Gadziński: Król Komorowski – absurd? Nie do końca…

Po bardziej dogłębnej lekturze okazało się, że poseł Żalek po prostu jest otwarty na ewentualne przywrócenie ustroju monarchicznego, a królem mógłby zostać „ktoś cieszący się zaufaniem Polaków, np. Bronisław Komorowski”.

Propozycja ta wydaje się być absurdalna, godna raczej kabaretu niż debaty politycznej. Ale po głębszym namyśle muszę stwierdzić, że pomysł Jacka Żalka wcale taki głupi nie jest. Jak to? Komorowski królem, będzie karocą na Krakowskie Przedmieście zajeżdżał? – zastanawia się większość opinii publicznej, dla której monarchizm jawi się w najlepszym razie jako nieszkodliwa fanaberia, w najgorszym zaś jako jakieś horrendum. Dla sympatyków opozycji niewyobrażalna może być chęć takiego wyniesienia nielubianego czy nawet nienawidzonego polityka. Rojalista zaś może stwierdzić, że Żalek kompromituje ideę monarchii. Moją pierwsza reakcja na internetowe doniesienia była refleksja: pomysł dobry, ale czynny polityk to zły kandydat na tron. Po pewnej refleksji i wymianie zdań z monarchistycznie usposobionymi Znajomymi uznałem za stosowne bardziej swą opinię zniuansować.

Czy Prezydent Bronisław Komorowski nadawałby się na monarchę? Podstawowy warunek spełnia – w jego żyłach płynie „błękitna krew”, czego nie zmieniają nawet kontrowersje związane z tym, w jaki sposób ta akurat gałąź Komorowskich weszła w posiadanie tytułu hrabiowskiego i herbu Korczak. Mało kto w Polsce zdaje sobie sprawę z tego, że aktualny Prezydent RP jest dalekim krewnym księżnej Matyldy, małżonki belgijskiego następcy tronu księcia Filipa.

Monarchia to instytucja na wskroś konserwatywna, a Bronisław Komorowski jest politykiem konserwatywnym – przynajmniej jak na współczesne zachodnioeuropejskie standardy. A że standardy te są takie, a nie inne? Cóż, skoro ideał jest poza naszym zasięgiem, to należy zadowolić się tym, co osiągalne – realizm zawsze był kluczową cechą myślenia konserwatywnego. Komorowski jest też „konserwatywny” nie tyle w sferze światopoglądowej, co w stylu – jest on dość patriarchalny, ma niemodne wąsy, z jego deklaracji wyłania się dość spore przywiązanie do tradycji, w tym religii rzymskokatolickiej (i to nawet mimo niezgodnych ze stanowiskiem Kościoła poglądów na kwestię in vitro), no i ta pasja myśliwska… Polakom taki „konserwatyzm” się podoba, a przynajmniej nie przeszkadza, skoro wybrali Komorowskiego na prezydenta, nawet biorąc pod uwagę, że w znacznej mierze głosowali przeciwko jego kontrkandydatowi.

Wiem, że takie rozumienie konserwatyzmu dla większości Redakcji i Czytelników nadaje się do śmietnika. Wynika to z kontrowersji wokół rozumienia tego terminu. Portal konserwatyzm.pl promuje konserwatyzm katolicki i monarchizm na wzór krajów romańskich. Brytyjska Partia Konserwatywna jest krytykowana choćby za poparcie dla „związków partnerskich”, w tym jednopłciowych. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że na Wyspach konserwatyzm wiąże się nie tyle z walką o czystość doktryny religijnej czy też poglądami w kwestiach obyczajowych, ale raczej z dbałością o trwałość sprawnych instytucji państwowych. Muszę przyznać, że mimo młodzieńczych fascynacji ideą jakobicką mam wiele szacunku, sympatii i podziwu dla liberalnej i protestanckiej monarchii brytyjskiej. Oczywiście nie ulega kwestii, że „postępy postępu” zaszły w Zjednoczonym Królestwie nieraz za daleko, ale są też rzeczy, które muszą zachowawcę radować – monarchia właśnie, Kościół państwowy (zaniepokojonych tym, że jest to Kościół anglikański spieszę uspokoić, że niewyobrażalne jest w polskich warunkach, by król nie był katolikiem), angielskie uniwersytety ze swoimi wielowiekowymi tradycjami. Być może moje instynkty monarchistyczne wiążą się z tym, że zazdroszczę Wyspiarzom możliwości nieskrępowanego rozwoju politycznego, którą Polakom historia odebrała. I chciałbym naszą stratę nadrobić.

