Dlaczego nie mówić o Smoleńsku. Odpowiedź Piotrowi Zarembie

Piotr Zaremba złapał mnie na ewidentnym błędzie. I tę sytuację postanowił wykorzystać (http://wpolityce.pl/dzienniki/jeden-taki/36413-o-smolensku-mowi-sie-dzis-za-malo-nie-za-duzo-ci-ktorzy-twierdza-inaczej-powielaja-banalny-schemat-schemat-nikczemny). Wykorzystać do uzewnętrznienia swoich – chyba dziwnych, a na pewno negatywnych wobec mnie – emocji. Ma do tego pełne prawo. Ma prawo nazywać mnie blogowym Palikotem bis i człowiekiem, który kieruje się personalnymi urazami. Nie chce ze mną dyskutować, a jednak dyskutuje. Pozostawmy w tej sytuacji na boku Zarembowie rozdwojenie jaźni. Skupmy się na tym, w czym rzeczywiście Zaremba ma rację.
To prawda. Zrobiłem duży błąd. Przypisałem redaktorowi Zarembie słowa Łukasza Warzechy. Mea culpa. Drugi zarzut Zaremby jest już jednak nieścisły. Dlaczego? Bo Warzecha stwierdził jedynie, że prezes PiS nie utrzyma się w spokojnej tonacji, a to, że zacznie mówić o Smoleńsku było już dopowiedzeniem moim, a nie Warzechowym cytatem. Tyle wyjaśnień. Ważniejsza od sprostowania tych błędów jest jednak kwestia inna. Dlaczego permanentna dyskusja o Smoleńsku jest tak naprawdę zjawiskiem głęboko niszczącym? Zjawiskiem negatywnym?  Dlaczego w żaden sposób nie należny jej prowadzić tak, jak jest dziś przez tak zwany Obóz Patriotyczny prowadzona?
Mój własny przykład jest tutaj przykładem najlepszym. W roku 2010, w trzy miesiące po katastrofie smoleńskiej, oddałem głos w wyborach prezydenckich. Oddałem ten głos nie na Bronisława Komorowskiego, ale właśnie na Jarosława Kaczyńskiego. Oddałem go będąc już od przeszło roku poza PiSem i w żaden sposób nie zamierzając do PiSu wracać. Oddałem go wreszcie mimo poważnych wątpliwości, jakie mi wtedy towarzyszyły. Co to za wątpliwości?
Wątpliwość pierwsza narodziła się wieczorem, 16 kwietnia 2010, pod warszawskim Torwarem. Wątpliwość co do pewnego, rysującego się już wtedy fragmentu zjawiska, nazywanego narodową żałobą. Otóż odniosłem wtedy nieprzeparte wrażenie, że pewna część zgromadzonego wówczas pod Torwarem tłumu świetnie odnajduje się w panującym tam klimacie. Wreszcie funkcjonuje w czymś, co zna, uznaje za swoje, a można by nawet przewrotnie powiedzieć -lubi. Z czasem grupa ta rosła. Dziś nie jest już fragmentem obozu smoleńskiego. Jest tego obozu znakomitą większością. Jest tą znakomitą większością, która w drugą rocznicę tragedii na Krakowskiem Przedmieściu bije brawo i śpiewa 100 lat Jarosławowi Kaczyńskiemu. To już nie jest druga rocznica tragedii. To nie żałoba. To specyficzny sposób na życie, także to polityczne.
Wątpliwość druga narodziła się we mnie dzień później. Narodziła się wówczas, gdy jeden z ówczesnych posłów Polski Plus, a dziś prominentny parlamentarzysta PiS, deklarował absolutnie wprost, iż uważa Smoleńsk za nowy, prawdziwy mit założycielski prawicy. Czym tak naprawdę jest więc taki mit? Można to definiować różnie. Że jest to jakaś bajka. Nierealistyczna opowiastka. Wreszcie – że jest to opowieść qasi religijna. Owemu politykowi więc już wtedy – gdy nikt jeszcze nie podnosił co do śledztwa żadnych zarzutów – chodziło o skonstruowanie właśnie takiego opowiadania. I o wykorzystanie go do celów czysto politycznych. Tam nie było mowy o potencjalnych niejasnościach w śledztwie, bo strona opozycyjna nie miała nawet wtedy jeszcze materii by je podnosić. Na marginesie. Przyjmuję to i tak za wariant pozytywniejszy. Bo przecież nie chce mi się wierzyć, że chodzić by to mogło głownie o ekonomiczne przedsięwzięcia duetu Sakiewicz – Gitis.  
Mimo więc tych wątpliwości, odkładając na bok owe ewentualne, eksponowane przez Zarembę personalne urazy, oddałem głos na Jarosława Kaczyńskiego. Człowieka zmiażdżonego tragedią. Wydawało się – odmienionego, uspokojonego, nawołującego do zakończenia wojen. I oto w wyborczy wieczór ja, podobnie jak tysiące innych Polaków, usłyszałem o poległych. O potrzebie „poważnego” wyjaśnienia sprawy. Usłyszałem starą retorykę. A nowa? Będąca owocem przemiany pod wpływem tragedii? Nowa okazała się – wedle słów samego prezesa – pochodną zaledwie kilku maleńkich pigułek. To już było naprawdę niebezpieczne. Tu trzeba było bić na alarm. Trzeba było budować sanitarny kordon.
A jak jest dziś? Dziś ci, którzy pod Torwarem byli mniejszością, stanowią przygniatającą większość wyznawców prezesa PiS. Biją brawo na rocznicach smoleńskiej tragedii, śpiewają sto lat i wciąż podgrzewani do czerwoności obrzucają najgorszymi obelgami wszystkich, którzy „ nie z nimi”. Robią to tak efektywnie i efektownie, że nawet najżyczliwszy im Robert Mazurek musiał publicznie zadeklarować, że więcej na Krakowskie Przedmieście nie pójdzie. Czy na zilustrowanie tego całego zjawiska potrzeba jakiegoś lepszego dowodu?
Sytuacja ma się jednak moim zdaniem zdecydowanie gorzej. Rozochocone bowiem okrzykami uwielbienia, pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, w drugą rocznicę katastrofy środowiska, postanowiły w ramach walki ze wszystkimi zaatakować arcybiskupa Michalika. Jak? Szczerze radzę Piotrowi Zarembie, niech przejrzy internet. Niech poczyta te wszystkie wpisy i obelgi, niech obejrzy rysunki, na których przedstawiany jest szef Episkopatu. Tego w Polsce nie było od lat pięćdziesiątych. Od czasów stalinowskich. A jeśli gdzieś dziś jest, to chyba na najbardziej skrajnych manifestacjach seksualnych mniejszości. Do tego prowadzi dziś dominujący w dyskusji o Smoleńsku ton. Ton, który zdaniem Zaremby należy kontynuować. Którego zaniechanie jest jego zdaniem nikczemnością.
Otóż nie. Tę dyskusje smoleńską trzeba jak najszybciej zamknąć. Trzeba ją zakończyć, choć pewnie jest to niemożliwe. A na pewno powinien zakończyć ją Piotr Zaremba. Bo odbywa się ona z ewidentną szkodą dla jego błyskotliwej inteligencji i ciętego pióra. Oby więc wycofał się z niej jak najszybciej. Wszystkiego dobrego Panie Piotrze!

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

www.facebook.com/flibicki

Jan F. Libicki

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego nie mówić o Smoleńsku. Odpowiedź Piotrowi Zarembie”

  1. No i klops. Teraz zapewne pan Zaremba przyjmie przeprosiny jedynie pod warunkiem ze pan Libicki przeprosi wszystkich bloggerow za to ze ich obrazil przypisywaniem niewlasciwego cytatu panu Zarembie. Chyba ze pan Zaremba nie bedzie az tak malostkowy jak pan Libicki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.