Globalne ocieplenie, czyli pycha współczesnego człowieka

.

Podobno w południowej Polsce z roku na rok coraz lepiej rosną winogrona. I rosną tak dobrze, że zaczyna się z nich wyrabiać niezłe wina. Dla histerycznych zwolenników tezy o globalnym ociepleniu jest to dowód, że klimat się zmienia i grozi naszej planecie z tego właśnie powodu gigantyczna katastrofa. Czekają nas dantejskie sceny wielkich powodzi, trąb powietrznych etc. Podobno winno to nas zdopingować do kolejnych wyrzeczeń w emisji dwutlenku węgla.

Może kogoś pojawienie się polskich winorośli zdopinguje do siedzenia w półmroku wieczorem, ale mnie nie. Dlaczego? Dlatego, że w ociepleniu klimatu nie widzę w ogóle niczego dziwnego. Właściwie to dlaczego klimat i temperatury powietrza z, dajmy na to, roku 1900 czy 1950 miałyby być wzorcowe, a te z 2014 roku ułomne? Tylko dlatego, że kiedyś rozpoczęto pomiary, a potem klimat ocieplał się? Ze średniowiecznych kronik wiemy, że w epoce piastowskiej klasztory na Śląsku i w Małopolsce produkowały przednie wina. Klimat oziębił się, o ile pamiętam, ok. XIII wieku i wino przestano produkować, gdyż winorośl przestała obradzać. W XXI wieku nie doszło więc do żadnego nieznanego wcześniej ocieplenia klimatu, lecz do powrotu do temperatur sprzed 700-800 lat. I nic więcej nie zdarzyło się.

Weźmy inny przykład: dlaczego Grenlandia – czyli po polsku Zielona Wyspa – nazwana została zieloną, gdy prawie całą pokrywa śnieg, a zieleni jest tam jak na lekarstwo? Odpowiedź jest bardzo prosta: gdy wyspę tę odkryli i zasiedlili wikingowie, to była autentycznie zielona. Ze starych kronik wiemy, że traktowano ją jako ziemię obiecaną, o żyznych glebach i ciepłym klimacie. A przy tym wyspa była ogromna i mogła przyjąć tysiące osadników. Z kronik skandynawskich wiemy, że właśnie ok. XIII wieku klimat zaczął się zmieniać, zrobiło się zimno, sfera zieloności radykalnie cofnęła się, a zamieszkujący tę wyspę ludzie nie mogli się wyżywić z jej płodów rolnych. Kroniki opisują, że potomkowie osadników zaczęli się gwałtownie zmniejszać – dosłownie, gdyż z powodu coraz gorszego i uboższego wyżywienia kolejne pokolenia były coraz niższe wzrostem i coraz bardziej cherlawe. Na razie Grenlandia nadal jest biała. Jeśli jednak dzięki ociepleniu się klimatu zazieleni się ponownie, to trzeba postawić pytanie: czy doszło rzeczywiście do ocieplenia się klimatu, czy też pomiędzy XIII a XX wiekiem doszło do jego oziębienia, która to epoka właśnie się kończy?

Podobne przypadki można mnożyć, a wskazują nam one, że nie istnieje jeden wzorcowy, archetypiczny klimat. Temperatura faluje przez stulecia i tysiąclecia, aby po epokach tropikalnych przyszły epoki lodowcowe i na odwrót. Nie ma jednej jedynej temperatury wzorcowej. W czym jest więc problem z tym ociepleniem, którego jesteśmy świadkami?

Wmawia się nam, że o ile wcześniejsze ocieplenia klimatu były skutkiem działań naturalnych, to nasze miałoby być w znacznej mierze, przede wszystkim czy nawet wyłącznie skutkiem działań człowieka. Dlaczego uważa się, że obecne ocieplenie to wynik działalności człowieka i nie ma charakteru naturalnego? Nie wiem i tego nie rozumiem. A nie, w sumie rozumiem. To skutek tego, że pomiędzy ostatnim ociepleniem klimatu a obecnym pojawił się nurt intelektualny zwany oświeceniem. To myśl nowożytna wyprodukowała teorię zagrożenia wiążącego się z globalnym ociepleniem – które samo w sobie jest faktem – wiążąc je jednak nie z naturą, lecz z działaniem człowieka.

Człowiek sprzed oświecenia znał swoje miejsce we wszechświecie stworzonym przez Boga i ewentualnie zaobserwowane zmiany klimatu przypisałby działaniu Stwórcy, którego sens znajduje się poza ludzkim zakresem pojęciowym. Człowiek oświecenia, a także z późniejszych epok rewolucyjnych, nigdy nie pogodzi się z wizją świata, w którym jest przedmiotem dziejów i otaczającej go rzeczywistości. Człowiek nowoczesny chce być i czuje się stwórcą rzeczywistości, wypierając zeń Stwórcę. Dlatego wizja samoczynnych zmian klimatycznych jest dlań nie do zaakceptowania. Chcąc zawsze występować w roli pierwszoplanowej, w roli podmiotu, człowiek postoświeceniowy domaga się „należnej” mu roli w zmianach klimatycznych. Fryderyk Nietzsche, znakomicie wpisując się w to rozumowanie, naucza, że człowiek nie ma potrzeby klękać przed jakimkolwiek Bogiem. Skoro sam jest kreatorem rzeczywistości, to przypisuje sobie pierwszoplanową rolę w zmianie otaczającego go świata, nawet gdyby to była rola destruktywna. A więc to nie żaden Bóg, lecz człowiek sam ociepla klimat! I to nie żaden Bóg, ale sam człowiek powstrzyma zmiany klimatu!

Mówiąc bardziej po ludzku, trzeba po prostu stwierdzić, że u podłoża hipotezy o ludzkich przyczynach ocieplenia globalnego leży najzwyklejsza pycha człowieka, który wyemancypował się od Boga i uznał się za kreatora ziemskiego i kosmicznego porządku. Tak jak filozofowie francuskiego oświecenia wierzyli, że ludzki Rozum (pisany zawsze przez duże „R”) jest zdolny zaprojektować całościowo i wcielić w życie wielką zmianę polityczną i społeczną za pomocą nowej konstytucji i nowych praw, tak teraz człowiek postoświeceniowy wierzy, że rzekomo zawładnąwszy wielkimi procesami politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi, jest zdolny do zrozumienia i zmiany klimatu. Dla nowożytnika jest to wyzwanie rzucone niepokonywalnej przyrodzie, w której widzi refleks „pokonanego” Boga, przeciwko któremu w XVIII-XX wieku on i jego przodkowie przeprowadzili gigantyczną rebelię. Po obaleniu Boskiej „tyranii” pozostała jeszcze równie niemożliwa do zniesienia tyrania przyrody, którą tradycyjna kosmogonia łączyła z Bożym prawodawstwem. Skoro nie ma Boga, to nie ma i praw przyrody nadanych przez Niego. Czyli człowiek ma prawo poprawiać, modyfikować klimat. Dziś to tylko walka o 1 czy 2 stopnie Celsjusza, ale to wstęp do świetlanej przyszłości, gdzie człowiek sam sobie zaprojektuje klimat.

Twórcom hipotezy o globalnym ociepleniu nie chodzi tylko o pieniądze, sławę i zaszczyty. To sankiuloci prowadzący rebelię przeciwko Stwórcy i Jego porządkowi.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas! i na stronie nczas.com

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Globalne ocieplenie, czyli pycha współczesnego człowieka”

  1. „…Skoro nie ma Boga, to nie ma i praw przyrody nadanych przez Niego. …” – to jest nadużycie. Nikt przecież nie neguje, że z materiałów cięższych od powietrza można budować samoloty. Czynienie sobie Ziemi poddaną jest jak najbardziej chlubne. Do czego trudno sie ludziom przyznać, to to, że pewne trudności przyrodnicze są trudne, a być może niemożliwe do przezwyciężenia (starzenie, smierć, kataklizmy w wielkiej skali …) – to raczej, a nie istnienie praw przyrody stanowi policzek dla nowoczesnej pychy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.