Smutna ballada o kroczu Wiplera

Jak pamiętamy, za czasów AWSu, ten były minister rolnictwa zachowywał się naprawdę ekstrawagancko. Na oczach telewizyjnych kamer podskakiwał, krzyczał i namiętnie całował po rękach próbujących opanować go kolegów. Później jednak przeprosił. Twierdził, że czegoś mu dosypano. Wipler tego nie robi. Z poważną miną dalej brnie w to nieszczęście. Jakie będą tego skutki?

Moim zdaniem opłakane. Bo telewizyjne archiwa, gdy będzie mowa o Wiplerze już zawsze podsuwać będą tę jego zacięto – płaczliwą minę, z którą oznajmia jak to – po hucznych obchodach informacji o oczekiwaniu na piąte dziecko – kopano go w krocze.

Jest Wszystkich Świętych. Czas rodzinnych dyskusji przy stole. I Wipler – pewnie nie tylko przy moim – jest jednym z ich bohaterów. Zdążyłem więc już usłyszeć, że z tego kopania w krocze nie wyniknie wielka szkoda, skoro Pan Poseł już i tak oczekuje na piąte dziecko. Że od tej pory miejsce, w które go kopano zwane będzie miejscem Wiplera. Że – tak mówiono w RMFie – stopień upojenia alkoholowego będziemy odtąd mierzyć wiplerami.

A co powinien zrobić nieszczęsny poseł? Moim zdaniem – to po pierwsze – przyznać się po prostu, że był pijany. W końcu poseł też człowiek, a i okazja była do tego całkiem na miejscu. A potem pójść do Sejmu, zebrać tych wszystkich dziennikarzy i zamiast rozwodzić się nad stanem swojego krocza, razem z nimi udać się na komendę, na której pracują interweniujący policjanci. Dać każdemu z nich po butelce wina, a uczestniczącej w interwencji policjantce bukiet czerwonych róż. I poprosić by wszyscy razem – poza godzinami pracy – wspólnie wypili za zdrowie jego, mającego się narodzić dziecka.

Co by się wtedy stało? Zyskałby – moim zdaniem – pozytywny wizerunek. Zdobyłby wiele punktów. Komentowano by to, jako ładny czyn. Że do tego – jak mawiano o Prezydencie Kwaśniewskim – swój chłop. I wypić potrafi, gdy jest po temu okazja i przeprosić jak należy…

Nie zrobił tego. Dlaczego? Bo nie ma do siebie, choć odrobiny dystansu? Pewnie tak. Cóż się więc dziwić, że od kilkudziesięciu godzin raczeni jesteśmy dywagacjami – istną balladą – o stanie jego krocza. Cóż… Szkoda faceta, ale sam sobie winien…

Jan Filip Libicki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Smutna ballada o kroczu Wiplera”

  1. Demokracja to taki ustrój, w którym z porządnego człowieka, chcącego zapobiec awanturze na ulicy, rechocze cały kraj, bo został pobity przez czterech policjantów. A na koniec poseł z jednej czy drugiej partii mówi mu żeby się przyznał że to była jakaś pijacka burda, bo rzekomo w przeciwieństwie do holenderskich malarzy, “nie umie znaleźć dystansu” do siebie.

  2. Gdybym był Autorem, po głebszym przemyśleniu usunąłbym, ten tekst. Nie trzeba pisać publicznie wszystkiego, co komu do głowy przyjdzie. Zwłaszcza, że zaniża to poziom portalu.

  3. Gdzies tak okolo 1979 roku dwoch bardzo znacznych “opozycjonistow demokratycznych” poznalo w knajpie jakiegos faceta. Wszyscy sporo wypili. Na ulicy podeszla do nich MO. Facet wyjal legitymacje, milicjanci zasalutowali i odeszli. Byl to posel na Sejm. Nikt z tego nie zrobil zadnej afery, gdyz media nie byly wolne. Wniosek z tego taki, ze nalezy zakazac dzialalnosci mediow, ew. wprowadzic scisla cenzure prewencyjna, a dziennikarzom nalozyc kaganiec. Rozwiazac parlament i zakazac dzialanosci stacji radiowych i telewizyjnych. Nie organizowac juz wiecej wyborow. Jesli Wipler zasluguje na kare, to nie dlatego, ze sie upil ( za to juz dostal i to solidnie), tylko za to, ze zorganizowal konferencje prasowa. Miejsce parlamentarzystow jest w wiezieniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *