Czy Zachód wie, co robi?

Powtarzające się pogłoski o mającym nastąpić dozbrojeniu Ukrainy przez niektóre państwa członkowskie NATO. Wspólne ćwiczenia niektórych państw członkowskich Sojuszu z Ukrainą na zachodzie kraju. Kolejne fale sankcji. A potem wyrazy oburzenia i zdziwienia, że takie kroki nie pozostają bez odpowiedzi ze strony Rosji. To jest nakręcanie spirali i dolewanie oliwy do ognia, a nie jego gaszenie. Dostawy broni czy dostarczanie wielkich pieniędzy na jej zakupy i szkolenie wojska nie rozwiążą trwającej na Ukrainie wojny domowej, ale ją zaognią. Czy Zachód wie, co robi, i czym może grozić eskalacja konfliktu?

Kijowskie ministerstwo spraw zagranicznych i ministerstwo obrony informuje, że rozpoczął się proces przekazywania nowoczesnego uzbrojenia ukraińskiej armii przez niektóre państwa członkowskie NATO. Ponieważ informację tą podał telewizyjny Kanał 5, należący do prezydenta Poroszenki, należy przyjąć, że potwierdzenie tej informacji zaakceptował sam prezydent-oligarcha. Pawło Klimkin, obecny minister spraw zagranicznych Ukrainy, zapewnia, że mowa o „ponad pięciu państwach” – „chodzi o wiele państw. Niektóre dają jedno, inne – drugie. Mamy całą paletę” – powiedział w wywiadzie telewizyjnym.

Przed ponad tygodniem, po szczycie NATO w Walii na początku września, na którym gościł także prezydent Ukrainy, Poroszenko niespodziewanie publicznie powiedział, że planowane jest przekazanie Ukrainie uzbrojenia przez niektóre państwa członkowskie Sojuszu. A prezydencki doradca Jurij Łucenko wymienił je nawet wprost: mowa o Polsce, Francji, Norwegii, Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Oczywiście zaraz po tym wszystkie z wymienionych krajów zaprzeczyły, by zamierzały przekazywać pogrążonej w wojnie domowej Ukrainie broń. Poroszenko nadal zapewniał jednak, że prowadzone były zakulisowe rozmowy, na których zapadły wiążące decyzje.

Od 5. września oficjalnie panuje zawieszenie broni (choć – oficjalnie – Ukraina nie ogłosiła nawet stanu wojennego). Mimo to obydwie strony oskarżają się wzajemnie łamanie porozumienia, i dochodzi do wymiany ognia. Ostrzelane zostały oczywiście nie tylko strategiczne obiekty (lotnisko pod Donieckiem), ale i cywilne osiedla, domy.  15. września rozpoczęły się duże manewry wojskowe kilku państw NATO (udział bierze prawie półtora tysiąca żołnierzy i ciężki sprzęt, między innymi z USA, Niemiec, Polski, Gruzji) i sił zbrojnych Ukrainy w obwodzie lwowskim. Rosja i powstańcy na wschodzie i południu kraju traktują to wydarzenie jako prowokację. Jest oczywiste, że wspólne ćwiczenia z udziałem przedstawicieli aż 15 państw byłoby dobrą okazją do przekazania sprzętu, uzbrojenia, instruktorów czy doradców.

Wiele faktów wskazuje na to, że zawieszenie broni ma być jedynie okresem krótkiego wytchnienia i odpoczynku przed ponownym wybuchem krwawych walk. Prezydent Poroszenko zapowiedział, że okres zawieszenia broni chce wykorzystać do obserwacji terenu z powietrza za pomocą bezzałogowych dronów. Ukraina takich nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie maszyn nie posiada – musiałyby one więc zostać dostarczone przez któreś z państw zachodnich. Także Rosja wysłała właśnie na Ukrainę drugi „konwój humanitarny”. Przypomnijmy, że nagły i niespodziewany obrót sytuacji na wschodniej Ukrainie po tym, jak już wszystkim wydawało się, że Ukraina ostatecznie dławi bunt, nastąpił właśnie po dotarciu pierwszego konwoju humanitarnego z Rosji.

Na Ukrainie mamy do czynienia z ciągłym dolewaniem oliwy do ognia – przy argumentacji woli ugaszenia tegoż ognia. Z lokalnego konfliktu w położonym – jak sama nazwa „Ukraina” wskazuje – na peryferiach państwie już dawno stał się konflikt Wschód-Zachód, w który zaangażowane są największe potęgi współczesnego świata. Po stronie ukraińskiej walczy od 10 tys. (dane rządowe) do 50 tys. (dane powstańców) ludzi. Ochotnicze bataliony ukraińskie, w których walczą neonaziści z Prawego Sektora i inni banderowcy, finansowane są przez oligarchów i magnatów przemysłowych (Igor Kołomojski, Rinat Achmetow, Siemjon Siemjonczenko, Igor Bałuta, także mer Kijowa, były bokser Witalij Kłyczko). Po stronie Republiki Donieckiej i Ługańskiej walczy ok. 20 tys. powstańców oraz nieznana ilość „ochotników” i instruktorów z armii rosyjskiej. Przybywają, choć na razie nielicznie, ochotnicy z innych państw: z Serbii, Hiszpanii. Obydwie strony dysponują czołgami, artylerią konwencjonalną i rakietową, wozami pancernymi, działami przeciwlotniczymi i bronią przeciwpancerną. Armia ukraińska wykorzystuje także lotnictwo. Oczywiście używany sprzęt w przeważającym stopniu pamięta lata 60-te, 70-te i 80-te (powstańcy z pomników ściągnęli i uruchomili nawet kilka czołgów z II wojny światowej, a na wyposażenie batalionów ukraińskich trafiły z magazynów ciężkie karabiny maszynowe z lat 40-tych i 50-tych – dlatego nowe władze ukraińskie tak intensywnie domagają się nowoczesnej techniki wojskowej od Zachodu. Z wojskowych magazynów wyciągany jest zakonserwowana technika wojenna z lat 60-tych i 70-tych.

Nieoficjalnie wiadomo, że na Ukrainę trafia przestarzały sprzęt wojskowy z Europy, między innymi z Węgier, być może i z Polski. Nasz kraj na pewno dostarcza Ukrainie „sprzęt policyjny” – kamizelki kuloodporne, hełmy, mundury. Wiadomo o elementach wyposażenia żołnierza i uzbrojenia osobistego z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii. USA dofinansowały Ukrainę od początku konfliktu w wysokości 33 mln USD, kolejne prawie 20 mln dotrzeć ma w najbliższym czasie (do końca roku), a w roku 2015 USA chcą przeznaczyć 19 mln dolarów na dozbrojenie i szkolenie ukraińskiej armii. Sama Ukraina na „Operację Antyterrorystyczną” (ATO) przeznaczyła od marca tego roku 635 mln. dolarów. Od 1. września ukraiński parlament przeznaczył dodatkowo: 791 mln USD na żołdy i uzbrojenie armii i 758 mln na „dodatkowe finansowanie armii”. Dla porównania: na odbudowę Donbasu przeznaczono 158 mln. Wygląda na to, że zrobiono to jedynie pro forma, nie biorąc w ogóle pod uwagę rzeczywistej odbudowy regionu przez Ukrainę. 

W ukraińskiej wojnie domowej obydwie strony straciły od 2 do 3 tys. zabitych i rannych. Siły zbrojne Ukrainy straciły łącznie ponad 50 samolotów i helikopterów, a ilość zniszczonych czołgów, wozów bojowych i innych pojazdów pancernych liczony jest już w setkach (łącznie Ukraina straciła już ponad tysiąc pojazdów wojskowych). Według ONZ zginęło ponad 2 tys. ludności cywilnej, a każdego dnia śmierć ponosi co najmniej 70 osób. Co najmniej 730 tys. ludności cywilnej uciekło z Ukrainy do Rosji, a 150 tys. jest uciekinierami wewnątrz Ukrainy. Do tego dochodzą jeszcze ci, którzy uciekli do Polski lub dalej na Zachód, do Mołdawii czy na Białoruś.

Konflikt przyjmuje coraz większe rozmiary. Jeżeli sposobem na jego rozwiązanie będzie dozbrajanie i finansowanie dozbrajania, walki trwać mogą jeszcze miesiącami, a nawet latami. Jest oczywiste, że każde takie posunięcie Zachodu pociągnie za sobą reakcję Rosji. Widzimy to doskonale na przykładzie kolejnych fal wymierzonych w Rosję „sankcji”, które powodują wprawdzie wielkie problemy gospodarcze i finansowe zwykłych obywateli polskich, ale do załagodzenia konfliktu się bynajmniej nie przyczyniają. Jeśli Zachód będzie dozbrajał Ukraińców – Rosja odpowie dozbrajaniem bojowników obydwu republik. Czy tego naprawdę chcemy?

Rozwiązaniem tej sytuacji, w której śmierć ponoszą cywile, giną dzieci, niszczone są szpitale, szkoły, bloki mieszkalne, domy i zakłady przemysłowe najbardziej uprzemysłowionego regionu kraju, mogą być tylko pokojowe rozmowy i układy. Albo nowe władze zgodzą się na daleko posuniętą federalizację kraju, a południowy wschód uzyska taką autonomię, jaką posiadał Krym (czyli uzyskają status republiki autonomicznej) – albo Ukraina definitywnie się rozpadnie, co zresztą prognozuje wielu analityków i polityków. Na powrót do „normalności”, czyli stanu sprzed rozpoczęcia walk, nie ma jednak co liczyć – przelano zbyt wiele krwi, i obie strony są zbyt mocno zdeterminowane, by  osiągnąć swoje cele.           

Michał Soska

/ame/

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy Zachód wie, co robi?”

  1. USrael i ich „lachociągi” (chyba wolno tak już mówić, po słynnej wypowiedzi n.t. tzw. „robienia laski”) dążą do takiej eskalacji przemocy wobec rosyjskojezycznej ludności cywilnej w Noworosji, który sprowokuje Rosje do interwencji. Wszystko po to, by sprowokować III wojne swiatowa – jedyną nadzieję pejsatych lichwiarzy. „Lachociagom” wróżymy rychłą powtórkę z Katynia albo z Treblinki (które to akty oczywiście jak najbardziej potępiamy, bo podobno tak trzeba) – niech się na razie pocieszą tym, że przynajmniej będą sobie mogli wybrać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.