„Ite, missa est”

„…in meam commemorationem”

Tymczasem inną znaną cechą współczesności, poza samą jej zmiennością – jest jej chwilowość, przyczynkarstwo, przepływanie w czkawce całodobowych telewizji informacyjnych i portali społecznościowych. Jednostki i całe społeczeństwa przeżywają tego typu dramatyczne zdarzenia bardzo emocjonalnie, ale jednocześnie błyskawicznie zapominają, posiadając ogromną zdolność adaptacji do nowych warunków. W istocie ze wszystkich dat w najnowszej historii świata emblematycznym i faktycznie stanowiącym cezurę pozostaje tylko 11 września, ten współczesny holocaust – mit konstytuujący nowy porządek światowy. Kolejne ofiary – są tylko celebrowaniem wspomnień po tamtej, dającej polityce amerykańskiej uniwersalne prawo do czynienia na całym świecie co tylko uzna za stosowne. Ponieważ jednak nawet tak wielkie ołtarze z czasem pokrywają się kurzem i patyną, a ludzie – jak wspomniano – przyzwyczajają się i zapominają, potrzeba nowych zbrodni, nowych wstrząsów emocjonalnych, słowem ponownego uzasadnienia dla wzniecania kolejnych wojen z jednej strony, a zwiększania inwigilacji i budowy państw quasi-totalistycznych na płaszczyźnie polityki wewnętrznej. I nie ma większego znaczenia, czy rację mają spiskolodzy, tropiący w kolejnych zamachach prowokacje i szukający luk w oficjalnych wersjach zdarzeń, czy też terrorystom w określonych momentach po prostu pozwala się robić swoje, czy też wreszcie wykorzystuje się zdarzenia niezaplanowane. W istocie skutek bowiem jest ten sam.

„Partant Pour la Syrie”

Ten sam, bo tzw. opinia publiczna od dawna jest już bezbronna, to znaczy nie posiada żadnych skutecznych instrumentów wywarcia presji na rządzących, nawet gdyby była sobie w stanie wyobrazić w jakim kierunku należałoby zmienić politykę państw Zachodu. Ponadto zaś, najpierw histeryzując, a potem szybko zapominając – współcześni ludzie mają czas skupienia uwagi porównywalny z małymi kotkami. Można więc być spokojnym, że nikt nie zapyta czemu niby zamachy są np. argumentem za kontynuowaniem wojen oraz zwiększaniem inwigilacji obywateli, skoro metody te dość ewidentnie nie tylko ich nie powstrzymują, ale zewsząd słyszymy wszak o narastającym zagrożeniu!

Porównując mapę świata sprzed 11. września 2001 r. – i obecną widać wyraźnie, że tzw. wojna z terroryzmem doprowadziła co destabilizacji, a nie pacyfikacji globu. Równolegle zaś w państwach zachodnich nastąpił wyraźny regres wolności obywatelskich (albo praw jednostek, jak ktoś woli) na rzecz omnipotencji państwa. Są to jedyne dwa oczywiste następstwa podejmowanych dotychczas działań, a więc to na zwolennikach ich kontynuowania spoczywać powinien obowiązek dowodu czemu teraz miałoby być lepiej i inaczej. Czemu np. lądowa interwencja w Syrii – do której zdaje się cała ta awantura ma prowadzić – będzie efektywniejsza niż takie akcje w Afganistanie i Iraku? Ba, można wręcz założyć, że powtarzające się argumenty za „ostatecznym rozprawieniem się z ISIS”, słyszane po Paryżu – związane są nie tyle z samym zamachem, co z niepokojącymi Waszyngton postępami armii syryjskiej wspieranej przez rosyjskie lotnictwo.

Num custos fratris mei sum ego?”

Post-paryska kontynuacja obecnej polityki „antyterrorystycznej” w duchu WTC – może też prowadzić do wzmocnienia tendencji nadających nad-państwu europejskiemu (którego istnieniu w Polsce się wciąż zaprzecza) dalsze kompetencje, z zakresu „bezpieczeństwa”, „obronności” – czyli przede wszystkim kontroli nad własnymi obywatelami. W tym kontekście spór o nowych imigrantów o tyle jest obok tematu – że są oni potrzebni nie tylko do pracy w Niemczech, ale także do wywoływania poczucia zagrożenia w pozostałych społeczeństwach Unii. A człowiek zagrożony łatwiej uwierzy i zgodzi się na kontrolę nad własnym życiem, jeśli uzna, że równolegle lepiej pilnowany jest też jego sąsiad o dziwnym kolorze skóry.

Krytyka multi-kulti jako pomysłu cywilizacyjnego (?) prowadzona była przez niektóre środowiska jeszcze zanim stało się to modne na FB. Zwłaszcza Francja poniosła w tym zakresie porażkę i to już dekady temu, kiedy stało się jasne, że potomkowie imigrantów nie ulegając asymilacji – jednocześnie ulegli wykorzenieniu, tracąc własną tożsamość i tradycję. W powstałą pustkę nie mogła wejść cywilizacja zachodnia – bo taka już nie istnieje, trupy zaś przeważnie są mało atrakcyjne. Efektywniejsze od nieistniejącej już myśli zachodniej stały się produkty inżynierii społecznej i ideologicznej, wymyślone w ostatnich latach w wybranych państwach arabskich, istniejących i prowadzących m.in. taką działalność tylko dzięki wsparciu Zachodu. Nie mamy bowiem w istocie do czynienia z islamem jako religią, czy światopoglądem – ale z teoriami jakby skrojonymi na użytek światowej destabilizacji i wymuszenia rządu światowego.

Rozgrywany przed naszymi oczami spektakl zapewne już wkrótce przyniesie odpowiedzi na podstawowe pytania – czemu to wszystko służy? Do czego nas doprowadzi? Kogo teraz trzeba będzie zbombardować i najechać? Jakie kolejne uprawnienia jawnie już uzurpują sobie rządy? Jakie prawa obywateli zostaną ograniczone? Pozostaje nam rola obserwatorów, ponieważ jednostki i całe narody już dawno utraciły jakąkolwiek podmiotowość w zachodzących procesach, organizujących system polityczny świata od poziomu skanera na lotnisku – po nową stratyfikację globalną na rządzących i rządzoną masę. Ani zmienianie awatarów, ani bojkotowanie kebabów niczego w tym zakresie nie zmienią.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *