Iran na krawędzi

W zasadzie nikt już nie widzi dyplomatycznego rozwiązania napięć na linii Iran-Zachód. Pytanie brzmi tylko, kto zaatakuje pierwszy. W definicję ataku na państwo Teheran wpisuje się już od dawna (biorąc pod uwagę, że sankcje naruszają niezależność państwa w świecie ogarniętym globalizacją), jednak do tej pory w miarę skutecznie radził sobie ze sporymi ograniczeniami nakładanymi przez Radę Bezpieczeństwa.

Zakaz kupna surowców nałożony w Unii Europejskiej, odciął Iran od sporego kapitału, który i tak już z ledwością łatał budżet. Dziś wygląda na to, że ajatollahowie stoją na krawędzi i będą robić wszystko, aby zabezpieczyć ciągłość władzy i, co najważniejsze, egzystencjalność państwa. To oznacza, że Teheran powoli wchodzi w stan desperacji – staje się faktycznie niebezpieczny. Ile jednak winy leży po jego stronie?

Irańska problematyka geopolityczna

Jak podkreśla ośrodek analityczny STRATFOR, Iran jest dość specyficznym państwem – ze względu na swoje położenie geograficzne. Ponadto dość mocno skonsolidowane społeczeństwo, które w zdecydowanej większości wyznaje islam, sprawia, że pomimo niskiego PKB (4,500 USD per capita), Teheran cieszy się ciągłością władzy. Iran jest w stanie oprzeć się amerykańskiej presji, ponieważ nie uczestniczy w systemie Bretton Woods. Aktywność irańskiego wywiadu jest niezwykle widoczna m.in. w uwikłanym wojną Afganistanie i Iraku. Pomimo, przeszło ośmioletniej, amerykańskiej okupacji tych państw, Iran wciąż posiada tam chociażby znacznie lepsze rozpoznanie niż Amerykanie. Władze Iranu doskonale wyczuwają sytuację geopolityczną własnego państwa, a posiadanie tak liczebnej armii jest tylko tego przykładem. Górzysty region wpływa na niskie generowanie kapitału, a występujące rzeki nie są rzekami żeglownymi. Iran, by utrzymać władzę, musi utrzymywać swoich sąsiadów w jak najsłabszej kondycji. Nie jest zdolny do bezpośredniego wpływania na państwa, z którymi graniczy, stąd by utrzymać znamiona mocarstwa inwestuje w armię, która dziś faktycznie jest bardzo dobrze uzbrojona.

Jednak w przeciwieństwie do regionalnych super-państw, jakimi w Europie są np. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, w Azji pacyficznej – Japonia, Korea Południowa, Chiny (chociaż boryka się ze swoją integralnością i znacznymi różnicami w społeczeństwie) czy Australia, Iran całości władzy nie eksportuje, a skupia się na swojej integralności. Po ośmioletniej wojnie irańsko-irackiej, Teheran systematycznie rozbudowywał zdziesiątkowaną armię. Czynnikiem, który sprawił, że ta droga jest kontynuowana, jest szereg zagrożeń, wynikających z obecności USA w regionie – wrogiego Iraku oraz rosnącej w siłę Arabii Saudyjskiej. W zasadzie perskie państwo jest zagrożony na każdej flance:

* od północy toczy spór prawny z Turkmenistanem i Azerbejdżanem o dostęp do Morza Kaspijskiego (wpłynęła na to decyzja Aszchabadu o budowie gazociągu, który z natury rzeczy byłby konkurencyjny dla dostaw irańskich);

* od północnego-zachodu widnieje mała i niegroźna Armenia oraz Turcja (państwo należące do Paktu Atlantyckiego, a więc sojuszu wojskowego pod nieformalnym dowództwem wrogiego Teheranowi Waszyngtonu);

* od zachodu Irak, który znajduje się wciąż pod olbrzymim wpływem USA. Iran wspiera społeczność szyicką w Iraku, co dodatkowo podsyca sytuację.

* od południowego zachodu otacza się wrogą Arabią Saudyjską, która jest na etapie ogromnych inwestycji w armię.

W 2011 roku Saudowie zawarli kontrakt z USA, wart blisko 60 mld dolarów. Planowali też zakup 84 nowoczesnych myśliwców F-15, 190 śmigłowców oraz pocisków i bomb. Arabia Saudyjska szuka też możliwości w pohamowaniu ambicji Iranu np. w 2011 roku wysłała swoje wojska do Bahrajnu, by wesprzeć tamtejszych sunnitów. Następny jest Kuwejt, który przypomina protektorat amerykański, porównywalny z sytuacją Islandii podczas II Wojny Światowej. Jednak te państwa oddzielone są ze sobą Zatoką Arabską, a to uniemożliwia atak z lądu.

Relacje z pozostałymi sąsiadami

* Władze Bahrajnu, zgodnie z duchem Arabskiej Wiosny Ludów, przyznały więcej praw szyitom, którzy stanowią blisko 60% ludności tej niewielkiej wyspy. Iran wspiera tam ludność szyicką, licząc na to, że stworzy ona irański przyczółek po drugiej strony Zatoki. Bahrajn jednocześnie stanowi bazę dla amerykańskiej V floty.

* Nieco inaczej te relacje wyglądają z emiratami – Dubaj jest najważniejszym irańskim partnerem handlowym. To miejsce, w którym udaje się pominąć sankcje nakładane przez USA i Radę Bezpieczeństwa. Natomiast Abu Dabi chwali się gorszymi relacjami z Iranem, który dziś jest bogatszy od Dubaju przez to, że jest głównym ośrodkiem naftowym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Abu Dabi popierało Irak w wojnie iracko-irańskiej, wraz z Arabią Saudyjską i Kuwejtem. Poza tym toczy spory z Iranem o kilka wysp w cieśninie Ormuz.

* Relacje z Pakistanem właściwie są wielką niewiadomą. W teorii do niedawna Pakistan był bliskim sojusznikiem USA. Jednak po zabiciu Bin Ladena obie strony nabrały ku sobie wątpliwości oto, kto kogo popiera. Rzekomo Islamabad nie wiedział, że na jego terenie ukrywa się najbardziej ścigany człowiek świata. Granice Pakistanu z Afganistanem i Iranem są nieszczelne, przez co Talibowie mogą się w miarę swobodnie poruszać wraz z irańskim wywiadem, który wspiera wszystkie organizacje i społeczności, które są wrogie Waszyngtonowi, a więc i terrorystów z al-Kaidy.

* Od wschodu Iran graniczy z pogrążonym wojną i ubóstwem Afganistanem. Państwo to, to dla Amerykanów wciąż finansowa, wizerunkowa i militarna dziura bez dna – co jest na rękę Teheranowi (zasada utrzymywania osłabionych sąsiadów). Z definicji przypomina państwo upadłe, z władzami zdolnymi utrzymać kontrolę w stolicy w strefach chronionych i to z pomocą zagranicznych sojuszników. Brak powszechnej informatyzacji i niewyedukowane społeczeństwo (często analfabeci) sprawia, że ludność jest podatna na współpracę z grupami terrorystycznymi, które nierzadko płacą więcej niż rząd w postaci dotacji (w rzeczywistości subwencji od Amerykanów).

Z całej tej problematyki zagrożeń wypływających dla Iranu, władze w Teheranie nakreślają strategię wojskową, której celami są;

* Utrzymanie bezpieczeństwa wewnętrznego, by powstrzymać ewentualne powstania narodowe, pośród etniczno-religijnych mniejszości. Potencjalnymi miejscami są północne rejony Iranu i wschodnie ziemie graniczące z Afganistanem;

* Zamknięcie albo przynamniej znaczne ograniczenie dostępu USA do Zatoki Perskiej. Pomóc w tym ma rozwój technologii uzbrojenia atakowania statków (podobnie jak chiński Silkworm) i zainstalowanie go w Cieśninie Ormuz oraz kupno floty podwodnej, złożonej z  okrętów zdolnych do minowania tych wód.

Dużym problemem irańskiej armii jest jej ograniczony dostęp do wolnego rynku – a raczej, praktycznie brak takiego dostępu. W tym wypadku skazana jest na Rosję i Chiny, które najwyraźniej działają w swoim interesie, wetując rezolucje odnośnie Iranu w Radzie Bezpieczeństwa. Niewątpliwie jest to efekt systematycznie nakładanych sankcji, a to znacznie spowalnia modernizację armii. Teheran priorytetowo obrał dwa założenia konfliktu tj. bezpośrednie starcie z Amerykanami i ich sojusznikami. Pierwszym teatrem działań ma być Cieśnina Ormuz (która jest najważniejszym szlakiem handlowym, od kiedy większość irańskiego budżetu jest pokrywana z eksportu surowców). Stąd systematyczny rozwój obrony przeciw powietrznej, mającej bronić kraj przed amerykańskimi lotniskowcami. Drugim założeniem jest wrogi Izrael – co najgorsze dla Mahmuda Ahmadineżada – oficjalnie nieuznawany przez Iran, co z kolei łączy się z silną krytyką nawet w Lidze Arabskiej. W związku z tym Teheran rozwija technologię rakiet średniego i dalekiego zasięgu.

Amerykańskie próby

Amerykanie od początku kadencji Baracka Obamy, systematycznie zmieniały swoją politykę zagraniczną. W grę nie wchodziły wyłącznie interesy. W Europie jest to rozumiane niekiedy jako zwykły brak zainteresowania, natomiast amerykańska rada stanu mówi o obronie swoich interesów, a te niewątpliwie dzisiaj przekładają się na Bliski Wschód i Azję pacyficzną. Równolegle ze zmianą wektorów w polityce zagranicznej USA, następowało przemianowanie w podejściu do mocarstwowości. Dziś siły państwa nie ocenia się tylko w skali jego zdolności militarnej, ale też siły gospodarczej, dyplomacji publicznej, a co za tym idzie polityki edukacyjnej tak i wewnątrz kraju, jak i możliwości propagowania swoich wartościowości na zewnątrz. W pewnym sensie powraca się do polityki Reagana – masowej produkcji, w celu wzmocnienia siły roboczej (która, na nieszczęście Amerykanów, w największym stopniu funkcjonuje w Chinach). W raz z powstawaniem nowej technologii rozwija się (jeśli już nie rozwinęła) nowy rodzaj ataku – tzw. cyber-atak. Na każdej z wymienionych płaszczyzn Amerykanie próbowali osiągnąć cel – osłabienie Iranu. Jednak zaangażowanie w Iraku i Afganistanie pozwoliło wziąć świeży oddech Teheranowi i jego największemu sojusznikowi w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – Rosji. Amerykanie wyszli z założenia, że jeśli chodzi o gospodarkę, to dla własnego dobra należy ściśle współpracować z Chinami. Natomiast reset z Rosją odnosił się do łagodniejszego stanowiska Moskwy odnośnie układu START, w zamian za odejście od instalowania tarczy antyrakietowej w Europie. Niewątpliwie Waszyngton liczył na współpracę w Radzie Bezpieczeństwa odnośnie Iranu. Rosja jednak dziś prezentuje styl Primakowa – czyli zrobi wszystko by nie stracić zaufania w krajach arabskich, bezmyślnie przyjmując stanowisko Zachodu. Broni własnych interesów, a jednym z nich z pewnością jest dozbrajanie irańskiej armii w zamian za miliardowe kontrakty – biedny Iran to jednak kiepski klient. Kolejnym zachowaniem były groźby wycofania się z kontraktu sprzedaży Turcji samolotów bezzałogowych, których Ankara potrzebowała do walki z separatystami kurdyjskimi z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), a którzy posiadają swoje bazy głównie na granicy iracko-tureckiej. Dalej wiele starać się nie musieli, bo nikomu na rękę nie jest „atomowy Iran rządzony przez nieobliczalnych ajatollahów” – za wyjątkiem Chin i Rosji, które czerpią zyski na handlu z Teheranem.

Paradoks egzystencji

Paradoksem narastającego konfliktu wokół perskiego jest egzystencjalność państw Iranu i Izraela. Iran oficjalnie nie uznaje Izraela, a irański prezydent niejednokrotnie w populistyczny sposób wypowiadał się, że Izrael wręcz „powinien zniknąć z mapy świata”. Z drugiej strony twarde stanowisko Izraela i jego liczne próby na forum międzynarodowym odnośnie nakładania kolejnych sankcji, wydają się więc być całkowicie zrozumiałe. Atomowy Iran, to bardzo groźny, jeśli nie śmiertelny wróg. Z drugiej strony stoi Iran, którego narodowym wręcz celem jest posiadanie broni jądrowej. Teheran doskonale rozumie, że tylko w ten sposób będzie zdolny zapewnić sobie bezpieczeństwo. Jednak kolejne sankcje pogrążają to państwo w biedzie i ubóstwie. Trwa już wojna wywiadowcza, a im bardziej Zachód będzie naciskał, tym bardziej Iran będzie się opierał (sankcje nie do końca odniosły sukces). Desperackim przykładem jest zapowiedź blokady Cieśniny Ormuz, wtedy gdy Unia Europejska nałoży sankcje na kupno ropy z Iranu. Izrael i Iran stoją na krawędzi swojej egzystencji. Pytanie tylko kto zaatakuje pierwszy.

za: http://www.geopolityka.org/analizy/1333-iran-na-krawedzi

a.me.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Iran na krawędzi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *