Kuriozum smoleńszczyzny, jako spoiwo prawicy?

Starą prawdą jest, iż nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Ma to zasadne odniesienie również, a może przede wszystkim do dwóch skonfliktowanych oponentów, którzy w sytuacji zagrożenia swojej pozycji przez trzecią siłę, jednakowo szkodliwą dla obojga, jednoczą siły w celu przywrócenia wcześniejszej równowagi sprawdzonego we wszystkich aspektach sporu. Sytuacja, o takim odcieniu zdaje się zarysowywać w środowisku polskiej prawicy, ewidentnie rozczłonkowanej, pogrążonej w różnej maści animozjach i przeoranej odmiennością zapatrywań na współczesną sytuację polityczno- ideologiczną Polski i świata. Mam rzecz jasna na myśli kwestię, wysoce szkodliwej i niebezpiecznej sekty smoleńskiej, uzurpującej sobie prawo do miana ogniska prawicy i polskich patriotów swoimi heretyckimi skąd skądinąd teoriami i czynami, zakrawającymi o kultowe,  pogańskie praktyki .

Nurt kabalistycznej „smoleńszczyzny” stanowi obecnie największą zadrę i skażenie prawicowego łona. Sieje destrukcje w świadomości powszechnego obywatela, burząc zdrowe relacje międzyludzkie, emanując retoryką przesiąkniętą kuriozalnymi fobiami i eksplozywnymi konwulsjami nienawiści pod adresem swoich oponentów. Każdorazowa próba zdroworozsądkowej krytyki, bądź sprzeciwu  mistycznym wyobrażeniom i prostackiej interpretacji rzeczywistości, rozpatrywana jest przez pryzmat permanentnej nawały rosyjskich agentów, wietrzących unicestwienie Polski, przez zniszczenie ostoi polskości, jaką rzekomo jest wspomniana sekta. Pod nieudolną ostentacją patriotycznych frazesów, i deklaratywnie drogich wartości wzrasta pijawka prawicowych idei, ssąca od realnej prawicy legitymizacje polityczno-ideologiczną, niezbędną do mącenia oceny zjawisk społecznych, zdezorientowanych i prowokowanych obrzydliwymi zagrywkami emocji ludzi. Nasz, dzisiejszy, polski wymiar masonerii wykorzystał oczywiste instynkty ludzkie, nabrzmiałe skrajnościami po tragedii, jaką niewątpliwie była katastrofa smoleńska, do sformowania partykularnego stronnictwa politycznego, bazującego na podsycaniu atmosfery spisku oraz szerzenia propagandy ruskiej trucizny, uśmiercającej państwo polskie. Niestety ruch pamięci o tym bolesnym wydarzeniu przerodził się w społecznego demona ziejącego rusofobicznym jadem, jednocześnie wynoszącego się swoim serwilistycznym zawierzeniem w pomoc wielkiego demoliberalnego olbrzyma. Co gorsza „smoleńszczyzna” stara się podpierać swój fundament absurdalnych domniemań autorytetem Kościoła i poświatą religii, jednocześnie zaprzeczając schizmatycką działalnością wierze w życie wieczne i śmierci, jako przejściu w lepsze trwanie naszej duszy. Odbiór prawicy w Polsce staje się obecnie ponurą imaginacją sekty smoleńskiej, która rozpościera przeświadczenie o swej zakorzenionej prawicowości, czym zraża realną prawicę wizerunkiem nonsensowności i patologicznych poczynań, tym samym dyskredytując ją w oczach społeczeństwa.  Należy bezwzględnie, ze wszech miar bezkompromisowo napiętnować owo szaleństwo pogańskich reliktów, użytych w celach politycznej emancypacji. Bezprzykładne żerowanie na narodowej tragedii, zawładnięcie jej społecznego wymiaru oraz wtłoczenie fali ogólnokrajowej żałoby w formę egoistycznej, marnej cepeliady, zasługują na zgodną kontrofensywę prawicy. Co więcej, daleko posunięta polityczna dysocjacja Polaków, jest również pokłosiem działalności fałszywych wiernych Kościoła i Ojczyzny. Wszelkie niedorzeczne przymioty omawianej herezji wywołują źródło pomyj rozsądnych, rozdrażnionych smoleńską furią oskarżeń i głoszonych intryg obywateli, którzy nieopatrznie wylewają je na realną polską prawicę, w niewiedzy, bądź przekonaniu, iż „smoleńszczyzna” istotnie wyrosła na gruncie środowisk prawicowych. Być może jest w tym krzta prawdy, jednakże wówczas owa sekta winna być rozpatrywana w granicach wysoce szkodliwego chwastu, osłabiającego nasz polityczny oraz ideologiczny wizerunek. Etycznym oraz politycznym obowiązkiem prawicy jest nieustające zwalczanie współczesnej, polskiej masonerii, wskazując na jej amoralność i wypaczenie istoty tragedii w życiu człowieka oraz przede wszystkim izolacja tej schizmy od spectrum oddziaływania środowisk konserwatywnych, niepodległościowych, narodowych. Łacińskie przysłowie głosi: Bene disinguere- warto rozróżniać. Wyraźne oddzielenia prawicy od „prawdziwych patriotów i obrońców zagrożonej od rosyjskiego potopu agentów niepodległości” leży w najwyższym interesie naszego środowiska, które zaćmiewa banda zacietrzewionych w swych wyimaginowanych teoriach, będących upustami literackiej fantazji i wyobraźni ludzi, żałośnie odbierających zaszłości historyczne w kategoriach ponadczasowej, obowiązkowej nienawiści i nieufności. Pokrój tych ograniczonych we własnej analizie cyborgów wpisuje się w paranoidalność polskiej szlachty, która każdą próbę reform zrazu obwieszczała sposobem na wprowadzenie zdemonizowanego absolutum dominium. Obecnie brak rzeczowych argumentów i tragiczne zaślepienie w egzotycznych bredniach zmusza ich do szachowania, sprawdzonym i wygodnym, niemniej godnym nieudacznikom umysłowym i politycznym oskarżeniom o rosyjską agenturę. Sądzę, iż wskazanie innych analogii do zdemoralizowanej szlachty polskiej (od II poł. XVII w.), którą prezentuję „smoleńczyzna” nie powinno stanowić dla nikogo większych trudności.  Koniecznym jest, by zastrzec, iż ludzi tych w większości nie da się już wyciągnąć z tego kłamliwego szlamu i grzęzawiska urojeń. Ich świadomość należy skazać na straty, wszak zbroczona fantastyką, niezdolna jest do poszukiwania alternatywnych wizji. Dla prawicy najważniejsze winno być przeforsowanie do opinii agory przekonania, iż herezja smoleńska musi być uznana za boczny nurt ekstremizmu nienawiści i fobii, zaś ich prawicowa deklaratywność stanowi jedynie tani zabieg, stosowany w celu utrzymania się na powierzchni politycznego oceanu i przyciągnięcia kolejnych zbłąkanych emocjonalnie i politycznie „duszyczek”.

Kapitalny list prof. Jacka Bartyzela nastręcza przekonanie, iż jedynie jedność na polu walki z toksyczną prawicową mistyfikacją jednej tragedii pozwoli na izolację wspomnianego nurtu od zdrowej prawicowej tkanki, bez względu na to jak miałaby być ona zatomizowana. Wszak znacznie łatwiej zaakceptować spór frakcji ideologicznych wewnątrz prawicy niźli miałaby do niej dołączać bliżej nieokreślona pokraka zatruwająca rzeczywistość polityczno-społeczną mistyczno- konfidencką retoryką. Prawica winna podkreślać, iż pamięć o tragedii i wiara w wyjaśnienie tej katastrofy nie oznacza oprawienia jej w kształty instytucjonalnej sekty, siejącej ziarno dyskredytacji, oczernień i odwołań do wzniosłych, wręcz świętych wartości i idei, które dlań są jedynie emocjonalnym, opatrznie rozumianym sloganem. Jeżeli dotąd ze smutkiem nie dostrzegałem czynnika mogącego spoić prawice, to obecnie wietrzę szansę tego procesu- być może w niezobowiązującym wymiarze- właśnie we wspólnej walce ze współczesną klientelą, skąpaną w błocie histerii, uproszczeń, imaginacji i nonsensownej ostentacji nienawiści do wszechobecnych wrogów i agentów.   

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kuriozum smoleńszczyzny, jako spoiwo prawicy?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.