oczywiście, człowiek obeznany w historii wie o zarazach wybuchających w starożytności czy średniowieczu. Wie o Czarnej Śmierci, która zmieniła system społeczny i polityczny Anglii w wieku XIV. Wie o hiszpance w latach 1918-1920. Można i należy oprzeć się na doświadczeniu ludzkości, ale należy myśleć logicznie, spójnie, rozsądnie.

Świat globalny zachwiał się, wróciliśmy do państw narodowych i silnych rządów – taki jest tymczasowy efekt czasów zarazy. Czas zarazy pokazał, że stanowienie prawa jest tylko formą, że ustanowić można wszystko, a potem to odwołać. Liczy się tylko władza, realny wpływ na lud i jego poparcie. Państwu, urzędnikom, policjantom, a na pewno wielu z nich, spodobały się nowe formy władzy, nowe represje, nowa arbitralność, uznaniowość, poczucie wyjątkowości i mocy… Prawo jest fikcją, a liczy się siła, sankcja i propaganda. Prawo jest bowiem tylko formą. Te same prawa są raz głupie, a ich przeciwieństwa za chwilę są mądre. Raz konieczne, za chwilę niekonieczne. Czego to lud nie „kupi”… Czego to nie dowiemy się na nowej konferencji prasowej…

Czy rządy wiedzą, co czynią, to nie wiem, gdyż sytuacja jest dynamiczna. Reakcje rządów są różne. Model brytyjski nabywania odporności stadnej załamał się pod presją opinii publicznej, gdy wielu ludzi umierało każdego dnia  w związku z koronawirusem. W pierwotnym planie przejść przez tego wirusa miało prawie całe społeczeństwo, aby się uodpornić. Liczono się jednak ze śmiercią słabszych. A zgonów zaczęło przybywać. Wtedy nagle wprowadzono zakaz kontaktu z innymi, zamknięto szkoły, bary, etc. Sam premier Wielkiej Brytanii trafił do szpitala. Szwedzi także na początku poszli liberalną drogą, ale ostatecznie zamknęli kraj. Prezydent Białorusi z kolei wyśmiał panikę państw zachodnich, mówiąc, że żadnego wirusa nie widzi. Rosja wybrała drogę restrykcji po pewnym czasie. Polska stosunkowo szybko zamknęła granice, instytucje publiczne, gospodarkę i społeczeństwo (w domach). Wydaje się to wszystko jednak wielką improwizacją. Nie ma planu. Działamy z dnia na dzień. Nie ma naukowej podstawy tworzenia prawa i polityki zakaźnej. Działamy pod wpływem przewidzeń i widzimisię Księcia Naczelnika i Wielkiego Szamana.

W lutym w Polsce nie było zagrożenia ani problemu, jak wiemy z ust przedstawicieli władz. W marcu zamknięto kraj poprzez ogłoszenie ustawowego, ale pozakonstytucyjnego stanu epidemii i ustanowienie szeregu nowych praw. A w kwietniu ogłoszono, że reżim zakazów ma być poluzowany, ale nikt nic nie wie. Nikt nic nie wie. Łatwo tylko mówić. Gdybamy. Tymczasem trzeba powiedzieć, że obecne ograniczenia w Polsce są szersze niż w stanie wojennym. A przecież oficjalnie stanu wyjątkowego czy stanu klęski żywiołowej nie ogłoszono, aby nie trzeba było przekładać wyborów prezydenckich. Niektóre absurdalne zakazy jak ten o wejściu do lasu (sam w sobie wątpliwy prawnie) są anulowane, inne w 99% zaś są utrzymane. Gospodarka, w tym drobni przedsiębiorcy, czeka. Szkoły czekają. Uczelnie czekają. Sankcje ustalane przez sanepid za łamanie zakazów, np. przebywanie w miejscu publicznym bez uzasadnienia, są bardzo wysokie, wynosząc do 30 tys. zł.

Powstaje pytanie, czy można z tymi zakazami tak funkcjonować dłużej niż parę miesięcy. To znaczy, powstaje fundamentalne pytanie, jaki jest cel danego zakazu i jak jest powiązany z innymi zakazami, i w ogóle co mamy osiągnąć przez te zakazy jako całość. A zatem chodzi o to, jaka jest logika takiego prawa i co ma to prawo osiągnąć. Trzeba brać pod uwagę w każdym procesie tworzenia prawa także różne czynniki, w tym i ekonomiczne, i społeczne. Tu może być np. wzrost bezrobocia i świadczeń socjalnych, uzależnienie od pomocy państwa czy innej instytucji, depresje i pogorszenie stanu zdrowia w związku z przebywaniem w domu i brakiem kontaktów społecznych, odwołanie wielu operacji w szpitalach, brak bezpośredniej edukacji w szkołach i na uczelniach i wpływ tego na jakość nauczania, etc., etc. A jak dostosować gospodarkę (usługi!) czy system edukacji do tych ograniczeń? Wszystko online?

Dla przykładu zobaczmy, jak jest gdzie indziej, a co obserwuję na co dzień. Zejdźmy z polskiego gruntu i wejdźmy na fiński. Fińska socjaldemokratyczna premier, wspierana przez radykalnych lewicowych koalicjantów, jeszcze do 12 marca br. była przeciwna wprowadzeniu stanu wyjątkowego z powodu pandemii koronawirusa. Tamtego dnia zalecono tylko, by zgromadzenia nie przekraczały liczby 500 osób. Chodziło lewicy o to, by nie ograniczać praw i wolności obywatelskich. Konserwatywny Prezydent wezwał jednak głównych polityków już 9 marca i zażądał wprowadzenia stanu wyjątkowego. (Ujawniła to potem jedna z gazet.) Uzyskał wsparcie centrowych koalicjantów w rządzie. Rosła presja i krytyka ze strony mediów po 12 marca. Żądano działań, zamknięcia granic, szkół, etc. Zmuszono niejako premier do zmiany stanowiska. Stan wyjątkowy wprowadzono 16 marca br. Pierwszy raz w czasie pokoju w historii kraju. Ogłosiła to premier, która zyskała punkty społecznego poparcia za ten akt. Była twarzą stanu wyjątkowego i stanowczej reakcji państwa. A przecież tego stanu wyjątkowego nie tak dawno jeszcze nie chciała… Kolejne zakazy pojawiały się z czasem, np. zamknięto region ze stolicą. Stan wyjątkowy wydłużono następnie aż do połowy maja. Loty anulowano aż do końca czerwca. Itd. Pakiet pomocowy dla przedsiębiorców był jednym z pierwszych działań. Generalnie, biznesowi i usługom pozwolono działać dalej. Do tego zapewniono wsparcie. Partia pani premier jest pierwsza w sondażach obecnie, już przed przodującymi do tej pory nacjonalistami. Kilka dni temu Prezydent jednak musiał tłumaczyć się mediom, dlaczego wykazał inicjatywę w sprawie stanu wyjątkowego, bo wszak jego kompetencje leżą tylko w dziedzinie takiej jak polityka zagraniczna i bezpieczeństwo. Dziennikarze pytali, co ludzie powiedzą. (Dodam, że zapomnieli, że dekret o stanie wyjątkowym wydaje Prezydent z rządem, a zatwierdza Parlament.) Prezydent odpowiedział, że on myślał, co ludzie by powiedzieli, gdyby siedział cicho. „Przede wszystkim jestem Prezydentem”, dodał. A tak naprawdę, dodajmy, sytuacja podejmowania decyzji była tu od początku nieco złożona. W wielu krajach nic nie wiemy o tych procesach.

Rządy miotają się, moim zdaniem. Są różne wpływy, presja, krytyka, interesy. Ta sama fińska premier, która wraz z minister edukacji ogłosiła zamknięcie uczelni i szkół od 18 marca br., nie zgodziła się wraz ze swoim rządem na zamknięcie przedszkoli. Gdzie tu logika?… Aby było ciekawiej, już dwa później pani premier z tą samą minister przekazała, że jednak dzieci z klas od 1 do 3 mogą chodzić do szkoły, jeśli rodzice sobie tego życzą (z tego powodu, że ci rodzicie uważają, że pracują na… strategicznym stanowisku, a jako przykład podano nie tylko lekarza, ale i sprzątaczkę). Panie rządzące dodały, że lepiej, aby rodzice jednak nie posyłali dzieci z powrotem do szkół i nie korzystali z tego uprawnienia… I znowu, gdzie tu logika?… Słuchamy tylko i dostosowujemy się do tych praw, o których informują nas rządzący. A przecież oni sami często są niekompetentni i nie wiedzą, co czynią. Naturalnie, w czasach kryzysu ludzie słuchają władzy i nawet jednoczą się wokół władzy.

Czy zadaliśmy sobie pytanie, czy powodem tych wszelkich zakazów związanych z epidemią jest chęć ochrony słabszych lub starszych? Bardzo to byłoby humanitarne. (Tak widzi to francuski filozof Finkielkraut.) Czy może powodem jest to, że rządy nie chcą, by wiele osób naraz zachorowało ciężko i trafiło do niewydolnych systemów ochrony zdrowia, do nieprzygotowanych szpitali? Czy też rządy nie chciały początkowo zakazów, gdyż myślały tylko o gospodarce i konsumpcji? To z kolei bardzo pragmatyczne. A czy zakazy zniesiemy, bo gospodarki nam upadną w innym razie (bo naszą „religią” jest PKB)? Czy też dlatego zniesiemy zakazy, że epidemii już nie ma albo jest kontrolowana? A da się w ogóle ograniczyć przypadki nowych zarażeń do zera? (Kwestionuje to główny epidemiolog Szwecji.) Czy to cel? Czy mamy czekać na szczepionkę, bo to jedyne dobre rozwiązanie? Czy koronawirus jest tak groźny i zabójczy jak hiszpanka? Trzeba tu pewnej otwartości w społecznym komunikowaniu na temat przyjętej strategii, która powinna być wsparta naukową podstawą tworzenia prawa. Trzeba większej społecznej komunikacji ze strony rządu i ekspertów. W przeciwnym wypadku łatwo manipulować ludźmi. I grać na lęku.

Wydaje się, że społeczeństwa nie są należycie informowane przez władze o skali zagrożenia ani o sensie zakazów. Podawane uzasadnienia nie trzymają się kupy. Nikt nie wytłumaczy logicznie polskiego zakazu wejścia do lasu czy nakazu siedzenia w domu albo noszenia maski (maseczki?) czy chusty. Czy w lesie jest ta zaraza?… Czy w domu jesteśmy zdrowsi?… Czy maska jest naprawdę skuteczna?… Czy jest na ten temat jakaś debata lekarzy, epidemiologów, etc?… Nikt nie wytłumaczy logicznie fińskiego wyjątku z uczęszczaniem do szkoły czy do przedszkola. Jeśli jest tak źle z epidemią, to nikt nie powinien chodzić do szkoły. Takie zakazy są i mogą być krytykowane przez różne grupy, tj. przez i konserwatystów, i liberałów, i lewicę. Nie są krytykowane tylko przez tych, którzy wierzą, że rząd ma najlepszą wiedzę i się nie myli.

Przez jakiś czas może to będzie i modne, i podniecające – te maski, ta walka obywatelska z epidemią, walka poprzez siedzenie w domu. Będzie tak na pewno w Polsce, gdzie pospolite ruszenia mają dobrą atmosferę głównie na początku. Przyjdzie maj, a potem lato. Ludzie wyjdą.

Rządy miotają się, ale i wykorzystują społeczną głupotę czy panikę. Występują też jako obrońcy gospodarki przed upadkiem i jako obrońcy ludzi przez chorobą. Wielu rządzących zbija w ten sposób kapitał społeczny. Wielu manipuluje. Wielu narzuca wiele dodatkowych ograniczeń wolności i przykręca śrubę dla własnych celów. Jest to fenomen ogólnoświatowy, który ma jednak różne wymiary i natężenia w różnych krajach. Chcieliśmy zakazów, to mamy zakazy.

Upadają firmy teraz, jak wiemy, a państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę. Ingerencja to cecha kapitalizmu państwowego. Za chwilę jednak banki zaproponują kredyty… Zagraniczne, globalne banki. Uzależnią, ubezwłasnowolnią… Pieniądz staje się tani, bo banki centralne zadbały, by łatwo pożyczać. Dodrukowały także. Nie zmieni się kapitalizm globalny w ten sposób, a umocni się. Wraz z konsumeryzmem. Wszystko wróci do normy. Rządy i korporacje poprowadzą stada ludzkich baranów. Znowu. Nie nauczymy się niczego w przyszłości, aż sobie nie przypomnimy, jak było.

Lud… Żyjemy w świecie zachodnim, oświeceniowo racjonalistycznym, ateizowanym, hedonistycznym, konsumpcjonistycznym… Lęk o własne zdrowie wywołuje panikę. Zawsze wywoływał, bo zawsze były zarazy czy wojny. Panika jest nie do zatrzymania. Gdy jest panika, wyłącza się racjonalne myślenie. Także tego oświeceniowego racjonalisty. Zresztą, dziś ludzie są bardziej konsumentami i wyborcami niż nawet racjonalistami. Chyba że chodzi o racjonalizm konsumeryczny, tj. kupić, spożyć, ładnie wyglądać, być wiecznie młodym… Konsumeryzmu sklepowego nie powstrzyma żadna zaraza, bo wszedł w styl bycia Zachodu. I jest zatem ten lęk o zdrowie i życie. Bo przecież jest tylko jedno życie… Tak, jest jedno („na tej ziemi”), dlatego warto je rozsądnie albo po prostu po swojemu przeżyć. Czasem nie ulegając tłumowi czy władzy.

Człowiek jest taką istotą, które lgnie naturalnie do rozkazu, autorytetu. Czy to w rodzinie, czy w życiu społecznym. Taka jest hierarchia społeczna i cała tradycja. Taka jest natura ludzka. Tylko buntowniczy geniusz czy urodzony przywódca sprzeciwia się zastanym normom, by stworzyć nowe albo wypełnić stare w inny sposób. Jest to pewien paradoks naszej natury: bunt. Ponadto obecnie żyjemy, z zasady, w tłumie i mu ulegamy. W „rewolucji mas” żyjemy, co wiemy od Ortegi y Gasseta. Atomizacja społeczna nie oznacza nieulegania masom. Łatwo, zwłaszcza w czasie stanu epidemii czy innego zagrożenia, ulegamy też rządzącym, często niekompetentnym.

 Kilka zdań na koniec: zachować należy umiar, wystrzegać się paniki. Co ma być, to będzie. Warto wprowadzać i stosować konieczne zakazy prawne, a unikać przesady w zakazach i nakazach. W Polsce doszło do absurdalnych zakazów jak tych o wejściu do lasów czy o usługach kosmetycznych albo do dziwnego nakazu siedzenia w domu bez prawa do spaceru. Doszło w Polsce do absurdalnego procedowania niekonstytucyjnych zmian w prawie wyborczym tylko w tym celu, by odbyły się wybory prezydenckie w maju. Te wszystkie absurdalne regulacje stanowią podsumowanie pięcioletniej polityki tworzenia prawa, polityki konstytucyjnej i polityki ustrojowej PiS. Przecież tu chodzi o wolność człowieka także w sensie fizycznym, np. poruszania się. Chodzi też o zdrowie. Chodzi też o prawo do informacji. Trzeba patrzeć na pewne dziejące się obecnie procesy z boku, widząc ich głębię i kierunek. Trzeba wyjść na moment ze stada, by zobaczyć, że stado ma często na przedzie złych pasterzy. Krętaczy politycznych i gospodarczych. Albo: nieudaczników wycierających sobie twarze słowami o dobru swojego plemienia/ludu, a dla utrzymania władzy wydającymi sprzeczne prawa. Albo: po prostu, cyników.

Dawid Bunikowski

18 i 19.4.2020 r., Karelia Płn.

[Głosów: 12   Average: 5/5]
Facebook

2 thoughts on “Bunikowski: Powiastka o zarazie”

  1. Nasza wolnosc PO-PIS-owska ciagle nie pozwala nikomu na wycinke drzew we wlasnych ogrodach czy dzialkach. Powiedzcie to np. Amerykaninowie to puknie sie w czolo ! Tyle mamy wlasnie wolnosci. Precz z PRL-bis !!! Caly ten bajzel ma zrodla w braku dekomunizacji i ciaglym cofaniu sie przed lewactwem wszelkij masci. Czy w RP naprawde ludzie nie zaczna juz nigdy myslec ?! Pozdrawiam.

    1. Nie, to wszystko bierze się z właśnie z dekomunizacji, czyli niszczenia wszystkiego co było w tamtym systemie dobre, a potęgowania wszystkiego co było złe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *