Duchowy Plan krainy Aztlán. Tłumaczenie manifestu Ruchu „Chicano”

Komentarz tłumacza – Filipa Cieślaka:

Ruch „Chicano” (Chicano Movement, El Movimento), który powstał w latach 60. ubiegłego wieku, był przedłużeniem tzw. Meksykańskiego Ruchu na Rzecz Praw Człowieka, który zapoczątkowano w latach 40.

Niegdyś termin „Chicano” był obraźliwy i odnosił się do dzieci meksykańskich imigrantów mieszkających w USA. Od zakończenia wojny amerykańsko-meksykańskiej w 1848 roku, spora część Latynosów padała ofiarą dyskryminacji i rasizmu. Ruch na rzecz obrony praw meksykańskich  imigrantów nabrał tempa po II wojnie światowej, kiedy amerykańscy weterani wojenni amerykańskiego pochodzenia zaczęli dołączać do różnych organizacji praw człowieka na znak protestu przeciwko dyskryminacyjnej polityce USA. Punktem zwrotnym w historii Meksykańskiego Ruchu Praw Człowieka było wzięcie udziału w proteście przeciwko skandalicznej decyzji władz teksańskiego miasta Three Rivers, które odmówiły pochówku zabitemu podczas wojny Felixowi Longorii. Przez kolejne lata członkowie ruchu walczyli na rzecz praw Latynosów mieszkających w Ameryce. W 1947 roku odnieśli zwycięstwo w sprawie „Mendez kontra Sąd Najwyższy w Westminster”, kiedy ogłoszono, że segregacja dzieci latynoskich jest niezgodna z konstytucją. 7 lat  później Sąd Najwyższy podjął decyzję, że zarówno Meksykanie, jak i inne mniejszości zamieszkujące USA, mają prawo do wszystkich przywilejów związanych z 14. poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

W latach 70. w okresie prezydentury Richarda Nixona, dochodziło do starć między ,,Chicanos”, a oddziałami policji. W styczniu 1970 roku dziennikarz Rubén Salazar prowadził śledztwo w sprawie rzekomego fabrykowania dowodów inkryminujących ,,Chicanos” przez amerykańskie służby, zaś w lipcu tego samego roku badał sprawę zastrzelenia dwóch bezbronnych Meksykanów przez policję Los Angeles. W sierpniu tego samego roku relacjonował pokojowy marsz Moratorium ,,Chicano” – odłamu ruchu skupionego głównie na aktywizmie anty-wojennym – w Los Angeles, w którym uczestniczyło 30 tys. osób protestujących przeciwko wojnie w Wietnamie. Pokojowy marsz został rozbity przez oddział LASD (The Los Angeles County Sheriff’s Department, Departament Szeryfa Los Angeles), który użył granatów z gazem łzawiącym. Rubén Salazar, który był w tamtym czasie dziennikarzem telewizji KMEX, odpoczywał w pobliskim barze. Nagle grupa policjantów wtargnęła do środka i jeden z zastępców  szeryfa wystrzelił pocisk z gazem łzawiącym w kierunku osób zebranych w pomieszczeniu. Salazar zginął na miejscu. Wokół sprawy wybuchła medialna burza, głównie za sprawą artykułu w czasopiśmie ,,Rolling Stone” pt. „Strange Rumblings in Aztlán”[1]. W 2011 roku przeprowadzono niezależne dochodzenie, w wyniku którego stwierdzono, iż zastępca szeryfa popełnił błąd w doborze amunicji i wystrzelił w grupę ludzi pocisk przeznaczony do przebijania ścian.

Koncepcja „Aztlán” – odnosząca się do prekolumbijskich korzeni narodu meksykańskiego –   została po raz pierwszy ogłoszona w latach 60. przez grupę aktywistów, na której czele stał charyzmatyczny Oscar Zeta Acosta – prawnik i aktywista, który w barwny sposób opisał swoje zaangażowanie w ruch Chicano w książce „The Autobiography of a Brown Buffalo”:

Spaceruję w rzęsistym deszczu oczekując kolejnego dnia. Opracowałem plan, wyłożyłem filozofię i zarejestrowałem organizację. Gdy już będę miał u swego boku milion Brązowych Bawołów, to ogłoszę przed rządem USA i ONZ narodziny nowej nacji… a później zwieję  i napiszę książkę. Nie chcę zostać politykiem. Nie chcę nikogo prowadzić. Nie mam ego, nie jestem ambitny, a jedyne czego pragnę to robić to, co jest właściwe. Raz na sto lat trafia się człowiek, który potrafi przemówić w imieniu swoich ludzi: Mojżesz, Mao, Marcin [Luther King Jr.]. Któż może powiedzieć, że ja nie jestem taką osobą? W tych czasach człowiek potrzebuje wielu głosów. Może właśnie dlatego Bóg wysłał mnie do Riverbank, Panamy, San Francisco, Alpine i Juarez. Może właśnie dlatego znam się na tylu rzeczach. Kto zaprzeczy, że jestem wyjątkowy?[2]

Oscar Zeta Acosta był nietuzinkową postacią. Z jednej strony był znakomicie wykształconym prawnikiem, który poświęcał wiele energii i czasu na bronienie członków ruchu „Chicano”. Był też jednak pasjonatem narkotyków i alkoholu. Słynny „Dr Gonzo” z książki ,,Fear And Loathing In Las Vegas”, na podstawie której powstał głośny film, znany w Polsce jako „Las Vegas Parano”, to właśnie nie kto inny jak Oscar Zeta Acosta, który wielokrotnie towarzyszył Hunterowi S. Thompsonowi podczas jego napędzanych narkotykami i alkoholem eskapad. W 1974 roku Oscar Zeta Acosta zaginął w tajemniczych okolicznościach. Hunter S. Thompson w nekrologu opublikowanym na łamach ,,Rolling Stone w 1977 roku pt. „The Banshee Screams For Buffalo Meat” tak opisuje Oscara Zeta Acostę:

Oscar nigdy nie był fanem walk ulicznych, ale potrafił rozpętać piekło podczas bójki w barze. Jakakolwiek kombinacja 120-kilowego Meksykanina i LSD jest potencjalnym śmiertelnym zagrożeniem dla czegokolwiek w swoim zasięgu. Ale kiedy owym Meksykaninem jest nieprawdopodobnie wkurzony prawnik Chicanos okazujący zero strachu czemukolwiek, co chodzi na mniej niż trzech nogach i de facto samobójczym przeświadczeniem o tym, że umrze w wieku 33 lat – tak jak Jezus Chrystus – to masz przed sobą wyzwanie życia. Szczególnie, że gnój obchodził niedawno 33 urodziny, jego łeb buzuje od sandozowskiego kwasa, za pasem ma naładowany rewolwer kalibru 357 Magnum, u swego boku rozdrażnionego chicanowskiego ochroniarza z siekierą w łapie […] Jest jednym z boskich prototypów. Rodzaj jakiegoś super-potężnego mutanta, którego zdecydowano się nigdy nie produkować masowo. Zbyt dziwny by żyć, zbyt niespotykany by umrzeć[3]

Duchowy Plan krainy Aztlán

(Konferencja Krucjaty Młodzieżowej Sprawiedliwości Denver, Kolorado)

W duchu nowego człowieka, który świadom jest nie tylko swego dumnego historycznego pochodzenia, ale także brutalnej inwazji „gringo” na jego terytoria, my, Chicano, mieszkańcy i spadkobiercy cywilizacji ziemi Aztlán, skąd pochodzili nasi przodkowie, rekultywując ich matecznik i poddając naszą wolę konsekracji, ogłaszamy, że nasza krew jest naszą mocą, naszą odpowiedzialnością i naszym przeznaczeniem.

Jesteśmy wolni i suwerenni, a tym samym posiadamy niezbywalne prawo do decydowania o tym, co dzieje się na naszych ziemiach, gdzie przelewana jest każdego dnia nasza krew i pot. Aztlán należy do tych, którzy sieją plon, nawadniają pola, oddzielają ziarna od plew, a nie do zamorskich kolonizatorów. Nie uznajemy frywolnych, europejskich pionierów na Brązowym Kontynencie.

Braterska więź łączy nas wszystkich. Miłość dla naszych braci wyznaczyła czas, w którym w końcu podejmiemy walkę przeciwko wrogiemu gabacho”, który wykorzystuje nasze ziemie i bogactwa, a także niszczy naszą kulturę. Ściskając w naszych dłoniach glebę ziemi Aztlán, z sercami pełnymi żaru, ogłaszamy niepodległość narodu Metysów. Jesteśmy brązowi, nasza kultura także. Ogłaszamy wszem i wobec przed całą Ameryką, przed wszystkimi naszymi braćmi na Brązowym Kontynencie: jesteśmy narodem, jesteśmy wspólnotą wolnych pueblos. Jesteśmy Aztlán!

 

Do diabła z pustą rasą.

Cała władza dla naszych ludzi.

31 marca, 1969 roku.

 Tłumaczył: Filip Cieślak

a.me.


[1]  Hunter S. Thompson, The Great Shark Hunt, “Strange Rumblings in Aztlan”, Anglia, 1979,

[2] Hunter S. Thompson, The Great Shark Hunt, “The Banshee Screams For Buffalo Meat”, Anglia, 1979, s. 524.

[3] Ibidem, s. 535.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *