Edukacja w wydaniu demoliberalnym

Jak donoszą media, brama Stoczni Gdańskiej odzyskała swój historyczny wygląd. Przywrócono więc napis Stocznia Gdańska im. Lenina, jak również hasła propagandy komunistycznej oraz postulaty związkowców z roku 1980. Prokuratura, odmawiając śledztwa w tej sprawie, tłumaczy, że odtworzenie bramy w jej stanie sprzed trzech dziesięcioleci ma służyć edukacji społeczeństwa. Odmowa prokuratury jest w zasadzie słuszna, bo byłoby to tak samo rozsądne jak oskarżać muzeum obozu Auschwitz-Birkenau o propagowanie idei narodowo-socjalitycznej.

Zastanawia mnie jednak inna sprawa. Jakie walory edukacyjne oferuje nam taka rekonstrukcja? Czy tą istotną treścią, jaką należy przekazać przyszłym pokoleniom jest to, jak wielkim człowiekiem był Włodzimierz Uljanow, skoro jego imieniem nazywano zakłady pracy? Na szczęście, Polska nie jest krajem byłego ZSRR, tutaj kult wodzów sowieckich nie jest tak zakorzeniony, by miliony oddawały cześć Leninowi, choć zawsze znajdzie się ktoś, kto przez taką bramę właśnie zarazi się komunizmem. Jest to jednak problem tak samo istotny, jak narodowi socjaliści wychowani na serialu Czterej Pancerni, czyli zdecydowanie marginalny.

Zatem niewątpliwy cel tej edukacji stanowi kultywacja legendy Solidarności, jako wielkiego patriotycznego zrywu o wolność i demokrację. Nie wątpię, że pomoże to we wbijaniu do głów tego demoliberalnego dogmatu o nierozerwalności pojęć wolność i demokracja.

W ten sposób widzimy na własne oczy jak nasze władze popełniają jeden z najpoważniejszych błędów komunizmu, co jest o tyle zabawne, że wspomniana edukacja za pomocą bramy stoczniowej ma na celu zapobieganie błędom przeszłości.

Komunizm stał się rzeczywistością poprzez rewolucję i przez cały okres swojego istnienia świętował (a w wielu częściach świata nadal to robi) kolejne rocznicę udanej rebelii. Tego, że rewolucja stała się synonimem zmian na lepsze nie da się ukryć, wystarczy przypomnieć sobie o entuzjastycznych relacjach z krajów arabskich, gdy donoszono o trwających masowych wystąpieniach.

Tymczasem rewolucja jest jedną z najobrzydliwszych idei świata postępu, wymysłem, mającym na celu zburzyć każdy ład, jaki na swej drodze zastanie, w zamian dając krew, śmierć i chaos, mimo że nieugięcie maszeruje pod sztandarem wolności i pokoju.

Nie tylko utwierdzanie w tym błędnym przekonaniu jest głupotą, ale największym idiotyzmem jest w tym wypadku wychwalanie błędu, o którym wcześniej już wspomniałem. Tym błędem jest uczenie społeczeństwa, że masowe występowanie przeciw władzy jest czymś dobrym. Ludzie, którym wpychano do głowy kłamstwa o rewolucji, jako o wspaniałym zrywie wolnościowym obalili socjalizm totalitarny zmieniając go w socjalizm demoliberalny. Ci sami ludzie będą gotowi obalić każdą władzę, która im się nie spodoba.

Niezależnie od potrzeby chwili, czy mówimy tu o strajkach związkowców w PRL-u, czy o masowych protestach przeciw socjalistom, jakie miały miejsce na Węgrzech kilka lat temu, przeprowadzenie takich przemian jest jednym z najgorszych możliwych rozwiązań. Od przeprowadzania przewrotów są ambitni generałowie i lojalni wobec nich żołnierze. Wyprowadzanie na ulicę zrewoltowanych tłumów nie przynosi niczego dobrego, co powinniśmy pamiętać już po rewolucji (anty)francuskiej. Nawet jeśli cel zostanie osiągnięty, to w społeczeństwie jeszcze bardziej zakorzeni się myśl o pożyteczności rewolucji. Nie ma więc powodu, by nie twierdzić, że ten sam lud będzie gotowy do kolejnej rewolty, gdy tylko władza będzie zmuszona przeprowadzić jakąś niepopularną reformę. Każdy, kto zdobywa władzę poprzez bunt społeczeństwa, już na samym początku podkopuje fundament swoich przyszłych rządów.

Sebastian Bachmura

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Edukacja w wydaniu demoliberalnym”

  1. Tekst celny, ale nieco powierzchowny. Dodałbym jakieś uzasadnienie dla:”rewolucja jest jedną z najobrzydliwszych idei świata postępu”, albo dla:”Wyprowadzanie na ulicę zrewoltowanych tłumów nie przynosi niczego dobrego”. Jesli tekst miał za zadanie porzadkowanie idei na prawicy, to lepszym przykładem byłaby rewolucja amerykańska ( antyamerykańska?). Nie znam nikogo, kto uważałby się za prawicowca i miał estymę do rewolucji (anty)francuskiej, a ta pierwsza nawet mnie, teraz, kojarzy sie pozytywnie. Choć nie uważam sie za demokratę ani demoliberała.

  2. @Zar: Tekst rozwinął się z początkowo krótkiego komentarza na temat samego przywrócenia napisu na bramie stoczni, a później, jak widać, nieco mnie fantazja poniosła. Przyznaję, że tekst nie rozwija tematu w pełni, natomiast nie miałem zamiaru pisać tu o „postępie” i rewolucji jako takich, ale wyłącznie o zgubnym wpływie zaszczepiania w społeczeństwie przekonania, że ma ono nie tylko prawo, ale też wręcz obowiązek obalania urzędujących władz, jeśli uzna, że władze nie sprawują należycie swojego zadania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.