Czy to już koniec?

Unia Europejska, budowana przez ideologicznych dogmatyków – ledwo zipie. Załamała się przez euro, które miało być spoiwem scalającym nowe superpaństwo europejskie.

Od razu też odezwali się krytycy unii walutowej. Piszą coraz odważniej – to nie mogło się udać, to było przedsięwzięcie polityczne a nie gospodarcze, jak można łączyć przy pomocy jednej waluty tak różne gospodarki jak grecka i niemiecka? Jeszcze kilka lat temu milczeli ze strachu lub nawet oficjalnie uważali, że unia walutowa to epokowy pomysł.

Z kolei komentatorzy anglosascy mogą sobie pofolgować z otwartym czołem, bo oni mówili tak zawsze. Jeden z nich złośliwie zauważył, że ta „balanga” musiała się kiedyś skończyć.

Pytanie, które zadają sobie teraz wszyscy brzmi tak – czy to już koniec UE? Na pewno jest to koniec złudzeń o krainie szczęśliwości, dobrobytu i rozwoju. Zadłużone po uszy kraje południowej flanki UE ciągną to monstrum na dno. Grecja już jest spisana na straty, trwa walka o ratowanie Włoch, Hiszpanii i Portugalii. Inne kraje już stoją w kolejce.

Los wspólnej waluty zdaje się przesądzony. Ale nie to jest przecież najważniejsze. Wszak Unia funkcjonowała także przed wprowadzeniem euro. Jej znikniecie lub ograniczenie zasięgu do kilku najbogatszych państw – nie sprawi, że UE upadnie. Problemem zasadniczym, który jest bardzo niechętnie podejmowany, to przyszłość Komisji Europejskiej, czy szerzej – wszechwładzy biurokracji brukselskiej, ze wszystkimi jej wynaturzeniami, z paranoją parkinsonowską, z głupotą, którą narzuca się państwom członkowskim.

To jest problem zasadniczy i od jego rozwiązania zależy los UE jako wspólnoty państw. Bez radykalnego ograniczenia władzy biurokracji brukselskiej nawet opanowanie kryzysu finansowego niczego nie zmieni. Tylko rozsądna renacjonalizacja, powrót do wspólnoty suwerennych państw, przy zachowaniu tylko niektórych wspólnotowych instytucji – uratuje Unię. Jeśli nic się nie zmieni, UE padnie. Jak? Bardzo prosto – państwa członkowskie przestaną pewnego pięknego dnia płacić składki (groził tym już Nicolas Sarkozy).

Wtedy zaś Bruksela, z dnia na dzień, przestanie być centrum redystrybucji nie swoich pieniędzy, a biurokratom nie pozostanie nic innego, jak poszukać sobie innego zajęcia. Lepiej dla wszystkich, żeby odbyło się to w sposób zorganizowany.

http://prawica.net/30195

Jan Engelgard

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.