Bwana Sienkiewicz

Nasz pierwszy literacki noblista zawsze podpada pod jakiś paragraf. Brała się już za rugowanie go i sanacja pod wezwaniem osławionych „reform jędrzejewiczowskich”, tępili komuniści, a teraz stoi w gardle politpoprawusów. I nie sposób się w sumie dziwić: „Ogniem i mieczem” pozostaje w sprzeczności ze strategiczną przyjaźnią z Ukrainą, „Krzyżacy” są germanofobiczni, „Quo vadis” opresyjno religijne, a „W pustyni i w puszczy” – uuu, to już najgrubsza sprawa, książka ta nie nadaje się do niczego bez względu na ustrój, a już zwłaszcza dla młodzieży.

Dzieło to nie wykazywało zrozumienia dla trudów walki wyzwoleńczej ludów trzeciego świata. W związku z tym, dokonując pierwszej ekranizacji „WPiP” w dobie PRL – trzeba było przerobić sienkiewiczowskich bandziorów Mahdiego na szlachetnych rewolucjonistów, na czele z uświadomionym przywódcą. W drugiej zaś, już za demokracji – „zrównoważono relacje rasowe”, bo pomimo upływu 100 lat – Sienkiewicz nadal okazywał się niebezpiecznie bliski ponadczasowej prawdzie o cechach „Afro-Afrykańczyków”, czy jak ich tam się teraz zwie. Wystarczy „W pustyni i w puszczy” przeczytać – a następnie przyjrzeć się historii Afryki i Bliskiego Wschodu w ostatnim stuleciu, by zobaczyć, że diagnozy Sienkiewicza pozostają aktualne. Podobnie jak ostrzeżenia, jakie bez nachalnej dydaktyki zawarł w książce pokazującej czym kończy się rewolucyjna dekolonizacja i jak sobie poradzą murzyni bez białych bwana.

Ba, „W pustyni i w puszczy” pozostaje niesłychanie wręcz aktualne także wobec aktualnej sytuacji politycznej w Sudanie, a zwłaszcza wojny między dwoma państwami powstałymi na powieściowych terenach. Oczywiście, z punktu widzenia polipoprawusów – wszystko to razem są wystarczające powody, by usunąć polskiego Kiplinga ze spisu lektur. By cel ten uzyskać – „Gazeta Wyborcza” bije z najgrubszej i bardzo modnej rury. Oskarża bowiem Sienkiewicza o rasizm.

„Najwyższa pora zapytać autorów podstawy programowej języka polskiego o celowość indoktrynowania uczniów szkoły podstawowej XIX-wiecznymi kolonialno-rasistowskimi strukturami myślowymi oraz paletą prymitywnych stereotypów i fantazji dotyczących Afryki” – grzmi na łamach ostatniej „Gazety Świątecznej” Paweł Cywiński, przedstawiony jako „orientalista i kulturoznawca”. W jego oczach Sienkiewicz to wróg szczególnie przewrotny. „”W pustyni i w puszczy” nie jest zwykłą powieścią podróżniczą. Na kanwie porywającej fabuły przygodowej Henryk Sienkiewicz przemycił w niej wyraźne treści ideologiczne” – pisze kandydat na postępowego cenzora i… ma rację.

Sienkiewicz bowiem, podobnie jak Kipling – pisał prawdę. I myliłby się ktoś uznając, że była to na przełomie XIX i XX wieku prawda łatwa. Przeciwnie, co najmniej od XVIII wieku utrzymywał się w europejskiej literaturze mit „dobrego dzikusa” – nie tylko niewinnego, ale niosącego w sobie wszelkie wartości, rzekomo utracone przez białą, chrześcijańską cywilizację. Już wówczas więc pisanie o „brzemieniu białego człowieka”, które pospołu nieśli Staś Tarkowski wobec Kalego, Scarlett O’Hara wobec Prissy i Porka, a Kim wobec swych hinduskich przyjaciół – nie było wcale modne na europejskich salonach. I to pomimo że (jak łatwo zauważyć) w przeciwieństwie do „Chaty wuja Toma” i innych „dziełek” opartych o głęboką ideologiczną pewność i kompletną nieznajomość realiów, historie te wynikały z doświadczeń i faktów, w tym z wiedzy o obopólnie korzystnym współistnieniu białych i czarnych – o ile rasy te zachowywały naturalne, paternalistyczne relacje.

Zaklinanie rzeczywistości – tak tej z XIX i pierwszej połowy XX wieku, jak i współczesnej, pozostaje dla politpoprawusów sprawdzoną metodą postępowania. To oczywiste, że po usunięciu ze spisu lektur Sienkiewicza oraz obiedzie premiera z posłem Godsonem – nie tylko rasizm zostanie pokonany, ale i czarna Afryka zamieni się w krainę mlekiem i miodem płynącą, podobnie jak i murzyńskie getta w Ameryce…

Swoją drogą ciekawe, że Sienkiewicza nie ratują nawet opisy walki z islamskim fundamentalizmem, uosabianym przez powieściowego (i historycznego) Mahdiego, co tylko dowodzi, że „wojna z terroryzmem” schodzi w języku politpoprawności na plan dalszy, ustępując miejsca tradycyjnej walce z rasizmem. Wbrew pozorom – nie jest ona w warunkach polskich wcale tak absurdalna, jakby się zdawało. Nie budzi większego oporu (bo rasizm, czy nawet „rasizm” wydaje się faktycznie czymś wstydliwym i brzydkim). Tymczasem stanowi drzwi, przez które wciskają się następne priorytety politpoprawusów: jak „walka z antysemityzmem”; promowanie innych niż geopolityczne, ideologicznych motywów w polityce zagranicznej, a także podsuwanie kolejnych zakazów ograniczających wolność słowa w polityce wewnętrznej. Wreszcie samo uderzenie w Sienkiewicza, nawet poprzez niesłusznie uważaną za błahą, młodzieżową powieść – bije w sam rdzeń polskiej tradycji, nie tylko zresztą literackiej i związanej z kulturą słowa.

O Sienkiewiczu CAT-Mackiewicz pisał: „Nowoczesne Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne Dmowskiego z Sienkiewiczem w ręku szło do chłopskiej chaty. Sienkiewiczem otwierało serca polskich robotników na Śląsku”. Pamiętniki polskich emigrantów do Brazylii opisują święto, jakim dla naszych kolonistów było przybycie starca mówiącego z pamięci „Ogniem i mieczem”. Stefan Żeromski wspominał: „Józef opowiadał mi rzecz następującą. Był raz w zimie tego roku w Staszowie, miał interes na poczcie, czekał tam więc. Razem z nim czekało na przyjście poczty ze dwudziestu szewców, czeladników, sklepikarzy – czekali na „Słowo”. Gdy poczta przyszła, urzędnik zaczął czytać „Potop” na głos. (…) Ci ludzie czekali tam parę godzin oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkiewiczem z uczuć polskich. Jest to objaw znamienny. Sam widziałem w Sandomierskiem, jak wszyscy, tacy nawet, którzy nigdy nie czytają, dobijali się o „Potop”. Książki kursują, rozbiegają się błyskawicznie. Niebywałe, niesłychane powodzenie. Sienkiewicz zrobił dużo, bardzo dużo. Niech imię jego będzie pochwalone!” Oba te głosy dogłębnie chyba wyjaśniają czemu twórcę „Trylogii” wciąż chce się usunąć z polskiej świadomości, czemu kaleczy się jego dzieła kręcąc marne filmy i czemu nienawidzi go „Gazeta Wyborcza”.

Ale nawet bez tego ideologicznego podtekstu – warto „W pustyni i w puszczy” w spisie lektur bronić. Z oczywistych względów językowo-literackich. Ze względu na równie oczywiste walory wychowawcze, niesione choćby przez bynajmniej nie archaiczne nauki ojca Stasia Tarkowskiego. Ba, ze względu na nieprzemijającą aktualność sytuacji, w której Polak odnosi sukces zawodowy i osobisty w dalekich, obcych stronach (co udało się obu Tarkowskim). „WPiP” jest jednak także w jakiejś mierze kluczem do samego Sienkiewicza, do jego osobowości, skomplikowanych relacji uczuciowych, stosunku do kobiecości. Chcących iść tym tropem – zachęcam do odświeżenia lektury przygód Stasia i Nel, a następnie sięgnięcia po szkice CATA, choćby ze zbiorku „Odeszli w zmierzch” – i po listy Sienkiewicza (których edycja po pół wieku praca została przed dwoma laty ukończona przez PIW).

Żeby jednak móc delektować się Mackiewiczem, swobodnie polemizować z prof. Krzyżanowskim, czy śmiać się z hunwejbinów z „GW” i aby mogły to czynić nasze dzieci – nie pozwólmy dokonać kolejnej kastracji programów nauczania. Sienkiewicza murzynom nie oddamy!

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 2 Average: 5]
Facebook

0 thoughts on “Bwana Sienkiewicz”

  1. Nawet Konrad Rękas czasami napisze coś sensownego 😉 Sienkiewicz powinien być broniony i zalecany do czytania.

  2. Czy Henryk Sienkiewicz był rasistą i winien być wyrzucony z lektur szkolnych w epoce (totalitarnej) tolerancji?

  3. Rzadko zgadzam się z p. Rękasem ale tym razem trudno odmówić mu słuszności. Swoją drogą warto zwrócić uwagę, że Sienkiewicz cieszył się zawsze wrogością „elit” i niezmiennie kochany był przez tzw. „szarego człowieka”. Być może „elity” tak bardzo go nienawidziły bo – mówiąc w uproszczeniu – odbierał im upragniony rząd dusz? A co do uwag Cata to warto jeszcze wspomnieć, że niesłychanie wysoko cenił on Sienkiewicza za język jego książek. Za, jak to pisał „cudowne zdanie, szczepione na łacinie”. I faktycznie, język „Trylogii” jest chyba najpiękniejszą polszczyzną jaka kiedykolwiek pojawiła się w druku. I choćby dlatego Sienkiewicz powinien być obowiązkowy. Dla wszystkich!

  4. Złosliwiec mógłby zauważyć. że Sienkiewicz jest takoż niewygodny dla konserwatystów. Trylogia to uwznioslenie heroicznej walki nie zawsze w zgodzie z rozumem, za to zawsze z honorem, i Ojczyzną na ustach. W Potopie za politycznych realistów robią przeciez Radziwiłowie, a Wołodyjowski i spółka sieją zamęt po lasach. Ale tekst dobry, nie chce być złosliwy:-)

  5. @Zar a wie Pan, nawet kiedyś popełniłem tekst na przywołany przez Pana temat. Może go nawet tu przytoczymy 😉

  6. MYŚL POLAKU MYŚL–Dlaczego niektórzy ,,Polacy”tak bardzo nienawidzą noblisty Sienkiewicza.To już powinno dać Ci do myślenia–zainteresuj się tą sprawą.Zachowaj Polską Dobrą Tradycję która nakazuje tym Barfdziej być przekornym im bardziej ,,władza obca” czgoś zakazuje bo to coś wskazuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.