Gruzja minus Saakaszwili

Jego rywal – Dawit Bakradze ze Zjednoczonego Ruchu Narodowego zdobył jedynie ponad 21 proc. głosów. Ponad 9 proc. Niny Burdżanadze z Ruchu Demokratycznego Ruchu – Jedna Gruzja to również kłopot obozu Saakaszwilego, bowiem jego dawna sojuszniczka z czasów kwiatowej rewolucji – dziś darzy go niechęcią bodaj większą, niż premiera Bidzinę Iwaniszwilego i z pewnością skuteczniej jej formacja odbiera głosy ZRN.

Poniżej własnych i spodziewanych oczekiwań wypadł kandydat Partii Lejburzystowskiej, Szałwa Natelaszwili. Jeśli potwierdzi się wynik ok. 2,5 proc. głosów – będzie to i tak dwa i pół raza mniej niż w 2008 r. 1 proc. Giorgi Targamadze z Chrześcijańsko-Demokratycznego Ruchu Gruzji, to mniej więcej tyle, ile dawały mu sondaże i na ile od początku mógł liczyć. Pozostałych 18 kandydatów znalazło się nawet nie tyle poza stawką, co poza dyskusją polityczną w Gruzji.

A jednak ta w Gruzji raczej nie zamrze, pomimo przejęcia przez Gruzińskie Marzenie kolejnego ośrodka władzy (wprawdzie osłabionego przez ostatnie zmiany konstytucyjne). Jak wiadomo bowiem, symptomem dojrzałej demokracji i stabilizacji ośrodka władzy w jednym bloku politycznym – jest zaostrzenie walki frakcyjnej w jego obrębie. Klęska wyborcza ZRN pozwoli zapewne wewnętrznie bardzo zróżnicowanemu obozowi rządowemu skupić się na rozgrywce wewnętrznej. Zwłaszcza, w kontekście spodziewanej rywalizacji o ewentualne następstwo po premierze Iwaniszwilim. W tej rozgrywce warto będzie zwrócić uwagę na trzy osoby – i jedną niespodziankę. Oczywiście czołowymi twarzami Gruzińskiego Marzenia – niekoniecznie wzajemnie życzliwymi pozostają bardzo popularny przewodniczący parlamentu Dawit Usupaszwili, bardzo ambitny i bardzo pro-zachodni szef MON Irakli Alasania oraz bardzo lubiana przez Iwaniszwilego i bardzo póki co nijaka Maia Pandżikidze. Niespodziankę może zaś sprawić nowowybrany prezydent Margwelaszwili, no i sam premier Iwaniszwili, który już podczas wieczoru wyborczego wykazał nową werwę i niechęć do rezygnacji z misji wpływania na gruzińską politykę, o czym wspominał wcześniej. Gdyby jednak faktycznie, premier poczuł się niekonieczny do bronienia demokracji w Gruzji przed Saakaszwilim – to działając we współpracy z nowym prezydentem byłby zapewne w stanie zapewnić po sobie następstwo min. Pandżikidze wskazując, że to szef rządu, a nie koalicjanci Gruzińskiego Marzenia miał rację wieszcząc mocne zwycięstwo Margwelaszwilego już w pierwszej turze. A z tak dobrze przewidującym politykiem – lepiej przecież nie zadzierać…

Porażka ZRN to cios dla waszyngtońskiego, brukselskiego i telawiwskiego myślenia o Gruzji jako o stałej bazie wypadowej na Kaukaz i do Azji Środkowej. Z geopolitycznego punktu widzenia to także zmiana większa nawet, niż zapowiedziane na listopad przesunięcie Ukrainy na stronę Zachodu. Po kilku latach bowiem nad Dnieprem niechęć do UE i pogardzanego nawet dziś NARO może tylko wzrosnąć. Gruzja zaś, nawet w przypadku wewnętrznych podziałów obozu rządowego, tak szybko z drogi odwracania się od Zachodu w kierunku własnych walki o własne interesy – nie zejdzie.

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *