Dobra młodzież

Około 150-osobowa manifestacja zgromadziła narodowych radykałów z Lubelszczyzny, Podkarpacia i Mazowsza. Atmosfera panowała piknikowa, choć w wystąpieniach przeważała tematyka poważna – ale nie wyłącznie. Występujący działacze (przedstawiający się wyłącznie imionami) odnosili się m.in. do odmóżdżającej roli telewizji, krytykowali blichtr związany z Euro, odnosili się do wyroku na Dodę. W międzyczasie sprzedawano koszulki organizacyjne i korzystano z kurtyny wodnej rozstawionej na centralnym placu Lublina.

Anachronizm w natarciu

Oczywiście było też poważnie. Młodzi narodowcy starali się zarysować swoje korzenie narodowe, przypominając historyczne zasługi endecji – choćby dla odzyskania przez Polskę niepodległości po I Wojnie Światowej i przy zawieraniu Traktatu Wersalskiego. Już jednak dla opisu sytuacji po 1945 r. – NaRowcom wyraźnie zabrakło instrumentarium ideowego. Rozwodzono się nad słusznością działania tzw. „Żołnierzy Wyklętych”, życzliwie wspomniano „Solidarność” – „zdradzoną następnie w Magdalence”. Słowem – niespodziewanie wpisano współczesny nurt narodowo-radykalny w anachroniczne podziały i nawiązania programowe, czyniąc z niego de facto tylko skrajniejszy odłam obecnej „prawicy” w Polsce – czyli dawnej solidarnościowej ekstremy.

Warto przy tej okazji przypomnieć – że powojenne podziemie antykomunistyczne, choć dokonywane m.in. pod (przyjmowanym niekiedy samozwańczo) sztandarem organizacji narodowych (jak NZW i NSZ) – było w istocie albo odruchem rozpaczy ludzi i grup nie mogących odnaleźć się w realiach Polski zajętej przez Sowietów, albo błędnym wyborem politycznym, obliczonym na wybuch geopolitycznie niemożliwej Trzeciej Wojny Światowej. Co więcej, środowiska kombatantów o tej proweniencji było w dużej mierze nieaktywne politycznie w dobie PRL (nawet od strony opozycyjnej) – co oczywiście można tłumaczyć traumą represji stalinowskich, jednak pokazuje, że nie była to grupa na której można by się poważnie wzorować. Tym bardziej, że przecież w tym samym okresie swoja drogę ideową i organizacyjną odnajdowali na różnych polach kombatanci NOW – jak Wiesław Chrzanowski z jednej, a Jan Dobraczyński z drugiej strony. Również po 1989 r. środowisko NSZ było mocno zagubione politycznie, łącząc swoje sympatie i interesy z establishmentową centroprawicą – by przypomnieć tylko bezwarunkowe poparcie udzielone przez kombatancki „Szaniec Chrobrego” prezydenckiej kandydaturze… Mariana Krzaklewskiego.

Innymi słowy nie może nie dziwić czynienie dziś doktryny politycznej – z sympatii do „Żołnierzy Wyklętych”. Z historycznego i logicznego punktu widzenia nie można wszak głosić, że kontynuuje się marsz kogoś, kto zabrnął w ślepą uliczkę! Podobnie o ile jest rzeczą zacną kupić wiekowemu kombatantowi mleko i bułeczkę, a także wyręczyć go w trzymaniu sztandaru na pogrzebie kolegi – to już nie ma co tym sztandarem wymachiwać wyobrażając sobie, że oto się naciera na wroga w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych.

Jest zresztą coś dziwacznego w przybieraniu samego szyldu i epizodów z dziejów tej organizacji – i pomijaniu wielu aspektów jej taktyki i programu, jak choćby tego, że konspiracja narodowa uczyła jak rozumnie unikać walki na niekorzystnych warunkach, a nie jak rzucać się na nieprzyjaciół w imię szczytnych haseł. Tymczasem jest to umiejętność, której współcześni miłośnicy Brygady Świętokrzyskiej nie posiadają, ani nie rozumieją. Co więcej, z całym szacunkiem dla zacnych sierżantów z PAS – warto by chyba też pamiętać, że konspiracja narodowa miała nie tylko podoficerów, ale i przywódców. Takich jak choćby Karol Stojanowski – po wojnie zwolennik Komitetu Legalizacyjnego SN, czy Jan Matłachowski, w swoim czasie jeden z inspiratorów narodowego przewrotu w Polskim Związku Katolicko-Społecznym w czasie stanu wojennego i inicjator reaktywacji Stronnictwa Narodowego po 1989 r. Selektywny wybór autorytetów (a raczej symboli) nie najlepiej wróży intelektualnym i programowym podstawom rodzącego się ruchu…

Ruch Narodowy III Rzeczypospolitej

Bo że mamy do czynienia z nowym Ruchem Narodowym – organizatorzy manifestacji nie kryli. Marian Kowalski, rzecznik prasowy ONR wprost zachęcał do wstępowania w szeregi partii – zapowiadanej, sugerowanej, ale powoływanej nader dyskrecjonalnie. Przy okazji Kowalski dal też zarys wartości, na jakich miałaby być owa formacja zbudowana – chwaląc bicie rosyjskich kibiców, potępiając „niedzielne kibicowanie” podczas Euro i zdecydowanie potępiając obecny establishment polityczny. I o ile z tą ostatnią konstatacją można się zgodzić – to nie sposób zrozumieć czemu odcięcie się od klasy politycznej III RP ma polegać na powielaniu jej błędów? Prywatnie przesympatyczny kol. Kowalski jest w ruchu narodowym (tym z małych liter) ciałem obcym, co nie jest zarzutem, tylko konstatacją faktu. W swych nieustannych poszukiwaniach ideowych, obejmujących Ruch Trzeciej Rzeczypospolitej Parysa, UPR, popieranie autonomicznej Lubelszczyzny i kontakty z RAŚ, kandydowanie z list Samoobrony i sympatię ze strony Kościoła Nowego Przymierza – kol. Marian na pozycje endeckie jeszcze nie dotarł. Dlatego też nie umie wyjść poza schemat myślenia centroprawicy III RP, poza kult lustracyjnego rządu Olszewskiego, czy aprobatę dla bicia „Ruskich” – bo innego nie zna. Taki, niestety jest poziom ideowy „prawicy” w Polsce i dlatego należy zrobić wszystko, by młodzież narodową przed taką prawicowością chronić.

Przemawiają też za tym względy praktyczne. Jeśli RN, ONR, „Marsz Niepodległości”. czy co tam jeszcze – będą tylko radykalniejszą wersją centroprawicy. to staną się tylko jej pasem transmisyjnym do młodzieży. Skoro bowiem neo-endecja z aprobatą akceptuje dorobek „Solidarności” – a nie lubi tylko jego „zdradzenia”, skoro nie widzi nic zdrożnego w zasadniczych kierunkach polityki międzynarodowej Polski – a tylko domaga się w nich „więcej godności”, skoro wreszcie popiera niemal wszystkie postulaty np. PiS – chce tylko, by były konsekwentnie realizowane – to gdy młodzież ta wyrośnie z radykalizmu nic nie stanie na przeszkodzie, aby zasiliła szeregi establishmentowej „prawicy”, nie odczuwając żadnego ideowego dysonansu!

Ruch narodowy nie był, nie jest i nie może być stroną historycznego sporu „Solidarności” i „komuny” bo od obu tych sił dzieliły go fundamentalne różnice natury programowej – co oczywiście nie uniemożliwiało zawierania taktycznych sojuszy z poszczególnymi frakcjami raz jednego, raz drugiego obozu. Narodowcy nie mogą więc i dziś bezkrytycznie lokować się obok post-solidarnościowej „prawicy”, która w istocie stanowi zbieraninę mniej lub bardziej powierzchownie ochrzczonych dawnych związkowych rewolucjonistów.

Ruch Narodowo-Radykalny „PAX”

Co więcej, cała ta endecka cepeliada, odwoływanie się do nazw i tradycji historycznych ruchów i organizacji – powinna nieść za sobą wyzwanie intelektualne. Jeśli już ktoś nazywa się ONR-em, Falangą, OWP, NSZ-em itd. – to powinno mu chodzić o coś więcej, niż tylko przybranie fajnej nazwy, ładnie się komponującej na koszulce. Tamte kręgi z przeszłości miały nie tylko znaczki – ale i dorobek ideowy, który trzeba nie tylko znać, ale także zrozumieć. Przede wszystkim jednak – były to organizacje zakotwiczone w swoich czasach, a więc przenosząc je na epokę współczesną musimy sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytania: dlaczego to robimy? i co chcemy osiągnąć? Część z wymienionych grup radzi sobie lepiej z szukaniem odpowiedzi na te pytania – a część nadal maszeruje ich tropem…

Do znudzenia chyba trzeba przypominać opowieść, jak po ’89 do Zygmunta Przetakiewicza, pierwszego kastetu „Falangi” – zwrócili się młodzi napaleńcy chcący „reaktywować RNR”. I niczego nie umieli zrozumieć z tego, co im stary „Przetak” tłumaczył, że przecież „Falangi” reaktywować nie trzeba – bo istniała sobie dalej, jako „Pobudka”, Konfederacja Narodu, a potem jako grupa „Dziś i Jutro” oraz PAX – tak bowiem wyglądała konsekwentna i racjonalna ewolucja tej formacji. Nic z tego jednak, młodzież chciała wrócić do roku 1934, a przynajmniej 1939…

Przeciw Unii” – byle w Unii!

Kiedy w Lublinie dobra narodowa młodzież spacerowała sobie w upale – w Warszawie jej starsi koledzy realizowali ciekawy plan polityczny – zapowiadając powołanie czegoś w rodzaju „polskiej sekcji” Aliansu Europejskich Ruchów Narodowych. Czy uczynili to „na poważnie”, „na wszelki wypadek”, „żeby ktoś inny nie założył”, czy w celu podbicia swojej wartości negocjacyjnej wobec centroprawicy – czas pokaże.

Na razie jednak może się wydawać, że – jeśli połączymy działania p.p. Zawiszy (prywatnie przesympatycznego), Opary i Winnickiego z pogłoską o Ruchu Narodowym i maszerowaniem młodzieży – to będzie to oznaczało, że RN ma być pomysłem na eurowybory. Nie tyle „Libertasem-bis”, co „Naprzód Polsko 2”. Nie wdając się na razie w oceny takiego projektu – warto jedynie zauważyć, że „międzynarodówka eurosceptyków” (zwanych nieco na wyrost narodowcami) ma sens jedynie w sytuacji… dalszego trwania Unii Europejskiej. Kto jest bowiem zainteresowany jej rozpadem, a przynajmniej opuszczeniem przez Polskę – ten nie potrzebuje sojuszników mówiących o jej strukturach i poziomie integracji „tak, ale…” oraz „może nie tak ściśle…” Osobiście mam wrażenie, że narodowiec to ten, który w poczuciu zdrowego rozsądku i odpowiedzialności za Polskę nadal mówi „Nie dla UE!” – ale może redefiniując politykę endecką Koledzy zmienili i ten punkt…

Wracając zaś do dobrej młodzieży narodowej krążącej w upale ulicami Lublina – to jej marsz stanowił całkiem niezły symbol całego tego ruchu. Oto bowiem chłopaki cholernie chcieli coś skandować, mieć jakieś hasła – i jakoś na żadne nie mogli się zdecydować, ani niemal żadnego przypomnieć. I można się obawiać, że wobec tego – ktoś im podrzuci własny zestaw.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dobra młodzież”

  1. „Ruch narodowy nie był, nie jest i nie może być stroną historycznego sporu „Solidarności” i „komuny” bo od obu tych sił dzieliły go fundamentalne różnice natury programowej”- a jakie to różnice występowały/występują miedzy RN a pierwszą „S”? Jeżeli RN był z natury antykomunistyczny to logiczne było, aby w tym sporze przybliżyć się do „S”, niestety tak się nie stało /z wyjątkiem W. chrzanowskiego/ Dla powojennej endecji największą kompromitacją było, że pewna ich cześć poparła gen. Jaruzelskiego i stan wojenny.

  2. Jeśli rozpatrujemy antykomunizm ruchu narodowego na płaszczyźnie ideowej, a nie jako stosunku do „komuny”, czyli władzy w PRL – to należało zachować szczególną wstrzemięźliwość właśnie wobec „Solidarności”, uchwalającej sobie trockistowski program i będącej pod silnym wpływem ekipy Kuronia. A poparcie stanu wojennego było po prostu racjonalne.

  3. Płaszczyzna ideowa to inna para kaloszy i należałoby zacząć od tego na ile zwasalizowane przez sowietów państwa bloku wschodniego były komunistyczne. Jednak „elita” PZPR-owska nazywała się komunistami. Dla mnie popieranie tego, że władza komunistyczna broniła swej pozycji na pewno nie było racjonalne a kompromitujące. Program „S” był trockistowski? Ciekawa teza, wolne związki zawodowe- dogmat trockistowski /oczywiście ironizuje/. Przypomnę jednak, że trockiści którzy byli w KOR-ze więcej do powiedzenia mieli po stanie wojennym co było na rękę Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, gdyż właśnie w tych trockistach komunistyczna wieruszka znalazła partnerów do tzw. „reformowania” w Magdalence i przy okrągłym stole.

  4. Przecież napisałem, że miejsce narodowców nie było ani po stronie władzy komunistycznej, ani opozycji solidarnościowej, choćby ta i miała Matkę Boską na sztandarach. A stan wojenny miał swoje uzasadnienie – i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.