I po Ruchu Narodowym…

Od początku byłem bowiem pewien, że liczba oddanych na RN głosów będzie zbliżona do liczby uczestników Marszu Niepodległości.

Ale nie doceniłem faktu bardzo niskiej frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przy stałej ilości elektoratu na poziomie 0,7%, przy frekwencji niższej o połowę niż zwykle, można było otrzymać 1% społecznego poparcia. Jako politolog powinienem był ten czynnik przewidzieć. Mea culpa.

Z punktu widzenia politycznego wynik 1% to jednak oczywista klęska, która była łatwa do przewidzenia. Nie jest możliwe stworzenie partii skierowanej wyłącznie do zradykalizowanej młodzieży (głównie płci męskiej), złej na system, że nie daje jej pracy i perspektyw życiowych, pod hasłem nacjonalizmu i rewolucji narodowej, gdzie słowa te pozbawione są jakichkolwiek treści.

Środowisko Janusza Korwin-Mikkego było w stanie przez wiele dziesięcioleci utrzymywać się mimo kolejnych porażek. I to nie tylko dlatego, że regularnie brało dwa razy więcej głosów, niż wziął teraz RN. Środowisko to zachowywało spoistość, ponieważ było spojone wspólną doktryną – często być może traktowaną nazbyt dogmatycznie – ale dającą jej jedność. RN doktryny takiej nie wytworzył i, moim zdaniem, nie jest do tego intelektualnie zdolny. To nie jest ONR przedwojenny, skupiający intelektualną elitę studentów. To ruch Winnickiego i Zawiszy. Dziś z tym większą siłą i pewnością ogłaszam, że Ruch Narodowy stracił rację bytu i powinien ulec rozwiązaniu. Można tu przypomnieć stary tekst: „Kończ Waszmość i wstydu oszczędź”.

Z tego co się orientuję, to liderzy RN najsilniej przeżywają fakt, że ich „naturalny elektorat” zagłosował na Kongres Nowej Prawicy. Ja dodałbym, że nie tylko zagłosował. KNP jest zdolna wypełnić zapotrzebowanie społeczne, z którego zrodził się RN, mimo że formalnie rzecz biorąc KNP nie jest partią nacjonalistyczną czy narodową. Polska nie potrzebuje dziś jednak nacjonalizmu typu etniczno-plemiennego, gdyż problemy z mniejszościami narodowymi mają charakter marginalny. Podstawowe problemy to walka z oligarchią symbolizowaną przez, utrzymywanie z budżetu państwa, systemowe partie polityczne oraz sprzeciw wobec zacieśniania dalszej integracji europejskiej.

KNP, posługując się tutaj retoryką silnego państwa minimum, pośrednio głosi postulaty te same, co RN: rodzaj rewolucji antyoligarchicznej. W kwestii unijnej jest znacznie radykalniejszy niż RN, który chciałby ustanowić specjalnego komisarza do spraw energetycznych, tym samym stojąc na pozycjach bliskich PiSowi, czyli faktycznie pro-brukselskich. Nie wspominam już o kwestii atlantyckiej, gdzie – rozmijając się z poglądami swojego elektoratu – przynajmniej część kierownictwa RN stoi na stanowisku pro-amerykańskim, faktycznie zbliżając się do pozycji neokonserwatywnych i pro-izraelskich. Chcę przez to powiedzieć, że KNP jest partią zdecydowanie bardziej eurosceptyczną, narodową i antyunijną niż RN, której poglądy w tej kwestiach są bardzo niewyraźne i nie zmienią tego słowne wygibasy Artura Zawiszy.

W sytuacji, gdy mamy państwo jednolite narodowościowo, to charakterystyczna dla KNP obrona suwerenności państwa faktycznie jest tym samym, czym dla narodowców jest obroną suwerenności narodu. Antysocjalistyczna rewolucja KNP jest po części tym samym, co „rewolucja narodowa”, tyle, że miałaby się odbyć wedle jakiegoś racjonalnego programu, a nie zlepka haseł. W tej sytuacji trzeba sobie zadać pytanie, czy wyborczo wybatożony Ruch Narodowy w ogóle jest komukolwiek i do czegokolwiek potrzebny? Czy przypadkiem jego postulaty, i to w formie zdecydowanie bardziej zaawansowanej intelektualnie, nie są już wyrażane przez Kongres Nowej Prawicy? Po co komu RN w obecnej postaci i – przede wszystkim – z obecnym kierownictwem?

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “I po Ruchu Narodowym…”

  1. Ruch Narodowy będzie istniał dalej i słusznie. Powinien skupiać się na integrowaniu niezadowolenia społecznego (vide: ACTA) i czekać na swój czas. Nigdzie się nie spieszyć. Lepper czekał dekadę. KNP ma jeden problem, który mnie martwi. Nie istnieje bez Korwina. UPR ma tą samą ideę. Jest też Partia Libertariańska, ale ludzie nie głosują na ideę, tylko na Korwina, żeby „zrobił porządek z tymi złodziejami”. Ten cel może wypełnić równie dobrze RN, jeśli będzie się rozwijał. Należy skupić się na pracy programowej, formacyjnej i akcjach ulicznych. Lepiej mieć partię protestu po szeroko rozumianej prawej stronie niż oddawać rewolucyjny potencjał międzynarodowym lewusom.

  2. Moim zdaniem JKM zauważył jedną rzecz, która jakoś nie przebija się do świadomości powszechnej, a już na pewno do świadomości katolików (zarówno po- jak i przedsoborowych). Katolicyzm ekspansywny musi być ewolucyjny. Nie ma żadnego liczenia się z ofiarami (ochrony rynku, przedsiębiorców, pracowników, konsumentów). Ofiara jest kosztem rozwoju. Katolicyzm taki był, aż mu wybito zęby, różnymi „nauczaniami społecznymi”, czyli socjalizmem w terminologii JKM. Paradoksalnie biologicznym celem organizmu jest tylko przeżycie, ale celem człowieka (jako jednostki) jest zrealizowanie własnych dążeń, ideałów, którym przeżycie jest poświęcone. KNP ma doktrynę i jest to doktryna zarówno mocno tradycyjna jak i nowoczesna. Przy wszystkich swoich uproszczeniach, jest ona siłą tej formacji – jak zauważył prof. Wielomski.

  3. Z tzw. „złodziejami” najsprawniej może rozprawić się „cóś”, co bodajże na xportal.pl nazwano „faszyzmem plebejskim”, innymi słowy ruch wk*wionych (de facto) ateistycznych dresiarzy-drobnomieszczan i dresiarzy-proletariuszy, dymanych przez „elytę”, ale też przez prostytyuujących się z „elytą” rozmaitych „yntelygentów”, administrację i jej „ramionczka siłowe”. Bardzo trudni będą do zmanipulowania przez pedofili-miłośmierdnikow, jak też lewaków czy pejsatych. Tak się może zrobić „czerwono-brunatno”, „kozacko-czarnosecinnie”, i wszelkie ścierwo, biorące udział w procesie projektowym w Magdalence, może skończyć marnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.