DOMINICANTES, FREKWENCJA, PRAWICA

Przez kilkanaście lat III RP aktywność wyborcza układała się w kształcie litery „U”. Po 2003 roku nastąpiła zmiana w kierunku modelu „wielkomiejsko-punktowego”.      
W senackich wyborach z 4 czerwca 1989 roku do urn poszli częściej mieszkańcy byłego zaboru austriackiego, południowo-wschodniej i północno-wschodniej części dawnej Kongresówki, Pomorza i Wielkopolski. Frekwencja tym samym ułożyła się, z niewielkimi korektami, w kształcie litery „U”. Wielkopolanie, podobnie jak Kaszubi aktywnością wyborczą wyróżniali się „in plus” w okresie międzywojennym. W ich przypadku mogliśmy więc mówić o historycznej ciągłości. Nieco inaczej sytuacja przedstawiała się do 1939 roku z mieszkańcami dawnej Kongresówki. Tu zainteresowanie wyborami nie odbiegało zwykle od średniej krajowej. Jaki więc czynnik spowodował, że u progu III RP aż do 2003 roku frekwencyjna mapa Polski wyglądała tak a nie inaczej i pozostawała wyjątkowo stabilna? Odpowiedź przynosi zestawienie Dominicantes, czyli osób uczestniczących regularnie w praktykach religijnych kościoła katolickiego. Zarówno dane z lat 80-tych, jak
i w kolejnej dekadzie wskazywały, że aktywność ta była zróżnicowany terytorialnie. Częściej w niedzielnych nabożeństwach brali udział mieszkańcy Pomorza, Wielkopolski, Opolszczyzny, zachodniej części Górnego Śląska, Małopolski, Podkarpacia, wschodniego Mazowsza oraz Podlasia. To oni chętnie odwiedzali przed lub po kościele lokale wyborcze. Były jednak dwa wyjątki.
Po pierwsze aktywni na polu religijnym, a bierniejsi na wyborczym Ślązacy. Po drugie spełniający „obywatelski obowiązek” Warszawiacy i Łodzianie, bardziej podatni na laicyzacyjne prądy.

 

Co taki układ frekwencyjny oznaczał dla wyników głosowania? Z całą pewnością sprzyjał do 2000 roku przede wszystkim kandydatom i ugrupowaniom centroprawicowym, niepodległościowym i ludowym. Wszak to właśnie w dawnej Kongresówce i Galicji przeważali wyborcy Lecha Wałęsy w 1990 roku, PC, ZChN, PL, PSL czy KPN w 1991 roku. To tu też w przedterminowych wyborach w 1993 roku spora część elektoratu prawicowo-solidarnościowego przerzuciła swoje głosy na PSL. Po krótkiej przerwie, spowodowanej częściowym odwróceniem się od Lecha Wałęsy w 1995 roku, liczni katoliccy wyborcy byłej Kongresówki i Galicji, dwa lata później ochoczo wskazywali na AWS i ROP. Wierni centroprawicy pozostawali też zamieszkujący Pomorze Kaszubi. Z kolei aktywność wielkopolska, kujawska, trójmiejska i warszawsko-łódzka dawała bonus takim formacjom jak UD i KLD, a w 1997 roku Unia Wolności. Kto wydawał się więc najbardziej stratny z kościelno-frekwencyjnego „U”? Przede wszystkim partie lewicowe, czyli SLD i Unia Pracy, mocniejsze na zachodzie Polski, Polski mniej „zatłoczonych” kościołów. W mniejszym stopniu też ugrupowania centrowo-liberalne nie mogące, z wyjątkiem Warszawy czy Łodzi, pochwalić się przyzwoitym wynikiem na wschód od Wisły.        
              

 

 

Rysunek 1 Zmiana frekwencji w wyborach 2007 w stosunku do 2005

 

 

Pierwsze symptomy zmian dało się zaobserwować na przełomie wieków. Mocny zwrot na lewo nie przyniósł jeszcze wyraźnych przesunięć na mapie frekwencyjnej. Pokazał natomiast, że część aktywnych katolików z Polski południowo-wschodniej dostrzegła alternatywę dla Mariana Krzaklewskiego w Aleksandrze Kwaśniewskim, a dla AWS w SLD-UP Leszka Millera. Przełomem okazały się wyniki głosowania w referendum akcesyjnym w 2003 roku. Do urn poszła przede wszystkim część zachodnia Polski, w tym Dominicantes na Pomorzu, Kujawach i w Wielkopolsce. Tu akceptacja dla członkostwa naszego kraju w UE była bardzo wysoka. Słabiej zmobilizowali się natomiast mieszkańcy tradycyjnego i konserwatywnego wschodu, w tym Podkarpacia, Podlasia i Lubelszczyzny. Co z pewnością miało wpływ na tak znaczący sukces euroentuzjastów w całej Polsce. W wyborach sejmowych w 2005 roku najwyższa frekwencja miała miejsce w wielkomiejskich okręgach: Warszawa, Poznań, Gdańsk i Kraków. Z dawnego „U” wybronił się tylko okręg kaszubski (Gdynia) i Nowy Sącz. Starcie między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem zmobilizowało znowu przede wszystkim mieszkańców województw z wielkimi aglomeracjami (Gdańsk, Warszawa, Poznań, Kraków). To jeszcze wystarczyło, żeby rywalizację o Wiejską i Pałac Namiestnikowski PIS wygrało nieznacznie z PO. Kolejne dwa lata przyniosły dalszą ewolucję ku „wielkomiejsko-punktowemu” układowi frekwencyjnemu oraz zwiększająca się antypisowska centrowość Dominicantes. Z przekazem w kampanii 2007 z CBA w roli głównej partia Kaczyńskiego mogła dotrzeć jedynie do zmniejszających zaangażowanie w wyborach konserwatywnych katolików z byłej Kongresówki i Galicji (co pokazuje kolor żółty i zielony na rysunku nr 1). Wobec braku oferty dla korzystających z dobrobytu (wysokie PKB) i coraz chętniej głosujących mieszkańców wielkich miast, PIS wyborów wygrać nie mogło. Znowu aktywnością wyróżniły się mniej tradycyjne od prowincji: Warszawa, Poznań, Gdańsk, Kraków, Łódź czy Wrocław.

Rysunek 2 Ubytki elektoratu centroprawicowego między wyborami 2005 a 2010

 

 

To, że odejście od „U” nie było zjawiskiem incydentalnym, potwierdziły kolejne wybory. W pierwszej turze prezydenckiej elekcji w 2010 roku zawiedli Dominicantes ze ściany wschodniej od Podlasia, przez Lubelszczyznę po Podkarpacie. W drugiej turze ich częściowa mobilizacja (bez Galicji) wobec stabilizacji w regionach opowiadających się częściej za Bronisławem Komorowskim, nie wystarczyła do odniesienia sukcesu przez Jarosława Kaczyńskiego. Kto był i jest benficjentem frekwencyjnych zmian w ostatnich latach? Na rysunku nr 2 z wynikami wyborów prezydenckich z 2005 i 2010 roku gołym okiem widać, że wpływy PIS (kolor niebieski i granatowy) skurczyły się znacząco w stosunku do PO (kolor pomarańczowy). Dotyczyło to szczególnie czterech wyselekcjonowanych obszarów (ramki na czerwono). Po pierwsze pasa rozciągającego się od Pomorza, przez Warmię i Mazury po Podlasie, po drugie Wielkopolski, po trzecie Dolnego Śląska
i po czwarte wreszcie południowej części Górnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego. Dodatkowo w bastionach PIS (Kongresówka i Galicja), przy spadającym zainteresowaniu głosowaniem, ubyło również koloru granatowego (silne wpływy), na rzecz niebieskiego (umiarkowane wpływy). W pierwszym przypadku oznaczało to obraną drogę ku centrum (PO) katolickich Kaszubów, Wielkopolan czy Podlasiaków. W drugim zmniejszającą się wiarygodność partii Jarosława Kaczyńskiego w oczach twardych antykomunistycznych i konserwatywnych wyborców byłej Kongresówki i Galicji. W wyborach do Sejmu w 2011 roku w kategorii ponad przeciętnie aktywnych do wcześniejszej listy obejmującej okręgi: Warszawa, Gdańsk, Poznań, Łódź, Kraków, Wrocław (wszystkie pro Platformerskie), dołączył opowiadający się za partią Donalda Tuska Szczecin. A także okręg Bielsko-Biała z liczną, centrolewicową, niechętną katolikom, mniejszością luterańską na Śląsku Cieszyńskim.         


Wobec, spodziewanego przeze mnie, narastającego zniechęcenia do Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości otwarte pozostaje pytanie kto zagospodaruje tradycyjnych (Kongresówka i Galicja) i konserwatywnych (Wielkopolska, Kaszuby) polskich Dominicantes. Lada moment powinna otworzyć się przestrzeń między partią Tuska i Kaczyńskiego oraz na prawo od PIS. Dla wyeliminowania wirusa zapateryzmu nad Wisłą potrzebna jest narodowa alternatywa programowa, nowoczesna w formie i treści oraz znalezienie sposobu na mobilizację głosujących. Polscy Dominicantes czekają.

Marcin Palade

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.