Centrala rusofobii jest w USA

Nic nie dzieje się z przypadku, zawsze za jakimś zjawiskiem ktoś stoi, ktoś je stymuluje i nakręca. Wybitny pisarz rosyjski, biały Rosjanin, Vladimir Volkoff (zmarł w 2005 roku), znawca służb specjalnych, tajnych operacji i znawca Zachodu, gdzie mieszkał od urodzenia – odpowiada w swoich książkach na fundamentalne pytanie – gdzie jest centrala operacji wymierzonych w Rosję? Kto organizuje medialny atak na Rosję przy każdej nadarzającej się okazji? I jakie są motywy twórców tych działań?

Na te pytanie znajdujemy odpowiedź w powieści „Spisek” (wydanie polskie 2008). Śledzimy w niej zmagania potężnej organizacji usytuowanej w USA, którą Volkoff nazywa Klubem. Ten Klub to nic innego jak tajna, masońska organizacja, dążąca do stworzenia rządu światowego. Na drodze do tego celu, który wytrwale realizuje od dziesiątków lat – jest kraj, który Klub uznaje za najbardziej niebezpieczny. Tym krajem jest Rosja. Klub to – przekładając na język współczesności – ośrodek neokonserwatystów amerykańskich, czerpiący swoje ideowe inspiracje z ideałów amerykańskiej masonerii, marzącej o jednej, braterskiej i zjednoczonej ludzkości. Ameryka, jej potęga militarna i gospodarcza, jest dla Klubu tylko narzędziem realizacji wielkiego planu zniszczenia starego świata i jego ideałów. Jaką rolę w tej walce odgrywa Rosja? Zasadniczą.

Po kolejnych stopniach wtajemniczeń pnie się młody Amerykanin, Robin. Jego dziadek był w Klubie jeszcze na początku XX wieku. Teraz to wnuk przejmuje pałeczkę. Początkowo nie bardzo orientuje się, jakie są prawdziwe cele Klubu. Stopniowo je poznaje. Oddajmy głos Volkoffowi:

„Robin nie dał się na to nabrać i przez jakiś czas sądził, że Klub jest tylko narzędziem amerykań­skiej hegemonii, która, by zacytować Jana Jakuba Rousseau, pra­gnęła dostarczyć sile argumentów prawa. W gruncie rzeczy, nie przeszkadzało mu, że przez tyle lat wykorzystywano błyskotliwe umysły dla realizacji tak banalnie nacjonalistycznego projektu. Przeciwnie, uważał, że to nawet dosyć pikantne. Ale pamiętał też, że Klub powstał dosyć dawno i ma pochodzenie niemieckie, więc podejrzewał, że następna Lekcja odsłoni prawdę sprzeczną z dotychczasową.

Dopiero Lekcja trzeciego stopnia wtajemniczenia pokazała, że Klub wcale nie uważa Ameryki za cel, ale za narzędzie zjednocze­nia ludzkości w ogólnoświatowych strukturach, podlegających mechanizmom globalnego rynku. Robin podpisał się pod tą ideą tym chętniej, że dla niego wróg wciąż pozostawał ten sam — Ro­sja, a dla zjednoczonej ludzkości mogła ona być jedynie prze­szkodą zbyt dużym kąskiem, żeby go można było ot tak przełknąć.

Jej szybkie dochodzenie do formy było coraz bardziej niepo­kojące. Wprawdzie demografia wciąż jeszcze miała zadyszkę, ale kto wie, co się może zdarzyć teraz, gdy do władzy doszedł ten ich nowy prezydent? A co, jeśli wprowadzi zasiłki rodzinne? Ko­ściół prawosławny może postawić tamę aborcji, a wolność, stabi­lizacja i podniesienie stopy życiowej mogą przywrócić Rosjanom pragnienie budowania rodzin… Trzeba więc za wszelką cenę za­blokować w Rosji taki scenariusz i należy to uczynić, stosując środki znajdujące się poza zasięgiem amerykańskiego rządu, skrępowanego zobowiązaniami ogólnoświatowymi i od niedaw­na kompletnie zaślepionego zagrożeniem ze strony islamu.

Uzbrojony w te wnioski Robin kolejny raz udał się na spotka­nie z dr. Kirstenem, który mocno się w międzyczasie postarzał — podgardle zwisało mu coraz bardziej żałośnie pod bezwłosym podbródkiem. I kolejny raz Patriarcha uprzedził jego wypowiedź.

— No, cóż, Robinie. Chyba tracimy kontrolę nad Rosją. Klub jest więc gotów przeprowadzić operację, którą nazwiemy „Śmier­telna rana”. Masz pomysł, jak to zrobić?

To właśnie stało się przyczyną spotkań Robina z jego „termo­metrami”. I stąd jego zainteresowanie wybuchającymi trupami, Bojarami, mikrodronami i akcjami humanitarnymi w Czeczenii.

Lekcja poziomu drugiego, ta, która mówiła o zjednoczonej ludzkości, połączonych rasach i płciach, wykraczała poza globalistyczny model z poziomu trzeciego tak bardzo, jak model globalistyczny wykraczał poza indywidualistyczny, od którego, dwa­dzieścia lat wcześniej, Robert Chastow III rozpoczął swoją podróż przez kolejne stopnie wtajemniczenia. Ta Lekcja wskazywała na jeszcze pilniejszą konieczność wyeliminowania z gry Rosji, za­cofanej w swoim prawosławiu, reakcyjnej w swojej polityce i ambitnej w swoim mesjanizmie. Wszyscy filozofowie rosyjscy mówili o „myśli rosyjskiej” nie uzgodniwszy najpierw, co to ta­kiego, ale jedno wydawało się pewne: nie było w niej rozróżnie­nia między zbrodnią i karą, wojną i pokojem, dobrem i złem, Ewą i Adamem, piekłem i niebem”.

Liderzy Klubu nie ukrywają więc o co chodzi. Robin przyjmuje to chętnie, bo taka jest tradycja jego rodzony. Jego Dziadek napisał mu jeszcze za życie obszerne wyjaśnienie celów Klubu. Robin przeczytał tam:

„Zawsze wbijałem Ci do głowy: my (o, nie, nie chodzi o Stany Zjednoczone, mam w nosie Stany Zjednoczone, zwłaszcza że są takie mięciutkie i przytulne, ha, ha!), my mamy tylko jednego poważnego wroga, który jeszcze trzyma się „na koniu”. To Rosja. Dlaczego? Po pierwsze, z powodu swych naturalnych bogactw, które są naprawdę fantastyczne i które kiedyś moglibyśmy wykorzystać dla naszego dobra. Po drugie, z powodu prawosławia. Prawosławie, zapewniam Cię, to nie tylko człowiek na koniu, ale człowiek na osiołku, co jest jeszcze bardziej nie­bezpieczne — vide wjazd do Jerozolimy. Jak się okazuje, faryzeusze mieli rację, że podnieśli krzyk. Wyobraź sobie potomka króla jadącego na grzbiecie osła, któremu naród wybrany rzuca pod kopyta tuniki! To nie jest coś, co chcielibyśmy widzieć u nas.

Wracam do Rosji. Przypomnij sobie słowa, które Turgieniew włożył w usta

Putuginowi w “Dymie”: „Gdyby nagle jakiś naród miał zniknąć z po­wierzchni ziemi wraz z wszystkim, co kiedykolwiek wynalazł, nasza prawosławna mateczka-Rosja mogłaby spokojnie spaść w otchłań, nie poruszywszy ani jednego gwoździka, ani jednej szpileczki; wszystko zo­stałoby na swoim miejscu, bo nawet samowar, łapcie, duga czy knut — te słynne rosyjskie produkty, nie przez nas zostały wynalezione”. To nie­prawda. Nie tylko dlatego, że w ten sposób świat stałby się uboższy, po­zbawiony ikon, muzyki klasztornej i całego dziewiętnastowiecznego ma­larstwa, literatury i muzyki rosyjskiej, ale przede wszystkim dlatego, że Rosja to INNY WARIANT HISTORII LUDZKOŚCI, co paradoksalnie sprawia, że z punktu widzenia Klubu byłoby dobrze, gdyby zniknęła.

Fakt, że Rosja jest jedynym poważnym rywalem gospodarczym dla Sta­nów Zjednoczonych, ma znaczenie drugorzędne. To, że Klub postanowi infiltrować właśnie Stany Zjednoczone, nie było wcale takie oczywiste. Gdyby to Rosja była infiltrowana, może właśnie nią zdecydowalibyśmy się zdalnie sterować, ale ona ma w sobie (poza prawosławiem) coś — coś nierozszczepialnego, jakiś składnik, którego nie można zmiażdżyć, skłonność do przesady, niezdolność do podążania pospolitą drogą, ten­dencję do rzucania wszystkiego na jedną szalę. Wszystko to sprawia, że Rosja nie jest terenem sprzyjającym dla naszych przedsięwzięć”.

Dalej Dziadek pisał, jak w 1919 roku realizował misję mającą na celu wykończenie starej Rosji i zainstalowanie w Moskwie bolszewików. „Ale dość tego filozofowania. Wszystko to wiesz równie dobrze, jak ja i o ile wiem, nieraz już tego dowiodłeś. Ja jednak nie mogę się oprzeć starczej próżności i pragnę Ci opowiedzieć o dwóch przypad­kach, w których Twój Dziadek z powodzeniem przestawił panią Histo­rię na właściwe tory. W obu tych przypadkach chodziło o bardzo zna­mienitych ludzi. Jednego z nich wsadziłem na rumaka, drugiego zaś wysadziłem z siodła” – napisał. Wysadził z siodła admirała Aleksandra Kołczaka, wsadził na rumaka Lwa Trockiego, któremu udzielono wszelkiego poparcia.

Dr Kirsten w rozmowie z Robinem uściśla: „Od mniej więcej stu lat pracujemy nad zatopieniem Rosji, ale ona wciąż wypływa na powierzchnię. Na próżno walimy ją wiosłem po głowie — za każdym razem pojawia się po drugiej stronie łodzi. Komunizm był świetnym pomysłem. Zrobił z Rosji stracha na wróble narodów, który dobrze nam służył przez trzy czwarte wieku, bo cały świat pchał się pod nasze opiekuńcze skrzydła, a system podgryzał niczym kwas siły żywotne kraju — gospodarcze i intelektualne. Wszystko świetnie się składało. Gdy­by sprawa potoczyła się zgodnie z naszym życzeniem, komunizm trwałby do dziś i doszczętnie zniszczyłby Rosję od środka. Ale to było niemożliwe. Zbyt wielu źle poinformowanych Ameryka­nów, w tym rząd, pragnęło klęski komunizmu, który uważali za zło absolutne, podczas gdy był on względnym dobrem. Musieli­śmy na to pozwolić i nawet ty brałeś w tym udział… Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Załamanie komunizmu miało też jeden po­zytywny skutek — rozpad imperium rosyjskiego. I szczerze mówiąc, obawiamy się tylko jednego — że to imperium się odbu­duje”.

Klub robi więc wszystko, żeby podtrzymać strach przed Rosją. Jedną z metod jest czarna propaganda, sącząca się w największych mediach na całym świecie. Czytamy w powieści: „W Paryżu kampania przeciwko Bojarom [ośrodek myśli rosyjskiej, główny wróg Klubu – JE] osiągnęła już takie zamiary, które w innym kraju pewnie wydałyby się komiczne, ale nie we Francji, która przełknęła już, niczym japońskie ostrygi, zbiorowe groby Timisoary, pięćset tysięcy zabitych w Kosowie, francuskie okrucieństwa w Algierii oraz kilka innych morskich potworów podobnego kalibru. Nikt się więc nie dziwił i wszyscy prosili o jeszcze. Bojarzy reprezentowali pogromy, generała Durakina, knuty, Iwana Groźnego, wsie potiomkinowskie, koza­ków, Katarzynę i jej kochanków, „tajemnicę schowaną w zagad­ce ukrytej w szaradzie”, „rozległą, bogatą w zboże równinę, zamieszkałą przez lud barbarzyński”, „zepsutą, nieograniczoną władzę, która demoralizuje w sposób nieograniczony”, niewol­nictwo, wódkę serwowaną w samowarze, Syberię, katorgę, wy­cie wilków, nieprawomyślne prawosławie, straconą niedawno łódź podwodną i prezydenta, który nie kiwnął nawet palcem, żeby ją uratować, mafię, gułagi, a nawet, zwłaszcza w ustach dawnych towarzyszy komunistów, „potworności stalinizmu, które dowo­dzą, że w Rosji nic się nigdy nie zmienia”. Sensacyjnych tematów zaczynało już jednak brakować, a przecież nie można pozwolić, żeby taka żyła złota uległa wyczerpaniu. Od dawna już było wiadomo, że złym duchem Bojarów jest nawrócony na prawosławie dawny agent KGB, czyli niejaki Igor Popow”.

Dawny agent KGB nawrócony na prawosławie – łatwo chyba zgadnąć kogo ma na myśli Volkoff. To on jest głównym celem ataku. Chyba także nie byłoby trudno wskazać, kto w Polsce realizuje zadania wyznaczone przez Klub. Jedno robią to świadomie, inni (np. media katolickie) to typowi pożyteczni idioci. Dziwić się wypada tylko jednemu – kto był tak głupi, że zdecydował się na wydanie dzieł Volkoffa u nas? Przecież praktycznie wszystko, co on pisze jest sprzeczne z tym, co chcieliby widzieć w tych powieściach tacy ludzie jak Wildstein czy Ziemkiewicz. Warto by też prześledzić, jakie książki na temat Rosji ukazały się w Polsce w ostatnich latach. Gwarantuję, że analiza taka tylko uwiarygodnia tezy Volkoffa. Nie ulga kwestii – Klub ma u nas wielkie wpływy, wiernych wykonawców poleceń i wielkie osiągnięcia w szczuciu.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 27-28 (1-8.07.2012)

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Centrala rusofobii jest w USA”

  1. @Autor: Nie jestem pewien czy media tzw. „katolickie” ( a raczej „posoborowe”) szczują nieświadomie. Gdybym miał postawić 5 PLN, postawiłbym na wariant „świadomie i na zimno”. Tak samo, jak kłamią np. w sprawie sytuacji w Egipcie, gdzie, ich zdaniem, główna siłą wspierającą Bractwo Muzułmańskie ma być Iran…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.