W systemie brytyjskim monarcha „panuje, ale nie rządzi”. A polski prezydent? Nie oddałem głosu na obecną głowę państwa, ale już po roku sprawowania przezeń urzędu doszedłem do wniosku, że Komorowski jakoś szczególnie mi nie przeszkadza, bo… panuje, ale nie rządzi. Pan Prezydent wygłasza okolicznościowe mowy, przecina wstęgi, wygłasza orędzia, jest w polskim systemie politycznym stosunkowo niewidoczny.

Ktoś może spytać, czy Bronisław Komorowski posiada kompetencje intelektualne adekwatne do roli monarchy. Czy osoba mówiąca o „armatach ukrytych w krzakach” (zamiast „w kwiatach” – o muzyce Chopina) czy pisząca o „bulu i nadzieji” nie skompromitowałaby nas bardziej jako koronowana głowa niż jako demokratycznie wybrany prezydent. W końcu lapsusy językowe zaczęto wręcz nazywać „bronkami”. Tylko niby dlaczego miałoby się tak stać? Filip książę Edynburga, małżonek królowej Elżbiety II znany jest z „bronków” znacznie poważniejszych niż te autorstwa prezydenta Komorowskiego i… jakoś nikomu to nie przeszkadza. Nie jest też prawdziwy argument, że tego typu wpadki sparaliżowałyby działanie państwa. Pierwsi monarchowie brytyjscy z dynastii Hanowerskiej nie byli lubiani przez poddanych, nie interesowali się sprawami nowego królestwa, słabo nawet znali angielski, Jerzy I np. miał opinię leniwego, słabo wykształconego i prostackiego – dzięki temu mógł wykształcić się (wskutek aktywności szefa rządu oraz Parlamentu) znany nam model brytyjskiego parlamentaryzmu, państwo działało nadal jak dobrze naoliwiona maszyna. Dynastia z czasem zyskała autorytet – w końcu angielskie trawniki pielęgnuje się latami. 

A co z następstwem tronu? Tutaj Komorowski ma akurat największe atuty z dotychczasowych prezydentów. Dzieci Lecha Wałęsy bywały źródłem zakłopotania ojca, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński mieli tylko córki, co rodziłoby problemy z sukcesją. Dzieci Bronisława Komorowskiego sprawiają wrażenie inteligentnych i dobrze ułożonych. Zapewne szybko przysposobiłyby się do roli członków rodziny królewskiej. A po takim przysposobieniu godne zasiadanie na tronie jest znacznie łatwiejsze.

Oczywiście tak jak wypowiedź Jacka Żalka nie była propozycją intronizowania Bronisława Komorowskiego, tylko opinią o zaletach hipotetycznego ustroju monarchicznego, tak samo mój tekst traktować należy raczej jako li tylko swoisty eksperyment intelektualny. Przede wszystkim – ukoronowanie Bronisława Komorowskiego jest realne w równym stopniu co restytucja monarchii austro-węgierskiej. Monarcha ma za zadanie jednoczyć lud. Przy obecnej polaryzacji politycznej mającej miejsce w Polsce nie sposób uznać, by polityk przez znaczną część społeczeństwa uważany (nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia, na ile słusznie) za „współpracownika WSI” czy nawet osobę zamieszaną w „mord smoleński” miał nagle stać się patronem narodowej zgody (nawet jeśli według jego sloganu wyborczego to „zgoda buduje”). Obawiałbym się raczej, że wstąpienie Bronisława Komorowskiego na tron (zakładając już spełnienie tego księżycowego scenariusza) doprowadziłoby do zamieszek czy wręcz wojny domowej. Potwierdza się raczej moja intuicja, by ewentualnych kandydatów do korony szukać poza gronem czynnych polityków.
Tym niemniej pragnę spytać, czy w świetle tego co napisałem, wprowadzenie w Polsce monarchii, choćby i z Bronisławem Komorowskim na tronie byłoby czymś kuriozalnym, katastrofalnym, czy byłaby to jakaś tragedia dziejowa? Czy byłoby gorzej niż jest teraz? Moim zdaniem absolutnie nie.

Michał Gadziński

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.