Koalicja Tusk-Kononowicz jest faktem

W chwili obecnej jesteśmy świadkami kolejnego PijaRowego festiwalu premiera Donalda Tuska, który jest mistrzem w kreowaniu sztucznego zagrożenia i wrogów publicznych do celów własnego marketingu politycznego. Tym razem padło na kibiców. To oni zostali okrzyknięci przez PijaRowych macherów od propagandy obozu Tuska jako zło wcielone i jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa naszego kraju. Dla premiera nie jest istotne, że np. ministrem Obrony Narodowej w jego rządzie jest człowiek za kadencji którego w ciągu dwóch lat w katastrofach lotniczych zginęło więcej generałów niż w czasie wojny obronnej w 1939 roku. To nie Bogdan Klich jest dla premiera Tuska problemem, ale kibice i to oni zostali wykreowani na największe zagrożenie.

Wszak Klich w najlepsze demontuje struktury bezpieczeństwa państwa i nie psuje premierowi PijaRu, więc może spokojnie siedzieć na ministerialnym stołku. Zagrożeniem dla premiera są kibice, bo podczas meczów głośno wyrażają swoje zdanie na temat nieudolnej polityki rządu. A tego, czyli psucia PijaRu- premier nie wybacza. Nigdy i nikomu, bo powszechnie wiadomo, że dla Tuska PijaR uber alles. W sukurs propagandzie premiera przyszli usłużni dziennikarze i „intelektualiści” grzmiąc na kibiców i odsądzając ich od czci i wiary.

Wprowadzono więc odpowiedzialność zbiorową i za burdy podczas meczu w Bydgoszczy pozamykano dla kibiców część stadionów i wprowadzono niepoważne dyrektywy o niewpuszczaniu na mecze kibiców przyjezdnych. Powszechnie wiadomo, że kibice chłopcami z kółka różańcowego nie są, więc wojna na linii Donald Tusk-kibice rozpoczęła się na dobre.

Polacy są pomysłowym narodem i nie z takim uciskiem jak obecnie dawali sobie radę. I tak np. kibice Miedzi Legnica obeszli zakaz oglądania meczów wyjazdowych w zorganizowanej grupie udając się do Zdzieszowic na wycieczkę krajoznawczo- turystyczną. Na forum internetowym podano plan wycieczki, w którym było m.in. zwiedzanie zabytkowego kościoła i innych atrakcji tego miasta. Tak się „przypadkowo” złożyło, że akurat w dniu wycieczki Miedź grała w Zdzieszowicach z miejscowym Ruchem, więc niejako „przy okazji” każdy z wycieczkowiczów na własną rękę kupił bilet i wszedł na stadion. Na stronie Stowarzyszenia kibiców Miedzi napisano: „Celem naszej wycieczki jest pokazanie, do jakich środków musi uciekać się obywatel RP, aby móc w pełni korzystać ze swoich praw i swobód”.

Jednakże największą i najostrzejszą wojenkę z premierem Tuskiem, Adamem Michnikiem i Gazetą Wyborczą prowadzą kibice warszawskiej Legii i poznańskiego Lecha. W ubiegłą sobotę w Warszawie na stadionie Legii odbył się mecz ze świeżo upieczonym mistrzem Polski Wisłą Kraków. Kibice „wojskowych” postanowili wykorzystać mecz do zorganizowania happeningu. Już od czasów oddanych w filmie „Zakazane piosenki” wiadomo, że Warszawiacy na represje i wszelkie ograniczenia reagują humorem. Tym razem było podobnie.

Kibiców Legii odwiedził nie kto inny, ale twórca najoryginalniejszej doktryny politycznej jaką widział świat po 1989 r., czyli „nie będzie niczego”. Rzecz jasna mowa o Krzysztofie Kononowiczu. Były kandydat na prezydenta Białegostoku przyjechał do Warszawy i w specjalnym materiale (dostępnym na portalu You Tube) podziękował premierowi Tuskowi, że realizuje jego program: „nie będzie niczego”. Że likwiduje zakłady pracy, że dorżnął stocznie, że nie ma nowych dróg i autostrad, że zamknął stadiony.

Krzysztof Kononowicz wezwał premiera Tuska do zawiązania koalicji i dalszej realizacji programu „nie będzie niczego”. Kilkutysięczny pochód kibiców Legii otwierał transparent „Matołów u władzy dostatek”, a na jego czele kroczyli Kononowicz i koziołek o pięknym imieniu „Donald”. Kibice chcieli wprowadzić koziołka na trybuny, ale ochrona nie wykazała się poczuciem humoru i nie wpuściła sympatycznego zwierzątka symbolizującego premiera. Jednakże okazało się, że kibice wyczuleni są na złe traktowanie zwierząt przez ochronę, bo praktycznie cały stadion skandował „wpuścić kozę!”.

Jako, że premier Tusk grzmiał na kibiców, że na stadiony boją się przychodzić ludzie, to cała „Żyleta” przyszła ubrana „na plażowo”. Kibice przynieśli ze sobą materace, ręczniki, czepki pływackie i inne akcesoria plażowicza. Dużym powodzeniem cieszył się ogłoszony konkurs trwający do tej pory, w którym każdy może wziąć udział. Otóż pytanie w konkursie brzmi następująco: „Co to jest? Ryże, wredne, pełne hipokryzji, likwiduje przemysł, zlikwidował stocznie, pozamykał stadiony”. Na szczęśliwego zwycięzcę czeka nagroda, którą jest wąż ogrodowy bardzo podobny do tego, którym ponad 30 lat temu pewien stadionowy bandyta- chuligan bił ludzi w Bydgoszczy.

Na „gnieździe”, czyli w miejscu z którego dotychczas „Staruch” prowadził doping pojawił się Krzysztof Kononowicz pozdrawiając kibiców na stadionie. Kilkanaście tysięcy kibiców Legii skandowało imię i nazwisko głównego stratega rządu Donalda Tuska. Ta feta była na cześć hasła „nie będzie niczego”, które rząd Tuska tak dzielnie realizuje.

Po aplauzie doszło do symbolicznej koalicji, bo na „gnieździe” obok Kononowicza pojawiła się ubrana w garnitur kukła Donalda Tuska. W ten sposób kibice Legii byli świadkami historycznego momentu o charakterze symbolicznym. Obok siebie stanęli: strateg Kononowicz i wykonawca strategii- Tusk. Aby kukła Tuska czuła się bezpiecznie kibice położyli obok premiera wąż ogrodowy „w robieniu” którym Tusk ma od kilku dekad wprawę. Pojawił się także transparent „Wolność słowa art.54”.

Część kibiców zainteresowana polityką komentowała ten historyczny moment. Dało się słyszeć komentarze, że w zasadzie premier Tusk i były kandydat na prezydenta Białegostoku niczym się nie różnią z jedną różnicą: ten drugi jest uczciwy. Kibice Legii robili sobie zdjęcia z Kononowiczem. No ale trudno się temu dziwić, bo kto nie chciałby mieć wspólnego zdjęcia z głównym strategiem rządu? Pamiątka na całe życie.

Po zawiązaniu koalicji Kononowicz-Tusk kibice Legii prowadzili kulturalny doping. Skandowano: „Robert Mateja to polskich skoków nadzieja”, „Robert Kubica”, „Adam Małysz”. Śpiewano hity: „Kolorowe jarmarki”, „Beatę z Albatrosa” i „Mydełko Fa”. Premier Tusk może czuć się podwójnie usatysfakcjonowany: nie dość, że oficjalnie (wreszcie!) poparł go twórca strategii jego rządu „nie będzie niczego” przez co lansowany przez media transfer Bartosza Arłukowicza do PO mocno przybladł na tle sobotniego wydarzenia, to na trybunach stadionu Legii trwała sielanka.

Po meczu i zakończeniu happeningu w pubie kibiców Legii Warszawa o wdzięcznej nazwie „Źródełko” wśród kibiców popijających złocisty płyn chmielowy pojawiły się komentarze, że koalicja Kononowicz-Tusk, to koalicja na co najmniej dwie dekady. Więc kto wie… być może byliśmy świadkami początku „zabetonowania” sceny politycznej na długie lata. Wszak duet Tusk-Kononowicz wydaje się być tandemem „nie do zdarcia".

Łukasz Wielicki

A. Me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Koalicja Tusk-Kononowicz jest faktem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.