Czy Palikot ukradnie lewicę?

Bezceremonialnie sięgnął po wszelkiej maści mniejszości, antyklerykałów i feministki, skutecznie przy okazji wabiąc ekologów, alterglobalistów, czy środowiska, nazwijmy je umownie, offowe. Rejestrując listy wyborcze w całym kraju, zaczął budzić w SLD i PO respekt, a nawet strach.

Palikot jako polityczny happener doskonale odnajduje się w przestrzeni medialnej, której demiurgowie zresztą mu sprzyjają. Barwny język, inteligencja, bezceremonialność, perfekcyjnie opanowana sztuka manipulacji i autentyczna swoboda w formułowaniu celów i doborze środków działania, czynią z niego najciekawszą postać tej kampanii. Stał się rzeczywistą alternatywą dla wyborców o poglądach od centrum w lewo. Jeśli ktokolwiek w tych wyborach prezentuje jakąkolwiek świeżość i oryginalność (na tle ogólnej mizerii), to jest to właśnie Palikot. Niestety.

Z życzliwością zezuje na niego spora część młodzieży, która kontestując zastany świat, dostrzega w nim rzecznika swojego hasła – sex, drugs and rock’n’roll. To Palikot, jako jedyny, rzucił w pakiecie na wyborczy stół kwestię legalizacji narkotyków, „małżeństw” homoseksualnych, wyprowadzenia religii ze szkół, krzyży z urzędów i aborcji na żądanie. Przebił tym SLD, który pod wodzą Grzegorza Napieralskiego, a ku uciesze Palikota, stał się atrapą lewicy, na dodatek w kawiorowo-salcesonowym wydaniu, co uczynło z SLD ni to psa ni wydrę, ku irytacji starych towarzyszy.

Jeśli Palikotowi uda się wejść do Sejmu, a ma na to realną szansę, w wyborach 2015 roku będzie trzecią siłą. Upasie się na SLD, który odłączony od rządowej kroplówki na kolejne lata, będzie obumierać śmiercią naturalną. Aktywnie przyglądać się temu będzie Palikot, mrugając okiem do co żywotniejszych osobników, którzy bez sentymentów w dogodnym dla siebie momencie pożegnają przaśny intelektualnie tandem Napieralski-Kalita na rzecz, co by nie mówić, bystrzejszego Palikota. Ryszard Kalisz, o ile nie zostanie szefem SLD, będzie tutaj modelem wzorcowym.

Nie piszę tego z sympatii do Palikota. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ideowo są to moje antypody. Pokazuję jedynie, że Palikotowi udało się znaleźć niszę na – wydawałoby się – zabetonowanej scenie politycznej. Stąd uważam, że tegoroczne wybory będą ciekawsze na lewej flance. Na niej obserwować będziemy walkę wcale nie o socjalny elektorat, ale o to, komu uda się narzucić własną definicję lewicy, resetując przy okazji wyobrażenia o grupach społecznych, które ona dzisiaj reprezentuje. W perspekywie batalię tę wygra Palikot, pomimo że – paradoksalnie – w tych wyborach przegra z SLD.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Palikot wcale nie jest człowiekiem lewicy. Pytanie zatem, na co mu lewica? I czy na pewno jemu?

Maciej Eckardt
www.eckardt.pl

[aw]
Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.