Dał nam przykład Wańkowicz o czym pisać (i mówić) mamy, czyli rozważania w Święto Niepodległości

11 listopada – jak Polska długa i szeroka świętujemy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. Oprócz nastroju święta i doniosłości rocznica skłania do refleksji czym jest i jaki być powinien współczesny, nowoczesny patriotyzm chcący nadążać za duchem czasu i gwałtownymi zmianami jakie charakteryzują naszą epokę. Święto Niepodległości, to doskonała okazja do zadania pytań nie tylko o stan polskiej państwowości, ale także o kondycję rodzimej gospodarki oraz rolę polityków na tej płaszczyźnie. Warto też zastanowić się nad stanem debaty publicznej o polskiej gospodarce oraz tych, którzy ją powinni kreować, czyli publicystów i dziennikarzy.

Według założeń cybernetyki społecznej suwerenne państwa możemy traktować jako cybernetyczne układy samodzielne, tzn. takie, które mogą sterować się zgodnie z własnym interesem (chociaż otoczenie oczywiście wywiera na nie wpływ). Każdy taki układ stara się oddziaływać na inne analogiczne układy, jak również podlega oddziaływaniu z ich strony. Jeżeli interesy oddziałujących na siebie układów są zgodne – wówczas dochodzi do ich współdziałania, jeżeli zaś są sprzeczne – dochodzi do walki, która przybierać może różne formy.

Epoka Trzeciej Fali

Wszelkie celowe oddziaływania jednego państwa lub grupy państw na inne kraje traktujemy w cybernetyce społecznej jako międzynarodowe procesy sterownicze. O możliwościach wywierania wpływu przez dane państwo na inne kraje decyduje potencjał energomaterialny, którym to państwo dysponuje i od którego zależy jego siła.

Stan sił wytwórczych społeczeństwa i państwa decyduje o energomaterialnych możliwościach sterowania poszczególnych państw i ich udziale w procesach sterowania międzynarodowego. Znaczenie polityczne danego kraju zależy przede wszystkim od stosunku stanu i szybkości rozwoju jego sił wytwórczych do stanu tych sił i do tych szybkości w innych państwach w danym okresie.

Wzajemne oddziaływania sterownicze poszczególnych państw, jako układów samodzielnych, podlegają ogólnym prawom cybernetyki, które rządzą wszelkimi procesami sterowania, jak również prawom cybernetyki społecznej, które rządzą procesami sterowania zachodzącymi w społeczeństwach.

Żyjemy w epoce, którą Alvin Toffler nazwał Trzecią Falą – w epoce rewolucji naukowo- informacyjnej. Pozycja międzynarodowa cybernetycznego układu samodzielnego, w omawianym przypadku państwa zależy w coraz większym stopniu od szybkości produkcji informacji (głównie w postaci wynalazków, nowoczesnych technologii i podejmowania optymalnych decyzji) oraz szybkości praktycznego wdrażania tych informacji.

Państwo, które nie ma dobrze zorganizowanych ośrodków produkcji informacji (ośrodki badawczo – rozwojowe, instytuty naukowe, uczelnie wyższe) oraz ośrodków, w których wdrażane byłyby te informacje, czyli własnego przemysłu, w dzisiejszej epoce zostanie siłą rzeczy sprowadzone do statusu neokolonii gospodarczej.

Najlepsi gospodarczo i najsprawniejsi dyplomatycznie robią największe interesy. Aby uzyskać lukratywny kontrakt na zagranicznych rynkach koncern czy duża firma potrzebuje wsparcia rodzimej dyplomacji i rządu. Chcąc dotrzymać tempa w ekonomicznym i technologicznym wyścigu państwo musi mieć nie tylko koncerny i duże firmy. Parafrazując powiedzenie Legii Cudzoziemskiej na geoekonomicznej szachownicy świata obowiązuje hasło: „maszeruj albo giń!”. Ci, którzy nie nadążają giną, czyli inaczej mówiąc nie tylko są wypychani z rynków przez konkurencję, ale także stają się gospodarczą neokolonią silniejszych i sprawniejszych gospodarczo państw. Takie są reguły tej gry.

Powszechnie funkcjonuje powiedzenie, że „kapitał nie ma narodowości”, ale jeśli przyjrzymy się uważniej, to okazuje się, że działające w Niemczech duże przedsiębiorstwa w znacznej części kontrolowane są przez kapitał niemiecki; podobnie jak firmy działające we Francji w dużym stopniu kontrolowane są przez kapitał francuski, w Wielkiej Brytanii zaś – przez brytyjski, a w USA – przez amerykański. W tych krajach można dostrzec zjawisko własności państwowej, złotej akcji Skarbu Państwa w firmach prywatnych i fakt, iż zamówienia rządowe kierowane są wyłącznie do „swoich” koncernów.  W dobie kryzysu współpraca między wielką polityką a biznesem pogłębia się jeszcze bardziej.

Państwa stosują także inne bardziej dyskrecjonalne, ale nie mniej skuteczne metody kontrolowania przedsiębiorstw. Przedstawiciele wielkich koncernów to często quasi-dyplomaci rządowi, koncerny posiadają swego rodzaju paradyplomację, która rekrutuje się z urzędników administracji rządowej.

 
Klasycznym tego przykładem są USA. W ekipie prezydenta George’a Busha ludzie powiązani z sektorem naftowym i energetycznym byli silnie reprezentowani, żeby wymienić wiceprezydenta Dick’a Cheney`a, który kierował gigantem w przemyśle naftowym firmą Halliburton w latach 1995-2000, czy doradczynię prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezzę Rice, która 10 lat przepracowała w zarządzie Chevron Texaco.

Dyplomatyczno – gospodarcza ofensywa przywódców państw – krótki przegląd

W cywilizowanych krajach strategia ekonomiczna, polityczna, dyplomatyczna i wojskowa są ze sobą wzajemnie powiązane, a zjawisko rotacji kadr pomiędzy koncernami i dużymi firmami a administracją rządową jest normą. Promocja interesów koncernów i firm jest jednym z ważnych obowiązków państwa, które prowadzi swoją politykę zagraniczną także przez korporacje przemysłowe, konsorcja finansowe i banki.

W listopadzie 2007 roku prezydent Sarkozy odwiedził Chiny. Wrócił z kontraktami wartymi 12 miliardów Euro na 160 Airbusów i 8 miliardów euro za 2 reaktory jądrowe trzeciej generacji. Ten sam prezydent Sarkozy gościł w październiku 2010 r. w Kazachstanie. Wartość podpisanych kontraktów – 6 miliardów USD. Total i GDF Suez weszły na pole naftowe Chwalinskoje na Morzu Kaspijskim (w którym ma już udziały Łukoil). W sumie podpisano 24 kontrakty.

Premier Putin w marcu 2010 w Indiach. Rosja i Indie podpisały kontrakty warte 10 miliardów dolarów. Rosja sprzedaje MIG-i 29 (około 1,5 miliarda USD), lotniskowiec Admirał Gorszkow (wartość 2,3 miliarda dolarów), 16 reaktorów atomowych i wiele innych produktów.

W lipcu 2010 r. kanclerz Merkel była w Chinach i podpisano wtedy kontrakty wartości 4,4 miliarda USD. Siemens podpisał umowę o współpracy w rozwoju turbin gazowych wartości 3,5 miliarda, a Daimler – kontrakt wartości 937 milionów USD.

W listopadzie 2010 r. w Paryżu gościł chiński prezydent Hu Jintao. Podpisano kontrakty wartości 16 miliardów euro. To głównie zakup 102 samolotów od Airbusa, sprzęt telekomunikacyjny, 20 tysięcy ton uranu od francuskiej Arevy. Utworzono także wspólną strefę handlową w Chateauroux, w której ma powstać 4 tysiące miejsc pracy. W 2007 roku, gdy prezydent Sarkozy był w Pekinie, francuskie firmy podpisały kontrakty na 20 miliardów USD.

W listopadzie 2010 r., prezydent Obama w Bombaju triumfalnie ogłosił, że podpisano kontrakty na 10 miliardów USD, które stworzą prawie 54 tysiące miejsc pracy w USA. Sprzedano do Indii 33 samoloty Boeing 737 a także 10 wojskowych samolotów C17s.

To tylko bardzo krótki i powierzchowny przegląd działań na styku polityki międzynarodowej, dyplomacji i biznesu. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment wywiadu jakiego w sierpniu ubiegłego roku udzielił dziennikowi „Rzeczpospolita” Peter Loescher, prezes niemieckiego koncernu Siemens AG: „(…) Rzeczpospolita: Zdarza się panu podróżować z kanclerz Merkel. Czy takiej firmie jak Siemens potrzebne jest wsparcie polityki?  Peter Loescher: To także wyraz uznania dla wsparcia, jakie daje nam polityka gospodarcza Niemiec. Zresztą sama pani Merkel jest bardzo pomocna eksporterom. Dla Siemensa, który prowadzi na świecie finansowane przez państwo wielkie projekty infrastrukturalne, wsparcie polityczne ma ogromne znaczenie” („Nie można zmarnować kryzysu”, za: rp.pl 27.08.2010).

Siłą rzeczy w tym miejscu rodzi się następujące pytanie: czy nasi rodzimi politycy bez względu na opcję polityczną, gdy byli u władzy mogą się pochwalić owocami swoich wizyt i rozmów zagranicznych? Idźmy dalej: czy któraś z partii politycznych może pochwalić się rozwinięciem jakiejkolwiek gałęzi polskiego przemysłu za swoich rządów? Czy w ciągu ostatnich dwudziestu jeden lat wypracowano jakąkolwiek nową, polską markę, którą moglibyśmy zaprezentować światu? Czy nasz kraj dysponuje koncernem, który jest w stanie skutecznie podjąć konkurencję na geoekonomicznej szachownicy świata? Pisząc o koncernie nie mamy na myśli polskiego oddziału zagranicznej firmy, ale naszą, polską korporację.

Wracając do polskich polityków, to rodzą się kolejne pytania: jeśli nie mogą się wykazać taką skutecznością gospodarczą w walce o kontrakty dla swoich, krajowych firm jak ich odpowiednicy w innych krajach, to po co oni są? Za co biorą pieniądze z naszych podatków jeśli z zagranicznych podróży wracają bez konkretnych kontraktów, umów, za to z ustami pełnymi PR – owych frazesów? Być może u nas tak już musi być, ale fakty wskazują, że w innych krajach jest zgoła odwrotnie.

Zamiast gospodarki partyjne waśnie

Tutaj dochodzimy do kolejnej płaszczyzny rozważań, a mianowicie braku zainteresowania dziennikarzy i komentatorów zagadnieniami gospodarczymi. Zdumiewający jest fakt, że przygniatająca większość dziennikarzy i dużych mediów zamiast koncentrować się na istotnych zagadnieniach dla bytu przeciętnego obywatela, a więc nad stanem finansów państwa, jego kondycją gospodarczą i demografią woli bez końca relacjonować spory i waśnie między i wewnątrzpartyjne. Newsem dnia potrafi być infantylna polemika nie przebierających w słowach (a zdarza się, że i w czynach) polityków. Komu i czemu to służy?

Oczywiście od razu nasuwa się odpowiedź, że taki jest duch obecnych czasów, iż duże media gonią za tanią sensacją, a trudne kwestie gospodarcze „nie są chwytliwe” dla odbiorców mass mediów. Taka odpowiedź wydaje się być dużym spłyceniem zagadnienia, bo przecież przeciętny Polak żyje nie tylko „Tańcem z gwiazdami” i serialowymi tasiemcami.  

Wydaje się, że w tym konkretnym przypadku rację ma jeden z najwybitniejszych (i niestety niedocenianych) obserwatorów i komentatorów naszego życia społeczno – politycznego profesor Bronisław Łagowski, który w jednym ze swoich felietonów napisał: „Cała klasa polityczna solidarnie wyklucza z >debaty< przedwyborczej ważniejsze kwestie państwowe i gospodarcze. Klasa dziennikarska nie musi tych kwestii wykluczać, ona ich nie zna”. Gorzkie i bolesne to słowa, ale doskonale oddają istotę omawianego zagadnienia.

Wańkowicz i jego „Sztafeta” – wyrzut sumienia dziennikarzy i polityków

Truizmem jest stwierdzenie, że Melchior Wańkowicz jest wzorem działalności dziennikarskiej i reporterskiej dla ludzi parających się przekazem informacyjnym. Wiele już napisano i powiedziano w kontekście twórczości Wańkowicza. Ciągłe wznowienia zbiorów jego reportaży, wspomnień i książek świadczą o ponadczasowości jego twórczości oraz dokonań.

Tymczasem jest jedna jego książka, która dziwnym trafem jest przemilczana do tego stopnia, że nawet adepci dziennikarstwa nie mają wiedzy na jej temat. Jest to „Sztafeta – książka o polskim pochodzie gospodarczym”.    

W 1936 roku pod kierunkiem wicepremiera i ministra przemysłu w jednej osobie, Eugeniusza Kwiatkowskiego, opracowano czteroletni program inwestycyjny. Program ten obejmował plan budowy COPu (Centralnego Okręgu Przemysłowego). Punkt centralny obszaru objętego planem, leżał  u zbiegu Sanu i Wisły tworząc z Sandomierza jego stolicę. Promień obszaru – okręgu wynosił około 100 km. W następnym roku budowa COP-u ruszyła pełną parą.

Sprawy gospodarcze nigdy nie były ulubionym tematem polskich ludzi pióra. Tym razem jednak do akcji ruszył Melchior Wańkowicz, publikując w prasie szereg reportaży z realizacji nowych polskich inwestycji. Były to pierwsze w historii Polski reportaże przemysłowe i zyskały one szeroki oddźwięk wśród czytelników. Popularność reportaży skłoniła autora do wydania ich łącznie w formie broszury zatytułowanej „COP”. Błyskawiczne rozejście się jej trzech wydań i propozycja publikowania wydania czwartego, skłoniły Wańkowicza do szerszego potraktowania tematu.  Tak zrodziła się licząca 520 stron: „Sztafeta – książka o polskim pochodzie gospodarczym”, wydana w 1939 roku.

Wańkowicz opisał w omawianej książce także inne osiągnięcia ekonomiczne II Rzeczpospolitej – np. sprawne uruchomienie przejętych od Niemców chorzowskich „Azotów”, budowa Gdyni czy utworzenie polskiej floty. W „Sztafecie” zwrócił też uwagę na fakt, że u podstaw polskich sukcesów ekonomicznych nie tkwiła bezładna krzątanina pojedynczych osób, czy nawet grup, skoncentrowanych wyłącznie na własnym zysku. Odwrotnie, taki mechanizm zgubił swego czasu Polskę. Natomiast sukcesy wynikały z dalekosiężnych, planowych działań elit opartych na głębszej motywacji. Dopiero w ramach wykreowanego przez nie systemu, szary człowiek może krzątać się skutecznie, przy czym jego kultura umysłowa też nie pozostaje bez znaczenia.

Głębszą motywacją naszych elit (jak w wielu innych krajach) był po prostu patriotyzm. Jednakże w XIX wieku dopracowaliśmy się własnej intelektualnej bazy skutecznego działania w postaci polskiej filozofii czynu – codziennej, pracy u podstaw. Kierowało się nią wielu polskich wybitnych działaczy gospodarczych i przemysłowców np. Hipolit Cegielski.

