Co oznacza koniec Leszka Millera?

Ta prorocza wizja spełniła się po trzech latach. Problem w tym, że to sam Leszek Miller wziął czynny udział w likwidowaniu SLD. Atakowany non stop przez media jako „relikt PRL-u”, „hamulcowy zjednoczenia lewicy”, zawalidroga na drodze do budowy „nowoczesnej” lewicy, atakowany jako de facto „nacjonalista i konserwatysta”, „wróg imigrantów” i „ukrainofob” – uległ pod naporem tej propagandowej fali i zgodził się na „zjednoczenie” lewicy. Na czym ono polegało? Na oddaniu aparatu i potencjału SLD na promocję lewackich kanap symbolizowanych przez Kazimierę Szczukę i Barbarę Nowacką. Z tej mikstury nic nie wyszło – ale dla wielu cel został osiągnięty – Miller wreszcie zniknął ze sceny.

Prof. Bronisław Łagowski twierdził, że racją istnienia SLD było trwanie na pozycjach „PRL-owskich”, przez co rozumiał nie tylko obronę przez tę formację dorobku i tradycji PRL, ale także na pewnej ofercie programowej przystosowanej do mentalności dawnego elektoratu PZPR – czyli, o paradoksie, także silnego obyczajowego konserwatyzmu. Badania socjologiczne wykazywały jasno, że twardy elektorat SLD jest jednym z najbardziej tradycyjnych w Polsce i nie akceptuje „zdobyczy” tzw. nowej lewicy na Zachodzie, tego całego ideologicznego śmiecia spod znaku gender i LGBT. Jednak SLD nie potrafił się pozbyć nawet z własnych szeregów takich osób, jak Joanna Senyszyn, a z czasem ulegał naporowi ideowemu czystego lewactwa. Miller pewnie o tym wiedział, ale był w niewoli pojęcia „lewica”. I wreszcie po katastrofie z Magdaleną Ogórek uległ mirażowi „zjednoczenia” lewicy.

SLD miał wcześniejsze nauczki. Mając w latach 90. ok. 40 proc. poparcia, straciło je na rzecz… PiS-u. Tak, elektorat lewicy przepłynął spokojnie do niby najbardziej prawicowej i antykomunistycznej formacji w Polsce. Dlaczego? Bo uznał, że SLD nie reprezentuje już jego oczekiwań. A te oczekiwania to połączenie wrażliwości społecznej z patriotyzmem polskim. Im bardziej SLD sterował ku „nowoczesnej” lewicy, im bardziej wypierał się PRL-u, tym bardziej tracił na znaczeniu. Mimo to mógł nadal liczyć na te 6-8 proc. Ale w końcu stary elektorat otrzymał kolejną „ofertę” – ZLEW. I tego już nie wytrzymał. W czasie tej kampanii sam zetknąłem się z takim nastawieniem zwolenników SLD – nie mamy już na kogo głosować, przecież nie będziemy popierać zboczeńców. Tak, takie były nastroje na samym dole. Tak oto SLD sam wydał na siebie wyrok.

Wielu ludzi na prawicy uważa, że koniec Millera to wielki sukces, niemal święto narodowe. Ja tak nie uważam, bo po końcu starego „postkomunistycznego” (de facto zaś postpeerelowskiego) SLD i po końcu Leszka Millera – już nic nie stoi na przeszkodzie budowy w Polsce nie lewicy, lecz czystego lewactwa. Tak czy inaczej Miller przez lata, chcąc nie chcąc, hamował jej rozwój. Ta przeszkoda obecnie znika. Z tego względu pochwały i zachwyty pod adresem Zandberga, który, note bene będąc projektem ośrodków związanych z Gazetą Wyborczą, rzekomo zadał ostateczny cios „komunie” są zwyczajnie nietrafne. On co najwyżej otworzył drogę do budowy w Polsce lewicy lewackiej.

Jan Engelgard

http://www.mysl-polska.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Co oznacza koniec Leszka Millera?”

  1. Miller dopiero na koniec tej kadencji osiągnie wiek adenauerowski. A dopiero wtedy pokaże, na co go stać. Swoją drogą Ewa Kopacz, Magdalena Ogórek, Barbara Nowacka – to poczet kobiet sukcesu, które zwiastują sukces kolejnej – BSz.

  2. Nie jestem przekonany, że lewica jaką znamy w ogóle się odrodzi. Elektorat zboczeńców w wersji light może przejąć Petru, a socjalny już jest w PiSie. Gdzie jest w Polsce ta liberalna obyczajowo biedota, która mogłaby wykreować ideową lewicę? Socjalna baza nie chce rewolucji obyczajowej, a jeszcze bardziej nie chce tu imigrantów, z którymi trzeba by się dzielić nisko płatną pracą i socjalem. PS. Tak poza tym, martwmy się o siebie, nie o nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *