Dla Olgi

Dziś moja 9– letnia córeczka żyje w świecie, który w formie jaką znamy – może skończyć się w wyniku eskalacji konfliktów prowokowanych i podtrzymywanych właśnie na gruncie agresywnego nacjonalizmu, w polskim dyskursie naukowym utożsamianego po prostu z szowinizmem. Rozważając zagrożenia dla bezpieczeństwa i ładu międzynarodowego związane z tym zjawiskiem – musimy przede wszystkim dojść tak jego genezy, jak i celów, dla których jest używane.

Na drodze do kontroli totalnej

Jak trafnie przedstawił już kol. Aleksander Rżawin – nacjonalizm pojawia się jako idea i projekt polityczny po rewolucji francuskiej, kiedy to znika pionowe spoiwo społeczeństw, hierarchiczny układ władca– poddany, a jednocześnie ostatecznej erozji ulega kruszona przez poprzednie niespełna 200 lat struktura pozioma, oparta o odrębności i przywileje stanowe, czy aspekty suwerenności przysługujące całym grupom społecznym i zawodowym. Potrzebne jest spoiwo nowe, pozwalające na ustanowienie i utrzymanie skutecznego rządu, a w dodatku rządu ukierunkowanego przede wszystkim na jeden cel – prowadzenie wojen powszechnych, na masową, nieznaną dotąd skalę. Nacjonalizmy zmieniają oblicze rywalizacji mocarstw, z „wojen politycznych”, będących w istocie tylko technicznym uzupełnieniem dyplomacji – na starcia narodów celem uzyskania światowej dominacji i/nawet w wyniku całkowitej eksterminacji innych nacji. Rząd nacjonalistyczny (nawet, jeśli zwać się będzie demokratycznym, radykalnym, liberalnym czy nawet socjalistycznym) będzie więc nieuchronnie zmierzał do totalnej kontroli nad społeczeństwem – „narodem”, a następnie/równocześnie do zdominowania otoczenia geopolitycznego, przy czym przeważnie trudne do określenia byłoby, które z tych dwóch dążeń jest skutkiem, a które przyczyną i w jak znacznym stopniu jedno ułatwia drugie. Mamy bowiem do czynienia z nieuchronnym i samonapędzającym się sprzężeniem zwrotnym, zaobserwowanym w najpełniejszej formie podczas Wielkiej Wojny Światowej, w historiografii niesłusznie przedstawianej jako dwa odrębne konflikty.

Projekt nacjonalistyczny, jako dziecko rewolucji – miał charakter antytradycjonalistyczny, zaś za głównego wroga uważał alternatywną wizję oparcia ładu światowego o uniwersalistyczne monarchie i wielkie etnosy, których szczególnym i wyjątkowym przykładem był i pozostaje rzecz jasna etnos rosyjski, oparty na absorbowaniu przez rozwijające się centrum nowych grup, środowisk i mniejszych nacji, przy zachowaniu wspólnych, podstawowych i ogólnoludzkich wartości, budowanych na gruncie o religii, rodziny, rodu, grupy językowej, miejsca zamieszkania, czy dominującego typu gospodarczego. Choć światu zachodniemu nie udało się wypracować modelu choćby trochę zbliżonego do drogi rozwojowej Imperium Rosyjskiego, to i tak skutkiem nacjonalistycznego wybuchu w 1914 r. było tak zakłócenie rosyjskiej ścieżki rozwoju etnosu, jak i zburzenie ostatnich reminiscencji po zachodniej Civitas Christiana. Powstałe w wyniku pierwszej Wojny Światowej państewka narodowe nie mogły jednak być – i jak się szybko okazało, nie były – czym innym, niż tylko etapem w budowie nowego ładu światowego. Udowodniło to „dokończenie Wojny Światowej” do 1945 r., a następnie pojawienie się i stopniowe wdrażanie tendencji integracyjnych i globalizacyjnych we współczesnym świecie, które tylko pozornie (do czego dojdziemy) zaprzeczają podstawowym tezom i ideałom nacjonalizmu.

My kontra obcy”

Trudno uznać za przypadek, że kolejny wybuch emocji nacjonalistycznych nastąpił u schyłku rywalizacji dwublokowej, niejako pieczętując jej zwycięskie na tym etapie dla Zachodu zakończenie. Dwa dramatyczne, tragiczne w skutkach wydarzenia, tj. wojna w Jugosławii i rozpad Związku Sowieckiego oparto właśnie o paradygmat nacjonalistyczny i odkurzone na potrzeby tych konfliktów „prawo narodów do samostanowienia”. Co bardzo charakterystyczne – czynnik nacjonalistyczny pojawił się na Wschodzie, podczas gdy na Zachodzie, poddanym integracji europejskiej i z czasem globalizacji – pozostawał wyklęty i (do czasu wytłumiony). Element narodowościowy, oparty na podziale i kreowaniu zagrożenia „my kontra obcy” pozostaje kluczowy dla organizacji politycznej pogranicza Wchód– Zachód, stając się elementem ideologii państwowej państw takich jak Litwa, Łotwa i Estonia, a współcześnie także Ukraina czy Mołdawia. Został także na stałe wpleciony (bez nazywania po imieniu) do praktyki propagandowej Polski, czy Rumunii, przy czym zawsze chodzi o budzenie emocji nacjonalistycznych ukierunkowanych antyrosyjsko i przeciw możliwościom odbudowy kooperacji państw i społeczeństw tej części świata.

Mechanizmy takie działają na obszarze niemal wszystkich krajów post– sowieckich i byłego bloku wschodniego, przy czym w żaden sposób nie wydają się oczywistym i naturalnym następstwem kształtowania narodowej i państwowej tożsamości tutejszych nacji. Mylą się bowiem ci twierdzący, że „mały naród musi być agresywnie nacjonalistyczny”. Przeczy temu bowiem choćby przykład Szkotów, nacji z coraz silniejszą i nowocześnie uformowaną ideą narodową, jednocześnie tożsamościową i całkowicie otwartą, pozbawioną szowinizmu czy nietolerancji. Może więc nacjonalizm jest przywiązany do naszego miejsca na mapie? Także nie, o czym świadczy polityka Białorusi, państwa przyjaznego sąsiadom, bezpiecznego i spokojnego, zdeterminowanego w realizowaniu własnych interesów, znów jednak – bez najmniejszej nawet wrogości, czy to wobec mieszkających na jej terytorium grup etnicznych, czy to sąsiadów. W tym kontekście widać tym dobitniej, że ani nacjonalizm ukraiński, ani litewski nie są bynajmniej „historyczną koniecznością”. Więcej nawet, bez innych dowodów, niż logiczne rozumowanie – nie mniej jednak obie te ideologie i ruchy społeczne wydają się być skutkami zewnętrznego, długotrwałego i niestety skutecznego imprintowania.

Nacjonalizm potrzebny…” – ale komu?

Dowody zresztą, a w każdym razie wyraźnie poszlaki przecież istnieją. W maju 2014 r. Ann Applebaum, wpływowa amerykańska dziennikarka i żona ówczesnego ministra spraw zagranicznych Polski, uważana (słusznie) za wyrazicielkę państwowej ideologii i propagandy Stanów Zjednoczonych napisała wprost: „Ukraina potrzebuje nacjonalizmu”! I doskonale wiedziała, występując niespełna dwa tygodnie po całopaleniu w odeskim Domu Związku – że mówi o zbrodniczym nacjonalizmie banderowskim! Na tym polega istota tego planu politycznego – nacjonalizm ma być narzędziem dla uzyskania geopolitycznej dominacji Zachodu nad Wschodem, zdekomponowanym, wyniszczonym, podzielonym narodowymi emocjami. Kiedy widzimy marsze nazistów w Odessie, Kijowie – ale także przecież w Rydze i Kownie, to obserwujemy realizację takiego właśnie scenariusza, bo przecież ze swastykami na ramionach nikt raczej po Brukseli czy Strasburgu spacerować by dziś nie mógł. A tu – ależ proszę, Zachód pozwala, zachęca i finansuje…

Równolegle jednak realizowany jest scenariusz uzupełniający. Oto pewne formy rzekomego „odrodzenia idei narodowej” pojawiają się też w państwach zachodnioeuropejskich. Nieprzypadkowo jednak niemal wszędzie (samych Stanów Zjednoczonych nie wyłączając) wyradzają się one, ukierunkowując na jeden tylko, wybrany temat – kwestię imigrancką. Pojawienie się u wrót Europy nader eksponowanej fali uchodźców zajęło społeczeństwa Zachodu akurat wtedy, kiedy dotknął je potężny kryzys gospodarczy, wywołany kilkoma dekadami niemal nieskrępowanego liberalizmu i władzy kapitału. Jest rzeczą charakterystyczną, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci potężna machina propagandowo–edukacyjna niemal wykorzeniła w mieszkańcach państw zachodnich elementy świadomości buntujące się przeciw odmienności płciowej, czy seksualnej – a pozostawiono (niczym hasło do użycia w potrzebnym momencie) poczucie odmienności etniczno–kulturowej, choć przecież i one było w warunkach demokracji informacyjnej stosunkowo łatwe do unicestwienia. Niczym zakodowane w wypranym umyśle hasło – okrzyk „Obcy! Wróg! Zabij!” może obecnie zostać użyte jako narzędzie władzy, narzędzie podziału społeczeństwa i skierowania jego uwagi na interesujące rządzących tory.

Narodziny narodu

Współczesny etnonacjonalizm jawi się więc jako narzędzie podwójnie skuteczne – wprost do stosowania przeciw geopolitycznemu przeciwnikowi i do katalizowania niezadowolenia o podłożu ekonomicznym własnych poddanych. Czy jednak fakt, że w efekcie umacniają się jedynie tendencje globalistyczne nie stanowi swoistego paradoksu? Nie, jeśli oderwiemy się na chwilę od perspektywy stricte historycznej i zastanowimy z jakim procesem mamy w istocie do czynienia. Otóż podstawową i dominującą w etnogenezie tezą jest, że nie naród tworzy państwa, tylko państwo tworzy naród. Mamy więc do czynienia – m.in. wraz z powstaniem państwa europejskiego (Unii Europejskiej), a także w związku z procesami prowadzącymi do ujawnienia się i pełnej organizacji państwa światowego – z procesem tworzenia narodu. Nowego (?) globalnego narodu politycznego, a więc takiego, który pełni rolę władczą wobec pozostałych, „starych” narodów dawnego typu. Dopiero uświadomienie sobie czego świadkami jesteśmy pozwoli nam zobaczyć obecne ekscesy etnonacjonalizmów w prawidłowym kontekście i ułożyć je w jedynie logiczną całość.

Oczekuje się od nas (czy może raczej sami chcielibyśmy mieć taką wiedzę i umiejętność) sformułowania programu przeciwdziałania i obrony. Cóż, w swojej działalności i publikacjach nie ukrywam raczej pesymistycznego spojrzenia na przyszłość. Trudno mi sobie wyobrazić, że trwająca obecnie w rozproszeniu trzecia część Wielkiej Wojny Światowej nie przejdzie ostatecznie w pełnowymiarowy konflikt totalny i to przed symboliczną wprawdzie, ale jednak znaczącą datą 2050 r., czyli spodziewanym terminem ostatecznego krachu systemu liberalnego i utrwalenia przewagi w globalnej ekonomii przez tzw. nowe gospodarki. Pewną nadzieję w tej perspektywie daje skuteczne dotąd bronienie się przez wielki etnos rosyjski przed próbami narzucenia mu etnonacjonalizmu jako trzeciej już, po „demokratyzacji” i „liberalizmie” metody samounicestwienia. Pójście Rosji drogą nacjonalistyczną, tak kłamliwie kuszące gładkimi zdaniami w rodzaju „musimy zdefiniować kim jest Rosjanin, skoro własną tożsamość zdobyli już wszyscy nasi sąsiedzi, a nawet niektórzy członkowie naszego etnosu” – oznaczałoby koniec szans na budowę stabilnego, wielobiegunowego i w swej genezie tożsamościowego ładu międzynarodowego. Dlatego szczerze życzę naszym rosyjskim braciom i gospodarzom, by siebie – i nas wszystkich – przed tym niebezpieczeństwem uchronili. Rosja musi wstać, jak w swej chyba najsłynniejszej pieśni wojennej!

Musimy przetrwać

Co zaś się tyczy państw i narodów mniejszych (choć przecież nie najmniejszych…), takich jak mój to – utrzymując naszą odrębność, poczucie narodowej godności i inne tradycyjne wartości – również musimy się obudzić. Obudzić – aby przetrwać. Polsce potrzebna jest, dla naszego własnego interesu, szeroka i pogłębiona współpraca regionalna, osłonięta stabilnym wielobiegunowym ładem międzynarodowym. Tymczasem – na mniejszą skalę niż na Ukrainie czy na Litwie – ale przecież także Polakom podsuwane są emocje z gruntu szowinistyczne, oparte o odpowiednio ukierunkowaną agresję, poczucie zagrożenia, nienawiść i pogardę. Moi rodacy instynktownie wyczuwają fałsz i złe źródło tych podszeptów, jednak nacisk propagandowy, w sytuacji braku własnej władzy postępuje – a tym samym niebezpieczeństwo ostatecznego unicestwienia w toku globalnego konfliktu staje się jak najbardziej realne.

Tym ważniejsza więc staje się praca wychowawcza, informacyjna, choćby najbardziej kontrowersyjna – w tym spotkania takie jak dzisiejsza konferencja. Fakt, że do ostatnich minut próbują ją udaremnić władze działające z pobudek właśnie etnonacjonalizmu państwowego – świadczy tylko jak ważną i potrzebną wykonujemy robotę. Chcą nas rozdzielić, uniemożliwić współpracę, zamknąć za granicami, które przecież podobno już nie istnieją! I na to właśnie nie można im pozwolić. Choćby dlatego, żeby moja 9–letnia Olga i jej rówieśniczki miały jeszcze jakiś świat, aby w nim żyć.

Konrad Rękas

Wystąpienie na międzynarodowej konferencji „Etnonacjonalizm – zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności w świecie”, Kłajpeda, 25 sierpnia 2015 r.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *