Chińsko-indyjski wyścig zbrojeń

Militaryzacja po chińsku

Handel bronią nadal pozostaje jednym z najbardziej lukratywnych biznesów na świecie. Wartość światowego rynku broni szacowana jest na 100 mld USD rocznie, z czego 70% przypada na część legalną, czyli kontrakty zawierane między państwami bez naruszania traktatów międzynarodowych i rezolucji ONZ, a pozostałą część obsługują prywatni pośrednicy, często za zwiedzą i zgodą państw, w których dana broń jest wytwarzana. Wśród czołowych eksporterów broni znajdują się największe potęgi gospodarcze: Stany Zjednoczone, Rosja, Niemcy, Francja, Wielka Brytania i od niedawna Chiny. Z kolei największymi importerami stały się dwa najszybciej rozwijające się i najludniejsze państwa świata: Chiny i Indie. Oba dysponujące bronią nuklearną i są położone na jednym kontynencie. Oba są starożytnymi cywilizacjami, które mają dość pozostawania w cieniu wielkiej polityki światowej i odgrywania roli ubogich statystów na światowej scenie politycznej.

Dynamiczny rozwój gospodarczy Chin i podążających ich śladem Indii zaowocował nie tylko zmianą układu sił politycznych i ekonomicznych na kontynencie, ale też rozwojem ich potencjału militarnego. Zjawisko to nie jest niczym wyjątkowym – wraz ze wzrostem potęgi gospodarczej rosła potęga militarna Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. Wyjątkiem od tej reguły jest Japonia, której potęgi gospodarczej nie odzwierciedla ani pozycja polityczna, ani militarna na kontynencie – Cesarstwo utrzymuje jedynie skromne liczebnie, choć bardzo nowocześnie wyposażone Japońskie Siły Samoobrony (Japan’s Self-Defense Force – JSDF).

Wobec słabości Rosji i ustawowej marginalizacji japońskich sił zbrojnych, głównym graczem w aspekcie militarnym na kontynencie stała się więc chińska Ludowa Armia Wyzwolenia (People’s Liberation Army – PLA). Nie jest to jednak równoznaczne z ukształtowaniem się nowego porządku jednobiegunowego w Azji, bowiem pozostałe mocarstwa zaangażowane politycznie w rozgrywki na kontynencie – Rosja, Japonia, Indie, Stany Zjednoczone – nie dopuszczą do chińskiej hegemonii. Chińska armia choć bardzo liczna cechowała się jeszcze do niedawna nikłą zdolnością do projekcji siły poza swoim terytorium. Przyczyną tego zjawiska było przede wszystkim przestarzałe uzbrojenie, ale też skostniały system dowodzenia. Praktycznie całość uzbrojenia PLA pochodziła ze Związku Radzieckiego lub była produkowana na radzieckiej licencji, przy czym Rosjanie starannie dbali, aby ich najnowsze technologie nie trafiły do rąk chińskich. Sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać po upadku Związku Radzieckiego i równoległym dynamicznym rozwojem chińskiej gospodarki. Kreml szybko dostrzegł, że tylko dzięki współpracy z bogatym sąsiadem jest w stanie utrzymać rozwój technologiczny w dziedzinie militarnej. Partnerstwo w tym obszarze było więc korzystne dla obu stron – do Rosji zaczął płynąć strumień pieniędzy, a Chiny otrzymały wreszcie nowoczesne technologie dla modernizacji swojej armii i rozwoju własnego przemysłu zbrojeniowego.

Dość szybko militarna współpraca chińsko-rosyjska zaowocowała wzrostem potencjału militarnego PLA, PLAN (People’s Liberation Army Navy) i PLAAF (People’s Liberation Army Air Force) oraz chińskiego przemysłu zbrojeniowego. Należy tu podkreślić, że chińska armia w coraz większym stopniu zaczęła być ekwipowana w sprzęt rodzimej produkcji, wytwarzany w oparciu o zakupione i rozwinięte technologie rosyjskie. Przykładem nowych możliwości technologicznych chińskiego przemysłu zbrojeniowego jest myśliwiec Fierce-Dragon, przeznaczony do realizacji zadań bojowych powietrze-powietrze i powietrze-ziemia. Chiński przemysł lotniczy dostarczył ostatnio PLAAF nowoczesny transportowiec Y-20, który jest w całości chińską konstrukcją i należy do największych samolotów na świecie. Y-20 może zabrać 66 ton ładunku, pokonując pod tym względem dotychczasowego lidera, którym był rosyjski Ił-76 o udźwigu 50 ton.

Gigantyczne inwestycje zostały też skierowane na wzmocnienie chińskiej floty. We wrześniu 2012 r. władze chińskie triumfalnie ogłosiły wejście do służby pierwszego w historii PLAN lotniskowca „Liaoning”, będącego w istocie zmodernizowanym poradzieckim „Varyagiem”. Obecnie trwają prace nad rozwojem nowoczesnego lotnictwa morskiego, bez którego posiadanie lotniskowca mija się z celem. Chiny dysponują obecnie myśliwcem J-11, opracowanym na bazie rosyjskiego SU-27, a w fazie projektowej znajduje się J-15 – maszyna przeznaczona do bazowania na lotniskowcach, która również opiera się na rozwiązaniach konstrukcyjnych z rosyjskiego myśliwca, w tym przypadku SU-33.

Flotę wzmocniły ponadto dwie fregaty rakietowe „Yantai” i „Yanchieng”, oddane do służby w 2011 i 2012 r. Najnowszym nabytkiem PLAN jest niszczyciel rakietowy nowego typu „Changchun” o wyporności 6000 ton, większy i lepiej uzbrojony od wcześniejszego „Qingdao” o wyporności 4800 ton. „Changchun” zastąpił jednostkę o tej samej nazwie, która służyła w chińskiej flocie ponad 30 lat. Należy podkreślić, że wszystkie wspomniane jednostki są rodzimej produkcji, co wyraźnie wskazuje na rosnący potencjał chińskich stoczni.

Niezwykle istotnym obszarem modernizacji chińskiej armii jest stworzenie zintegrowanego systemu informacji zarządczej, który pozwala na integrację działań poszczególnych rodzajów sił zbrojnych – lądowych, morskich i powietrznych. Kluczowym elementem systemu informacyjnego jest satelita nawigacyjny Beidou-II, który określa położenie obiektów z dokładnością do 10 m. Ten w całości chiński projekt potwierdza, że Chiny posiadają nowoczesne technologie i potrafią je wykorzystywać, choć na pełną modernizację sił zbrojnych i przekształcenie PLA w nowoczesną armię potrzeba jeszcze wielu lat. Warto też zwrócić uwagę, że faktyczna przydatność chińskich nowinek technicznych dla działań zbrojnych nie znalazła jeszcze swojego potwierdzenia, w wielu przypadkach nawet w ramach regularnych ćwiczeń wojskowych.

Indie w pogoni za Chinami

Drugie z najludniejszych państw świata – Indie, nie pozostają obojętne wobec chińskich zbrojeń i ekspansji gospodarczej. Pierwszoplanowym obszarem indyjskich oddziaływań jest oczywiście obszar Oceanu Indyjskiego, który w założeniu indyjskich strategów miałby stać się odpowiednikiem rzymskiego Mare Nostrum. Podobnie jak w przypadku Chin, potęga indyjskiej armii opiera się przede wszystkim na liczebności armii, a nie na jej technologicznym zaawansowaniu i podobnie jak w Pekinie, tak i w New Delhi szybko zrozumiano, że zdolność do projekcji siły poza swoim terytorium macierzystym wymaga wdrożenia nowoczesnych technologii.

Po raz kolejny głównym dostawcą technologii została Rosja, której stosunki gospodarczo-polityczne z Indiami są kontynuacją polityki z okresu Związku Radzieckiego. Te kontakty są reliktem zimnej wojny, w której Stany Zjednoczone opowiadały się po stronie Pakistanu w konflikcie o Kaszmir. Rozkwit gospodarczy Indii, jednego z głównych odbiorców rosyjskiej broni, stał się bardzo korzystny z punktu widzenia interesów Kremla. Przede wszystkim pozwalał na zwiększenie dostaw uzbrojenia i technologii, ale też umożliwiał dywersyfikację rynków dla rosyjskiego handlu bronią, co ma istotne znaczenie zwłaszcza wobec coraz większej „samodzielności” chińskiego przemysłu zbrojeniowego. Pomimo wzrostu zainteresowania eksportem broni na rynek indyjski przez Stany Zjednoczone czy Francję nadal największy „kawałek tortu” konsumują Rosjanie. Ostatnia wizyta prezydenta Putina w grudniu 2012 r. zaowocowała podpisaniem kontraktu na 71 helikopterów MI-17 i 42 myśliwców SU-30MKI o łącznej wartości 2.9 mld USD. Urzeczywistnienie indyjskiego panowania nad ogromem obszaru Oceanu Indyjskiego wymaga silnej floty, w tym posiadania lotniskowców zdolnych do projekcji siły na dużym dystansie od macierzystych portów. Indyjski program budowy lotniskowców opiera się na razie na budowie dwóch jednostek: INS „Vikrant” i INS „Vishal” oraz przebudowie zakupionego od Rosji eks-krążownika lotniczego „Admirał Gorszkow”, który  wszedł do służby jako INS „Vikramaditya”.

Chiny pozostają liderem zbrojeń w Azji

Podstawową różnicą między chińskim a indyjskim przemysłem zbrojeniowym jest poziom technologicznego zaawansowania. Chińskie zakłady zbrojeniowe są w stanie wytwarzać sprzęt wojskowy, którego poziom technologicznego zaawansowania nie odbiega od światowego poziomu. Pod tym względem indyjskie zakłady zdecydowanie przegrywają rywalizację z chińskimi, choć można prognozować, że wobec indyjskich nakładów na sferę badawczo-rozwojową przewaga Chin będzie się stopniowo zacierać. Realizowane indyjskie projekty już obecnie obejmują prace nad robotyzacją czy wykorzystaniem sztucznej inteligencji, a także opracowaniem czołgu najnowszej generacji i samolotu bezzałogowego. Już w 2011 r. Indie zrezygnowały z zakupu kolejnych rosyjskich T-90S, przekazując armii czołg Arjun rodzimej konstrukcji, który na testach wypadł lepiej niż jego rosyjski konkurent, a w przygotowaniu jest już supernowoczesny Arjun-II.

Osiągnięcia chińskiego przemysłu zbrojeniowego sprawiły, że uzbrojenie Państwa Środka zaczęło być atrakcyjne nie tylko pod względem ceny, ale i technologicznego zaawansowania dla potencjalnych, wymagających odbiorców. Potwierdzeniem atrakcyjności chińskiego sprzętu bojowego było zainteresowanie chińskim uzbrojeniem na 11. Międzynarodowej Wystawie Broni Defensywnej w Abu Dhabi (International Defense Exhibition – IDEX). Chińskie firmy zbrojeniowe wykupiły największe powierzchnie wystawowe i zaprezentowały nowoczesne, zaawansowane systemy obronne: rakiety SR-5 i AR-3 produkowane przez China North Industries Corporation (NORINCO), cechujące się dużym zasięgiem, wysoką manewrowością i precyzją oraz wysokim stopniem automatyzacji i inteligentnego zarządzania informacjami. Duże zainteresowanie wzbudził też najnowszy produkt importera i eksportera broni Poly Group – transporter opancerzony CS/VP3 należący do kategorii AMAA (anti-mine and anti-ambush), zabezpieczający przewożonych żołnierzy przed wybuchem 8-kilogramowej miny przeciwczołgowej pod podwoziem, a w przypadku wybuchu miny pod kołami auta – nawet 16-kilogramowego ładunku. Pojazd ten pod względem swoich parametrów technicznych jest obecnie bezkonkurencyjny na rynku. Spośród innych technologicznie zaawansowanych nowości chińskiej produkcji warto wymienić rakietowy system obronny średniego zasięgu LY-80, mający zasięg do 200 km i potrafiący namierzyć jednocześnie do 144 obiektów, a następnie wybrać i zniszczyć 12 z nich, które zostaną uznane za stanowiące największe zagrożenie. Chiny zaczynają też konkurować ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem w zakresie produkcji samolotów bezzałogowych tzw. dronów. Pokazany na targach najnowszy model maszyny zwiadowczej Rainbow CH-series może działać w każdych warunkach pogodowych, nawet w wyjątkowo nieprzyjaznym środowisku na wysokim pułapie, w niskich temperaturach i przy niskim ciśnieniu powietrza.

Zbrojenia i co dalej?

Chińskie i indyjskie zbrojenia nie pozostawiają złudzeń co do aspiracji tych państw do roli głównych rozgrywających i stworzenia azjatyckiego systemu bipolarnego. Taki „azjatycki duopol” sam w sobie nie stanowi zagrożenia dla innych państw kontynentu, zwłaszcza wobec zaangażowania w azjatycką politykę i ekonomię światowych mocarstw: Rosji, Stanów Zjednoczonych i Japonii. Zagrożenie ze strony militaryzacji państw, których ludność stanowi w sumie 35% światowej populacji (populacja świata – 7 mld, Chiny – 1.3 mld, Indie – 1.2 mld) pojawia się wraz z rosnącym nacjonalizmem. O ile Indie nie są postrzegane przez sąsiednie kraje jako zagrożenie dla ich interesów (za wyjątkiem tradycyjnie wrogo usposobionego Pakistanu), o tyle działania Chin budzą zrozumiały niepokój innych państw. Spektakularnemu rozwojowi chińskiej marynarki (PLAN) towarzyszy niepokojąca eskalacja roszczeń terytorialnych na Morzu Żółtym i Południowochińskim. Do wciąż nieuregulowanych spornych terytoriów takich, jak archipelag Spratly czy Wyspy Paracelskie, dołączył konflikt o wyspy Senkaku / Diaoyu. Konflikt ten stał się niezwykle medialny i zarazem niepokojący, bowiem po obu stronach (chińskiej i japońskiej) można dostrzec niebezpieczny wzrost nastrojów nacjonalistycznych. Choć same wyspy są niewielkie i w dodatku niezamieszkane, to narastający wokół nich konflikt skłonił Japonię do zwiększenia wydatków na zbrojenia do 2% PKB w roku 2013 (53.54 mld USD) oraz bezprecedensowego od powołania JSDF zwiększenia liczebności tej formacji o 287 żołnierzy. Japończycy zdecydowali też o rozbudowie na Senkaku systemu ostrzegawczego ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance).

Chiny roszczą sobie prawo do 80% akwenu Morza Południowochińskiego, opierając się na „historycznych prawach” i z tego względu pozostają w permanentnym, pełzającym konflikcie z Wietnamem, Filipinami, Brunei, Malezją i Japonią. W tej sytuacji wzrost chińskiej potęgi morskiej skutkuje rosnącym niepokojem państw Azji. Nastroje te są podsycane nie tylko przez rzeczywiste działania chińskie, jak np. ulokowanie garnizonu na położonej 350 km od Hajnanu wyspie Yongxing, ale i przez Biały Dom, dla którego eskalacja napięcia w regionie otwiera nowe możliwości dla zwiększenia swoich wpływów. Amerykańska strategia wobec Azji zakłada przerzucenie do 2020 r. 60% sił US Navy na Pacyfik, przy czym znaczna część tego potencjału będzie rozlokowana w bazach państw azjatyckich – Japonii, Singapuru, Filipin. Założenia amerykańskiej strategii są przyjmowane bez większych emocji przez New Delhi, ale wzbudzają poczucie zagrożenia w Pekinie. Nie chodzi tu o samo zagrożenie terytorialne Chin ze strony sił amerykańskich, ale o rzeczywistą kontrolę nad szlakami handlowymi, które determinują dynamikę rozwoju gospodarczego Państwa Środka.

Trudno prognozować jaki będzie dalszy rozwój sytuacji w Azji pod względem militarnym. Chiny zapewniają o swoich pokojowych zamiarach i wykorzystaniu sił zbrojnych jedynie w celu odstraszania i zapewnienia stabilności regionalnej. Z drugiej strony działaniom soft-power towarzyszą wypowiedzi o jedności terytorialnej Chin, co odnosi się nie tylko do Tajwanu czy Tybetu, ale również „akwenu dziewięciu kresek” na Morzu Południowochińskim, wyznaczonym przez rząd Zhou Enlaia i obejmującym 80% powierzchni tego morza. W skonfliktowanej z Chinami Japonii coraz częściej mówi się, że dążeniem chińskich przywódców jest przekształcenie Morza Południowochińskiego w Lake Beijng (jezioro Pekin). Zapewne jest w tym stwierdzeniu dużo słuszności, bowiem oczywistym dążeniem każdego państwa staje się zabezpieczenie swoich szlaków handlowych (w przypadku ChRL kluczowe znaczenie ma Cieśnina Malakka).

Podobną strategią kierują się Indie. Gorący orędownik budowy morskiej potęgi tego państwa, K.B. Vaidya już w 1950 r. zadeklarował, że Ocean indyjski musi stać się Jeziorem Indyjskim. Indie zaczęły to hasło przekuwać w czyn dopiero 50 lat później, ale za to robią to w sposób bardzo wyważony, nie budząc niepokoju sąsiadów, a wręcz przeciwnie – indyjskie zbrojenia morskie są postrzegane jako konieczna przeciwwaga dla rosnącej chińskiej potęgi.

Chiny nie wykazują gotowości do ustępstw i deklarują postawę bezwzględnego respektowania ich praw do spornych terytoriów. Pojawia się więc pytanie czy amerykańska ingerencja w sporze między Japonią a Chinami przyczyni się do zażegnania konfliktu i znalezienia kompromisu czy też stanie się źródłem jego zaostrzenia. Obserwując poczynania Chin wobec Diaoyu / Senkaku trudno oprzeć się wrażeniu, że „jastrzębie” w chińskim rządzie nie miałyby nic przeciwko działaniom zbrojnym i konfrontacji nawet z US Navy.

Jerzy Olędzki

Artykuł ukazał się na portalu www.polska-azja.pl 

Dodał Stanisław A. Niewiński

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *