Gibelin z Nowej Grenady – Álvaro Mutis (25 VIII 1923 – † 22 IX 2013)

Otrzymał m.in. Nagrodę Cervantesa (2001), Międzynarodową Nagrodę Neustadt w dziedzinie literatury (2002), francuską Nagrodę Médicis, Nagrodę im. Rogera Callois, Nagrodę Księcia Asturii, Nagrodę Królowej Zofii; meksykańską Gwiazdę Orła Azteków, francuską Legię Honorową, hiszpański Krzyż Wielki Orderu Alfonsa X Mądrego; do kompletu zabrakło mu właściwie tylko Nagrody Nobla.

Z urodzenia Mutis był Kolumbijczykiem, lecz podobnie jak jego wielki rodak Nicolás Gómez Dávila do partykularnych tradycji politycznych Iberoameryki był bardzo zdystansowany i uważał się za „pisarza emigracyjnego” (nie z Kolumbii tylko, lecz z historii współczesnej). Jego przodkowie pochodzili zresztą z Hiszpanii (z Kadyksu), a jeden z nich – José Celestino Mutis – był w XVIII wieku sławnym badaczem botaniki na obszarze Wicekrólestwa Nowej Grenady. Rodzina Álvara należała więc do elity społecznej Kolumbii (jego dziadek był plantatorem kawy, a ojciec dyplomatą), lecz on sam był zbyt niespokojnym duchem, by ukończyć jakąkolwiek szkołę (acz różne studia podejmował, także w Europie, w jezuickim kolegium Św. Michała w Brukseli), za to od wczesnej młodości pisał i publikował. Imał się różnych zajęć zarobkowych, by ostatecznie zostać dyrektorem ds. reklamy w międzynarodowym koncernie naftowym ESSO. Ten sukces zawrócił mu jednak w głowie i doprowadził do katastrofy. Został oskarżony – wszystko wskazuje na to, że zasadnie – o defraudację sporej sumy z funduszu reprezentacyjnego (sam próbował to bagatelizować, mówiąc, iż „w większości były to niewinne kaprysy związane z promocję kultury”). Przed wymiarem sprawiedliwości uciekł do Meksyku (gdzie prywatne koncerny naftowe nie miały wstępu), lecz w 1959 roku państwo meksykańskie uznało roszczenia koncernu i Mutis został osadzony na 15 miesięcy w więzieniu prewencyjnym Lecumberri. Tam napisał – podobnie jak nasz Sergiusz Piasecki – swoją pierwszą powieść Diario de Lecumberri, która przyniosła mu światową sławę.

Álvaro Mutis Jaramillo

Twórczość Mutisa jest bogata i zróżnicowana gatunkowo: obejmuje lirykę, prozę powieściową i eseistykę. Świat jego poezji ma swoje źródła w nieokiełznanej wyobraźni poetów romantycznych i prekursorów symbolizmu: Aloysiusa Bertranda i Charlesa Baudelaire’a; w prozie nawiązuje do stricte hiszpańskiej tradycji tzw. powieści łotrzykowskiej (tłem jego powieści przygodowych są zazwyczaj Karaiby). Już w pierwszym tomie poezji La Balanza (1948) Mutis stworzył postać, która stała się jego autorskim heteronimem we wszystkich uprawianych gatunkach, nazwaną Maqroll el Gaviero. Nazwisko „El Gaviero” wywodzi się z języka żeglarskiego, oznaczając marynarza pełniącego wartę na bocianim gnieździe. Bohater (i alter ego) Mutisa jest tedy żeglarzem filozofem, skazanym na wieczne podróżowanie i… błądzenie, często także moralne. Można go także nazwać – jak w tytule jednej z powieści – „marzycielem okrętowym” (Soñador de navíos, 1986). Dwie powieści Mutisa doczekały się ekranizacji, w tym jedyna przetłumaczona na język polski (przez Danutę Rycerz): Ilona przychodzi z deszczem.

Mutis był pisarzem w zasadzie apolitycznym i nigdy nawet nie głosował w żadnych wyborach. Jego przyjaźń z komunistą Gabrielem Garcią Marquezem miała czysto osobisty i literacki charakter. Nader oryginalne jest jednak uzasadnienie jego „apolitei”, albowiem ostatnim wydarzeniem politycznym, którego go dogłębnie poruszyło, był upadek Konstantynopola 29 maja 1453 roku; po upadku Cesarstwa Rzymskiego w sferze politycznej nie może zdarzyć się już nic zajmującego i ważnego. Podczas swojej konferencji w 1965 roku Mutis ogłosił „beznadziejność” (desesperanza) historii. Mimo to deklarował przy każdej okazji, że jest GIBELINEM, MONARCHISTĄ i LEGITYMISTĄ (gibelino, monárquico y legitimista), i wpływowi swojego świętego patrona (urodził się 25 sierpnia) – króla Francji Ludwika IX – przypisywał własne uwielbienie (devoción) dla monarchii. Legitymizm Mutisa jest wprawdzie dość problematyczny, zważywszy, iż przyjmował nagrody od uzurpatorów („królowej” Zofii i „księcia Asturii”), bardziej intrygujący jest natomiast jego gibelinizm. Oznacza on ni mniej, ni więcej, jak uznanie fatalnych konsekwencji dla chrześcijańskiego Zachodu, podjętej w styczniu 1077 roku przez salickiego cesarza Henryka IV, podróży do Canossy dla zadośćuczynienia dumie papieża Grzegorza VII.

Zgon pisarza stał się okazją do refleksji i dyskusji na temat jego poglądów pośród hiszpańskich legitymistów. Na jednym z blogów karlistowskich (Koła Markiza de Villores) jedni wskazują na problematyczność jego legitymizmu, drudzy natomiast podkreślają, iż monarchizm Mutisa był na wskroś „estetyczny”, jako konsekwencja głębokiej odrazy dla separatyzmu republik hispanoamerykańskich, tak destruktywnego dla wspaniałego dziedzictwa transkontynentalnej Monarchii Habsburgów i Burbonów.

Jacek Bartyzel

legitymizm.org

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *