Giraldi: „Izrael jest strategicznym obciążeniem dla Stanów Zjednoczonych”

Jakie ma Pan oczekiwania na kolejne cztery lata w zakresie polityki zagranicznej USA na Bliskim Wschodzie?

Philip Giraldi – Jestem pesymistycznie nastawiony wobec amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Prezydent Obama w teorii mógłby podjąć pewne inicjatywy, gdyż nie grozi mu walka o reelekcję, ale będzie miał na uwadze następne wybory do Kongresu w połowie jego drugiej kadencji. Nie wierzę, że będzie naciskać Izraelczyków w żaden sensowny sposób i zamiast tego będzie podejmował wysiłki aby takie kraje jak Egipt  pozostały przyjazne i stabilne. Myślę, że będzie starał się uniknąć wojny z Iranem, jednak nie sądzę, że będzie gotów podjąć ryzyka rozładowania napięcia z tym krajem i prawdopodobnie będzie próbował rozszerzyć status quo poprzez wspieranie bezsensownych negocjacji. Najprawdopodobniej nie będzie również żadnej bezpośredniej interwencji w Syrii, gdyż Libia okazała się porażką, natomiast  zwiększy się zaniepokojenie co do Jordanii, któremu grozi, że stanie się kolejnym narodem ogarniętym „Arabską Wiosną”.

Jako były pracownik CIA, jest Pan świadomy wojny wywiadowczej prowadzonej przeciwko Iranowi. Jakie są wg. Pana motywy tej walki z Teheranem?  Czy Iran stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, a jeśli nie, to czy nie uważa Pan, iż nadszedł czas na na przełom w relacjach amerykańsko-irańskich w duchu przełomu jaki nastąpił w relacjach z Chinami za Nixona?

PG-  Jak już wspomniałem, nie sądzę, że Obama podejmie jakiekolwiek ryzyko w stosunku do Iranu, gdyż spowodowałoby to liczne problemy dla niego ze strony lobby izraelskiego w USA. Osobiście, popieram operacje wywiadowcze mające na celu utrudnienie Iranowi dostępu do technologii, które mają podwójne zastosowanie w broni, ale nie zgadzam się z udzielaniem pomocy grupom terrorystycznym, takim jak MEK, czy laboratoriom tworzącym wirusy komputerowe, które mogłyby się rozszerzyć i stworzyć kłopoty dla całego świata. Uważam, że Iran nie jest żadnym poważnym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i nawet jeśli wyprodukowałby broń nuklearną, mógłby być skutecznie powstrzymywany.  Nie wierzę w to, że Iran ma zamiar zainwestować pieniądze i podjąć się tak znaczącego ryzyka politycznego aby pójść w tym kierunku.

Neokonserwatyści twierdzą, że Ameryka jest znienawidzona na Bliskim Wschodzie z powodu jej „wartości” i systemu politycznego.  Wielu tradycyjnych konserwatystów, w tym Pan, podważa tą linię argumentacji i przedstawia przekonujące kontrargumenty, a pomimo tego, trudno wielu Amerykanom oderwać się od takiego sposobu myślenia. Dlaczego diagnoza neokonserwatystów jest błędna?

PG-  Neokonserwatyści są w błędzie ponieważ nasi wrogowie, w tym Al-Kaida, wytłumaczyli nam bardzo wyraźnie dlaczego nas nienawidzą: mianowicie z powodu naszej polityki, w szczególności naszego niezrównoważonego poparcia dla Izraela. Nasze wartości nie mają tu nic do rzeczy. Generalnie muzułmanie się dobrze zasymilowali do amerykańskiego społeczeństwa i odnoszą liczne sukcesy. Neokonserwatywny mit trwa ponieważ neocons mają szeroki dostęp do amerykańskich mediów, a poglądy przeciwstawne są spychane do sfery mediów alternatywnych, gdzie ja i inni komentatorzy publikujemy.

Wielu realistów i anty-interwencjonistów takich jak Pat Buchanan, dr Michael Scheuer czy prof. Stephen M. Walt podkreśla potrzebę ochrony realnych amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie, zamiast zajmować się „eksportem” praw człowieka i demokracji. Jakie, więc, są żywotne amerykańskie interesy na Bliskim Wschodzie, które powinny być chronione przez Waszyngton?

PG – Jest tylko jeden żywotny interes na Bliskim Wschodzie –ropa. Region musi pozostać na tyle stabilny aby nie zakłócić eksportu tego surowca. Interwencjonizm zazwyczaj nie działa i wytwarza więcej wrogów niż przyjaciół.

Izrael jest strategicznym obciążeniem czy raczej atutem amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie?

PG – Izrael jest strategicznym obciążeniem dla Stanów Zjednoczonych. Nie dodaje nic do bezpieczeństwa Ameryki, kosztuje podatników miliardy dolarów rocznie, wciągnał Amerykę przynajmniej w jedną wojnę, równocześnie dążąc do wywołania kolejnych oraz przyczynił się do powstania w Ameryce państwa garnizonowego, podobnego do modelu izraelskiego. Przed powstaniem Izraela Stany Zjednoczone nie miały żadnych wrogów na Bliskim Wschodzie. Obecnie nie mają żadnych przyjaciół oprócz państwa żydowskiego.

Czy widzi Pan jakieś zagrożenia dla amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie z poza regionu? Rosja i Chiny to groźni adwersarze czy może potencjalni partnerzy w utrzymywaniu stabilności i równowagi sił?

PG – Rosja i Chiny nie mają możliwości ani zamiaru rozciągnięcia jakiejkolwiek kontroli nad Bliskim Wschodem. Chiński interes jest podobny do amerykańskiego – potrzebuje dostaw energii, które pochodzą z regionu. Rosja widzi islamski Bliski Wschód jako rozwijający się rynek dla swojego eksportu, w tym eksportu broni.

Czy uważa Pan, że nastąpi jakaś poważna rewizja nadrzędnych założeń co do polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie ze strony Republikanów? Czy widzi Pan jakiś przyszłych potencjalnych kandydatów GOP, którzy podnosiliby argumentację anty-interwencjonistyczną?

PG – Nie przewiduje żadnych zmian w programie polityki zagranicznej  Partii Republikańskiej dopóki będzie ona zależna od głosów wyborczych ewangelikałów i dopóki będzie schlebiać ich poglądom politycznym. Rand Paul jawi się jako potencjalny anty-interwencjonistyczny kandydat, jednak on sam ostatnimi czasy wypowiada się jak tradycyjny Republikanin, opowiadając się za likwidacją pomocy zagranicznej tylko dla krajów arabskich, równocześnie głosząc peany na cześć Izraela i popierając jego prawo do samoobrony. Jego ojciec [Ron Paul – red] z takim podejściem zapewne by się nie zgodził, albo przynajmniej operowałby innym językiem. Niezależnie od tego kto zostanie prezydentem w 2016 r. stan amerykańskiej gospodarki utrudni realizację politykę interwencji, co samo w sobie będzie dobrodziejstwem dla świata.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiał Michał Krupa

 *Philip Giraldi (ur. 1946) – b. pracownik Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Był wśród pierwszych agentów CIA, którzy przedostali się do Afganistanu po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Jest komentatorem i ekspertem ds. bezpieczeństwa narodowego i terroryzmu.  Publikuje regularnie m.in na łamach Antiwar.com i czołowego pisma tradycyjnych konserwatystów, „The American Conservative”. Jest również przewodniczącym „Council for the National Interest”, organizacji zajmującej się promocją polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie w duchu realizmu i obrony interesu narodowego.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Giraldi: „Izrael jest strategicznym obciążeniem dla Stanów Zjednoczonych””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.