Fiskus destruktor

Mając na celu ratowanie małych polskich przedsiębiorców przed nowym absurdalnym pomysłem rządu, Artur Ostrowski, poseł SLD, napisał list rozpaczy do ministra finansów Jana-Vincenta Rostowskiego. Sprawa dotyczy rozporządzenia wydanego przez Ministerstwo Finansów, które zdaniem przedsiębiorców spowoduje eliminację drobnego, polskiego handlu. Nowe regulacje nakazują bowiem handlowcom absurdalnie dokładne określenie towaru na wydruku z kasy fiskalnej, co często jest fizycznie niemożliwe, a jeśli byłoby nawet możliwe, to koszt wprowadzenia danych (np. kilkadziesiąt tysięcy pozycji) jest niewspółmiernie wysoki w porównaniu do obrotu i zysku drobnych kupców. Jak pisze poseł Ostrowski, w opinii zainteresowanych przywołane regulacje mogą skutkować likwidacją małych polskich firm, a tym samym zwiększeniem bezrobocia. Rozporządzenie wymaga na przykład, by drobny sprzedawca w małym sklepiku wprowadził tak dokładny system znaczenia towarów, że jego koszt sięga 20 tysięcy złotych, a czas wprowadzenia to minimum 830 godzin, czyli ponad 100 dniówek roboczych. Żaden drobny przedsiębiorca nie ma ani takich pieniędzy, ani takiego czasu na zmarnowanie w imię biurokratycznych wymysłów ministerstwa. W odpowiedzi na interpelację posła Ostrowskiego Maciej Grabowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, stwierdził, że „nie widzi potrzeby zmiany przepisów we wskazanym zakresie”.

 

Wzorem Wielka Brytania

 

Działania fiskusa i innych regulatorów rujnują także inne całe gałęzie gospodarki. Media niedawno pisały o tym, jak 15 mln zł akcyzy sprzed 2009 roku żądają urzędy celne od przedsiębiorców produkujących ambulanse. Producenci karetek pogotowia, stosując ówczesne przepisy sprzed 1 marca 2009 roku, nie naliczali akcyzy od tych pojazdów dla pogotowia ratunkowego i szpitali, bo nie podlegały one opodatkowaniu. Po zmianie przepisów – od 1 marca 2009 roku – organy celne doszły jednak do wniosku, że podatek trzeba było płacić. – Czy naprawdę państwo powinno zarabiać nawet na ambulansach? Czy nikt nie myśli, że karetki kupowane są najczęściej z publicznych pieniędzy i że tak naprawdę to często przekładanie pieniędzy z prawej kieszeni do lewej? – skomentował w „Dzienniku Gazecie Prawnej” Dominik Szczygieł, radca prawny i doradca podatkowy z kancelarii MSDS Legal. Na dodatek urzędnicy zapomnieli wydać odpowiednich przepisów dopuszczających do ruchu pojazdy specjalistyczne, co powoduje, że kilkaset firm nie może sprzedawać karetek, więźniarek, śmieciarek i przyczep i grozi im bankructwo.

Jak twierdzi Roman Kluska, znany przedsiębiorca mający problemy z fiskusem, to biurokraci, absurdalnymi przepisami, doprowadzili do administracyjnej likwidacji owczarstwa w Polsce, bo regulacje powodowały ogromne koszty i w rezultacie nieopłacalność takiego biznesu. Teraz urzędnicy z Ministerstwa Zdrowia mają coraz bardziej niedorzeczne pomysły, które mogą zrujnować polskie uzdrowiska. Zakazy budowy czy przepisy dotyczące poziomu hałasu wyganiają inwestorów z uzdrowisk. Podobnym absurdem jest zakaz sprzedaży przez rolników serów, masła, jogurtów, chleba, wędlin, dżemów czy soków własnego wyrobu, jeśli nie zarejestrowali działalności gospodarczej.

Tymczasem wszelkie zdroworozsądkowe pomysły są utrącane. W Sejmie upadł przygotowany przez Ruch Palikota projekt ustawy, który wprowadzał, podobnie jak to ma miejsce w Wielkiej Brytanii, możliwość zakładania firmy na próbę, na okres 90 dni. W tym czasie przedsiębiorca nie musiałby płacić podatków dochodowych i składek na ZUS. „Chodzi o to, by każdy, kto ma jakiś pomysł na uruchomienie własnego biznesu, mógł go przetestować w praktyce i w ten sposób przekonać się, czy opłacalne jest dalsze w niego inwestowanie” – wskazano w uzasadnieniu do projektu ustawy. Ta forma działalności gospodarczej miała być maksymalnie prosta i wymagała minimum formalności, a nowe przepisy miały też uchronić nowych przedsiębiorców przed negatywnymi, finansowymi konsekwencjami decyzji o rozpoczęciu działalności gospodarczej. – Krajem, do którego wyjechała największa liczba Polków, jest Wielka Brytania – mówił w Sejmie poseł Przemysław Wipler, popierając projekt ustawy. – W Wielkiej Brytanii możliwość tzw. retroaktywnego rejestrowania działalności gospodarczej jest dużo szersza niż proponowana przez wnioskodawców. 18 miesięcy ma osoba, która rozpoczyna działalność gospodarczą, na to, by są zarejestrować i obowiązek jej zarejestrowania ma tylko wtedy, jeżeli w tym czasie osiągnęła zysk – dodał. – Zdroworozsądkowe podejście Anglików polega na tym, że jak komuś biznes nie wypalił, to nie ma sensu, by w urzędach marnował czas i pieniądze podatników – mówi Wipler.

Kamil Cebulski, młody przedsiębiorca, który z uwagi na polskich urzędników przeniósł swój biznes do Wielkiej Brytanii, przywołał przykład przedsiębiorcy, który dostał wezwanie do urzędu skarbowego w sprawie nadpłaty 7 zł podatku VAT. Ponieważ był jednak za granicą i nie mógł się zjawić w terminie, to biurokraci dali mu… 2700 zł kary za niestawienie się na wezwanie do urzędu! Z kolei mieszkaniec Białogardu za wycięcie uschniętego drzewa dostał 2 miliony zł kary. Do biura posła Wiplera przyszedł poskarżyć się przedsiębiorca, który powiększył sobie staw, co postanowił zgłosić do urzędu. W odpowiedzi urzędnicy powiedzieli, że mężczyzna nie miał zgody na wykopanie tego stawu, bo oni nie dysponują odpowiednimi papierami i nałożyli na niego 200 tysięcy zł grzywny! Przedsiębiorcy skarżą się jeszcze na inne działania fiskusa. Firmom, które chcą prowadzić biznes w wirtualnym biurze, skarbówka utrudnia życie, kontrolując je, odmawiając nadawania NIP oraz zarejestrowania na potrzeby VAT. Na dodatek resort finansów planuje nałożyć podatek dochodowy na firmy, których zagraniczne spółki płacą niższe podatki. Chce także przykręcić śrubę podatkową firmom powiązanym kapitałowo, które transferują zyski między członkami grupy. W takiej sytuacji nie ma się co dziwić, że Polska znalazła się dopiero na 114 miejscu (na równi z Nepalem i Komorami) wśród 185 państw świata w rankingu Płacenie Podatków 2013 przygotowanym przez PWC. Na lepszych pozycjach sklasyfikowano Mołdawię, Papuę Nową-Gwineę, Mozambik, Etiopię, Sudan, a nawet pogrążoną w wojnie Syrię i Afganistan.

 

Wszyscy obniżają podatki

 

Przedsiębiorcy doprowadzeni są przez fiskus do ostateczności. Jan Gródek, rolnik z Mysłakowic (woj. dolnośląskie) popełnił samobójstwo, wjeżdżając samochodem do zbiornika wodnego, winą obarczając za to urzędników skarbowych, którzy bezprawnie nałożyli na niego gigantyczną karę finansową. W zeszłym roku w rozpaczliwej akcji jeden z dilerów Fiata w Zamościu wywiesił wulgarny baner (Dziękujemy ci zasrano Polsko”) skierowany przeciwko fiskusowi oraz państwu. W ten kontrowersyjny sposób chciał zwrócić uwagę opinii publicznej na to, że urząd skarbowy nie chce mu oddać 1,9 mln zł podatku VAT, co może doprowadzić do upadłości jego firmę. Rok później firma już nie istnieje i zrujnowany przedsiębiorca gotów jest oddać swoją nieruchomość (3900 m2) za darmo, pod warunkiem, że prowadzona tam działalność nie przysporzy fiskusowi ani grosza. – Pier…..y polski system fiskalny z bandą tuskowych przekrętów na czele, odmawiając zwrotu naszej firmie podatku VAT, doprowadził reprezentowaną przeze mnie spółkę do bankructwa. Postanowiłem zatem, że oddam komuś tę nieruchomość prawie za darmo [254 zł/m2] – napisał przedsiębiorca w serwisie ogłoszeniowym. – Jeżeli ktoś jednak złoży zgodne z prawem oświadczenie, że będzie tam prowadził taką działalność, z której jeb..y polski fiskus nie dostanie złotówki, to w ogóle oddam mu to za darmo – dodał. Z kolei przedsiębiorca Tadeusz Byrdak z Opola protestował przeciwko działaniu opolskiej prokuratury, która nie uwzględnia jego wniosków o ściganie inspektorów skarbowych. Urzędnicy z Urzędu Kontroli Skarbowej w Opolu w trakcie kontroli mieli dopuścić się – zdaniem Byrdaka – fałszowania protokołów i wymuszania zeznań i bezprawnymi grzywnami doprowadzili firmę do bankructwa.

Tymczasem na świecie coraz więcej krajów redukuje obciążenia podatkowe dla biznesu, bo politycy wiedzą, że pieniądz zostanie znacznie efektywniej wydany przez firmę prywatną niż przez państwowego urzędnika. Premier Wiktor Orban, obniżając podatek CIT do 10 procent, doprowadził do tego, „że Węgry dla firm stały się środkowoeuropejskim rajem gospodarczym, że firmy z Bułgarii, Słowacji, Słowenii, Czech, również z Polski przenosiły tam, a nie na Cypr swoją siedzibę”, jak opowiada poseł Wipler. Zresztą w znacznej mierze na niskim 10-procentowym podatku CIT swój dobrobyt zbudowała także Irlandia, bo tym przyciągnęła amerykańskich inwestorów. W niedawno przeprowadzonych badaniach 86 procent irlandzkich przedsiębiorców potwierdziło, że wzrastające podatki to największe zagrożenie dla ich działalności. Ostatnio premier Portugalii zapowiedział obniżkę CIT-u z obecnych 25-31,5 procent do 17 procent. W jego zamierzeniu niższy podatek dochodowy od firm ma spowodować większą konkurencyjność portugalskiej gospodarki, wzrost inwestycji krajowych i zagranicznych, a tym samym przywrócić wzrost gospodarczy po trzech latach głębokiej recesji i rekordowego bezrobocia. Z kolei w Holandii rząd przyjął propozycję ulg podatkowych dla inwestorów. Eksperci włoskiego banku centralnego ocenili, że za złą sytuację gospodarczą kraju odpowiadają właśnie zbyt wysokie podatki od przedsiębiorstw. Łotwa zamierza obniżyć podatek dochodowy od firm i obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne (te ostatnie mają spaść do poziomu 10 procent). Nawet rosyjski rząd przyjął strategię zniesienia na dwa lata podatków dla nowo powstających przedsiębiorstw. Natomiast aby nie zmniejszył się wzrost gospodarczy, Chiny zwolniły ponad 6 milionów najmniejszych firm z obowiązku uiszczania podatku obrotowego oraz VAT. W Hongkongu po obniżeniu opłat rejestracyjnych założono rekordową ilość firm. Z kolei po roku od obniżenia przez regionalne władze Tybetu stawek podatkowych dla inwestorów, przychody z tego tytułu wzrosły o 110 procent. Nawet Barack Obama, prezydent USA, jest gotowy na obniżenie podatku od amerykańskich przedsiębiorstw. Także nowy minister skarbu w australijskim rządzie federalnym zapowiedział wznowienie negocjacji z rządami stanowymi w sprawie zmniejszenia liczby podatków nakładanych na firmy, które są dla nich zbyt dużym ciężarem.

Niestety do rządu Donalda Tuska tajemna wiedza, że gospodarkę napędza pieniądz w rękach prywatnych, a nie państwowych, jeszcze nie dotarła i jego ministrowie nadal uważają, że gospodarkę można rozruszać tylko keynesowską stymulacją, czyli coraz większymi wydatkami publicznymi. Wysocy ministerialni urzędnicy także porażają niewiedzą. Kompromitacją na antenie TVN CNBC zakończyła się rozmowa Grzegorza Langa, dyrektora Departamentu Doskonalenia Regulacji Gospodarczych w Ministerstwie Gospodarki, który myślał, że zredukowana składka na ZUS dla nowych przedsiębiorców w Polsce wynosi 150 zł. W rzeczywistości jest to ponad 400 zł. Zdaniem premiera Tuska w kryzysie nie można obniżać podatków i jego rząd podnosi nam coraz więcej obciążeń. – W Polsce niebezpiecznie jest cokolwiek posiadać, bo nie dość, że praca człowieka jest bardzo opodatkowana, to jeszcze urzędnicy mogą zabrać cały majątek np. dlatego, że na posiadanej działce uschło drzewo – mówi Kamil Cebulski. – A powodów do konfiskaty mienia mogą być miliony. Ja zabezpieczam się więc w ten sposób, że nic w Polsce nie posiadam, bo wtedy nie można mi nic zabrać – dodaje. Cebulski woli inwestować w firmy za granicą. Działalność prowadzi nie tylko w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka od pół roku i przenosi swoją rezydencję podatkową, ale również w Holandii, Tajlandii czy Zambii. Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

Tomasz Cukiernik 

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 35-36 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r.

M.G.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Fiskus destruktor”

  1. Trąca nieco populizmem. “(Fiskus) chce także przykręcić śrubę podatkową firmom powiązanym kapitałowo, które transferują zyski między członkami grupy” – a co akurat złego w próbie opodatkowania zysków transferowanych za granicę dzięki tworzeniu wirtualnych kosztów i pozadywidendowych płatności między powiązanymi spółkami transgranicznymi? “W ten kontrowersyjny sposób chciał zwrócić uwagę opinii publicznej na to, że urząd skarbowy nie chce mu oddać 1,9 mln zł podatku VAT, co może doprowadzić do upadłości jego firmę” – jeśli ów przedsiębiorca miałby nieco głowę na karku, złożyłby do urzędu zabezpieczenie w formie gwarancji bankowej na kwotę zwrotu i urząd oddałby mu jego pieniądze, a zabezpieczenie upadłoby w momencie zakończenia kontroli. Urząd nie zwrócił mu VAT ze względu na wydłużenie czasu trwania weryfikacji zwrotu. Nie złożył zabezpieczenia? Więc pewnie nie do końca było wszystko w porządku z tym zwrotem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *