Czy liberalizm ma przyszłość? Odpowiedzi na ankietę półrocznika „Historia i Polityka”

1.     Coraz więcej osób ze świata polityki twierdzi, że klasyczny liberalizm gospodarczy nie jest możliwy do osiągnięcia, a jedynym rozwiązaniem gospodarczym jest model hybrydowy, łączący elementy gospodarki rynkowej z modelem świadczeń społecznych, interwencjonizmu itp…. Czy faktycznie liberalizm prezentowany chociażby przez Szkołę Austriacką wyczerpał się, a wolności ekonomiczne, muszą być pod dość znacznym nadzorem państwa?

Samo postawienie pytania w tej formie jest przejawem pewnego nieporozumienia. Nigdy nie było „klasycznego liberalizmu gospodarczego”. To rodzaj platońskiej idei, a nie rzeczywistości empirycznej. Nie istniało, nie istnieje i nie będzie nigdy istnieć państwo bez jakiejś formy interwencjonizmu. Dla przykładu: każde państwo pobiera podatki, gdyż z nich żyje. I teraz to, czy zrobi to w formie VAT, podatku pogłównego, dochodowego, dochodowego-progresywnego, ceł itd. pośrednio wpływa na rozwój gospodarczy będąc korzystniejszym dla jednych sfer gospodarki, a będąc niekorzystnym dla innych. Do „czystego liberalizmu” można jedynie dążyć, ale nigdy nie można go osiągnąć. Stąd porównanie z Platonem, który w liście VII wskazał, że ideał nigdy nie zostanie urzeczywistniony i można do niego tylko dążyć.

Z tego też względu każdy istniejący model gospodarczy jest połączeniem wolności gospodarczych z jakąś formą interwencji państwa (etatyzm) lub wspólnoty (feudalizm, korporacjonizm). Na jednym biegunie ekstremów jest anarchia, na drugim Korea Północna. Jest faktem, że od eksplozji liberalizmu w XIX wieku istnieje tendencja do powolnego, acz ustawicznego przesuwania się dominującego nurtu od wolności gospodarczej ku jej ograniczeniu. Widać to choćby w Polsce, gdzie od wprowadzenia w miarę liberalnego systemu ekonomicznego w 1988 roku każda kolejna ekipa ograniczała wolności gospodarcze, podnosiła podatki i zwiększała ramy koncesyjne.

Nie zgadzam się z poglądem o „wyczerpaniu się” Szkoły Austriackiej. Jest ona ekonomicznie niezwykle wydolna i efektywna. Problem w tym, że większość wyborców nie chce takiego liberalizmu. Generalnie ludzie wolą nie pracować, niż pracować. W wyborach decyduje demagogia, a trudno sobie wyobrazić demagogię w postaci obietnicy ciężkiej pracy. Ludzie, w swojej większości, chcą jakichś form socjalizmu, gwarancji bezpieczeństwa. Liberalizm ma z tym problem, ponieważ sam stoi na pozycjach demokratycznych. Afirmuje więc system polityczny, który pozwala dominować poglądom antyliberalnym. Liberalizm klasyczny umarł w momencie, gdy w 1848 roku we Francji wprowadzono głosowanie powszechne.

2.     Liberalizm to jednak nie tylko ekonomia. Czy zdaniem Pani/Pana liberalizmowi ekonomicznemu powinien jednocześnie towarzyszyć „liberalizm obyczajowy”? Czy może jednak przyszłość liberalizmu zrodzi konieczność rozpatrywania go na dwóch płaszczyznach odseparowanych od siebie: obyczajowości i aspektów gospodarczych?

Mam kłopot ze znalezieniem związku pomiędzy liberalizmem obyczajowym i gospodarczym. Teoretycznie łączy je hasło tzw. wolności negatywnej, ale to pozór. Liberalizm gospodarczy opiera się na etosie pracy, której źródłem są cnoty chrześcijańskie – przede wszystkim pojęcie człowieczeństwa jako pracy zadanej człowiekowi przez Boga, z czego wynika, że winniśmy życie przeżyć pracując, a nie wylegując się na trawie. Pisze o tym św. Paweł w II liście do Tessaloniczan. Jeśli pozbawimy liberalizm cnót chrześcijańskich, to niknie etos pracy i ludzie przemieniają się we wrzaskliwy tłumek domagający się wyłącznie „chleba i igrzysk”. To elektorat Lenina, a nie partii liberalnych.

Nie jest przypadkiem, że karleniu się partii liberalnych na Zachodzie, w XIX-XX wieku, towarzyszy zjawisko postępującej laicyzacji tamtejszych społeczeństw. Liberał, który wychowuje swoje dzieci bez Boga i religii wychowuje je nie na liberałów, lecz na socjalistów, gdyż wzbudza w nich tendencje hedonistyczne. Bez religii wszystkie „święte prawa” głoszone przez liberalizm – na czele z własnością prywatną – tracą swoją legitymizację. Skoro nie ma Boga, to jak własność może być „święta”? Staje się ludzką konwencją, czyli można ją znieść lub zmienić jej rozdział w społeczeństwie decyzją większości. I tak liberalizm przekształca się w państwo socjalne. Widzimy to na naszych oczach.

3.     Na początku lat 90. minionego wieku wielu publicystów było przekonanych o tym, że w Polsce doszło do „rewolucji liberalnej”. Czy po 20 latach od początku transformacji ustrojowo-gospodarczej twierdzenie to nadal jest aktualne?

Nigdy nie podzielałem tego poglądu, bowiem jeśli w Polsce był liberalizm to za epoki ministra Wilczka, czyli w okresie podupadającego PRL. Lata 90-te to stopniowe powstrzymywanie liberalizmu i narastająca agresja państwa na swobody gospodarcze.

Polska po 1989 roku zawsze była liberalna tylko połowicznie. Nie szanowano tu prawa własności (reprywatyzacja, skala podatków), biurokracja rozrastała się z dnia na dzień, a państwo coraz to powiększało zakres swojej kontroli. Wszystkiemu temu towarzyszyła liberalna propaganda, stąd wrażenie, że miała tu miejsca jakaś „liberalna rewolucja”. W rzeczywistości to tylko natura upomniała się o swoje prawa, wymuszając znaczącą liberalizację państwa, które dusiło się w gorsecie gospodarki planowej i nakazowo-rozdzielczej. Po przekroczeniu pewnego progu etatyzmu przyrost PKB staje się ujemny  i rządzący musieli poluzować zakres państwowej interwencji. Patrząc na Polskę po 1989 roku stwierdzam, że czynili to bardzo niechętnie. Cała polska klasa polityczna to utajeni hegliści, którzy wierzą w „racjonalność państwa”, a więc w kierowniczą rolę państwa w gospodarce. Ograniczali u nas wolność gospodarczą nawet ci politycy, którzy uważali się za liberałów. Klasycznym przykładem jest rząd Donalda Tuska. Czy PO jest jeszcze partią liberalną? Jeśli tak, to na czym ten liberalizm polega?

4.     Analitycy szukający wyjścia z współczesnego kryzysu ekonomicznego, w ujęciu modelowym, prezentują przynajmniej dwie koncepcje:

-         jedna zakłada w odniesieniu np. do Europy zwiększenie dyscypliny finansowej poszczególnych państw, wprowadzenie mechanizmów nie pozwalających się zadłużać powyżej pewnego progu, a także centralizację europejskich finansów publicznych.

-         druga, mówi, że walkę z kryzysem należy rozpocząć poprzez ciecie wydatków w sektorze publicznym, walkę z biurokracją, decentralizację decyzji.

Który model jest Panu/Pani bliższy i dlaczego?

Nie bardzo widzę sprzeczność. Przecież pkt 2 (cięcie wydatków) znakomicie współgra z pkt 1 (zwiększenie dyscypliny finansowej). To dwa hasła tego samego modelu. Rzeczywisty spór istnieje w UE zupełnie gdzie indziej i ma charakter dwupłaszczyznowy:

1. Czy kryzys gospodarczy należy zwalczać przez opisany powyżej model cięcia wydatków + zwiększanie dyscypliny finansowej (model Sarkozy-Merkel), czy też za pomocą rozkręcenia gospodarki przez zmniejszenie dyscypliny finansowej i wzrost wydatków (model Hollande’a i Obamy w USA), czyli za pomocą keynesizmu?

Nie mam wątpliwości, że konsekwentnie realizowany model keynesowski doprowadzi UE do bankructwa, a USA – które są silniejsze finansowo niż UE – do utraty pozycji hegemona na scenie światowej. Nie da się państwa zadłużać bez końca. W końcu musi nastąpić bankructwo.

Model Sarkozy-Merkel też jest niedostateczny, bowiem zakłada, że deficyt budżetowy nie może przekraczać 3% PKB. Niestety, gospodarki unijne nie rozwijają się w takim tempie. To znaczy, że zadłużają się coraz bardziej, tylko wolniej (w porównaniu z deficytami na poziomie np. 5%). Zasada winna być prosta: poza sytuacjami wojennymi, budżet państwa nie może mieć większego wzrostu niźli przyrost PKB w poprzednim roku. Wszystkie inne rozwiązania tylko oddalają katastrofę.

2. Drugi punkt sporu to problem czy każdy kraj ma wychodzić z kryzysu oddzielnie czy dzięki centralnemu kierownictwu UE, a w praktyce osi Paryż-Berlin? W pierwszym przypadku oznacza to nieuchronny upadek strefy euro, z której muszą odejść bankruci: Grecja, Hiszpania, Portugalia, Irlandia, może i Włochy. W drugim konieczny jest regularny rząd europejski, czyli przekształcenie UE z konfederacji w federację.

Jaki model preferuję? Osobiście nie bardzo widzę sens aby Polska popierała zwiększanie integracji europejskiej. Nasz kraj jest zdrowszy gospodarczo niż „unia bankrutów”. Przyszłość gospodarcza świata – jak wskazują liczne prognozy – nie znajduję się w UE, lecz w krajach BRICS. W następnych latach Rosja np. będzie miała 3 razy szybszy wzrost PKB niż Niemcy. Kraje pod kontrolą Komisji Europejskiej, realizujące setki absurdalnych dyrektyw, statystycznie rozwijają się najwolniej na świecie.

5.     Czy  partie liberalne mają szansę realizacji swoich postulatów, chociażby biorąc pod uwagę uwarunkowania międzynarodowe, szczególnie model ekonomiczny promowany przez Unię Europejską?

Zjednoczona Europa powstała aby promować jednolity i liberalny model ekonomiczny. Ale to już przeszłość. Od czasu gdy w l. 70-tych do władzy w krajach zachodnich doszły partie socjaldemokratyczne, to struktury europejskie zaczęły być pasem transmisyjnym socjaldemokratycznych rozwiązań ekonomicznych. Socjalizm rósł szybciej niźli PKB, więc budowano go na kredyt. Dzisiejszy kryzys zadłużenia to ukoronowanie tej polityki gospodarczej. Dopóki w Brukseli istnieć będzie gigantyczna struktura biurokratyczna, to o żadnym liberalizmie gospodarczym mowy być nie może.

6.     Jakie partie liberalne mają szansę na zdobycie popularności – umiarkowanie liberalne (liberalnie pragmatyczne), czy też libertariańskie?

Żadne. Większość wyborców nie chce ciężko pracować. Liberalizm tradycyjny cieszy się poparciem max. 10-20% wyborców. Libertarianizm to zupełna abstrakcja. Zresztą ten ostatni to produkt sekularyzacji skrajnych sekt kalwińskich, typowych dla Nowej Anglii. W Europie ta tradycja nie istnieje.

7.     Czy według Pani/Pana w najbliższej przyszłości dojdzie do nowego podziału ideologicznego, który zdominuje przestrzeń polityczną na libertarian i komunitarystów?

To są podziały amerykańskie, które zupełnie nie odpowiadają rzeczywistości europejskiej. Jeśli kryzys gospodarczy będzie się pogłębiał, to raczej dojdzie do uaktywnienia się skrajnej lewicy. W reakcji na to zagrożenie pojawią się faszyści (lub ruchy podobne).

Reakcją na kryzys jest w Europie wzrost tendencji socjalnych i etatystycznych. To „państwo ma dać”, „państwo ma załatwić”. W mentalności przeciętnego Europejczyka znajduje się irracjonalny element wiary we wszechmoc państwa, które dosłownie wyczaruje, stworzy dodatkowe pieniądze ex nihilo. To, że współczesne państwa ich nie wyczarowały jest odbierane nie w kategoriach fizycznej niemożności, lecz niechęci „tamtych”, czyli tych, którzy rządzą. Dlatego osobiście wątpię czy – w razie pogłębiania się kryzysu – państwa zachodnie będą sterowalne za pomocą mechanizmów demokratycznych. Zwycięstwo Hollande’a we Francji – który obiecał wzrost wydatków – jest symptomatyczne. Reakcją na bankructwo systemu socjalnego jest wzrost roszczeń socjalnych.

Mam osobiście duże wątpliwości czy Zachód jest zdolny wyjść z sytuacji zadłużenia za pomocą mechanizmów demokratycznych. Czy rządy demokratyczne będą w stanie na 20 lat zacisnąć pasa i spłacić długi w sytuacji gdy opozycja będzie obiecywać cuda? Aby spłacić długi trzeba rządów, które nie zaczynają obrad od studiowania sondaży i słupków poparcia. I to rządów, które utrzymają się przynajmniej kilkanaście lat przy władzy. Demokracja takiego rozwiązania nam nie oferuje.

8.     W Polsce zauważyć można (wcześniej ten proces miał miejsce w Europie Zachodniej) proces sięganie po hasła liberalizmu przez ugrupowania odwołujące się w sferze wartości do postulatów lewicowych. W sferze gospodarczej chociażby Ruch Palikota trudno określić jako lewicowy. Natomiast obyczajowo, oscyluje wokół tradycji antyklerykalnych, feministycznych oraz ekologizmu. Czy przypadek Ruchu Palikota pokazuje, że tradycyjne partie liberalne, odnoszące się zawsze z pewnym dystansem do demokracji, wybierający wolność ponad równość, straciły rację bytu, a elementy gospodarczego programu liberałów będą przejmowane przez nową lewicę?

O Ruchu Palikota trudno mówić, gdyż to zupełna pijarowska efemeryda. Nie spodziewam się aby dostali się do kolejnego Sejmu. Na „eventach” można raz dostać się do parlamentu, ale nie można przez 4 lata robić same „eventy”. Jeśli po niecałym roku Janusz Palikot – aby zwrócić na siebie uwagę – występuje z Kościoła, to co zrobi za rok aby znaleźć się na „jedynce” w dziennikach telewizyjnych? Wysadzi w powietrze jakąś katedrę?

Jeśli zaś chodzi o istotę pytania, to już na nie odpowiedziałem: nie istnieje etos pracy bez cnót chrześcijańskich. Nihiliści nie są liberałami, lecz przyjmują postawę roszczeniową. Nie istnieje coś takiego jak „drugie pokolenie” antyklerykalnych liberałów. Dzieci takich liberałów to socjaldemokraci.

Adam Wielomski

 Jest to odpowiedż na ankietę nt. liberalizmu. Pierwodruk „Historia i Polityka”, 2011, nr 6.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy liberalizm ma przyszłość? Odpowiedzi na ankietę półrocznika „Historia i Polityka””

  1. LIberalizm/libertynizm/demoliberalizm ma ogromna przyszłość bo dysponuje poprawną antropologią: człowiek-jako-rozpustne-tchórzliwe-nienasycone-i-głupie-bydlę, któremu wystarczy, w zasadzie, telewizor, micha zarcia, flaszka gorzały, iluzja bezpieczeństwa i talon do burdelu. Mając takie dobra, bydle potrafi pracować jak niewolnik dla dowolnego pana. Jest wielkim odkryciem Oswiecenia i lewicy, że osmieliło sie budowac na takiej antropologii. Stabilność systemu demokratycznego jak najbardziej potwierdza moja diagnozę. A o stabilność systemu służy stabilna realizacja jego faktycznych celów: bezpiecznej i stabilnej pozycji ELIT finansowych. Na narodziny nowego Lenina/Mao/Pop-Pota raczej sie nie zanosi, więc tzw. System jest i długo jeszcze bedzie stabilny.

  2. Zaraz dowiemy się, że nie wszystkie łby oświeceniowej hydry są złe, i że liberalizm wcale nie jest elementem oświeceniowego anty-ładu. I może jeszcze, że Sredniowiecze było gospodarczo 'liberalne’.

  3. @Executor: 1/ To że coś jest liberalne nie oznacza, że jest dobre (moim zdaniem – nie jest). 2/ Średniowiecze nie było „liberalne”, aczkolwiek poziom wolnosci był w wówczas, w wielu aspektach zycia, imponujący. 3/ To że liberalizm/demoliberalizm wydaje się stabilny nie oznacza, że jest dobry. kategoria stabilności nie jest kategoria moralna, lecz czysto techniczną. 4/ Jesli Oswiecenie potrafiło skutecznie zidentyfikować słabe strony upadłej ludzkiej natury, a obecnie [demo]liberalizm, wsparty mediami, potrafi skutecznie na tych aspektach żerować, oznacza to, że potrafi nawet prawdę o upadłej ludzkiej naturze skutecznie wykorzystać do swoich niecnych celów. 5/ Znikąd nie wynika, że na tym łez padole Zło musi być mniej skuteczne od Dobra – wręcz przeciwnie, sam Pan Jezus wspomina w większej doczesnej skuteczności „synów tego swiata” w porównaniu do „dzieci Światłości”. 6/ Dobro, w swej naiwności, potrafi być zatrważająco nieskuteczne – bo nie stosuje sie do pana Jezusowej maksymy „bądźcie niewinni jak gołębice, lecz przebiegli jak węże”. 7/ Oświecenie propaguje niejako dwie wersje antropologii: tę naiwną, w stylu Rousseau, dla uzytku maluczkich i frajerów, i Makiaweliczno-iliminacka, dla uzytku wewnatrzlozowego. Ta druga jest antropologia prawdziwą o tyle, że poprawnie opisuje plugawe aspekty upadłej natury. Oczywiscie, osoby zwalczajace Oświecenie za budowanie „demokratycznej iluzji” na „fasłszywej antropologii” albo sa naiwne, albo cynicznie „rżną głupa”. Nikt na naiwnej antropologii nic nie buduje. Jest to wyłącznie pijar-dla-profanów. Tak samo, nie jest prawdą, ze gmach demoloberalizmu chwieje się. Chwieje sie fasada-dla-profanów, zbudowana na fałszywej antropologii. Ale tę fasade wzmocni się z łatwoscią, np. przez „zarządzanie strachem” – kolejna epidemia/zamach/krach finansowy i gawiedź podwinie ogon. Natomiast twardy fundament demoliberalizmu to władza finansowych elit, „lichwiarzy”, i ten fundament trzyma sie mocno, bo jest zbudowany na PRAWDZIE, prawdzie o niecnych aspektach upadłej ludzkiej natury.

  4. @Adam Wielomski: „…nie istnieje etos pracy bez cnót chrześcijańskich…” – to Japońcy są w swej masie chrześcijanami? Kitajcy też? A marksisci, mówiacy o „antropogenetyczneJ’ wręcz funkcji pracy?

  5. @ Piotr.Kozaczewski – Czyli lichwiarze i elita finansowa to jedno? Czyli wielki ubezpieczyciel jest lichwiarzem, a właściciel przydrożnego lombardu jest członkiem finansowej elity. Ileż to, rzeczy można się nauczyć od konesera logiki post-tomaszowej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.