Co prawda „Sztafeta – książka o polskim pochodzie gospodarczym” została po 1989 r. wznowiona, ale jej ukazanie się na rynku wydawniczym przeszło praktycznie bez żadnego echa. Powstaje pytanie: dlaczego? Dlaczego tak wartościowa nie tylko dla dziennikarzy, ale także dla historyków i polityków książka przeszła bez echa? Dlaczego nikt po 1989 r. nie powołuje się, ani nie odnosi się do tej perełki polskiego reportażu? Dlaczego politycy zwycięskiego po 1989 r. obozu postsolidarnościowego, tak chętnie odnoszący się do tradycji i dziedzictwa II RP nie wspominają, ani nie powołują się na tę książkę?

Być może bierze się to z faktu, że po lekturze „Sztafety” nasuwa się wniosek, aby porównać dorobek obecnej klasy politycznej z dokonaniami polityków II RP na niwie gospodarczej. Wówczas wnioski, faktycznie – mogą przykre i bolesne dla polityków rządzących po 1989 r. i ich dokonań. Wydaje się, że tutaj leży klucz do zrozumienia dlaczego akurat to dzieło Melchiora Wańkowicza jest tak sukcesywnie przemilczane.

Dał nam przykład Wańkowicz

Przed zagadnieniami gospodarczymi, fiskalnymi i demograficznymi nie uciekniemy – czy nam się to podoba, czy też nie. I nie tylko dlatego, że światowej gospodarce doskwiera kryzys finansowy. Wynika to z ducha czasów, w którym o sile państwa i kondycji społeczeństwa decydują kwestie ekonomiczne, gospodarcze i naukowe. Żyjemy w XXI w., w epoce nowoczesnych technologii i rewolucji naukowo – informacyjnej. Na geoekonomicznej szachownicy świata liczą się tylko te państwa, które umieją połączyć nowoczesną myśl naukową i technologiczną z gospodarką i które posiadają elity polityczne zdolne drogą dyplomatyczną i informacyjną skutecznie utorować dobre, zagraniczne kontrakty dla swoich, krajowych firm.

Nowoczesny patriotyzm, to nie tylko manifestowanie z biało – czerwonymi chorągwiami na ulicach w Święto Niepodległości. Nowoczesny patriotyzm to wykuwanie myśli naukowej, nowych technologii, budowanie potencjału gospodarczego i demograficznego państwa. A to, nie rodzi się na ulicy czy podczas kłótni i waśni międzypartyjnych, ale w zaciszu uniwersytetów i politechnik, laboratoriów i w nowoczesnych firmach z daleka od błysku fleszy fotoreporterów i kamer telewizyjnych.

Z kolei rolą dziennikarzy jest nie tylko przekaz informacyjny, ale ciągła nauka, bo współczesny świat codziennie zmienia się, a co za tym idzie także realia gospodarcze. A jeśli politycy nie chcą, albo nie umieją mówić o gospodarce, to rolą dziennikarzy jest po prostu zmusić ich do tego, bo przed zagadnieniami gospodarczymi nie uciekniemy. Dowodem na nieskuteczność chowania głowy w piasek i udawania, że nie dostrzega się problemu jest zapaść demograficzna jaka dotknęła nasz kraj. Przez kilkanaście lat bagatelizowano problem wynikający z braku jakiejkolwiek strategii i odsuwano go na dalszy plan. Dopiero teraz, gdy dopadło nas widmo załamania konstrukcji demograficznej Polski politycy uderzyli w dramatyczne tony dostrzegając problem. A gdzie byli i co zrobili w tej materii przez kilkanaście lat?

Dlatego warto pisać i mówić o gospodarce. To jest obowiązek nie tylko polityków, ale także dziennikarzy. Jak to robić? Dał nam przykład sam mistrz – Melchior Wańkowicz.

http://diarium.pl/2011/11/dal-nam-przyklad-wankowicz-o-czym-pisac-i-mowic-mamy-czyli-rozwazania-w-swieto-niepodleglosci/

Łukasz Wielicki

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Dał nam przykład Wańkowicz o czym pisać (i mówić) mamy, czyli rozważania w Święto Niepodległości”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *