Czy nowy rząd reaktywuje politykę Lecha Kaczyńskiego?

— Rząd był zaprzysiężony w poniedziałek, a pani premier Beata Szydło już pospieszyła wygłosić swoje exposé, w którym przedstawiła priorytety rządu Prawa i Sprawiedliwości. Po dyskusji rząd uzyskał votum zaufania. Ale czym można wytłumaczyć fakt, że ponad dwustu posłów głosowało przeciw, a sporo wstrzymało się od głosu?

— Myślę, że można to wytłumaczyć tym, że wiele środowisk politycznych spodziewało się, że rząd Prawa i Sprawiedliwości będzie miał nieco inny charakter. Wynika to z faktu, że od dłuższego czasu, od roku albo i dłużej, z pierwszej linii walki politycznej Prawa i Sprawiedliwości zniknęły osoby kojarzone z poglądami skrajnymi, na przykład Antoni Macierewicz i katastrofa smoleńska. W związku z tym uważano, że rząd tworzony będzie właśnie z szeregów osób, które były twarzami PiS-u w czasie kampanii wyborczej, czyli z umiarkowanej część partii. Tymczasem okazało się, że po dojściu do władzy PiS odrzucił jakby tę swoją „maskę” liberalną i strawną dla znacznej części opinii publicznej, która tę partię wyniosła do władzy. W związku z tym nastąpił zawód, bo nagle pierwszymi nazwiskami tego rządu stali się Kamiński, Ziobro, Macierewicz. Myślę, że ten rząd nie miał z tymi nazwiskami większych szans na uzyskanie szerszego poparcia politycznego.

— Pani premier powiedziała: „W sprawach zagranicznych będziemy nawiązywać do polityki Lecha Kaczyńskiego”. Co to według Pana mogłoby znaczyć?

— Prawdę mówiąc, ja się nie spodziewam jakiś znaczących zmian w polityce zagranicznej Polski, dlatego że zarówno Prawo i Sprawiedliwość jak i Platforma Obywatelska w swojej polityce zagranicznej, szczególnie wschodniej, nawiązują do polityki Giedroycia. I tutaj większych zmian nie będzie. Jedyne, co te partie różni, to jest, przede wszystkim, stosunek w wyborze strategicznego sojusznika na Zachodzie. Platforma Obywatelska przez lata stała na stanowisku, że głównym sojusznikiem Polski są Niemcy, podczas kiedy PiS uważa, że są to Stany Zjednoczone. Jeśli zaś chodzi o politykę Lecha Kaczyńskiego, to myślę, że jest to właśnie ta różnica. To jest sojusz z USA, po części również z Izraelem, chociaż to mniejszy sojusznik. A jeżeli chodzi o politykę wschodnią, to będzie to polityka naznaczona polsko-demokratycznym mesjanizmem w stosunku do krajów nadbałtyckich, ale szczególnie wobec Białorusi, Ukrainy, no i Rosji.

— Beata Szydło nie pominęła problemu imigracji do Europy. To trudny orzech do zgryzienia dla władz. Więc, jaką politykę w tej kwestii poprowadzi rząd, jeśli weźmiemy pod uwagę wypowiedź na ten temat ministrów Konrada Szymańskiego i Witolda Waszczykowskiego. Przecież na linii Warszawa-Berlin już posypały się iskry?

— Tak, iskry się posypały, bo PiS ma ten kłopot, że sprzeciwiało się polityce przyjmowania imigrantów. Kiedy było w opozycji, to partię tą to nic nie kosztowało. W tej chwili rządzi i ma bardzo poważny problem, dlatego, że państwo polskie podjęło pewne zobowiązania, z których dość trudno jest się wycofać. Chociaż, myślę, że biorąc pod uwagę zamachy w Paryżu istnieje ku temu doskonały pretekst. I wyborcy oczekują tego wycofania się. Z drugiej strony, ja nie spodziewam się, żeby rząd PiS-u poszedł na konflikt z Berlinem i Angelą Merkel. W związku z tym zajmie on postawę następującą: będzie przyjmował imigrantów, może nawet w większej liczbie niż jest to obecnie ustalone, prowadząc dosyć histeryczną propagandę, że Polska nie chce, że Polska się nie zgadza, że rząd protestuje i osiąga wielki sukces, ponieważ przyjmuje imigrantów bardzo mało. Myślę, że w tej kwestii nie będzie wielkiej zmiany w stosunku do rządów Ewy Kopacz. Z tą tylko różnicą, że będzie jej towarzyszyła inna narracja, antyimigrancka, ale polityka będzie taka sama.

— Czy widzi Pan w exposé jakieś novum, poza tym, że ani słowa o relacjach z Rosją. Czy znaczy to, że może być jeszcze gorzej, niż jest?

— Moim zdaniem, exposé było skierowane bardziej do wyborców PiS-u niż do świata, dlatego nic na ten temat nie było mówione. Wyborców PiS-u mało interesują sprawy międzynarodowe, a bardziej kwestie socjalne. Stosunki z Rosją będą podobne, jak były, z tym, że będzie im towarzyszyć bardziej antyrosyjska i szczególnie antyputinowska retoryka, niż to było do tej pory.

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/opinie/20151119/1459441.html#ixzz3s1vk7qSj

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *