Czym powinien być konserwatyzm?

Upadek myśli konserwatywnej w Polsce

Ruch konserwatywny w dzisiejszej Polsce de facto nie istnieje. Żadna z partii politycznych nie identyfikuje się jako konserwatywna. Stowarzyszenia integralnie konserwatywne nie dają żadnych znaków życia. O ile nurt narodowy i konserwatywno-liberalny zdobyły sobie na przeciągu ostatnich trzydziestu lat wcale liczne rzesze zwolenników, o tyle nie powstał podobnego rodzaju nurt, czy choćby środowisko gromadzące konserwatystów.

Nawiązania do konserwatywnych idei politycznych pojawiają się co prawda na prawicy katolickiej, nie czyni to jednak z tej ostatniej środowiska konserwatywnego. Myśl katolicka ma inne niż konserwatyzm idee centralne. Co innego również jest przedmiotem jej zainteresowania, wobec czego idee konserwatywne pojawiają się w niej co najwyżej jako idee peryferyjne, których obecność nie jest bynajmniej konieczna dla zachowania przez myśl katolicką jej intelektualnej spójności (1).

Niedorozwojowi ruchu konserwatywnego towarzyszy uwiąd myśli konserwatywnej. Integralni konserwatyści wykształcili w Polsce obfite piśmiennictwo naukowe przybliżające polskiemu czytelnikowi historię i myśl tradycjonalizmu romańskiej Europy i niektórych romańskich krajów Ameryki. Są również autorami publicystyki, w której komentują bieżącą politykę. Nie wyszły jednak spod ich pióra teksty programowe ani doktrynalne. Polski integralny konserwatyzm nie doczekał się dzieła na miarę Mes idées politiques (1937) Charlesa Maurrasa (1868-1952).

Brak ten przesądził o politycznej i częściowo intelektualnej niesamodzielności współczesnego polskiego integralnego konserwatyzmu. Nie mając na siebie pomysłu, starał się on wkupić w łaski liberałów, narodowców lub katolików. Miarą uwiądu integralnego konserwatyzmu w naszym kraju jest marginalizacja czy wręcz prześmiewczy stosunek do monarchizmu. To, co było wyróżnikiem integralnego konserwatyzmu jeszcze w latach 1990′, mianowicie obrona idei monarchicznej, jest dziś w zasadzie nieobecne, jeśli zaś już się pojawia, to jako parodia samej siebie. Nie sposób bowiem ocenić inaczej wtapiania monarchizmu w antytradycyjny libertarianizm, jak w niektórych grupkach „legitymistycznych”, czy traktowania go jak snobistycznej ozdoby, jak w niektórych grupkach „kontrrewolucyjnych”.

Umizgi czynione do UPR i kolejnych jego mutacji oraz do MW nie przysporzyły jednak konserwatystom i monarchistom zwolenników. Również utożsamianie się z nurtem prawicy katolickiej, czy wręcz z zawierającym się w nim węższym nurtem przeciwników II Soboru Watykańskiego, zaowocowały jedynie secesją katolików z ruchu konserwatywnego i ukonstytuowaniem się ich w odrębne środowisko atakujące następnie monarchistów za rzekomy brak ortodoksji katolickiej i niedostateczny entuzjazm dla polityki USA.

Na poziomie doktrynalnym tworzenie zlepków „narodowo-konserwatywnych”, „konserwatywno-liberalnych”, czy „konserwatywno-katolickich” w oczywisty sposób zubożyło polski integralny konserwatyzm i odebrało mu podmiotowość intelektualną. Konserwatyści stali się moralnymi zakładnikami strażników ortodoksji innych niż sam konserwatyzm nurtów politycznych, którzy w wypadku odmiennego niż konserwatyści zdania w jakiejś kwestii, zarzucali tym ostatnim publicystyczne fanaberie, pięknoduchostwo, niepotrzebne jątrzenie lub awanturnictwo.

Konserwatyzm jako samodzielny nurt myśli politycznej

Konserwatyzm nie jest tymczasem kulturowym dodatkiem do ekonomicznego liberalizmu, do doktryny endeckiej, czy serią przypisów do encyklik papieskich. Jest autonomicznym nurtem myśli politycznej posiadającym własną tradycję, zestaw kluczowych dla siebie pojęć i własną wizję porządku społecznego. Istnieją jego pola wspólne z prawicowym liberalizmem, endecją i katolicyzmem, ale zakres ideowy konserwatyzmu nie jest tożsamy z zakresem żadnego z tych nurtów ani nie ogranicza się do posiadanych z nimi pól wspólnych.

Konserwatyzm w swej oryginalnej postaci jest zjawiskiem anglosaskim. Jego celem jest przeciwdziałanie przedsiębranej legalnymi środkami reformie. Konserwatyzm ewolucyjny postuluje przy tym zachowanie status quo utożsamiając porządek prawdziwy z porządkiem istniejącym, konserwatyzm radykalny postuluje zaś powrót do wyidealizowanej przeszłości utożsamiając porządek prawdziwy ze swoim wyobrażeniem porządku minionego. Metodą działania konserwatyzmu jest metoda legalna i parlamentarna. Stanowi on prawe skrzydło porewolucyjnego systemu liberalnego, w Wielkiej Brytanii stojąc na gruncie liberalnej rewolucji 1648-1688, w USA zaś na gruncie liberalno-demokratycznej rewolucji 1776 r.

W kontynentalnej Europie tak pojmowany konserwatyzm nie miał nigdy racji bytu. Przeciwnicy paradygmatu nowoczesnego przeciwstawiać się tu bowiem musieli nie przedsiębranej legalnie reformie, lecz zaprowadzanej siłą rewolucji (2). W odniesieniu do Europy XIX w. słuszniej byłoby zatem mówić o dychotomii rewolucja-kontrrewolucja, niż o charakterystycznej dla krajów anglosaskich dychotomii reforma-konserwatyzm. Pod pojęciem „kontrrewolucji” rozumiemy tu przy tym siłowe i zbrojne próby przeciwstawienia się rewolucji lub powrotu do stanu przedrewolucyjnego.

Zarówno anglosaski konserwatyzm, jak i europejska kontrrewolucja, choć różniły się metodą (konserwatyzm – działania legalne, kontrrewolucja – przemoc), posiadały wspólną słabość w postaci braku skonceptualizowania ładu tradycyjnego jako abstrakcyjnego paradygmatu filozoficznego. Obydwa identyfikowały ład prawdziwy z ładem historycznie istniejącym przed rewolucją, co czyniło je intelektualnie bezbronnymi wobec historiografii krytycznej, dziś zaś także wobec postmodernistycznej dekonstrukcji historycznej, wskazującej, że życie w dawnych wiekach nie różniło się wcale na korzyść od życia w epoce nowoczesnej. Sformułowanie niezależnego od swych historycznych derywatów filozoficznego paradygmatu ładu tradycyjnego markuje rozwinięcie się danego nurtu konserwatywnego lub kontrrewolucyjnego w stadium tradycjonalizmu. Tradycjonalizm jest zatem dojrzałym konserwatyzmem i dojrzałą kontrrewolucją.

Dzisiejszy konserwatyzm stać się zatem musi samodzielnym nurtem myśli politycznej, formułując własne postulaty i własny model ustroju społecznego. Nie ma powodów dla których nie miałby on wchodzić w dialog ze środowiskami katolickimi, narodowymi, liberalnymi (ale też z przedstawicielami innych religii, podobnie jak ze środowiskami lewicowymi), nie powinien jednak się z nimi utożsamiać. Spróbujmy poniżej sformułować kilka wskazówek, w jakich kierunkach powinien rozwijać się współczesny polski konserwatyzm. Miejmy nadzieję, że staną się one asumptem do rozleglejszej refleksji i dyskusji.

Uwagi wstępne

Przede wszystkim zatem, konserwatyzm powinno uprawiać się na poważnie. Skutki upowszechnienia Internetu, przy nienadążaniu za nim zasad dobrego wychowania z jednej strony, z drugiej zaś brak wiary w sens swoich własnych przekonań doprowadziły do stanu, w którym w ubiegłych latach środowisko integralnych konserwatystów stało się synonimem trollingu, śmieszkowania i żenujących kłótni, które zniszczyły jego dobre imię. Trzeba więc powiedzieć wyraźnie, że jeśli już ktoś ma być częścią tego środowiska i ma współtworzyć jego inicjatywy, to powinien po pierwsze, sam być konserwatystą i monarchistą, po drugie zaś, traktować te idee z powagą, tak więc również z należytym tej tradycji politycznej szacunkiem.

Potrzebna też będzie wtórna konsolidacja ideowa. Wspomniałem już o tym wyżej w kontekście środowisk endeckich, katolickich i liberalnych, warto jednak tu powtórzyć wyraźniej, że o ile dialog konserwatyzmu z innymi nurtami ideowymi i tworzenie rozmaitych celowych sojuszów są słuszne, o tyle przejmowanie w całości ich ideologii lub redukowanie własnej do tego, co z nimi wspólne, są intelektualnym samobójstwem. Konserwatyzm powinien wrócić do swojej oryginalnej tożsamości i do swojego własnego oblicza, co uszczegółowić postaram się poniżej. Już w tej chwili można jednak powiedzieć, że powrót zarówno do idei monarchicznejjak i do tradycji monarchizmu jest dla takiego obrotu rzeczy niezbędny.

Po trzecie wreszcie, konserwatyzm jako doktryna polityczna powinien zwrócić się ku przyszłości, przedmiotem zaś swej pracy uczynić współczesność. Animatorami dzisiejszego polskiego konserwatyzmu byli historycy idei, co uczyniło ten nurt epigońskim i nostalgicznym. Poznając przeszłość, konserwatyści powinni jednak rozumieć współczesność i być zdolni projektować przyszłość. Ze współczesnością powinien zatem konserwatysta wejść w wielorakie interakcje, poszukiwać w niej sojuszników, wskazywać szanse, przestrzegać przed zagrożeniami, formułować rozwiązania pojawiających się w niej problemów. Nie ma powodów by nie kontaktować się przy tym z kimkolwiek – nawet ze środowiskami pozornie bardzo ideowo odległymi, należy jednak przy tym pozostać sobą.

Filozoficzne idee tradycjonalizmu

Celem ostatecznym konserwatyzmu powinno być zbudowanie ładu tradycyjnego. Współczesny polski konserwatyzm musi zatem stać się tradycjonalizmem, to jest musi rozwinąć własną filozofię polityczną, która nie byłaby tylko legendą o „dawnych dobrych czasach”. Filozofia ta musi identyfikować idee na których wpierały się te porządki historyczne, które najbliższe były ładowi prawdziwemu. Idee te powinny stać się szkieletem współczesnej konserwatywnej i tradycjonalistycznej doktryny politycznej. Wymieńmy w tym miejscu trzy podstawowe:

1) Przebóstwienie 

Jak wskazuje choćby Mircea Eliade (1907-1986), społeczeństwo tradycyjne jest społeczeństwem żyjącym w świecie sakralnym (3). Każdy gest ma tam znaczenie metafizyczne i odsyła do rzeczywistości inteligibilnej. Różne poziomy rzeczywistości mogą się nawzajem przenikać i na siebie zachodzić. Poprzez magię można zaś wpływać na materię.

Porządek rzeczy objawiany jest człowiekowi w micie i może być odtwarzany w cyklicznie powracającym rytuale. Czas ma strukturę kolistą. Człowiek współbytuje z duchami, demonami i przodkami. Poszczególni ludzie, domostwa, rodziny, miasta i miejsca mają swoje duchy opiekuńcze. Opatrzność obecna jest w świecie i uczestniczy w biegu spraw materialnych, który jest odbiciem faktów nadprzyrodzonych. Poznanie jest dotarciem do istoty rzeczy i dokonywać się może poprzez ezoteryczną inicjację, mistyczną iluminację, poetyckie natchnienie lub intuicję geniusza.

Postrzeganie świata przez człowieka Tradycji cechuje zatem podejście holistyczne, kosmiczne, teocentryczne i brak rozróżnienia na sacrum i profanum.

2) Wspólnotowość

Człowiek Tradycji nie jest jednostką, lecz osobą przynależącą do wspólnoty – porządek tradycyjny jest porządkiem personalistycznym i wspólnotowym. Oznacza to, że choć człowiek zachowuje autonomię i podmiotowość w obrębie wspólnoty, poza nią nie istnieje. Człowiek jest homo socius, toteż poza społeczeństwem nie jest możliwy, jest nikim. To przynależność do wspólnoty nadaje człowiekowi jego osobową twarz, tak więc czyni go człowiekiem.

Osoba jest kimś nieredukowalnym, niepowtarzalnym i niezastępowalnym. Każda posiada właściwe sobie miejsce we wspólnocie organicznej. Wspólnota organiczna jest równocześnie wspólnotą naturalną i wspólnotą pierwotną. Jest wspólnotą naturalną, ponieważ tworzące ją osoby spajają więzi przyrodzone, to jest więzi wspólnego pochodzenia: genealogiczne i etniczne. Jest wspólnotą pierwotną, ponieważ tworzące ją osoby spajają więzi relacji bezpośrednich i osobowych.

Wspólnota organiczna posiada wspólnelocus,ethosiethnos. Cechują ją wspólnota przestrzeni, wspólnota kultury i wspólnota pochodzenia. Jest wspólnotą życia codziennego i gospodarowania. Oznacza więc solidarność i pomocniczość.

Własność ma w niej charakter wspólnotowy, a poszczególne osoby uczestniczą w niej poprzez jej użytkowanie, pielęgnowanie i pomnażanie dla zaspokojenia potrzeb swoich i innych. Zarówno użytkowanie, pielęgnacja, jak i pomnażanie ograniczane są naturą poszczególnych osób, składanych przez nie wspólnot i całej społeczności, która to natura określa właściwe im potrzeby i w ten sposób zakreśla ramy dopuszczalnej i pożądanej działalności gospodarczej.

Rynek jest jedną z funkcji społeczeństwa tradycyjnego służącą zaspokojeniu jego potrzeb materialnych, należąc przez to do niższego porządku rzeczy i będąc splecionym z rozmaitymi innymi funkcjami i instytucjami społecznymi i przez nie reglamentowanym. Ludzie różnych kategorii, różnych natur i różnych funkcji, posiadają uprawnienia do różnej treści i zakresu działalności gospodarczej.

3) Autorytet

Poszczególne osoby posiadają złożoną i wielopoziomową naturę. Na poziomie tego co najniższe, ludzie są tacy sami, bo wszyscy przynależą do tego samego gatunku. Przynależność gatunkowa powiązana jest z przyrodzoną i niezbywalną godnością każdej osoby, wynikającą jedynie z racji tego, że jest ona człowiekiem.

Im na wyższe jednak partie drzewa człowieczeństwa spoglądamy, tym więcej dostrzegamy cech ludzi różnicujących. Różnią się między sobą poszczególne etnosy, gminy, klany, grupy społeczne, rodziny i osoby. Im dana cecha bardziej różnicująca i im bardziej indywidualne i niepowtarzalne piętno nadaje swemu nosicielowi, tym większy w niej udział pierwiastków należących nie do porządku materii lecz do porządku ducha, a tym samym tym ważniejsza jest i tym wyższe zajmuje miejsce w naturze człowieka.

Ludzie różnią się zatem cechami warunkowanymi przez środowisko ich życia (cechami somatycznymi, rodzajem zajęcia), o ich wartości decyduje jednak stopień rozwinięcia ich cech moralnych i duchowych. Im kto lepiej ma je rozwinięte, tym większym cieszy się autorytetem i wyższe miejsce zajmuje w społeczeństwie. Hierarchia jest zatem w społeczeństwie tradycyjnym hierarchią duchową i opiera się na autorytecie posiadanym przez dane kategorie osób i dane osoby pośród innych kategorii osób i innych osób.

Hierarchia nie jest w społeczeństwie tradycyjnym wymuszana, lecz pojawia się spontanicznie, choć będący jej źródłem autorytetoznacza także zdolność i wolę wymuszenia posłuszeństwa w wymagających tego okolicznościach. Hierarchia świata tradycyjnego ma zatem charakter organiczny i personalistyczny. Nie powstaje na gruzach indywidualnej osobowości, lecz jako organiczna kompozycja takich osobowości. Tym różni się od hierarchii nowoczesnej, dążącej do unicestwienia osoby, zamiast jej afirmacji.

Polityczne idee tradycjonalizmu

Schodząc z poziomu filozofii politycznej na poziom doktryny politycznej, możemy powiedzieć że z trzech wyżej wskazanych idei filozoficznych tradycjonalizmu wynikają dla konserwatyzmu trzy idee polityczne: 

1) Pan-integryzm

Z pojęciem tym po raz pierwszy zetknąłem się na nieistniejącym już od wielu lat portalu Wirtualna Wandea. Warto je tu przypomnieć, bowiem trafia w sedno tego, co powinien forsować współczesny polski konserwatyzm. Jak napisałem wyżej, konserwatyzm jest doktryną społeczną i polityczną, zatem nie mają dla niego kluczowego znaczenia kwestiestrictereligijne. Można być bowiem chrześcijaninem zachodnim lub wschodnim, można nawet wyznawać któryś z odłamów protestantyzmu, można być żydem lub muzułmaninem, można także być poganinem lub bezwyznaniowcem (4), zarazem zaś postulować wspólnotę polityczną realizującą idee przebóstwienia, wspólnotowości i autorytetu.

Pan-integryzm nie oznacza ekumenizmu ani synkretyzmu religijnego. Nie musi też wcale oznaczać perennializmu rozumianego jako przekonanie o pochodzeniu „tradycyjnych” religii ze źródeł objawionych. Jest po prostu „koalicją” ortodoksów i integrystów różnych wyznańna rzecz budowy opisanego trzema wymienionymi wyżej ideami centralnymi porządku tradycyjnego. Jest to religijny odpowiednik politycznej koncepcji „sojuszu ekstremów”, który w swojej oryginalnej postaci zakłada pozostanie przez swoje podmioty składowe przy ich pierwotnych tożsamościach ideowych.

Pan-integryzm może przy tym prowadzić do dialogu międzyreligijnego, do wzajemnych kontaktów i wzajemnego zbliżenia, co zresztą było zjawiskiem charakterystycznym dla świata tradycyjnego (5), nie jest to wcale jednak konieczne. Może też oznaczać ścisłą separację przy zachowaniu zasady wzajemnej „nieagresji”, to jest niepopierania tendencji rozkładowych w przestrzeni partnera i wzajemnej pomocy w zwalczaniu już zaistniałych (6), a także wspólnej pracy dla ustanowienia ładu opartego o idee przebóstwienia, wspólnotowości i autorytetu.

Współczesny polski konserwatyzm powinien zatem otworzyć się również na konserwatystów prawosławnych, muzułmańskich czy jeszcze innych wyznań, których wierni żyją na terenie dzisiejszej Polski i należą do historycznie tu zakorzenionych społeczności. Dążąc do stania się doktryną państwową, zagospodarować powinien etnosy i konfesje peryferyjne, dotychczas skłaniające się ku zupełnie dla nich nienaturalnym i szkodliwym sojuszom z postkomunistyczną lewicą.

2) Tożsamościowość

Państwo postulowane przez współczesnych polskich konserwatystów powinno być państwem tożsamościowym. Znaczy to, że powinno być wspólnotą polityczną która jako całość i której poszczególne człony są sobą, to jest, odkrywają, pielęgnują i rozwijają swoją własną naturę. Dotyczyć to może poszczególnych osób, poszczególnych wspólnot organicznych, a nawet stowarzyszeń w tonniesowskim (8) sensie tego słowa.

Państwo tożsamościowe powinno być państwem wspólnotowym. Oznacza to, że podmiotami prawa publicznego powinny w nim być wspólnoty, nie jednostki. Państwo tożsamościowe odejść musi od liberalnej koncepcji praw człowieka jako praw jednostki. Indywidualizm zastąpić musi wspólnotowością. Podmiotami praw i obowiązków w państwie powinny być wspólnoty traktowane jako całości. Poszczególne osoby powinny posiadać zobowiązania wobec poszczególnych wspólnot i dopiero za ich pośrednictwem wobec państwa. Byśmy mogli mówić o budowie państwa wspólnotowego, jednostka musi przestać istnieć jako kategoria prawna (9). Wówczas też przestanie istnieć jako kategoria społeczna.

Wspólnota życia, miejsca i wspólnota genealogiczna rodzi też wspólnotę etniczną. Państwo tożsamościowe musi być zatem państwem etnocentrycznym. Znaczy to, że rozpoznając wspólnoty jako swoje podmioty, chronić będzie także ich tożsamość etniczną. Etnos tworzy biologiczną warstwę tożsamości i wywiera wpływ na kulturę, świadomość zbiorową i tradycję danego ludu. Dlatego odrębność i tożsamość etniczna zamieszkujących kraj wspólnot musi być przedmiotem troski państwa tożsamościowego. Oznacza to limitowanie migracji zewnętrznych i wewnętrznych, promowanie zaś zakorzenienia, wspólnego życia i dumy z własnej przynależności etnicznej. W państwie tożsamościowym nie ma miejsca dla wstydu z powodu bycia białym, a małżeństwa mieszane etnicznie są traktowane jak perwersja.

Zakorzenienie poszczególnych wspólnot w zamieszkiwanej przez pokolenia ziemi tworzy zwartą i trudną do rozerwania tkankę społeczną wiążącą ludzi ze sobą nawzajem oraz ze środowiskiem ich życia, krajobrazem i zamieszkiwaną przestrzenią. Państwo tożsamościowe musi być więc państwem gmin, krajów, klanów i etnosów. Musi być zatem państwem zregionalizowanym, w którym autonomia i prawa poszczególnych jego podmiotów będą uwarunkowane ich historyczną naturą, dziedzictwem i potencjałem. Stąd na przykład gminy i kraje posiadające własną specyfikę etniczną, językową lub wyznaniową cieszyć się powinny rozleglejszą autonomią, z własnymi instytucjami oświatowymi, polityką imigracyjną i kulturową włącznie. Geometria polityczna państwa zregionalizowanego powinna być zatem geometrią zmienną i tworzyć układ asymetryczny, choć wewnętrznie zwarty. Wspólnota polityczna powinna być wspólnotą organiczną, w której dobro poszczególnych jej podmiotów realizuje się w dobru całości, dobro całości zaś – w dobru każdego z podmiotów składowych.

Budowa państwa tożsamościowego zderzyć się będzie musiała ze współczesnym fenomenem w postaci kosmopolitycznych i zamieszkałych przez wykorzenioną masę ludzką wielkich miast. W różnym stopniu problem ten zaznacza się w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie czy w konurbacji śląskiej. Z podobnym wyzwaniem zderzyli się myśliciele poszukujący ustrojowych alternatyw w naszym regionie już w XIX w. Jeden z nich, Władimir Dawidowicz Medem (1879-1923) proponował dla zurbanizowanych obszarów ówczesnej wschodniej Europy system „osobistej autonomii narodowej”:

Rozważmy zagadnienie kraju złożonego z wielu grup narodowościowych, na przykład Polaków, Litwinów i Żydów. Każda z grup narodowościowych stworzyłaby odrębny ruch. Wszyscy obywatele należący do danej grupy narodowościowej dołączyliby do specjalnej organizacji, która utworzyłaby zgromadzenia kulturalne w każdym regionie i ogólne zgromadzenie kulturalne dla całego kraju. Zgromadzeniom przyznano by władzę finansową: albo każda z grup narodowościowych ściągałaby podatki od swoich członków, albo państwo rozdzielałoby proporcjonalnie pomiędzy nie swój budżet. Każdy obywatel państwa należałby do jednej z grup narodowościowych, lecz zagadnienie tego, do jakiej grupy narodowościowej by dołączył, byłoby kwestią indywidualnego wyboru i żadna władza nie miałaby kontroli nad jego decyzją. Ruchy narodowościowe byłyby podmiotami prawa publicznego, lecz w ich własnym zakresie odpowiedzialności byłyby autonomiczne i żaden z nich nie miałby prawa mieszać się w sprawy innych”(10).

Propozycja W. D. Medema pozostawia oczywiście zbyt dużą przestrzeń indywidualnemu subiektywizmowi, stąd obecnego w niej postulatu prawa do wyboru korporacji narodowej, do której dany człowiek miałby należeć, nie można by stosować poza pierwszym okresem budowania nowego państwa. W kraju monoetnicznym jakim jest dzisiejsza Polska za kryterium wyróżniania korporacji nie ma zresztą sensu obierać akurat czynnika narodowościowego. Korporacje narodowościowe powinny zastąpić raczej korporacje osiedlowe i dzielnicowe, bo też w warunkach dzisiejszej płynności na rynku zatrudnienia, stosunkowo najsilniej integrującym i najtrwalszym elementem identyfikacji dla mieszkańców wielkich miast jest miejsce zamieszkania, wiążące się na ogół ściśle z zamożnością, tak więc również z przyjętym stylem życia. Przynależność do korporacji powinna być jednak przymusowa, a ich uprawnienia wobec ich własnych członków rozległe w porównaniu do uprawnień państwa. W ten sposób, w zniszczonych przez indywidualizm miastach można by stopniowo odbudować organiczną tkankę społeczną.

Państwo tożsamościowe powinno być również w polskich warunkach państwem katolickim. Oznacza to, że katolicyzm powinien mieć rangę religii państwowej i być obecny w życiu publicznym wspólnoty politycznej. W zakresie ich własnego zasięgu religijnego, rangę religii państwowych powinny mieć także inne tradycyjne wyznania obecne na terenie Polski, tak więc wschodnie chrześcijaństwo, tradycyjne wspólnoty protestanckie, islam, karaimizm, judaizm. Podobnie jak w przypadku przynależności korporacyjnej w miastach, w przypadku religii powinna obowiązywać zasada „osobistej autonomii wyznaniowej”, co oznaczałoby obowiązek przynależności do wspólnoty religijnej połączony ze swobodą wyboru wspólnoty, do której chciałoby się należeć. Katechizacji obywateli dokonywaliby w szkołach państwowych duchowni poszczególnych wspólnot, po uprzednim zatwierdzeniu ich przez państwo. Wobec obowiązku przynależności do wspólnoty religijnej, realnego znaczenia nabrałoby prawo kanoniczne i sądownictwo kościelne. Poszczególne wspólnoty wyznaniowe dyscyplinowałyby swoich wiernych w zakresie stosowania się do norm moralnych, państwo zaś nadzorowałoby te ich funkcje na zasadzie pomocniczości.

3) Platonizm polityczny

Dzisiejsze znaczenie idei monarchicznej związane jest z możliwością przywołania jej filozoficznej istoty w postaci „odgórnego” charakteru władzy. W traktowanym jako abstrakcyjna kategoria filozoficzna monarchizmie władza należy do jednolitego ośrodka spersonalizowanego w osobie monarchy (mono-władcy), który dysponuje atrybutem samoistnej i nieuwarunkowanej sakralności (gibelinizm). Monarcha jest pomazańcem Boga, namiestnikiem Boga lub sam jest bóstwem. Sakralny wymiar nabywany jest wraz z pomazaniem, to jest inicjacją do godności władcy.

Władza w platonizmie jest sakralna, rozumna, oświecona, idealna. Jest ona krystalizacją świata paradygmatów. Władzy przynależą wszystkie atrybuty Jedni – dlatego powinna ona być jednością, powinna być monarchiczną. Na czele filozofów stoi król filozofów – ksiądz Jan, „władca świata”, szakrawarti. Kategorie Jedni odnoszą się do króla-filozofa(11).

Tradycjonalizm jest zatem depozytariuszem idei monarchicznej. Tradycja monarchiczna jest we współczesnym świecie martwa, ponieważ monarchia dziedziczna była instytucją minionych epok, przezwyciężoną podczas rewolucji i zapoczątkowanej przez nią nowoczesności. Esencja stojąca za tradycją monarchiczną wciąż jest jednak aktualna, ponieważ jest ona abstrakcyjną i transhistoryczną kategorią filozoficzną, nie zaś należącą do historycznego porządku stawania się kategorią ideologiczną. Tą esencją jest polityczny platonizm.

Monarchizm jest historycznie przezwyciężoną ideologią. Polityczny platonizm jest filozoficzną ideą, która powinna stać się punktem wyjścia dla współczesnej konserwatywnej doktryny politycznej. Ideałem dzisiejszego konserwatyzmu musi stać się platonopolis – wspólnota polityczna rządzona przez kastę inicjowanych filozofów z solarnym jedynowładcą jako jej początkiem i przywódcą.

Państwo – politeia – jest fragmentem kosmosu (państwo dusz u platonika Hrisipa). Nie tyle odbija się w nim, ile wyraża porządek. Państwo (Platonopolis) urządzone jest od niskiego ku wysokiemu i od wysokiego ku niskiemu (poezis/noezis). Ustanawiane jest wedle reguł prawdy, która dana jest filozofom, pochodzący od niej impuls przekazywany jest strażnikom, rzemieślnicy zaś wypełniają polecenia tworząc przedmioty empiryczne. Filozofowie na podobieństwo demiurga tworzą państwo. W centrum państwa znajduje się Dusza Świata. To złoto bycia. To noetyczna koncentracja dynamicznej wymiany między światem idei i światem przedmiotów. Co jest najcenniejsze? Idee. Kto się nimi zajmuje? Filozofowie. Politeia istnieje wtedy, gdy najcenniejsze znajduje się na górze, najmniej cenne zaś – na dole. Na górze są idee i ci, którzy je postrzegają. Na dole – rzemieślnicy, ci, którzy wytwarzają rzeczy”(9).

Polskim eksponentem politycznego platonizmu był przywódca przedwojennych faszystów i powojenny teoretyk rewolucji chrześcijańskiej Bolesław Piasecki (1915-1979). W opublikowanym w październiku 1933 r. artykule Zarys ustroju Polski narodowej sformułował koncepcję czysto wertykalnie urządzonej wspólnoty politycznej, w której pozycja obywatela zależeć miała od inicjowania go do coraz wyższych stopni Organizacji Politycznej Narodu w oparciu o wykazane przez niego zasługi, zalety charakteru oraz umysłu. Jedyną niekonsekwencją w systemie ustrojowym B. Piaseckiego był brak instytucji dożywotniego władcy i odgórnej inicjacji do tej godności poprzez wskazanie przez aktualnego przywódcę swojego następcy. Mimo tego braku w koncepcji B. Piaseckiego, współczesna polska szkoła platonizmu politycznego powinna czerpać z jego dorobku i traktować go jako źródło inspiracji.

Budowę platonopolis powinni tradycjonaliści prowadzić zgodnie ze sprawdzoną intuicją historycznego konserwatyzmu; metodą instaurowania kolejnych elementów wspólnoty organicznej w obecnej rzeczywistości. Tworzenie ładu powinno zatem odbywać się stopniowo, gradualnie i organicznie, jak zalecałby to ojciec konserwatyzmu Edmund Burke (1727-1797). Powinno być postępem, niemal niedostrzegalną ewolucją, oswajającą stopniowo lud z kierunkiem przemian i ich ostatecznym celem. Tradycjonaliści, jak radziłby im Jacek Kuroń (1934-2004), zamiast palić komitety, powinni zakładać własne. Przesuwając stopniowo granicę reform, zbliżać się będą do ideału platonopolis. Tworzenie ładu może jednak być procesem długim, rozciągniętym na pokolenia, którego postępy będą przeplatane okresami zastoju lub wręcz dewolucji, który zależał będzie od szeroko rozumianej koniunktury.

Przed dzisiejszym ruchem konserwatywnym staje zatem ponownie zagadnienie ustroju państwa. Od czasu przyjęcia konstytucji w kwietniu 1997 r. dyskusje ustrojowe w zasadzie w Polsce zanikły. Ruch konserwatywny powinien ponownie je ożywić, opracowując, przedkładając i forsując rozwiązania ustrojowe zbliżające Polskę do ideału platonopolis. Początkowo propozycje te muszą być umiarkowane, by nie antagonizować ani nie odstraszać potencjalnych zwolenników swym oderwaniem od powszechnych i zakorzenionych dziś liberalnych przesądów. Z czasem powinny iść coraz dalej. Konstytucja polska, tak jak konserwatywna konstytucja brytyjska czy izraelska, powinna być dynamiczna, elastyczna i zmieniać się stosownie do wzrostu świadomości ładu prawdziwego wśród społeczeństwa.

Na początek jako wytyczne należy zatem postawić dwie cechy jakie powinien spełniać ustrój pożądany z punktu widzenia konserwatyzmu: 1) państwo powinno być decyzyjne 2) władza powinna być świadoma nastrojów społecznych.

Realizacji pierwszego imperatywu służyłabysilna władza głowy państwa. Powinna być ona wyłaniana w wyborach powszechnych na siedmioletnią kadencję przy braku ograniczeń w powtarzaniu kadencji. System taki (z innej długości kadencjami) od 2004 r. obowiązuje w sąsiedniej Białorusi, zaś od 2009 r. także w Wenezueli. W dalszej kolejności należałoby wprowadzić zasadę dożywotniej kadencji i mianowania przez głowę państwa swojego następcy.

Reprezentatywności władzy służyłaby instytucja izby niższej parlamentu, który w pierwszym etapie reform powinien być wybierany na dwuletnią kadencję, ze zniesieniem progów wyborczych i zachowaniem proporcjonalnego systemu przeliczania głosów na mandaty według sprzyjającej największej reprezentatywności metody Hare’a-Niemayera.

Wybór tego wariantu wynika z koncepcji ustrojowej roli izby niższej parlamentu: powinna ona być swoistym barometrem nastrojów społecznych z możliwością blokowania decyzji głowy państwa w sytuacji powszechnej co do tego narodowej zgody. Proporcjonalny system przeliczania głosów na mandaty według metody Hare’a-Niemayera przy zniesieniu progów wyborczych zaowocowałby pełną reprezentatywnością składu parlamentu, ale też jego pełnym politycznym rozproszeniem. Krótka dwuletnia kadencja uniemożliwiłaby konsolidację trwałej większości parlamentarnej mogącej aspirować do roli konkurencyjnego wobec głowy państwa ośrodka władzy. To ostatnie stosuje się z powodzeniem w parlamentaryzmie amerykańskim i nie powinno ono wobec tego budzić żadnych wątpliwości z punktu widzenia demoliberalnej ortodoksji ustrojowej.

W takiej sytuacji ustrojowej pozostawienie jednak parlamentowi funkcji ustawodawczej, kreacyjnej lub budżetowej musiałoby zaowocować paraliżem mechanizmu decyzyjnego państwa. Funkcje te powinny zatem zostać przeniesione na głowę państwa, parlamentowi pozostawić się powinno jedynie funkcję opiniodawczą i kontrolną. Ewentualne parlamentarne veto wobec decyzji głowy państwa powinno wymagać większości kwalifikowanej na przykład 2/3 głosów, co odzwierciedlałoby powszechną narodową zgodę wokół zablokowania decyzji głowy państwa, co możliwe jest do uzyskania jedynie w sytuacjach forsowania przezeń rozwiązań uderzających w historyczną konstytucję kraju, tak jak rozumiał ją Carl Schmitt (1888-1985) (10).

Konserwatywne propozycje ustrojowe powinny zatem łączyć zasadę rządności państwa (efektywności rządzenia) i zasadę reprezentatywności władzy (jej zgodności z rozumianą historycznie konstytucją kraju). Konserwatyści i tradycjonaliści nie powinni jednak ograniczać swoich postulatów do reformy prawa konstytucyjnego w zakresie organizacji centralnego aparatu władzy i samorządu. Idee platonopolis i państwa zregionalizowanego powinny być dla konserwatywnej doktryny politycznej centralne, choć istnieje też szereg haseł szczegółowych, takich jak choćby przywrócenie kary śmierci i zmiana filozofii prawa karnego (powinno służyć przywróceniu zachwianej zbrodnią równowagi moralnej, nie zaś resocjalizacji zbrodniarza) które przez konserwatywną doktrynę polityczną muszą zostać podjęte.

Negacje tradycjonalizmu

Przez analogię do trzech wyżej wskazanych idei filozoficznych i odpowiadających im trzech idei politycznych wskazać można również trzy negacje współczesnego polskiego konserwatyzmu:

1. Modernizm i postmodernizm

Klasyczny konserwatyzm, zanim dojrzał do stania się tradycjonalizmem, grzeszył brakiem wypracowania własnego paradygmatu filozoficznego. Był czysto inercyjny (konserwatyzm) lub reaktywny (kontrrewolucja, radykalny konserwatyzm), lecz nie przeciwstawiał paradygmatowi nowożytnemu własnego paradygmatu tradycyjnego. Biorąca swój początek w epoce Renesansu nowożytność stworzyła taki paradygmat w postaci humanizmu. Do czasu rewolucji 1789 r. markującej początek nowoczesności świat europejski był pluralizmem Tradycji i humanistycznej anty-Tradycji.

Wraz z początkiem nowoczesności pluralizm ten został zanegowany, a materialne derywaty Tradycji były metodycznie eliminowane przy użyciu siły przez zwolenników nowoczesnego humanizmu i „praw człowieka”. Nowoczesność zatem jest antropocentryzmem wymierzonym przeciwko Tradycji. Jak zauważył francuski tradycjonalista René Guénon (1886-1951), w nowoczesności człowiek zamyka się na zasilające go wcześniej duchowe impulsy „z góry”(14). Wtórował mu amerykański socjolog David Riesman (1909-2002), przeciwstawiając „człowiekowi sterowanemu przez tradycję” zamkniętego w sobie i dążącego do samowystarczalności modernistycznego „człowieka wewnątrzsterownego”(15).

Rodzący się w latach 1990′ postmodernizm jest rozwinięciem nowoczesnego subiektywizmu i indywidualizmu aż do negacji samej kategorii obiektywności i prawdy (16). Do pewnego stopnia spełnia on pozytywną rolę dekonstruując antropocentryczny nowoczesny logos, nie jest jednak w swej naturze ruchem „ku górze” ale raczej osuwaniem się „w dół”, w typologii R. Guénona, otwierając człowieka na impulsy dochodzące go „od dołu”, ze sfery podludzkiej i demonicznej. Gdy z kolei przyłożymy do postmodernizmu klasyfikację D. Riesmana, otrzymamy obraz „człowieka zewnątrzsterownego” – niezdolnego do przeciwstawienia się presji opinii publicznej i poprawności politycznej.

Tradycjonalizm musi wystąpić zarówno przeciwko dogorywającej nowoczesności („późna nowoczesność” w terminologii Zygmunta Baumana), jak i przeciwko rodzącej się ponowoczesności (17). Przeciwstawić im powinien Tradycję, jako abstrakcyjny paradygmat filozoficzny. W tym sensie tradycjonalizm jest archaizmem, ponieważ sięga do samych źródeł („arche”) bytu. Paradygmat tradycjonalistyczny w ujęciu filozoficznym zdefiniowałem wyżej jako ład opierający się na przebóstwieniu, wspólnocie i autorytecie.

Oznacza to nie tylko zwrócenie się przeciwko negacjom trzech wymienionych tradycyjnych kategorii, ale również przeciwko ich pozoracjom(symulakrom). W przypadku przebóstwienia, odrzucić trzeba nie tylko ateizm i materializm, ale również stanowiące ich warianty spirytyzm (18) i neopogaństwo (19). W odniesieniu z kolei do wspólnotowości, odrzucić należy wszelkie jej nowoczesne ersatze, w miejsce wspólnot naturalnych i pierwotnych podstawiające „wspólnoty wyobrażone” (20) lub wręcz „stowarzyszenia”(21). Klasyfikują się tu podmieniające tradycyjną wspólnotę organiczną na nowoczesny mechanistyczny kolektywizm dwie nowoczesne ideologie totalitarne: operujący na „wspólnotach klasowych” socjalizm i operujący na „wspólnotach narodowych” lub „wspólnotach rasowych” nacjonalizm i rasizm (22). Wreszcie w obszarze autorytetu należy odrzucić nowoczesny mechanistyczny totalitaryzm tłamszący ludzką osobę, na rzecz władzy prawdziwie autorytarnej, która wybitną osobowość i indywidualność afirmuje (23).

2. Liberalizm i atlantyzm

O ile ideę świata przebóstwionego negują modernizm (24) i postmodernizm, o tyle ideę wspólnoty neguje w sposób bezpośredni liberalizm.

Czyni on swoim podmiotem jednostkę, w ten sposób negując wspólnotę, pośrednio zaś także autorytet który jest możliwy tylko we wspólnocie organicznej. Liberalizm jest zatem kwintesencją nowoczesności i jedyną wciąż żywą jej teorią polityczną. Odrzucić go trzeba przede wszystkim na poziomie filozoficznym, to jest przestać uznawać jednostkę za podmiot polityczny. Podmiotem musi stać się wspólnota naturalna i pierwotna.

Dla odbudowy porządku konieczne jest również polityczne zanegowanie liberalizmu w każdym jego wymiarze: ekonomicznym, ustrojowym i kulturowym. Należy zatem odrzucić kapitalizm, liberalną demokrację i ideologię „praw człowieka”. W dzisiejszej Polsce symbolicznie wyrażało kilka lat temu te postulaty hasło „Balcerowicz musi odejść!”. Nazwisko Balcerowicza należy tu przy tym rozumieć symbolicznie, jako legitymizujące cały kompleks działań oznaczających skopiowanie w Polsce zachodniego modelu liberalnego.

Kopiowanie tego modelu uzasadniane było i odbywało się w ramach doktryny atlantyzmu, to jest włączenia Polski w strategiczne, polityczne, ideologiczne i ekonomiczne struktury bloku atlantyckiego (25). Warunkiem włączenia Polski do „wspólnoty atlantyckiej” było przeszczepienie do naszego państwa zachodnich instytucji liberalnych oraz otwarcie polskiej przestrzeni ekonomicznej i kulturalnej na swobodną penetrację zachodnią. Ideą konstytuującą Zachód jest zaś współcześnie amerykański liberalizm(26), tak więc włączenie w zachodnie struktury geopolityczne równoznaczne było z przeistoczeniem Polski w państwo liberalne. Przeistoczenie jej w państwo tożsamościowe, co powinno stać się postulatem współczesnego polskiego konserwatyzmu, wymagać będzie zatem opuszczenia przez Polskę struktur zachodnich. Pierwszym w tym kierunku krokiem powinno być opuszczenie struktury militarnej atlantyzmu, która zabezpiecza warunki trwania wszystkim pozostałym – wyjście przez Polskę z NATO.

3. Demokracja i egalitaryzm

Negacją politycznego platonizmu, to jest władzy odgórnej i inicjacyjnej jest demokracja, czyli władza oddolna i opierająca się na przekonaniu o równości ludzi. Eksponowanie równościowych elementów natury ludzkiej (najniższego wspólnego mianownika) i w ogóle przekonanie o równości ludzi, charakterystyczne było dla trzech wielkich teorii politycznych nowoczesności: liberalizmu, socjalizmu i nacjonalizmu (27). Tradycjonalizm (dojrzały konserwatyzm) odrzucić musi egalitaryzm i demokrację na rzecz politycznego platonizmu. Odrzucone muszą być parlamentaryzm, wybory powszechne, trójpodział władz, zasada rządów prawa, suwerenność ludu i pluralizm polityczny.

Lud nie jest podmiotem, lecz przedmiotem władzy. Nie jest przyczyna sprawczą, tylko materią wspólnoty politycznej. Nie dysponuje w związku z tym atrybutem podmiotowości politycznej. Nie może być źródłem władzy a jego zgoda nie może być źródłem legitymizacji decyzji politycznych. Lud nie posiada kolektywnej osobowości, kolektywnej świadomości, kolektywnej umysłowości ani kolektywnej woli. Nie może zatem podejmować kolektywnych decyzji. Za frazesami o władzy ludu, jak zauważył między innymi Vilfredo Pareto (1848-1923), skrywają się zawsze rządy oligarchiczne lub demagogiczne tyranie.

Równy dostęp do władzy jest fikcją, zaś tradycyjnie urządzona wspólnota polityczna zapewnia cyrkulację elit i wewnętrzną dynamikę systemu politycznego poprzez mechanizm wtajemniczenia w arkana władzy i kooptacji. Taki właśnie system proponował zaprowadzić w Polsce (i realizował w kierowanych przez siebie organizacjach) polityczny platonik B. Piasecki. Nierówność w politycznym platonizmie jest bowiem nierównością przymiotów ducha, umysłu i zasług poniesionych dla wspólnoty. Im szersze postrzeganie świata inteligibilnego, im głębszy wgląd w świat idei i większe ich umiłowanie, tym większy ciężar obowiązków wobec bliźnich spoczywa na filozofie. Dlatego władza powinna być kategorią inicjacyjną i ezoteryczną, znalezienie się zaś w elicie władzy – być efektem wtajemniczenia i przeistoczenia ku lepszemu, nie zaś rezultatem propagandowych machinacji, parlamentarnych i oligarchicznych układów lub przypadkowych namiętności ulicy.

Zakończenie: integralny konserwatyzm jako uczestnik Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego

Globalny Sojusz Rewolucyjny (GRA) jest stworzoną przez rosyjskiego tradycjonalistę Aleksandra Gielewicza Dugina (ur. 1962) koncepcją rozległego i pluralistycznego ruchu antyliberalnego i antyatlantyckiego (28). Jednoczyć ma on wszystkie siły opierające się lub po prostu atakowane przez liberalizm i system zachodni. Ma koordynować ich działania, stwarzać płaszczyznę współpracy i dostarczać wzorca strategii. Ideałem pozytywnym GRA ma być pluralistyczny świat w którym współistnieć mają ze sobą różne sposoby bycia.

Koncepcja ta, jak dotychczas, zwolenników zyskała przede wszystkim wśród rewolucyjnych nacjonalistów i integralnych tradycjonalistów. Do środowisk konserwatywnych nie dotarła. Rodzi to podwójnie negatywne konsekwencje, ponieważ z jednej strony spycha współczesny integralny polski konserwatyzm do roli snobistycznego dodatku lub ekscentrycznej ozdóbki dla rozmaitych antytradycyjnych środowisk atlantyckich, z drugiej natomiast strony – zubaża ruch kontestacji modelu zachodniego do ruchów i treści lewicowych oraz nacjonalistycznych, co bardzo spłyca jego przekaz.

Cieszy oczywiście, że część rewolucyjnych nacjonalistów i część postkomunistycznej lewicy wypchnięta została lub sama zdecydowała się wyjść poza ramy głównego liberalnego nurtu polskiej polityki, ale przecież żadne z tych środowisk ani nie rozpoznaje, ani nie wyraża istoty powodów, dla których należy odrzucić model zachodni z jego modernizmem i postmodernizmem, liberalizmem i atlantyzmem oraz demokracją i egalitaryzmem. Obrona dziedzictwa Polski Ludowej mieści się oczywiście w postulacie obrony polskiej tożsamości, ale też polska tożsamość nie ogranicza się ani nie kulminuje w tradycji PRL.

Nawet w wymiarze światowym, poza osobą samego pomysłodawcy i założyciela, brak jest w GRA wyraźnego komponentu tradycjonalistycznego, który nadałby temu sojuszowi ideowej i metafizycznej głębi. Bliskie mu środowisko francuskiej Nouvelle Droite obciążone jest obsesją antychrystianizmu. Środowiska narodowo-rewolucyjne są na ogół agnostyczne lub neopogańskie. Lewica nie jest zainteresowana problemami tożsamości kulturowej lub też otwarcie je zwalcza.

Dlatego GRA potrzebuje silnej komponenty tradycjonalistycznej i chrześcijańskiej, która twórczo kontynuowałaby antymodernistyczną walkę jakobitów, szuanów, wandejczyków, karlistów, cristeros, która swoich korzeni ideowych i politycznych upatrywałaby w europejskiej kontrrewolucji, w legitymizmie, w monarchizmie, w Rewolucji Konserwatywnej, w tradycjonalizmie i w radykalnym konserwatyzmie. Która potrafiłaby przewartościować błędy tych historycznych ruchów i twórczo nawiązać do ich dziedzictwa. Która nie byłaby zarazem niewolnikiem wypracowanych przez nie konwencji. Która byłaby ich kontynuacją i rozwinięciem, nie zaś epigoństwem i symulakrą.

Filozofia tradycjonalizmu jest esencjonalnie przeciwna modernizmowi, postmodernizmowi, liberalizmowi, atlantyzmowi, demokracji i egalitaryzmowi. Jest ona też naturalnym zwieńczeniem konserwatyzmu, stąd konserwatystom najłatwiej do niej dotrzeć. Dlatego w Polsce to środowiska konserwatywne powinny stać się ośrodkiem krystalizacji koncepcji Antyliberalnego Przełomu i budowy nowego państwa tożsamościowego.

Polska ma też do odegrania szczególną rolę wobec całego GRA i globalnej kontestacji systemu zachodniego. W przeciwieństwie do krajów takich jak Francja lub Niemcy, polska prawica ma charakter czysto chrześcijański. Z powodów wymienionych na początku tekstu, chrystianizm ten bywa często powodem dylematów moralnych i politycznych. Jak bowiem pogodzić faktyczne poparcie Kościoła i przytłaczającej większości katolików dla modelu atlantyckiego z negacją tego modelu i chęcią pozostania mimo tego rzymskim katolikiem? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie znalazł jeden z najbardziej inspirujących polskich polityków, wspominany już tu dwukrotnie B. Piasecki.

W okresie powojennym stworzył on oryginalną koncepcję chrześcijańskiej rewolucji mającej doprowadzić do zniszczenia liberalizmu, następnie zaś do przezwyciężenia socjalizmu i ustanowienia uniwersalnego państwa chrześcijańskiego. W koncepcji swojej wyszedł B. Piasecki poza wyznawany w okresie przedwojennym nacjonalizm ku uniwersalistycznej idei chrześcijańskiej. Nie była to jednak degeneracja w kosmopolityzm, ponieważ zachował on przy tym silny patriotyzm polski i przekonanie, że Polska ma do odegrania w światowym planie dziejów wyjątkową rolę. Wielkość Polski miała realizować się w internacjonalizmie jej chrześcijańskiego posłania.

Dziedzictwem B. Piaseckiego jest zatem między innymi idea chrześcijańskiej rewolucji, przezwyciężającej nacjonalizm („trzecia teoria polityczna”) oraz socjalizm („druga teoria polityczna”) i zwróconej przeciwko liberalizmowi („pierwsza teoria polityczna”). Idea ta posłużyć powinna polskiej prawicy chrześcijańskiej do reorientacji od popierania atlantyzmu do zanegowania go. W ten sposób polscy tradycjonaliści podjęliby historyczne dziedzictwo naszego kraju jako ośrodka cywilizacji chrześcijańskiej. GRA zaś uzyskałby solidną komponentę konserwatywną i tradycjonalistyczną.

Ronald Lasecki

1. Pobocznym zagadnieniem jest, że „prawicowy” katolicyzm zabrnął w Polsce w polityczny ślepy zaułek, nasiąkając głęboko treściami liberalnymi, atlantyckimi i neokonserwatywnymi, co uczyniło jego eksponentów sojusznikami światowego demoliberalnego Lewiatana w jego odwiecznej wojnie przeciw Tradycji i kontynentalnym ośrodkom siły. Najbardziej jaskrawym przykładem są tu „katoprawicowe” brukowce: portale PCh24 i fronda.pl.

2. Prawdopodobnie było to efektem wyższej pasjonarności ludów kontynentalnych w stosunku do bladych, flegmatycznych i przypominających wyglądem i zachowaniem ryby Morza Północnego ludów anglosaskich. Erich von Kuehnelt-Leddinh (1909-1999) pisał w 1981 r. że „Świat „Starych Kościołów” czyli katolickiego i ortodoksyjnego jest „personalistyczny”. Tam nie czci się środka, nie czci się tego co relatywne, ale to co absolutne i skrajne, czyli to co w czasach trudnych i niebezpiecznych okazuje się zwycięskie. (…) Demokracja jest „ideologią ładnej pogody”. Kwitnie w krajach anglosaskich i w Skandynawii, gdzie kocha się kompromisy. Inaczej jest na przykład w Hiszpanii, gdzie brak nawet pojęcia „kompromis” , „compromiso” znaczy tyle co „umówienie się””(Tenże, Deklaracja Portlandzka, Przedmowa do wydania polskiego). Zob. też. G. Le Bon, Psychologia tłumu, Kęty 2004, s. 22; L. Gumilow, Этногенез и биосфера Земли, Moskwa 2007.

3. Zob. M. Eliade, Sacrum i profanum. O istocie religijności, Warszawa 2008.

4. Może niezbyt godny naśladowania ale jakoś tam ilustrujący tą myśl obraz znaleźć można w pracy T. Tulejski, Konserwatyzm bez Boga. Dawida Hume’a wizja społeczeństwa, państwa i prawa, Warszawa 2009.

5. Por. trwająca od starożytności tradycja kontaktów mnichów chrześcijańskich z przedstawicielami islamu i judaizmu w krajach lewantyńskich, nie wspominając już o wzajemnych kontaktach przedstawicieli różnych odłamów chrześcijaństwa.

6. Przykładem takich działań było podpisanie wspólnej deklaracji przez abp. Michalika i patriarchę Cyryla w sierpniu 2012 r.

7. Zob. F. Tönnies, Wspólnota i stowarzyszenie: rozprawa o komunizmie i socjalizmie jako empirycznych formach kultury, Warszawa 2008.

9. Por. A. de Benoist, Etnobójcza ideologia Zachodu. Prawa człowieka i prawa narodów, „Obywatel” nr 3(23)/2005.

10. W. Medem, Socjal-demokracja i kwestia narodowa, 1904, cyt. za: Y. Plasseraud, Choisir sa propre nationalité ou L’histoire oubliée de l’autonomie culturelle, „Le Monde Diplomatique” Mai 2000.

11. A. Dugin, Политический платонизм и его онтологические основания, [w:] Деконструкция: Материалы семинаров и конференций по проблемам современной философии и социологии t. 2, Moskwa 2011.

12. Tamże.

13. C. Schmitt, Nauka o konstytucji, Warszawa 2012.

14. R. Guénon, La Crise du monde moderne, Paris 1927.

15. D. Riesman, Samotny tłum, Kraków 2011.

16. Zob. B. Baran, Postmodernizm i końce wieku, Kraków 2003.

17. Warto tu wspomnieć o zorganizowanej w Moskwie staraniem A. G. Dugina w dniach 15-16 października 2011 r. konferencji „Against Post-Modern World”, na której zebrali się wiodący myśliciele tradycjonalistyczni współczesnej Europy.

18. R. Guénon, Le Théosophisme – Histoire d’une pseudo-religion, Paris 1921.

19. J. Evola, Przeciwko neopoganom, http://tradycjonalizm.net/juliusevola/przeciw.htm (21.05.2015).

20. Zob. B. Anderson, Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, Kraków 1997.

21. Zob. F. Tönnies, dz. cyt.

22. Zob. A. Dugin, The Fourth Political Theory, London 2012.

23. Zob. Krytykę faszyzmu u J. Evoli w Tenże, Fascism Viewed from the Right, London 2013.

24. Zderzenie mentalności tradycyjnej z modernizacją (w tym przypadku w wersji komunistycznej) zobrazowane zostało w powieści Edwarda Redlińskiego (ur. 1940) Konopielka (1973).

25. Tendencje bloku zachodniego do przekształcenia się w planetarną strukturę władzy omówił Tomasz Gabiś (ur. 1955) w tekście Imperium Mundi jako polityczna forma globalizacji, [w:] M. Piekarski, M. Graban, Globalizacja i my. Tożsamość lokalna wobec trendów globalnych, Kraków 2003.

26. Por. T. Sunić, Homo Americanus: Child of the Postmodern Age, Booksurge Publishing, 2007.

27. Por. krytykę modelu amerykańskiego i sowieckiego w drugiej części pracy T. Sunić, Against Democracy and Equality: The European New Right, London 2011.

28. Zob. http://www.granews.info/content/globalnyy-revolyucionnyy-alyans (27.05.2015).

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

5 thoughts on “Czym powinien być konserwatyzm?”

  1. No to spróbujemy zdekodować: „…Ideałem dzisiejszego konserwatyzmu musi stać się platonopolis – wspólnota polityczna rządzona przez kastę inicjowanych filozofów z solarnym jedynowładcą jako jej początkiem i przywódcą. …”. 1/ 'kasta inicjowanych filozofów’ == wolnomularze 2/ 'solarnym jedynowładca’ == Antychryst/SolarnyAntychryst. Ciekawe, dlaczego PT Autor nie napisze tego jawnym tekstem? Dugin, pisząc o Polsce, jako jedyne warte pochwały wymienił chasydzki sztetl i antykatolicka masonerię. Czy Pan Lasecki ma na mysli to samo? Jeśli tak, to dlaczego kamufluje swój przekaz?

  2. Jedyną szansę dla Tradycji, tzn. na zyskanie dla Tradycji akceptacji powszechnej, są: 1/ Chaos i zwiazane z nim problemy z przeżyciem 2/ Istnienie grupy, zdolnej opanować skutki chaosu w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa i działania infrastruktury. która to grupa byłaby Tradycyjna/Konserwatywna. Podobnie było w III w w Imperium Rzymskim, gdy, po niepomyslnych walkach z barbarzyńcami na granicach Rzymu, poganie czekali na „wytyczne z centrali” natomiast chrześcijanie leczyli rany ludzi i infrastruktury, co ostatencznie przekonało masy do chrzęscijaństwa. Aby to było możliwe, Tradycja/Konserwatyzm musiałaby mieć zwolenników wśród KOMPETENTNYCH (w sensie umiejetności, a nie uprawnień) (potencjalnych) żołnierzy/policjantów/wojowników oraz ludzi zwiazanych z infrastruktura: gł. inżynierów i lekarzy.

  3. P. Lasecki ma dosyć ciekawe pomysły – przyznaję. Konserwatystom dostaje się za szukanie sojuszy z nacjonalistami i – cytuję – „katolikami” (sic!), po czym Autor użala się nad tym, że jeszcze nie dołączylismy do Dugina z jego gnostycko – bolszewicką ideologią… co następne?

  4. Na Wschodzie nie ma rozróżnienia na sacrum i profanum. Od Indii po Japonię. Kamasutra jest sacrum i mucha nad gównem też jest sacrum. Dlatego też nie ma pojęcia jedynego Boga różnego od wszystkiego. Bo przecież wszystko jest „sacrum”. Dlaczego jednak czcić jakieś tam „sacrum”? Idee p. Laseckiego (mógłby się nauczyć podziału logicznego) takie jak wspólnotowość, autorytet, tożsamość można znaleźć u każdego psychologa ewolucyjnego np. u Michaela Tomasello („Kulturowe źródła ludzkiego poznania, „Historia naturalna ludzkiego myślenia”). Nie potrzeba szukać ich u ideologów, narzucających siatkę pojęciową na empiryczną rzeczywistość. .

  5. Już bym wolał, żeby ten tradycyjny ład oparty na wielkiej własności ziemskiej odbudowali nam milionerzy i developerzy, którzy budują swoje prywatne osiedla niż wybrani na dożywotnią kadencję cnotliwi gołodupcy. Czytam ten artykuł i wygląda jak jakaś konstytucja – „w państwie moich marzeń będzie tak i tak”. Chyba za dużo Marksa. Autor zakłada, że wystarczy wybrać na dożywotnią kadencję jakiegoś dziadygę, który jest rzekomo emanacją prawdziwej cnoty. Chce projektować samorządy gminu, cechów, gildii i lokalnych wspólnot, ale gdzie te wspólnoty mają się formować? Wewnątrz własności ziemskiej Małachowskich? W prywatnych miastach królewskich, książęcych, kościelnych i szlacheckich? Czy w majątku, który jako całość należy do skarbu państwa i jest zarządzany przez instytucje i osoby publiczne – partyjnych aparatczyków uznanych za najbardziej cnotliwych. W drugim przypadku faktycznie p.Wielomski jako partyjny aparatczyk lub dyktator mógłby sobie pozwolić na projektowanie ustroju swoich marzeń. W pierwszym przypadku będzie tak jak ustalą właściciele ziemscy i sam monarcha. No chyba, że p.Wielomski będzie ich doradcą. 🙂

    Nie rozumiem jak można podawać jakiegoś ludowo-nacjonalistycznego faszystę Piaseckiego jako inspierację dla tradycjonalisty? Już widzę jak ten Piasceki godzi się na to, żeby wszystkie miasta w Polsce znowu przejmowali na własność różni Czartoryscy, Leszczyńscy, Tarnowscy, Odrowążowie.. itp, albo nawięksi milionerzy. Zafundowałby nam pewnie ludowo-demokraryczną Republikę z masową partią polityczną w której faktycznie istniałaby hierarchia, ale biurokratyczna. Masowa partia wyrażałaby zbiorową mądrość całego ludu!! A awans w wyższych strukturach partyjnych, zawodowych i wojskowych zależałby od lojalności wobec reżimu. Wypisz wymaluj – ZSRR, Trzecia Rzesza, Włoska Republika Socjalna, Korea Północna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *