Dlaczego nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm powinny być nielegalne?

 Prawdopodobnie niewielu konserwatystów zgodziłoby się z poglądem, iż prywatne akty nierządu (czyli stosunków przedmałżeńskich), cudzołóstwa (tzn. małżeńskiej niewierności) i sodomii (homoseksualizmu) powinny być przez porządek prawny uznane za nielegalne i karalne. Zazwyczaj mówi się w tym kontekście, że państwo nie ma prawa wkraczać w całkowicie prywatne relacje seksualne, które odbywają się dobrowolnie i pomiędzy dorosłymi ludźmi, a taka ingerencja stanowiłaby objaw skrajnego etatyzmu, prowadząc do totalnej inwigilacji społeczeństwa, naruszania „miru domowego”, przypominając ponadto bardziej praktyki purytańskich i kalwinistycznych gmin, aniżeli dawnych katolickich państw. W tym artykule przedstawię argumenty przemawiające za tym, iż właściwie rozumiany, postulat delegalizacji (choćby i prywatnie czynionych) nierządu, cudzołóstwa i homoseksualizmu jest pomysłem całkowicie zdroworozsądkowym, dobrym i tradycyjnie katolickim.

  1. Nie istnieje absolutne prawo do nienaruszalności życia prywatnego. Argument „z życia prywatnego„, które nie może być w żaden sposób niepokojone przez rząd jest chwytliwy, ale po bliższej analizie nie wytrzymuje krytyki. W rzeczywistości bowiem, nie ma na świecie żadnego państwa, które legalizowałoby wszystkie prywatnie czynione przez swych obywateli praktyki, nawet w wypadku, gdy są one czynione za dobrowolną zgodą dorosłych ludzi. Przykładem tego może być kazirodztwo, które jest karane w większości krajów nawet wówczas, gdy obie strony tego występku są dorosłe i zgadzają się nań. Podobnie, spełnienie czyjejś prośby o dokonanie nań zabójstwa, a następnie skonsumowanie w uczcie kanibalistycznej jego ciała, nie spotkałoby się ze zrozumieniem sądu gdziekolwiek, nawet, gdyby oskarżony o taki czyn, pokazałby w swej obronie taśmę wideo na której to zabity i zjedzony przezeń człowiek, jasno i dobitnie deklarowałby, iż w pełnie zgadza się na to, by zostać potraktowany w ten sposób. Także prywatnie czynione akty zoofilii są prawie wszędzie nielegalne, mimo, że w swej istocie nie naruszają one przecież wolności innych ludzi. Jak widzimy zatem, nikt tak naprawdę nie traktuje poważnie argumentu o świętym i absolutnie niczym nieograniczonym prawie do nienaruszalności życia prywatnego. Rzecz jasna, ingerencja w prywatne, intymne i dobrowolne relacje pomiędzy ludźmi ze swej natury wymaga znacznie większej delikatności i powściągliwości, aniżeli tyczy się to rzeczy czynionych publicznie, ale szaleństwem byłoby twierdzić, iż rząd nie może zakazywać jakichkolwiek z tak odbywających się czynów.

  2. Skutki przyzwalania na nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm są niszczące dla innych ludzi, rodzin i całych społeczeństw. Często w obronie nielegalności kazirodztwa słyszy się następujący argument: „To zagraża zdrowiu ewentualnego potomstwa spłodzonego w takich związkach„. Zgoda i między innymi, dlatego nieprawość ta, powinna być nielegalna i karalna. Ale, czy nierząd i cudzołóstwo także nie zagrażają zdrowiu, a nawet życiu spłodzonych w ich dzieci? Oczywiście, że tak. Nawet, jeśli chodzi o zdrowie fizyczne, to przecież niektóre z chorób wenerycznych mogą przenosić się na dzieci (np. chlamydia, AIDS). Nie wspominając już o milionach nienarodzonych dzieci mordowanych dlatego, że są owocem przedmałżeńskiej „wpadki” lub pozamałżeńskiego romansu. A co powiedzieć o rozlicznych niebezpieczeństwach dla zdrowia emocjonalnego, psychicznego i duchowego, jakie dla niewinnych dzieci, niosą grzechy nierządu i cudzołóstwa? Nie wiem, czy ktokolwiek ośmieliłby się twierdzić, że wychowywanie się w sierocińcu lub domu bez ojca, ewentualnie w rodzinie słabej i ciągle trapionej napięciami wynikłymi m.in. z niewierności ojca lub matki, może być korzystne dla rozwoju dziecka? A przecież im więcej jest nierządu i cudzołóstwa, tym więcej też będzie dzieci zabijanych (przed lub po narodzeniu), opuszczonych, dorastających w rozbitych domach, etc.

    Wedle badań przeprowadzonych w USA prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest o 30 proc. wyższa wśród nastolatków, które wychowały się bez ojca. Podobnie 90 proc. dzieci bezdomnych i uciekających z domu, 3/4 nastoletnich narkomanów i 85 proc. młodocianych przestępców (w tym 72 proc. nieletnich morderców i 60 proc. gwałcicieli), wzrastało w rodzinie pozbawionej ojca. Z grzechami nierządu i cudzołóstwa połączona jest też niemała liczba morderstw, pobić, samobójstw (dokonywanych np. przez zazdrosnych mężów, konkubentów, kochanków, etc). Jaskrawym przykładem tego do jakich konsekwencji prowadzą nierząd i cudzołóstwo może być rzeczywistość czarnej społeczności w USA. Wedle danych z początku obecnego stulecia, 69 proc. czarnych dzieci nie pochodzi ze związku małżeńskiego, a 57 proc. nastolatków wychowywanych jest przez jednego z rodziców (najczęściej przez matkę). Szacowano wówczas, iż odpowiednio 43 proc. czarnych mężczyzn i 42 proc. kobiet nie żyło nigdy w małżeństwie. Ponad połowa morderstw i 42 proc. innych ciężkich przestępstw było wtedy dokonywanych przez kryminalistów wywodzących się z 13 – procentowej czarnej społeczności. Ocenia się, iż 28, 5 proc. czarnych chłopców trafi do aresztów i więzień. W dużych miastach 4 na 10 czarnoskórych mężczyzn w wieku od 17 do 35 lat przebywa w więzieniach.

    Jeśli chodzi o homoseksualizm, to choć tu aspekt przenoszenia różnych chorób i patologii na dzieci, z oczywistych, naturalnych względów, odpada, to trudno pominąć kwestię zagrożenia epidemiologicznego, jakie dla społeczeństwa niesie praktykowanie tego zboczenia. Czynni homoseksualiści w znacznie większym wymiarze zapadają wszak na AIDS i inne choroby przenoszone drogą płciową.

    Nawet prywatnie czyniony nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm nie są zatem „całkowicie prywatną sprawą osób je czyniących”, ale zbyt często krzywdzą postronne, niewinne osoby, które nie są zaangażowane w czynienie tych obrzydliwości, a mimo to muszą ponosić ich konsekwencje (dzieci, zdradzani współmałżonkowie, a w pewnym wymiarze całe społeczeństwo dźwigające koszty rosnących patologii). Legalizacja takich „prywatnych praktyk” przypomina więc pomysł bezkarnego handlu arszenikiem. Jeden kupi tą truciznę i zabiję się sam, inny wpuści ją do publicznych wodociągów (naruszając w ten sposób wolność tych, którzy nie chcą się truć), a rządzący w swej głupocie ukarzą tylko tego drugiego, zostawiając legalnym sam fakt sprzedaży arszeniku.

  3. Pismo święte (Stary Testament) jasno nakazuje prawnie karać nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm. Pan Bóg w Starym Testamencie wyraźnie nakazywał rządzącym karać owe nieprawości. W przypadku, gdy młoda kobieta nie zachowywała dziewictwa przed ślubem, miała być ukamienowana przez mężczyzn z całego miasta (patrz: Powt Prawa 22, 21 – 22). Młodych mężczyzn który, mimo upomnień, oddawali się rozpuście i pijaństwu również miała spotkać taka sama kara (patrz: Powt. Prawa 21, 18 – 21). Oczywiście śmiercią karano też cudzołóstwo i homoseksualizm (patrz: Kapł. 20, 10). Ktoś może powie: „Ależ to były szczególne prawa, dla szczególnych czasów. Nowy Testament zaś nie nakazuje karać tych grzechów„. Owszem, Nowy Testament nie nakazuje rządzącym karać nierządu, cudzołóstwa i sodomii, ale również nie mówi on wprost, iż należy prawnie zakazywać i karać morderstwa, kradzieże i gwałty. Po prostu, w Nowym Testamencie niewiele i dość ogólnikowo mówi się o zadaniach cywilnego rządu, a już w żadnym jego fragmencie nie ma szczegółowego wyliczenia, które z grzechów winny być i w jaki sposób karane (tak jak ma to miejsce w Starym Testamencie). Widać więc, iż przynajmniej w tym wypadku argument „z milczenia” Nowego Testamentu nic nam więcej nie mówi.

    To prawda, że Pan Jezus uwolnił od kary ukamienowania cudzołożną niewiastę, ale nawet w tym przypadku, błędem by było, wysuwanie zbyt daleko idących wniosków. Po pierwsze „na upartego” można by co najwyżej twierdzić, iż przykład Zbawiciela pokazuje tu, że nie należy już karać śmiercią za cudzołóstwo, a nie, iż nie należy w żaden sposób karać ów występek. Po drugie, szerszy kontekst omawianej sytuacji pokazuje, że tak naprawdę nie chodziło w niej o coś innego. Ważnym w próbie interpretacji tego fragmentu jest dostrzeżenie tego, iż Nowy Testament kładzie duży nacisk na konieczność prostoty i czystości intencji. Nasze dobre czyny, winny być spełniane w celu podobania się Bogu, nie zaś na pokaz, albo dla zaspokojenia własnych egoistycznych interesów. Przykładowo, sędzia powinien kierować się pragnieniem sprawiedliwości i obrony Bożego porządku, odrzucić musi zaś chęć sławy, nienawiść do bliźnich, chciwość dóbr doczesnych, etc. Jednak faryzeusze, którzy pragnęli zabić ową grzesznicę nie kierowali się dążeniem do sprawiedliwości. Biblia wyraźnie wskazuje, iż ich serca były podstępne i zdradliwe. Pierwszą tego oznaką jest to, że cudzołożnica została przyprowadzona przed Chrystusa, sama bez wspólnika własnego grzechu – tzn. mężczyzny. Tymczasem Prawo Mojżeszowe nakazywało kamienowanie obu stron cudzołóstwa – mężczyzny i kobiety (Ks. Powt. Prawa 22, 22). Pytanie; co się stało z cudzołożnikiem? Czyżby zdołał uciec kilkunastoosobowej grupie mężczyzn? A może „sprawiedliwość” faryzeuszy była wybiórcza? Na ową wybiórczość faryzeuszowskiego poczucia sprawiedliwości wskazuje następujący fragment owej sceny: „Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieć o co Go oskarżyć” ( Jn, 8,6). Jasno tu widać, iż Prawo Mojżeszowe, było w tym konkretnym wypadku, narzędziem, które podstępni ludzie próbowali wykorzystać nie w celu obrony Bożych przykazań, ale po to by rzucić fałszywe oskarżenia na Syna Bożego. Chrystus Pan znał doskonale ludzkie serca, dlatego też postanowił uwolnić cudzołożną niewiastę. Poza tym należy przypomnieć, iż sam fakt anulowania w poszczególnych przypadkach kary za przestępstwo nie oznacza jeszcze zanegowania samej potrzeby jego karania. Przykładowo, Wszechmogący rzekł: „Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego” (Ks. Rodzaju 9,6)jednak względem Kaina – mordercy Abla, Bóg uczynił wyjątek, dając mu specjalne znamię, aby ludzie nie uśmiercili go (Ks. Rodzaju 4, 15). Ten fakt nie oznacza jednak, że Bóg absolutnie potępił karę śmierci za morderstwo. Analogicznie rzecz biorąc nieukaranie śmiercią poszczególnych przypadków cudzołóstwa nie jest jeszcze równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie nie wolno w ten sposób karać cudzołożników i cudzołożnice.

    Szersza i kompleksowa lektura Pisma świętego pokazuje nam zatem, iż:

  • Pan Bóg nie szanuje „absolutnego i nieograniczonego prawa do prywatności„, a przeciwnie nakazywał rządzącym, by naruszali owe „prawo” w przypadku ciężkich nieprawości.

  • nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm są na tyle poważnymi nieprawościami, iż nie jest Bożym planem pozwalanie przez rządzących na ich bezkarne szerzenie się w społeczeństwie.

    4. Magisterium Kościoła w pośredni i bezpośredni sposób naucza, iż grzechy te powinny być karane przez władze cywilne. W bezpośredni sposób nauczanie katolickie czyni tak przynajmniej w dwóch miejscach encykliki „Casti Connubii” Piusa XI. W odniesieniu do niemałżeńskich relacji seksualnych czytamy tam: „prawowita władza ma prawo i obowiązek zakazywania takich haniebnych związków, jako sprzeciwiających się rozsądkowi i naturze ludzkiej, zapobiegania im i karania ich.”(zobacz: Londyn 1943, s. 18). W tym samym dokumencie autor encykliki mianem „podłych i hańbiących pomysłów”, nazywa m.in.; postulat, aby uznać za nijakie lub znieść wszelkie ustawy karne, jakie państwo wydało dla zachowania wierności małżeńskiej. Cóż, „jasne nie wymaga interpretacji„. Pośrednio powinność prawnego karania takich nieprawości wynika zaś np. z faktu, iż św. Pius V w bulli „Horrendum illud scelus” polecał wydawać czynnych homoseksualistów władzy świeckiej, „by ta wymierzyła (im) karę„. Z kolei, tak Katechizm Soboru Trydenckiego, jak i Katechizm bł. Jana Pawła II zgodnie nauczają, iż cudzołóstwo jest grzechem przeciw porządkowi sprawiedliwości – przypomnijmy zaś, iż o ile, wedle nauczania katolickiego, obowiązki miłosierdzia nie powinny być wymuszane przez państwo (np. jałmużna), o tyle już to co jest niesprawiedliwością winno być przez nie karane.

    Żadnym argumentem nie jest też fakt, że prawne karanie takich występków często było bardziej gorliwie realizowane przez władców protestanckich, aniżeli katolickich. W USA katolicy znacznie bardziej gorliwie niż protestanci angażowali się w działalność mafii i gangów, a dziś częściej niż inni głosują na pro-aborcyjnych i pro-homoseksualnych kandydatów Partii Demokratycznej. Czego jednak ów fakt miałby dowodzić? Tego, że kryminalna przestępczość, legalność aborcji i legitymizacja sodomii są tradycyjnie katolickie?

    Nieporozumienie stanowi również powoływanie się na opinię niektórych teologów katolickich o potrzebie prawnej, acz ograniczonej tolerancji dla prostytucji., jako rzekomego dowodu na to, iż katolicką postawą jest nieingerowanie państwa w prywatne relacje seksualne. Raz, że opinie teologów są ich opiniami, a czym innym jest nauczanie Magisterium, które w tej sprawie jest jasne, a ponadto moralnie wiążące katolików. Dwa, prostytucja jest pewnym wycinkiem grzechów seksualnych i zgoda na jej tolerowanie w wymiarze prawnym wcale nie musi być równoznaczna z głoszeniem potrzeby bezkarności wszystkich innych dobrowolnych, acz nagannych moralnie zachowań w tej sferze.

    5. Postulat delegalizacji nierządu, cudzołóstwa i sodomii wcale nie musi wypływać z przekonania o konieczności prawnej delegalizacji wszelkich niemoralnych czynów. Chociaż istotnie wszystkie grzechy są szkodliwe, mniej lub bardziej, nie tylko dla tych, którzy je czynią, dla także wobec otoczenia, tym nie mniej, stopień ich szkodliwości dla porządku społecznego jest różny. Dlatego nie jest roztropnym ani właściwym, by rządzący angażowali posiadane przez siebie środki przymusu w zwalczanie jakichkolwiek grzechów. Rząd ma zakazywać tych spośród nieprawości, które w sposób wyraźny i ewidentny szkodzą i zagrażają innym ludziom, a czymś takim są z pewnością m.in. nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm (patrz: punkt 2 tego artykułu). Nie można jednak tego samego powiedzieć np. o całkowicie sekretnie i prywatnie czynionej masturbacji, która chociaż też jest poważnym i ciężkim złem, to jednak w swym wymiarze oddziaływania na innych, ma nieporównywalnie mniej złe skutki. W wyniku onanizmu nie poczyna się wszak dzieci, nie roznosi chorób płciowych ani też zasadniczo rzecz biorąc praktyka ta nie musi polegać na wciąganiu w nią innych ludzi (gdyż w odróżnieniu od cudzołóstwa do jej zaistnienia wystarczy jedna, a nie dwie osoby). Podobnie trudno porównać stopień niebezpieczeństwa, które stwarzają dla porządku społecznego z jednej strony pijaństwo, z drugiej zaś obżarstwo. Pijaństwo jest wszak odpowiedzialne za miliony rozbitych rodzin, przestępstw i wypadków drogowych. Trudno zaś, by było pokazać przykłady domów, które rozpadły się przez to, iż ojciec jadł za dużo hamburgerów i czekolady lub też morderstw, pobić czy gwałtów dokonanych pod wpływem wypicia nadmiernej ilości „Coca coli”. 

6. Delegalizacja nierządu, cudzołóstwa i sodomii wcale nie musi oznaczać wprowadzania systemu powszechnej inwigilacji, naruszania miru domowego i tym podobnych praktyk. Pewne prawne zakazy mają bardziej charakter prewencyjny i wychowawczy, aniżeli ściśle represyjny. Innymi słowy, celem części praw jest to bardziej to by powstrzymać potencjalnych chętnych do popełnienia danego zła, aniżeli wykryć i ukarać większość rzeczywistych sprawców takiego przestępstwa. Czy naprawdę ktokolwiek myśli, iż np. w przypadku karalności zoofilii czy kazirodztwa rządzący łudzą się, że większość sprawców takich czynów zostanie wykryta i ukarana? Oczywiście, że nie. Chodzi bardziej o to, by pokazać społeczeństwu, iż coś takiego jest obrzydliwością, zniechęcając w ten sposób część potencjalnych sprawców i odstraszając tych, którzy już coś takiego czynią od afiszowania się z tym, namawiania do tego innych. Bardzo podobnie jest z innymi prywatnymi, acz niemoralnymi relacjami seksualnymi.

To prawda, że w naszym kręgu cywilizacyjnym nie istnieją warunki do przywrócenia nielegalności praktyk będących tematem tego artykułu. I prawdopodobnie próba restauracji takich praw nie byłaby w dzisiejszych okolicznościach kulturowych zbyt roztropnym pomysłem. Nie zmienia to jednak faktu, iż zasadniczo rzecz biorąc władze cywilne mają moralne prawo do zakazywania i karania nierządu, cudzołóstwa oraz homoseksualizmu.

Mirosław Salwowski

www.salwowski.msza.net

cristiada3@wp.pl

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 4]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego nierząd, cudzołóstwo i homoseksualizm powinny być nielegalne?”

  1. @Autor: Słyszałem taką interpretacje przypowieści o ocaleniu jawnogrzesznicy, że to sami faryzeusze uprawiali seks z ta panią, a potem przyszli do Pana Jezusa, który przejrzał ich sumienia i pisał ich grzechy na piasku. Zauważywszy to, poszli sobie precz, bo zostali zdemaskowani, a zgodnie z Zakonem sami zasłużyli na ukamienowanie. I taki byłby sens „kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień” – w sensie dosłownym, wszyscy oskarżyciele mieli udział w tej konkretnej winie, za którą chcieli kobiecinę uśmiercić, a nie w sensie abstrakcyjnym, że każdy ma jakieś grzechy, że człowiek nie ma prawa oskarżać/karać/uśmiercać etc., etc..

  2. W Polsce oficjalna depenalizacja sodomii i aborcji (wg. Wikipedii tylko u sowietów mieli bardziej liberalne przepisy aborcyjne, ale co do tego to już nie jestem pewien) nastąpiła w A.D. 1932 wraz z kodeksem Makarewicza. Można podziękować twórcom i ówczesnym rządzącym. Potem było już tylko gorzej.

  3. Ad Piotr.Kozaczewski – dokładnie o tym samym słyszałem, nie pamiętam czy nawet nie w kazaniu. Oskarżali ją, wcześniej sami korzystając z jej usług. Arcyjaskrawe zakłamanie. Oczywiście tym bardziej nie należy tego błędnie odnosić do zakazu kary śmierci, jak czynią niektórzy moderniści.

  4. Ad Autor : bardzo dobrze, że pisze Pan w tej sprawie. Zjawiska te narastają obrażając Boga, siejąc zgorszenie i chaos, niszcząc jeszcze bardziej społeczeństwo. Bez moralnego prawa państwo zmierza ku upadkowi. A to co Pan pisze w tej kwestii przeszkadza liberałom, nie konserwatystom.

  5. Autor trochę miesza. Jeśli ja jako kawaler pofikam nieco z panną (czyli dziewczęciem bez męża) to tak naprawdę nikogo nie krzywdzę. Wina jest zarówno moja jak i jej (ona wszak też chciała!) więc to prawie tak jakby sobie zwalić. Natomiast jeśli ja jako kawaler pofikam z niedopieszczoną mężatką to tu już jest inna historia. Wtedy oboje skrzywdziliśmy jej męża, a może nawet dzieci jeśli są, bo w wyniku naszego romansu rodzina może się rozpaść. I tu wtedy racja – można to depenalizować. Wina jest oczywiście wtedy za to zarówno moja jak i jej.

  6. @Santus Faustus I : Istnieje rozróżnienie między cudzołóstwem (==zdrada) a rozpustą (==obie osoby niezamężne, ale bez ślubu / przed ślubem). Autor pisze o penalizacji cudzołóstwa, a nie rozpusty, 🙂 .

  7. Ad. Santus Faustus – rozpatruje Pan sprawę seksu przedmałżeńskiego z czysto teoretycznego i abstrakcyjnego punktu widzenia, pomijając całkowicie praktyczne, wielowiekowe doświadczenie z nim związane. A praktycznie nierząd (czyli seks przedmałżeński) niesie za sobą jakże często takie „skutki uboczne” jak: aborcje niechcianych dzieci, porzucanie dzieci w sierocińcach, wychowywanie dzieci bez ojców, życie dzieci w formalnie pełnej, lecz faktycznie bardzo niestabilnej emocjonalnie i duchowo rodzinie, etc. Tego jest zbyt wiele, by mówić, iż zasadniczo seks przedmałżeński nie krzywdzi nikogo poza osobami go czyniącymi. Legalizacja nierządu to tak jak legalizacja przechowywania niezwykle podatnych na eksplozje materiałów wybuchowych w wieżowcu pełnym ludzi. Niby teoretycznie, mogą bomby takie nie wybuchnąć, a związku z tym można powiedzieć: „Co kto będzie komu zabraniał przechowywania jakichś środków we własnym mieszkaniu”. Ale praktycznie, coś takiego czyni z egzystencji innych ludzi życie na beczce prochu.

  8. Od tego jest prawo żeby karać patologie jak aborcja, nakładać na tatuśków alimenty i robić tego typu rzeczy. Jeśli trzymamy się już porównania do materiałów wybuchowych to zadaniem państwa może być najwyżej uczynienie z tej bomby atomowej petardy. Petarda jest i też może wybuchnąć, ale z siłą niezdolną zagrozić mieszkańcom wieżowców. Poza tym takie rzeczy jak aborcja, porzucanie swoich dzieci, oddawanie ich do sierocińca jest jak najbardziej również możliwa w sakramentalnym małżeństwie (skoro już piszemy o tym co potencjalnie możliwe). Sam widywałem takie przypadki (może z wyjątkiem aborcji). To, czy dojdzie do takich rzeczy to sprawa ludzi i ich sumienia a nie posiadania lub nie ślubu. A jakbym szukać tylko kobiety praktykującej czystość przedmałżeńską to właściwie mógłbym już wstępować do zakonu. To znaczy są takie, ale jest ich bardzo mało i szanse spotkania takiej są marne. Ba! Spotkanie to jeszcze nic. Potem trzeba będzie ją tak uwieść żeby zgodziła się za nas wyjść i tu się zaczyna prawdziwa sztuka.

  9. Ad. Piotr Kozaczewski – katechizmowa definicja nierządu to właśnie seks pomiędzy osobami wolnymi płci przeciwnej. Prostytucja zaś to prostytucja. Oczywiście, w mowie potocznej, a także w polskim prawie karnym, mianem „nierządu” określa się prostytucję. Ale w tym tekście, została użyta katechizmowa definicja nierządu, który tam oznacza seks przedmałżeński, nie zaś prostytucję.

  10. Ad. Santus Faustus I – to prawda, że różne patologie zdarzają się też w ramach prawowitych małżeństw, ale: po pierwsze; jest ich mniej niż w wyniku rozpusty i cudzołóstwa; po drugie: to właśnie rozpusta i cudzołóstwa przygotowują małżeństwa by w ich ramach działy się patologie. Pana rozważania odnośnie szans znalezienia cnotliwej niewiasty na żonę są bez znaczenia dla tematu artykułu.

  11. Za to mają znaczenie dla mnie. A Pan znowu miesza cudzołóstwo ze zwykłym stosunkiem przedmałżeńskim. Już tłumaczyłem na czym polega zasadnicza różnica i jeśli nie dotarło to nie chce mi się tego znowu powtarzać. Jeśli żyję z jakąś kobietą i wychowuję z nią dzieci to ona de facto jest moją żoną. Małżeństwo to takie potwierdzenie tego de iure. W ogóle to ceremoniał religijny i wywaliłbym coś takiego jak ślub cywilny. Nie ma cywilnej spowiedzi, cywilnego bierzmowania to i małżeństwa cywilnego mogłoby nie być. Od razu zniknęłyby postulaty środowisk gejowskich o uznaniu ich przez państwo za małżeństwa. U nas na parafii jest promocja – jeśli jakaś para nie ma ślubu (nawet niekoniecznie muszą mieszkać razem) a nie ma przeszkód to do końca roku może go zawrzeć za darmo. Przyznam szczerze, że gdybym miał z kim to bym z tej promocji chętnie skorzystał.

  12. Ad dziedzic Wawrzyniec Pruski : Bzdura. Wystarczy zapytać jakiegokolwiek kryminologa i usłyszy się, że w konkubinatach jest znacznie więcej patologii. Ale to tylko kwestie społeczne, znacznie ważniejsze są te związane z respektowaniem prawa Bożego. Ad Santus Faustus I : Porażką jest mówienie w temacie o jakichś „zwaleniach” ( może przydałby się jakiś cenzor na portalu ). Co do szukania żony – co za żona kiedy już obie strony potencjalnie oddały to co miało mieć wyjątkowy charakter? Raz, że takie gadanie stoi w sprzeczności z wiarą. Dwa – szkoda takiego „zużycia” człowieka, potem dla małżonka ma zostać „towar wielokrotnie używany”, rozmieniony na drobne? Nic w tym wzniosłego. Czyichś noszonych znoszonych spodni normalny człowiek by nie założył, co dopiero z braniem kobiety za żonę (z tą zaleta dla spodni, że można je jakoś odświeżyć, dziewictwa się nie wróci). Śmieszne jakieś argumenty w rodzaju, że „teraz takich mało”. Jakby nagle wzrosła liczba zabójstw to też stanie się „normą”, bo „mało jest tych którzy nie zabijają”? Może warto zmienić środowisko na nieco bardziej pobożne, chociażby na potrzeby szukania żony.

  13. @Inquisitor Ale się uśmiałem. Dla żony mam wierność i tego samego oczekuję od niej. Tylko tyle i aż tyle. Umówiłem się kiedyś z panną o której wiedziałem, że ona chce zachować dziewictwo do ślubu. Była nawet sympatyczna, ale jakoś nie potrafiłem z nią rozmawiać. No dobra – rozmawiać potrafiłem. Nie potrafiłem jej uwodzić. Swoją drogą co miałbym robić z taką radykalną katoliczką? Różańce klepać? Nigdzie nie napisałem, że to dobrze, że jest mało dziewic. Chodziło mi o to, że tak po prostu jest, uznaję ten fakt i jeśli oczekiwałbym dziewictwa od dziewczyny to bym od razu poszedł do zakonu albo został pedofilem. Gdyby morderstwa były bardziej powszechne To też po prostu uznałbym ten fakt. A teksty p. Salwowskiego są prowokujące do grzechu bo po nich mam coraz większą ochotę iść do klubu ze striptizem albo całkiem do burdelu. Środowiska na bardziej pobożne zmienić nie mogę bo się nie da. Mój jedyny przyjaciel jest zagorzałym katolikiem, kiedyś członkiem KZM i znajomym prof. Adama Wielomskiego. W innym środowisku nie przebywam.

  14. Ad Santus Faustus I : „Jeśli oczekiwałbym dziewictwa od dziewczyny to bym od razu poszedł do zakonu albo został pedofilem” – no to gratuluję. Podobnie z „klepaniem różańców”. Teksty na poziomie gimnazjalisty sympatyzującego z Ruchem Palikota, bawiącego się po lekcjach w „słoneczko” z koleżankami.

  15. @Inquisitor Pan ma za to tekst osoby, która za bardzo idealizuje kobiety i nigdy nie wyciągnie nikogo z bagna bo boi się ubrudzić. Dziewictwo to dzisiaj rzadkość. Nie ja to spowodowałem (chciałoby się :P), ale tak jest. Jako człowiek wierzący w to co widzi po prostu przyjmuję to do wiadomości. Nie chcę idealizować i nie chcę państwa tworzącego prawem idealny świat. Już to przerabialiśmy. To, co mi się nie podoba, to nie pochwała przez autora czystości przedmałżeńskiej. Nie podoba mi się idea wprowadzania jej przez przymus prawny. W takim przypadku bardziej zachciewa mi się zrobić eskapadę po burdelach. Tak dopóki jeszcze wolno.

  16. Ad Inquisitor Laurentius; zechce Pan zauważyć, że fetyszyzowanie dziewictwa jest niekatolickie, jest to romantyczny wykwit (Jedynym dziewictwem cenionym przez katolicyzm jest celibat) Oraz że brak takiego fetyszyzmu bynajmniej nie implikuje tolerancji dla stosunków pozamałżeńskich.

  17. Ad Executor : Odchodząc od wyrazu „fetyszyzowanie”, zacytuję fragment wypowiedzi pewnego księdza z FSSPX : „czystość przedmałżeńska jest wielkim duchowym kapitałem wnoszonym do małżeństwa”. Ocenę jak to się ma do słownikowej definicji fetyszyzacji pozostawiam Czytelnikom (fetyszyzacja : «otaczanie jakichś przedmiotów i zjawisk irracjonalnym kultem»).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.