Europejska polityka pamięci. Bądźmy w głównym nurcie

W zeszłym tygodniu wydarzył się „incydent” słupecki. Na granicy wielkopolskich gmin Strzałkowo i Słupca powieszono rosyjskojęzyczną tablicę. Ma ona upamiętniać 8000 rosyjskich jeńców rzekomo zmarłych tam z wycieczenia i chorób podczas Wojny 1920 roku.

Trudno incydent ów nazwać inaczej niż zaplanowanym. Choćby dlatego, że jest on łudząco podobny do wydarzeń ze Smoleńska, gdzie kilka wdów po zmarłych 10 kwietnia – na własną rękę – postanowiło upamiętnić swych bliskich. Owe wdowy rozumiem – mają do tego pełne prawo – pytanie jednak, co robiło w tym czasie MSZ? Bo taka akcja – może drobna – jest jednak istotnym wejściem w jego kompetencje. W efekcie jest tak, że politykę zagraniczną 40-milionowego kraju prowadzi kilka szacownych wdów. Że będzie to uznane za incydent dyplomatyczny, było czymś oczywistym. Przebieg słupeckich wydarzeń pokazuje, że były one zwykłą dyplomatyczną retorsją w najczystszym wydaniu.

Dobrze że właściwie zareagował na nie Wojewoda Wielkopolski Piotr Florek. Zwyczajnie – kazał natychmiast tablicę zdjąć. Ale nie może to być jedyna reakcja polskiego rządu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w porozumieniu z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, musi być na takie wydarzenia przygotowane. Musi wiedzieć ile mamy na obszarze Rzeczpospolitej takich miejsc, gdzie podobny incydent może się wydarzyć. Rada musi ocenić związane z nimi fakty historyczne. Zwyczajnie – czy takowy incydent będzie miał swe historyczne uzasadnienie – czy nie, a jeśli nie to jaką argumentację nań przedstawić. Przed własną, ale i międzynarodową opinią publiczną. I wreszcie pytanie – ile takich miejsc jest w Rosji i w jaki sposób Rosjanie o nie dbają.

Ze strony ministra Sikorskiego słyszymy często, że Polska jest w głównym nurcie polityki europejskiej. Rozumiem, że również polityki pamięci. Skoro tak, to warto uczyć się od najlepszych. Najbardziej systematycznych – od Niemców. I nie mówię tu o Erice Steinbach i Centrum Wypędzonych, a o polskich miejscach pamięci na terenie Niemiec. Jest ich dokładnie 31, a opiekę nad nimi sprawują zarówno instytucje poszczególnych landów jak i federalne. Przy najgłębszym krytycyzmie dla Eriki Steinbach trzeba powiedzieć jedno: niemiecka polityka pamięci zarówno w wymiarze prowadzonych przez nią działań jak i ochrony miejsc polskiej martyrologii jest jasna, spójna i skoordynowana. Tak wygląda główny nurt europejskiej polityki pamięci. Warto się w nim znaleźć.

Jan Filip Libicki

[aw]

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]

0 thoughts on “Europejska polityka pamięci. Bądźmy w głównym nurcie”

  1. Mogl by Pan podac jakies konkrety na temat polskich miejsc pamięci na terenie Niemiec? Nigdy o tym nie slyszalam, mimo, ze jestem czlonkiem kilku polsko-niemieckich organizacji. Jesli chodzi o niemiecka polityke pamieci: ma Pan na mysli zadziwiajace pominiecie Generalnego Planu Wschodniego w projekcie Centrum Przeciwko Wypedzeniom, ktore jak sama nazwa wskazuje, jest czyms wiecej, niz tylko centrum upamietniajacym powojenne deportacje Niemcow?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *