Czyny, słowa i myśli

Wystarczyło, że minister spraw zagranicznych powiedział rzecz słuszną, a już słychać zewsząd głosy, że powinien zostać zdymisjonowany. Prawdę ktoś napisał, że na tym świecie żaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie. Polsko-amerykański sojusz nie jest wiele wart i daje tylko złudne poczucie bezpieczeństwa – powiedział Radosław Sikorski. Zastanowiłbym się, czy relacje, jakie zachodzą między potężnymi Stanami Zjednoczonymi a daleko od nich położoną, nieuleczalnie słabą Polską, mogą być sojuszem w ścisłym sensie tego słowa. Ameryka walczy (powiedzmy: prowadzi grę) o cały świat i Polsce może poświęcić najwyżej 1% swojej uwagi. Ameryce to wystarczy. Polsce nie. Więcej uwagi amerykańskiej można przyciągnąć tylko wtedy, gdy z zasady złe stosunki Stanów Zjednoczonych z Rosją przechodzą w ostry konflikt. Polak wówczas staje się wesoły, ma ważną rolę do odegrania, rozpiera go pycha mocarstwowa, nie swoja, lecz amerykańska. (To samo można i trzeba powiedzieć o Litwinach). Nawet wskutek takiej zbieżności celów stosunki nie stają się sojusznicze. Oligarchia upadającej Rzeczypospolitej dzieliła się na dwa stronnictwa: jedno za sojusznika obrało sobie Prusy, drugie Rosję. Tylko satyryczni poeci nie stracili głowy i pisali o sojuszu glinianego garnka z żelaznym saganem.
W obozie panującym trwa współzawodnictwo o względy Amerykanów. Pan Waszczykowski, porte-parole PiS w sprawach polityki zagranicznej, jednym ciągiem, bez względu na to, co się dzieje, urąga Platformie z powodu jej rzekomo niewystarczającej proamerykańskości. Wydaje się ludziom Kaczyńskiego, że trafił im się corpus delicti w postaci słów Sikorskiego. Po takim „skandalu” Amerykanie odwrócą się od ministra i życzliwszym okiem spojrzą na PiS. Nic takiego jednak nie nastąpi, w Waszyngtonie pogardzają partią Kaczyńskiego i nim samym, co w zrozumiały sposób wyłożył Zbigniew Brzeziński.
Jeśli komuś się wydaje, że Radosław Sikorski wskutek swoich powiedzonek stracił w oczach amerykańskich polityków, to się bardzo myli. Jest on rzeczywiście sceptyczny, jeśli chodzi o aktualną administrację z prezydentem Obamą na czele, z czym się już dawniej zdradzał, ale istnieje jeszcze inna Ameryka polityczna, prawicowa, republikańska, „neokonserwatywna”. Na nią się orientował w początkach swojej kariery i ona nadal go lubi. Poza tym nie ma w Ameryce ludzi tak naiwnych, którzy by – wzorem polskich mężów stanu od siedmiu boleści – sądzili, że politykę międzynarodową można uzależniać od tego, co jakiś minister powie przy winie.
Rząd polski prowadzi politykę nieograniczonego zaufania do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Krytycy Sikorskiego chcą, żeby on nie dopuszczał myśli, że to zaufanie trzeba miarkować. Co będzie, jeśli Tusk mianuje na szefa dyplomacji kogoś takiego, kto będzie beztrosko, bezmyślnie i bez zastrzeżeń wierzył w to, co trzeba mówić oficjalnie? Trzeba bronić Sikorskiego przed dymisją, żeby nie dać Donaldowi Tuskowi okazji do popełnienia błędu personalnego, do czego ma on silne predyspozycje. Już mówi się o kandydacie, po którym prócz wyuczonej, politycznie poprawnej paplaniny niczego spodziewać się nie należy.
Mnie, tak jak wielu innych Polaków, polityka zagraniczna polskich rządów w stosunku do Ameryki i Wschodu nie przekonuje. Jestem jednak spokojniejszy o interesy narodowe, gdy wiem, że minister spraw zagranicznych myśli samodzielnie, bo to daje nadzieję, że tego, co złe, do skrajności nie doprowadzi.
*
Polityka wobec Ukrainy jest sprzeczna z historią i niczego dobrego Polsce nie wróży. Realnie jest działaniem w interesie Ameryki. Polsce jest potrzebne stopniowe, organiczne wrastanie w cywilizację zachodnioeuropejską, do której tylko połowicznie należy. Cytowany już kiedyś w tym miejscu i ceniony w Polsce Neal Ascherson pisze: „Polska obstaje dzisiaj przy swojej »europejskości«, zachodniej przynależności, opartej nie tylko na katolicyzmie, ale również na starannie pielęgnowanych zachodnich instytucjach i upodobaniach. Z dawnego orientalizującego stylu pozornie nic nie zostało. A jednak przenikliwe oko dostrzeże, iż Polska jest znacznie bardziej wschodnią kulturą niż Rosja” („Morze Czarne”). Entuzjastyczne mieszanie się w nie wiadomo co na Ukrainie odwodzi Polskę od jej pierwszorzędnego celu na Zachodzie i wciąga w proces ponownego uwstecznienia pod każdym względem. Polityka ta byłaby jednak mniej niepokojąca, gdybyśmy wiedzieli, że rządzący myślą o tym, w jakiej sytuacji znajdzie się Polska, gdy państwo ukraińskie stanie się takie, jakiego Ukraińcy sobie życzą, i gdzie trzeba będzie wówczas szukać sojusznika. Ameryka nim nie będzie.
*
Minister Sikorski powiedział jeszcze: „Problem w Polsce jest, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę”. Prawdziwe słowa. Zamiast się nad tym zastanowić, nudni strażnicy poprawności wyczyniają gesty zgorszenia z powodu „murzyńskości”. Że to słówko rzekomo obraźliwe dla Polaków.

Za: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/bronislaw-lagowski-czyny-slowa-mysli

Prof. Bronisław Łagowski

/ame/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *