Ideały versus rzeczywistość

Tysiąc myśli pląta się nieustannie w głowie, a przynajmniej ponad połowa z nich to pytania. Te, które człowiek non stop sobie zadaje; te, które pozostają zwykle bez odpowiedzi. Często pytamy nie wiadomo kogo, o nasze życie, jego cel, sens. Tak, to wyświechtane schematy, jednak istotne. Każdy ma jakiś cel.

   Czym są ideały? Mówi się, ze ludzie się nimi kierują. Tak, owszem, nie zaprzeczę. Każdy ma swoje owe ideały, jakieś zasady. W opinii jednych dobre, dla drugich zaś złe i niezrozumiałe. Ale czym są one w ogóle? Czy wystarczy wpoić sobie do głowy pewne tory, którymi powinniśmy podążać, nawet wiedząc, że i tak pójdziemy innymi? Czy wystarczy mieć zasady, po to by istniały tylko dla pustej egzystencji, pozostające nietkniętymi przez nas w ciągu życia? Jeśli wykształtowały się w nas jakieś wartości, to powinniśmy przy nich trwać, nie pozwalać, by osiadł na nich kurz, a jednak często to robimy… Czy człowiek naprawdę jest tak słaby, że nie potrafi sam zadecydować o własnym postępowaniu? Silniejsze od nas samych bywają presja, rzeczywistość. Ten drugi aspekt to niejednokrotnie źródło naszych nieustannych porażek. Powielanych z biegiem czasu, nie uczymy się na błędach. Piękne, wzniosłe ideały gdzieś tam w nas istnieją, ale my istniejemy w szarej rzeczywistości, poruszamy się tak blisko ziemi, że prawie po niej pełzamy, zapominając o sporadycznym spojrzeniu ku niebu. Łatwo się wtedy zagubić, bardzo łatwo. Rzeczy wartościowe, którymi chcielibyśmy się kierować są niekompatybilne do rzeczywistości, nie pasują do szybkiego, trywialnego i niejednokrotnie głupiego życia w tym chorym świecie. A co jest najgorsze? Świadomość tego. Gdyby jej nie było, to wydawałoby się nam, że wszystko jest w porządku, że nasz tryb życia nie stwarza problemów naszym celom, marzeniom, moralności. Jednak, gdy wieczorem, w ciszy zatrzymamy się na chwilę, odseparujemy od owego szybkiego życia, to bywa tak, że myśl ta nas przytłacza, bo bolesna jest świadomość tego, że mimo iż chcemy, jakoś “nie da się” wpasować owych ideałów w codzienność. W naszych zmęczonych, szarych oczach są one już tylko jakimiś niedosięgalnymi, pięknymi perłami, których nie potrafimy wrzucić do bagna naszej rutyny. Być może jakoś by się dało, ale na to trzeba sił, poświęcenia pewnych rzeczy, a czasem i cząstki swojego “ja”. Ciężko tego dokonać, dlatego bilansem takich konfrontacji najczęściej są porażki człowieka…

   Mimo wielu przeciwności możliwe jest jednak zachowanie suwerenności myśli, niezależności wobec presji i wytrwałości we własnych celach. Najlepiej nie zaczynać się rozpędzać z życiem na zakręcie, nie trzymać się tak blisko trywialnych potrzeb, spraw, dążeń. Czasem po prostu nie warto, bo można niespodziewanie, nie wiadomo jak i kiedy zagubić samego siebie. A potem powrót do “normalności”, do poczucia stabilności jest niezmiernie trudny. Przecież ważniejsze jest “być” niż mieć, nawet kiedy “mieć” nie oznacza tylko materialnych rzeczy. Nikomu wszakże nie jest pisane czuć się bezradnie jak dziecko wobec jednego z największych darów, jakim każdy z nas został obdarzony – życiem.

             /Anna K. – Sekcja Młodych Stowarzyszenia ONR Podhale/

ŹRÓDŁO: www.onrpodhale.boo.pl

a.me.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *