Duź: Sukces rosyjskiej dyplomacji jako proroctwo nowej epoki

Prezydent Rosji Władimir Putin podkreśla, że to wspólna zasługa, w tym także jego amerykańskiego kolegi Baracka Obamy. Jednak analitycy, nieograniczeni ramami dyplomatycznej etykiety, w tej sprawie oddają niewątpliwy priorytet Rosji. Na przykład były premier Włoch i były szef Komisji Europejskiej Romano Prodi nazwał pracę rosyjskich dyplomatów „partią wirtuoza”, która zakończyła się wspólnym zwycięstwem.

Oczywiście sprawa nie jest jeszcze zamknięta, trwają negocjacje, układ na Bliskim Wschodzie zawsze jest nieprosty, ale przede wszystkim udało się uniknąć wojny. I wkład Moskwy rzeczywiście jest nieoceniony, zgadza się redaktor naczelny pisma „Rosja w globalnej polityce” Fiodor Łukianow:

Moim zdaniem to nie jest po prostu sukces. To zapowiedź nowego rozdziału w historii powrotu wielkiej dyplomacji w polityce światowej. Nieprzypadkowo rosyjska dyplomacja od pierwszych dni nalegała, że w Syrii decyduje się kwestia konfiguracji i budowy światowego systemu rozwiązywania lokalnych konfliktów. To co się wydarzy w Syrii, będzie owocowało w przyszłości.

Rosyjska inicjatywa została poparta, ponieważ była zbawcza dla Zachodu, który nie rozumiał, jak inaczej uniknąć niechcianej wojny bez utraty twarzy. Kiedy prezydent USA, który wygłosił wiele nierozważnych oświadczeń zmuszających go do działania, wezwał do „ukarania zła” to odzew okazał się apatyczny. Moralnie i materialnie ktoś jeszcze miał zamiar popierać Amerykę, ale stanąć ramię w ramię chcieli tylko nieliczni. Sam amerykański prezydent, obiecując wojnę wyglądał, jakby ktoś trzymał go za gardło, powiedział Fiodor Łykianow:

To, że trzy czwarte Amerykanów jest przeciwko nowej wojnie na Bliskim Wschodzie, to zrozumiałe (po tym wszystkim, co było).Niewytłumaczalne z punktu widzenia klasycznej psychologii społeczeństwa amerykańskiego jest to, że te trzy czwarte wierzy, że Baszar al-Asad użył broni chemicznej przeciwko cywilom. Są przekonani, że zabijał dzieci sarinem, ale mówią, że to nie ich sprawa.

To zmiany jakościowe. Myślę, że jeśli doszłoby do tego pięć-sześć lat temu, to Amerykanie zgodziliby się z tym, że zło trzeba ukarać. Po prostu dlatego, że USA to siła dobra, która powinna się tym zająć. Nastąpił jakościowy zwrot amerykańskiej polityki. Obama znalazł wreszcie wyjaśnienie tego, dlaczego nie poszedł na wojnę mimo jej ogłoszenia.

W tym momencie, kiedy wszystkim się wydawało, że wojna jest nieuchronna, Rosja zaproponowała nowy porządek dnia. I to być może sygnalizuje nadejście epoki odrodzenia wielkiej dyplomacji. Według Łykianowa, wielu mówiło o wielobiegunowym świecie – jedni z nadzieją, inni z niepokojem. I to faktycznie nastąpiło.

Symboliczne jest to, że u początków nowego etapu znowu stoi Moskwa i Waszyngton. Kiedy konieczna jest prawdziwa sztuka dyplomacji w połączeniu z gotowością zapewniania wypełniania porozumień, Rosja i Ameryka jak dawniej nie mają sobie równych. Za szczególnie cenny eksperci uważają ten fakt, że dwóm światowym gigantom udało się nawiązać owocny dialog w momencie, kiedy modernizacja istniejącego świata z pożądanej przeobraziła się w niezbędną.

Innymi słowy, kwestia syryjskiej broni chemicznej (i szerzej – całkowitego zniszczenia broni chemicznej na świecie, co zaproponował prezydent Putin) staje się dyplomatycznym poligonem, gdzie mogą zostać wypracowane podejścia do problemu radykalnej przebudowy świata na zasadzie równości, sprawiedliwości i dobrych stosunków sąsiedzkich.

Siergiej Duź

http://polish.ruvr.ru

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *