Chińsko-rosyjski sojusz gazowo-polityczny

Negocjacje trwały w sumie 10 lat. Już wydawało się, że i tym razem do porozumienia nie dojdzie. Ale w ostatniej chwili Chińczycy zgodzili się na podpisanie kontraktu. Czy Rosja musiała pójść na jakieś ustępstwo? Być może to porozumienie wcale nie zapadło tak „w ostatniej chwili”, bo już kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia (o 4 nad ranem) umowę pomiędzy Gazpromem a chińskim CNCP podpisano w obecności prezydentów obydwu krajów, Putina i Chin Xi Jinpinga. „Siłą Syberii” z syberyjskich złóż do Władywostoku, i  dalej do Chin, popłynąć ma 38 mld m³ gazu rocznie.

            Dla Rosji umowa na dostawę gazu do ChRL była strategicznym celem, o który walczyła od lat. Podpisanie jej miało być punktem kulminacyjnym wizyty Putina w Szanghaju – do tego jednak nie doszło, i wydawało się, że Chińczycy znów odwleką jej podpisanie na nieokreśloną przyszłość. Podobno sporna była cena, a amerykańskie źródła już (nie kryjąc radości) donosiły, że Chińczycy w ogóle nie zamierzają kupować rosyjskiego gazu. Te amerykańskie życzenia się jednak nie spełniły.

            W całej rozgrywce nie chodzi oczywiście o sam gaz, a o możliwość zawiązania rosyjsko-chińskiego sojuszu, który byłby bardzo poważną przeciwwagą dla USA i NATO. Na globalnej scenie politycznej liczą się przede wszystkim 4 podmioty: USA, UE, Rosja i Chiny. USA mają potęgę militarną i polityczną, UE – ekonomiczną i (przede wszystkim dzięki Niemcom) polityczną, Rosja – militarną i ekonomiczną (dzięki surowcom), a ChRL – demograficzną, ekonomiczną i do pewnego stopnia technologiczną, oraz zmierzają do osiągnięcia prawdziwej siły militarnej. Oczywiście, nieufność i strach po obydwu stronach – w Rosji i Chinach – wciąż są duże. Mimo to współpraca na różnych polach – na militarnym, technologicznym, gospodarczym – co jakiś czas się zacieśnia. Rosja boi się „zalania” wymierającej Syberii imigrantami z przeludnionych regionów przygranicznych Chin, Chiny pamiętają o rywalizacji ideologicznej, sporach i walkach granicznych z ZSRR. Ale obydwie strony chyba jednak rozumieją, że mogą skorzystać na współpracy, i jednocześnie odizolować na międzynarodowej arenie Amerykę, której polityka zagraniczna jest nie do przyjęcia zarówno dla Moskwy, jak i dla Pekinu. Zwłaszcza na arenie wojskowo-politycznej widać wyraźnie zbliżanie się Moskwy i Pekinu. Po raz pierwszy wspólne rosyjsko-chińskie manewry marynarek wojennych na Morzu Wschodniochińskim otwarte zostaną przez obydwu prezydentów, Putina i Xi Jinpinga. A rosyjskie kręgi wojskowe przekazują, jak na razie nieoficjalnie, informację, że najważniejszym strategicznym partnerem dla Rosji po pogarszaniu się stosunków z USA i NATO w ostatnich latach będą Chiny. 

            Teraz Gazprom dostarczać ma do Chin – przez kolejne 30 lat – 38 mld m³ gazu rocznie. Ile zapłacą Chińczycy za jeden metr sześcienny, nadal nie wiadomo. Gazprom oszacował jedynie wartość kontraktu na 400 mld dolarów w ciągu 30 lat. To stosunkowo niewiele, zresztą przykładowo UE importuje z Rosji łącznie 130 mld m³ gazu rocznie. Także fakt, że nie podano ceny, daje do myślenia. Być może kontrakt dla Rosji wcale nie jest tak lukratywny; nie chodzi jednak tylko o zysk, a o długofalowe przywiązanie Chin i uzależnienie ich od rosyjskich dostaw. Dość nerwowe reakcje na podpisanie umowy mediów amerykańskich, które skłaniają się ku wyśmiewania Rosji z powodu chybionej umowy, na której wcale nie zarobią, a mogą i stracić (mowa o gigantycznych kosztach inwestycji, które trzeba ponieść, nim sprzedaż zacznie dostarczać przychody) mogą wskazywać na to, że Waszyngton doskonale rozumie, że wcale nie o sprzedać gazu tutaj chodzi.  

Gaz popłynie dopiero za 4-6 lat. Najpierw Rosjanie muszą wybudować nową magistralę gazociągową „Siła Syberii”. Do pokonania jest odległość 4 tys. km, ze złóż w Kałmucji do Władywostoku. W tym mieście Gazprom zbudować chce też nowy terminal morski do eksportu skroplonego gazu. Cała ta gigantyczna inwestycja możliwa jest tylko dzięki kontraktowi z ChRL, nazwanym przez media w Rosji „kontraktem stulecia”. Być może powinno się dodać: polityczny kontrakt stulecia. Sukces gospodarczy Rosji może być niewielki, za to sukces polityczny ogromny. Może, lecz nie musi. Żeby zbudować trwały sojusz, w którym Moskwa będzie co najmniej równoprawnym partnerem dla Pekinu, Rosja powinna być atrakcyjna dla Chin nie tylko jako dostawca surowców. A wiadomo przecież, że już dawno minęły czasy, gdy to Chiny były uzależnione gospodarczo od Rosji i kupowały przestarzałą rosyjską technologię wojskową.     

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *