Czas walutowych wojen

Nad światem krąży widmo, widmo wojny walutowej. Narasta ona wraz z pogłębianiem sprzeczności w kapitalistycznym systemie-świecie. Zjawisko wielobiegunowości walutowej pomału staje się istotnym elementem kształtowania nowej architektury międzynarodowej.

Nad światem krąży widmo, widmo wojny walutowej. Narasta ona wraz z pogłębianiem sprzeczności w kapitalistycznym systemie-świecie. Jej aktualne i potencjalne fronty przebiegają na linii:

• USA – Unia Europejska;
• USA – ChRL;
• Zachód – Libia;
• USA – Ameryka Łacińska;
• BRIC – UE i USA.

Według Jacquesa Sapira nie udała się realizacja projektu „wieku Ameryki” i pojawiają się kontury nowego XXI wieku. Ich sednem jest zmiana wyobrażeń i paradygmatów. XXI wiek ma być zatem wiekiem ekonomicznie i geopolitycznie wielobiegunowym. Oznacza to powrót państwa narodowego jako realizatora własnych planów działania w polityce międzynarodowej. Umożliwia to odejście od praktyki lat 1991-2007, gdy należało się wpasować w plan wyznaczony przez amerykańska hegemonię. Elementem nowego wieku będzie zmiana strategii gospodarczej. Przykładem tej tendencji są już Chiny, Indie i Brazylia, gdzie dynamika napędzana jest przez rozwój rynku wewnętrznego. Koniecznym uzupełnieniem ma stać się opanowanie współczesnych wirtualnych przepływów finansowych oraz obwarowanie wzrostu barierami ekologicznymi i społecznymi. Płyną z tego istotne wnioski geopolityczne. Wielobiegunowość geostrategiczna będzie możliwa dopiero po ustanowieniu wielobiegunowości walutowej, co może nastąpić wraz z kryzysem dolara, jak dotąd strategicznego zasoby amerykańskiej hegemonii [1].

W latach 1944-1971 porozumienia z Bretton Woods stworzyły „nowy ład walutowy” mający uchronić świat przed kryzysami, które go rozdzierały w okresie międzywojennym. Utworzono Międzynarodowy Fundusz Walutowy, którego zadaniem było uregulowanie międzynarodowego systemu walutowego przy współpracy banków centralnych. Ten system uległ korozji w 1971 oku, gdy Stany Zjednoczone jednostronnie zawiesiły wymienialność dolara na złoto po 35 dolarów za uncję, nadając w ten sposób oficjalny charakter dewaluacji swojej waluty. Odtąd dolar stanowi bezpośredni symbol supermocarstwowości USA. Wpisane w latach 60. na zielone banknoty hasło „in god we trust” nabrało uniwersalnego znaczenia w świecie, w którym wiara w amerykańską potęgę stała się podstawą siły ekonomicznej ukrytej za dolarem.

W 1973 roku kursy walutowe zaczął określać rynek walutowy według zasad podaży i popytu. Banki zaczęły masowo interweniować i wpływać na kursy. Stopniowe uelastycznienie kontroli kursów skłoniło je jednak do rezygnacji z absolutnego panowania nad kursami. Rezerwy walutowe traciły na znaczeniu w morzu rynku dewizowego, na którym codzienne przepływy przekraczają 4 biliony dolarów, czyli pięciokrotność zasobów nagromadzonych we wszystkich rezerwach dewizowych banków centralnych strefy euro. Nigdy dotąd w warunkach kapitalistycznej gospodarki -świata nie było takiej dysproporcji pomiędzy wymiarem realnym a wirtualnym. Niespełna 5 proc. codziennych transakcji na tym rynku przypada na operacje handlowe, a 95 proc. na ruchy kapitałów spekulacyjnych. W tych warunkach bank centralny nie może odwrócić tendencji (hossy czy bessy). W korodowaniu suwerenności pomagała neoliberalna idea niezależności banku centralnego od rządu danego państwa.

Możliwość kontroli kursów jest różna. Rezerwy w złocie i dewizach pozwalają bankom centralnym interweniować na rynku walutowym w celu spowolnienia aprecjacji lub deprecjacji własnej waluty (odpowiednio kupując i sprzedając dolary). Oręż ten jest skuteczny wtedy, gdy zachowuje się co najmniej częściową kontrolę kursów walutowych. W większości krajów OECD są one płynne, a więc stanowią wyniki gry sił rynkowych, ustalanych przez popyt i podaży, przy braku ingerencji banku centralnego. W tych państwach interwencja często jest bezskuteczna, ponieważ uruchomione w tym celu rezerwy natychmiast porywa wir rynku walutowego.

Inaczej jest w krajach wschodzących, gdzie kursy podlegają daleko idącym manipulacjom. Chiny kierują się swoimi własnymi zasadami: obowiązuje tam ścisła kontrola rynku walutowego i stały kurs zasadniczo zakotwiczony w dolarze. Podobnie, kursy kontrolują Indie i Brazylia.

W państwach centralnych tylko dwa państwa zdobywają się wpływanie na kursy poprzez tzw. „luzowanie ilościowe”. W 2009 r. posłużyli się nim laburzyści w Wielkiej Brytanii, a jest ono normą w Stanach Zjednoczonych. Polega ono na puszczaniu w ruch maszynki do drukowania pieniędzy. Bank federalny, kupując obligacje, dostarcza płynności bankom komercyjnym, tak, aby z kolei mogły one pożyczać pieniądze przedsiębiorstwom. W ostatnim czasie Federalna Rezerwa wypuściła w ten sposób około 700 miliardów dolarów. Jest to znak amerykańskiej hegemonii, którego podważanie jest strategicznym zagrożeniem imperium.

Przykładem obrony dominacji dolara jako waluty światowej był wojna w Iraku w 2003 roku. Pierwszy niebezpieczny sygnał nadszedł w listopadzie 2000 roku, gdy Sadam Husajn zastąpił dolary przez euro w rozliczeniach międzynarodowych. Zaczęły pojawiać się zapowiedzi takiego ruchu ze strony Chin, Libii, Wenezueli i Iranu. Udział euro w światowych zasobach wynosił w 2002 roku 10%, ale w 2003 już 20%. Przechodzenie na euro ruszyłoby lawinę powracających do USA dolarów, za które trzeba byłoby oddawać majątek.

Żądania realizacji papierów wartościowych (rządu, agencji, przedsiębiorstw, instytucji finansowych) skończyłyby się bankructwem USA. Ich zadłużenie wynosiło wtedy 34 biliony dolarów, podczas gdy tylko 4% dolarów miało pokrycie w złocie i rezerwach walutowych. Wizja nieuchronnego upadku Imperium Americanum wzmogła determinacje amerykańskich elit – szczególnie wojskowych i wywiadowczych. Upadek dolara oznaczał przecież upadek Pentagonu, którego wydatki na wojsko równały się sumie 360-400 miliardów dolarów rocznie. Dla porównania „zimna wojna” w najgorętszym okresie pochłaniała 347 mld. Wojna w Iraku rzuciła światu hasło: back to dollar [2].

Kryzys finansowy spowodował falę nieufności do dolara i USA. 11 i 12 listopada 2010 w Seulu odbyło się spotkanie prezydentów i premierów państw należących do G20 (reprezentujących łącznie 90 proc. gospodarki światowej). Celem spotkania było zmniejszenie wielkich nierównowag gospodarczych i założenie podwalin pod „silny, trwały i zrównoważony wzrost”. Przede wszystkim pozwoliło ono uczestnikom na krytykę, która ukazuje kruchośc obecnego światowego systemu walutowego.

Brazylijski minister finansów Guido Mantega – zaniepokojony aprecjacją reala w stosunku do amerykańskiego dolara i chińskiego juana – pierwszy zaczął bić na alarm, jeszcze we wrześniu, mówiąc o „wojnie walutowej”. Wkrótce wyrażenie to przejął dyrektor generalny Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn. Stwierdził mianowicie: „Traktuję bardzo poważnie groźbę wojny walutowej – nawet utajonej” [3].

Sytuacja zaczęła przypominać okres Wielkiej Depresji lat trzydziestych, którą zaostrzyły konkurencyjne dewaluacje w poszkodowanych, głównych gospodarkach. Od tego czasu międzynarodowa panorama walutowa uległa przeobrażeniom – liczba aktorów wzrosła, a reguły określono na nowo. Metody mają jednak wciąż te same funkcje, gdyż wzrost gospodarczy i tworzenie miejsc pracy zależą od polityk merkantylistycznych, które ułatwia deprecjacja własnej waluty. Wciąż obowiązuje wczorajsze spiżowe prawo: kraj, który ma słabą walutę, łatwiej eksportuje swoje wyroby, ponieważ one są tańsze [4].

Od rozpętania kryzysu finansowego wzrasta tendencja do protekcjonizmu i realizowania własnych interesów przez państwa. Interwencja banku centralnego Japonii we wrześniu 2010, mająca na celu osłabienie jena, była istotnym znakiem wyłamywania się spod rozwiązań promowanych przez USA. To już nie ta słabość, gdy po kryzysie azjatyckim w 1997 wola USA powstrzymała plany stworzenia Azjatyckiego Funduszu Walutowego, jako alternatywy dla MFW. Selektywną kontrolę kursów walutowych przy napływie kapitałów stosuje się w Brazylii i Tajlandii. W USA przytłaczające poparcie w Izbie Reprezentantów uzyskała ustawa o cłach na towary pochodzące z krajów, których waluty są rozmyślnie niedoszacowane (godzi to bezpośrednio w Chiny). Nie mówiąc już o wspominanym zastrzyku płynności do gospodarki amerykańskiej dokonanym przez System Rezerwy Federalnej, który doprowadził do spadku kursu dolara. Słaba waluta pozwala ożywić gospodarkę. Jest to jednak gra o sumie zerowej: dewaluacja dokonana przez jedne państwo u innych powoduje rewaluację.

Elementem działania osłabiającego walutę jest spowolnienie aprecjacji waluty przez bank centralny poprzez masowe gromadzenie dolarów. Japonia gromadzi ponad bilion dolarów w rezerwie walutowej, czynią to także Chiny (ponad 2,5 biliona dolarów), ale również Korea Południowa, Tajwan, Hongkong, Singapur i Malezja. Z kolei kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) oraz Meksyk, Tajlandia, Indonezja i Republika Południowej Afryki celowo ograniczają ruchy kapitałów i w ten sposób zachowują minimum kontroli nad kursami swoich walut, chociaż możliwości maleją w miarę postępów liberalizacji rynków [5].

Wojna walutowa jest konsekwencją niekonsekwencji amerykańskiej hegemonii. Konsekwentnie dążąc do outsourcingu produkcji do Chin dla maksymalizacji zysków, niekonsekwentnie przeciwdziałano wzrostowi potęgi Pekinu. W latach dziewięćdziesiątych Chiny uznały konieczność zakotwiczenia juana w dolarze. Chodziło o to, aby uniemożliwić aprecjację juana, która pochłonęłaby chińską nadwyżkę handlową. W tym czasie gospodarka chińska miała wysoką stopę wzrostu (10-12 proc.) dzięki eksplozji chińskiego eksportu stymulowanego z kolei przez delokalizacje przeprowadzane przez amerykańskie, japońskie i europejskie firmy wielonarodowe oraz przez zlecane przez nie podwykonawstwa. W symetrycznym ruchu chińska nadwyżka handlowa rosła w miarę pogłębiania się deficytu Stanów Zjednoczonych. Stąd coraz większa akumulacja dolarów w Chinach, które inwestowały je na szeroką skalę w amerykańskie bony skarbowe [6].

Chiny utrzymują więc sztucznie kurs juana, który w coraz mniejszym stopniu równoważy dochód z eksportu kosztem importu. Innymi słowy, dotują swój eksport nakładając wysokie cła na produkty zagraniczne. Praktyka ta skłoniła już Stany Zjednoczone i Unię Europejską do zażądania rewaluacji juana z 30 do 40 proc. Władze chińskie odpierają to żądanie argumentując, że taka decyzja skazałaby wiele chińskich przedsiębiorstw na bankructwo oraz spowodowałaby wzrost bezrobocia i zaburzenia społeczne, czego boją się one bardziej niż niezadowolenia partnerów gospodarczych. Chiny krytykują amerykańskie drukowanie dolarów zarzucając Stanom Zjednoczonym, że to one spowodowały nierównowagę, która powoduje wstrząsy w gospodarce światowej.

Kryzys dolara powoduje, że Międzynarodowy Funduszu Walutowy zastanawia się jak odejść od dotychczasowej waluty światowej, na rzecz nowej. W raporcie zatytułowanym “Enhancing International Monetary Stability – A Role for the SDR“, opisano problemy związane z faktem, że dolar jest walutą światową oraz rozpatrzono możliwość zwiększenia roli SDR-ów (Special Drawing Rights – Specjalne Prawa Zaciągania/Ciągnienia). Jest to syntetyczna jednostka walutowa, która składa się z koszyka walut. SDR faktycznie istnieje już od wielu lat, ale teraz są one mocno promowane jako alternatywa wobec dolara. SDR-y są częściowo dolarem (41,9%), euro (37,4%),jenem (9,4%) i funtem brytyjskim (11,3%). Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew wezwał, aby waluty narodowe Brazylii, Rosji, Indii i Chin, były uwzględnione w koszyku SDR. W styczniu 2011, administracja Obamy dała sygnał, poparcia ewentualnego włączenia tylko juana do SDR.

Dokument MFW z 2010 “Reserve Accumulation and International Monetary Stability” („Akumulacja Rezerw a Międzynarodowa stabilność Walutowa”) poszedł dalej, tworząc wizję waluty światowej o nazwie „Bancor”. Jej emitentem ma być światowy bank centralny [7]. Wydaje się, że zamiast drogi postulowanej przez MFW, państwa BRIC będą promowały wielobiegunowość walutową oznaczają oddalenie się od idei globalnej waluty i globalnego banku na rzecz państw narodowych tworzących rozmaite bloki polityczne odpowiadające ich interesom w danym momencie. Pozwoli to zachować suwerenność materialną nie tylko najsilniejszym z nich (jak ChRL, Rosja czy Brazylia).

Idea wielobiegunowości walutowej powoli przemienia się w konkrety. W październiku 2010, w Ameryce Łacińskiej państwa odwołujące się do idei „socjalizmu XXI wieku” wprowadziły do obrotu nowa walutę, Sucre. Wenezuela kupiła po raz pierwszy w Boliwii, pięć ton oleju sojowego, płacąc za towary w tej walucie. Płatność elektroniczną przeprowadziły banki centralne obu krajów. Nowa waluta rozliczeniowa ma funkcjonować w ramach Boliwariańskiej Alternatywy dla Ameryki (ALBA). Zastępuje dolara amerykańskiego w stosunku 1,25 dolara.

Boliwariańska Alternatywa dla Ameryki to porozumienie gospodarcze podpisane w kwietniu 2006 w Hawanie przez prezydenta Kuby Fidela Castro, prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza i prezydenta Boliwii Evo Moralesa. Powstała z inicjatywy Wenezueli jako przeciwwaga dla Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk zaproponowanej przez USA… Decyzja o wprowadzeniu wspólnej waluty ALBA uczestników była jeszcze 26 listopada 2008 w Caracas. Według krajów uczestniczących, nowa waluta będzie przeciwdziałać kryzysowi finansowemu. Evo Morales i Hugo Chaveza uznali, że pozwoli ona odzyskać suwerenność obu państwom poprzez uwolnienie się od zależności od Międzynarodowego Funduszu Walutowego [8].

W Afryce projekty wprowadzenia nowej waluty prezentował Muammar Kadafi. W ramach Unii Afrykańskiej promował rozwiązania prointegracyjne i uniezależniające czarny ląd od wpływu ponadnarodowych instytucji finansowych. Libia zgromadziła ponad 143 t złota; planowano wprowadzić strefę bezdolarową i używać złotego dinara zamiast waluty w rachunkach z innymi państwami. Interwencja Wielkiej Brytanii, USA i Francji w 2011 przerwała te plany.

Znaczącym krokiem w kierunku ustanowienia wielobiegunowości walutowej są szczyty grupy BRICS. Określenie BRIC powstało w 2001 roku i stanowi skrót w języku angielskim od nazw czterech państw: Brazylii, Rosji, Indii i Chin. Faktycznie działa od 2006 roku z inicjatywy ówczesnego prezydenta Rosji, Władimira Putina. W kwietniu 2011 do grupy dołączyła Republika Południowej Afryki, jako symboliczny reprezentant Afryki, kontynentu dotąd marginalizowanego w instytucjach decyzyjnych światowej polityki. Wspólnym celem państw grupy jest dążenie do ładu wielobiegunowego i wzmocnienie własnej pozycji w stosunku do państw bogatego Zachodu. Podczas szczytu państw BRICS w kwietnia 2011 w chińskim kurorcie Sanya podpisano memorandum o współpracy finansowej. Prezydent Rosji, Dmitrij Miedwidiew wskazał na konieczność rozwoju wymiany ekonomicznej w walutach narodowych, które pozwolą uniezależnić się od wahań kursów walut na międzynarodowych rynkach finansowych i wzmocnić gospodarki narodowe. W myśl memorandum głównym celem jest rozwój długoterminowych kontaktów na poziomie międzybankowym w celu wzmocnienia stosunków handlowych i gospodarczych krajów członkowskich oraz wsparcie dla ważnych projektów lokalnych i regionalnych. Jest to krok w dążeniu do zmian struktury władzy w finansach międzynarodowych. W Azji i Afryce około 3 -3,5 miliarda ludzi posługuje się chińskim juanem, a indyjską rupią około 1,5–2 miliardy ludzi. Stanowi to swoistą, demograficzną przesłankę odejścia od dolara.

Istotnym faktem obrazującym wskazane tendencje jest ujawnienie, że do końca 2011 roku, Chiny nie będą już używać dolarów w handlu międzynarodowym. Takie oświadczenie ukazało się na stronie Narodowego Banku Chin w nocy z 13 na 14 kwietnia 2011 (trwał wtedy szczyt BRICS w Chinach!). Plan testowano na 67.000 firm z 20 różnych prowincji, którym pozwolono prowadzić międzynarodowy handel w juanach. Ich obroty wyniosły równowartość 65 mld euro. Wzmocnienie juana ma związek z przyjętym, na początku marca 2011, przez Chiński Narodowy Kongres Ludowy, dwunastym planem pięcioletnim. Plan ten może przejść do historii jako jeden z najodważniejszych inicjatyw strategicznych w Chinach. W rzeczywistości zmienia to radykalnie charakter chińskiego modelu gospodarczego. Nastąpi przesunięcie z infrastruktury zorientowanej na inwestycje i eksport ostatnich 30 lat na dynamikę wzrostu stymulowaną przez wzmocnienie popytu wewnętrznego chińskich konsumentów Ta zmiana będzie miała ogromny wpływ na Chiny, resztę Azji i gospodarkę światową. Po kryzysie 2008 – 2009 przywódcy chińscy doszli do wniosku o konieczności zmian strategicznych przewidując, że epoka wielkich szoków ekonomicznych jeszcze przed nami. Oznacza to jednak koniec synergii ekonomicznej USA i Chin [9].

Chiny posiadają około 2 bln dolarów rezerw z nadwyżki handlowej z USA, z czego 70 proc. to amerykańskie papiery skarbowe. Państwo Środka znajduje się w sytuacji sprzeczności pomiędzy geoekonomią a geopolityką; w zamian za rynki zbytu lokuje nadwyżki w amerykańskich obligacjach. Ich sprzedaż oznaczałaby spadek wartości amerykańskiej waluty na rynku poprzez zwiększoną podaż, co zagroziłoby rezerwom zgromadzonym przez Państwo Środka. Chiny – jak dotąd – świadomie tracą rocznie jeden punkt procentowy PKB, czyli ponad 40 miliardów USD, przez lokowanie pieniędzy w amerykańskich obligacjach, zamiast inwestowania we własną gospodarkę, między innymi poprzez tanie kredyty dla obywateli, rozbudowę infrastruktury, itd. [10]. Nowy plan pięcioletni oznacza odejście od tego modelu, a więc wzrost strategicznych sprzeczności pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem. W Chinach poinformowano również, że transakcje dwustronne z Rosją i Malezją zaczną być prowadzone w juanach, rublach i ringgit. Inne ruchy ze strony Chin, do umiędzynarodowienia swojej waluty, to pozwolenie zagranicznym spółkom na emisję obligacji denominowanych w juanach i rozluźnianie zasad dla zagranicznych instytucji finansowych, w uzyskiwaniu dostępu do juanów. To kolejny zwiastun stopniowego demontażu kontroli kursów walutowych, którego domagają się Stany Zjednoczone: juan będzie „pływał” z większą swobodą i stopniowo ulegał aprecjacji w stosunku do dolarów. Waszyngton będzie więc tracił kolejne możliwości oddziaływania, co jest tym groźniejsze, że pogłębia się kryzys amerykańskich finansów.

USA już 10 – krotnie zwiększały poziom dopuszczanego zadłużenia. Odkąd osiągnęło ono rekordowe 14,3 biliona dolarów w maju, trwają gorączkowe próby nacisku prezydenta Obamy na Kongres, aby dokonać tego po raz 11. Agencja ratingowa Moody’s ostrzegła, że jeśli Kongres nie zgodzi się na zwiększenie limitu długu, odbierze temu krajowi najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej (AAA). Moody’s, krytykowany ostatnio w Europie za obniżenie ratingów Włoch i Irlandii, jest pierwszą z trzech wielkich agencji która wystosowała tak poważne ostrzeżenie wobec Waszyngtonu. Pozostałe dwie są ostrożniejsze Standard&Poor’s w kwietniu jedynie zmienił perspektywę ratingu z neutralnej na negatywną, co oznacza możliwość obniżenia go w ciągu półtora roku. Fitch z kolei milczy.

Doktryna „zaciskania pasa”, jako elementarny składnik „konsensusu waszyngtońskiego”, w którym wydatki rządowe powinny być ograniczane na rzecz wolnego rynku, nie jest egzekwowana w supermocarstwie, które jest jej ojcem. W debacie politycznej porusza się ograniczone sposoby ich ograniczania (oprócz zwiększenia limitu deficytu). Ograniczone do tego, czy zmniejszyć socjalne funkcje budżetu, wydatki na edukacje i służbę zdrowia oraz czy podwyższyć podatki najbogatszym. Nie ma więc mowy o zmniejszeniu finansowania sfery militarnej, czy funkcjonowania 800 tysięcznej maszyny złożonej z ludzi pracującej zgodnie z doktryną „wojny z terroryzmem”. Tymczasem 2 sierpnia Amerykanie mogą przestać spłacać swoje zobowiązania. Czyżby „Judgment Day” („Dzień sądu” to podtytuł drugiej części filmu „Terminator”, w którym główną rolę grał Arnold Schwarzenegger – o ironio – który jako gubernator Kalifornii zostawił swój stan bardzo zadłużony) się zbliżał?

Przed takim scenariuszem ma uchronić USA zmiana na stanowisku dyrektora MFW. Były już szef MFW, Dominique Strauss-Kahne, w kwietniu 2011 oficjalnie opowiedział się za wyczerpaniem neoliberalnego modelu „konsensusu waszyngtońskiego” [11]. Wkrótce potem wybuchła „afera rozporkowa”. Na jego rezygnację nalegały skutecznie Stany Zjednoczone, które wypromowały francuską minister finansów, Christine Lagarde, faktyczną zwolenniczkę amerykańskiej wizji polityczno – ekonomicznej. Strauss-Kahn’a wypuszczono z więzienia dzień po mianowaniu nowej dyrektor, gdyż dopiero wtedy okazało się, że dowody przeciwko niemu są niewiarygodne. Waszyngton uratował strategiczne stanowisko w międzynarodowych finansach.

Kryzys strefy euro, kryzys dolara, kryzys w MFW… Wielki kryzys globalizacji wyznacza najwyraźniej koniec monopolu, jaki od XVI wieku Zachód sprawował nad biegiem historii świata, i to zarówno w wymiarze polityki (demokracja), gospodarki (rynek), nauki (technologie) czy myśli (modernizm) [12]. Momentem przełomowym jest z pewnością rok 2008 [13], ale kształt nowego porządku międzynarodowego jest wciąż mglistym przypuszczeniem wobec narastających sprzeczności międzynarodowych, czego ważnym znakiem są wojny walutowe.

dr Gracjan Cimek

____________________________________________
1 J. Sapir, Nowy XXI wiek. Od „wieku Ameryki” do powrotu narodów, Wydawnictwo Akademickie „Dialog”, Warszawa 2009, s. 227 -234.
2 Raport o wojnie w Iraku, Tomasz Gabiś (red.), „Stańczyk – pismo postkonserwatywne”, nr1/2 (38/39) 2003, s. 7-102.
3 L. Jacque, Mity i realia wojny walutowej, „Le Monde Diplomatique – edycja polska”, nr 12/58, grudzień 2010.
4 Tamże.
5 Tamże.
6 Tamże
7 http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/imf_nowy_raport_dolar,p1299794091
8 Вместо доллара вводят новую валюту – сукре, http://finance.memax.com.ua/bank/646982/
9 Китай откажется от использования долларов в международной торговле до конца года, http://inoforum.ru/inostrannaya_pressa/kitaj_otkazhetsya_ot_ispolzovaniya_dollarov_v_mezhdunarodnoj_torgovle_do_konca_goda/
10 Zob. F. Zakaria, Koniec hegemonii Ameryki, Media Lazar, Nadir, Warszawa 2009, s. 23.
11 «Дело Стросс-Кана» – первый эпизод нового «крестового похода» против «врагов Америки» , http://blog.panarin.com/blog/1065.html#comment2293
12 Zob. P. Artus, M. P. Virard, Wielki kryzys globalizacji, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 14.
13 Zob. Kryzys 2008 a pozycja międzynarodowa Zachodu, red. R. Kuźniar, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2011.

Artykuł ukazał się na portalu www.geopolityka.org

Dodał Stanisław A. Niewiński

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czas walutowych wojen”

  1. Rewelacja. „W Afryce projekty wprowadzenia nowej waluty prezentował Muammar Kadafi. W ramach Unii Afrykańskiej promował rozwiązania prointegracyjne i uniezależniające czarny ląd od wpływu ponadnarodowych instytucji finansowych. Libia zgromadziła ponad 143 t złota; planowano wprowadzić strefę bezdolarową i używać złotego dinara zamiast waluty w rachunkach z innymi państwami. Interwencja Wielkiej Brytanii, USA i Francji w 2011 przerwała te plany”. Takie jest prawdziwe oblicze „demokracji” i „praw czowieka”.

  2. Widziałem wcześniej na geopolityce. Jeden z najciekawszych artykułów jakie ostatnio czytałem. Prosimy o więcej

  3. Mam nieodparte wrażenie, że autor nie wie, o czym pisze. Przeczytał i streścił parę artykułów, ale niestety nic z nich nie zrozumiał. Elementarne błędy, nieścisłość pojęć, a we wszystko to wplecione parę dość bezmyslnych haseł wziętych od tzw. alterglobalistów. Szkoda czasu na czytanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *