Jakie to wszystko dla Ziemkiewicza proste…

W ustach Rafała Ziemkiewicza, oczywiście. Jedną z jego przywar jest pewność siebie w rozsupływaniu najbardziej zawiłych kwestii. Stanu wojennego także. W wywiadzie dla onet.pl w ciągu kilku minut rozmowy rozwiewa wszelkie wątpliwości, które prowadzący wywiad udaje, że ma. Tak więc na pytanie, na czym polegał stan wojenny, Ziemkiewicz dziarsko odpowiada: „Naprawdę polegało to na przetrąceniu kręgosłupa rodzącej się demokratyzacji. To znaczy ruchowi „Solidarności”, który mógł trwale zmienić nie tylko Polskę, ale i Europę”.

Ten „kręgosłup demokracji” to była wtedy anarchia na cztery fajerki, której wszyscy (łącznie z milionami członków „Solidarności”) mieli po dziurki w nosie. To po pierwsze. Po drugie, owa „Europa”, którą na trwale miał zmienić związek „Solidarność” patrzyła na to co się dzieje w Polsce z przerażeniem, obawiając się wstrząsów o nie dającej się przewidzieć konsekwencji. Nie wiem zresztą, o jakiej „Europie” mówi Ziemkiewicz, czy wschodniej czy też zachodniej, wygląda na to, że o całej. Jeśli tak, to możemy mówić o sporych rozmiarów megalomaństwie podszytym typową polską dawką mesjanizmu.

Dalej Ziemkiewicz mówi o „Solidarności”: „Mógł być ruchem narodowego odrodzenia i, jak powiedziałem, demokratyzacji. Polacy przebudzili się wtedy do szerokiego wyłaniania swych przedstawicielstw, do organizowania się, do aktywności obywatelskiej. I, co jednoznacznie wynika z badań historyków, Rosja sowiecka w zasadzie pogodziła się już z tym, na co się zgodziła 10 lat później. Te wyniki badań, które Pan wspominał wynikają z upowszechnienia przez propagandę przekonania, że alternatywą dla stanu wojennego była interwencja sowiecka. Tymczasem żaden poważny historyk nie potwierdza tezy, żeby taka interwencja groziła: przeciwnie, istnieją rozliczne dowody, że to generał Jaruzelski prosił Rosjan o pomoc, i powiedziano mu – działaj sam, jak ci się uda, to dobrze, a jak nie, rzucimy cię Polakom na pożarcie. Jaruzelskiemu i komunistom bynajmniej nie szło wtedy o to, by uchronić Polskę przed interwencją sowiecką”.

Z tego wywodu wynika niezbicie, że „Solidarności” razem z mięknącą Moskwą nie pozwolił na realizację tego zbożnego dzieła Wojciech Jaruzelski. Zaiste wielka musiała być jego siła, skoro narzucił swoją wolę samemu Breżniewowi i gerontokracji wojskowej. Oczywiście, żadna interwencja nam nie groziła. Tak ponoć twierdzą wszyscy „poważni historycy”. Jacy, można spytać? Oczywiście ci z IPN, byli działacze „Solidarności”, sędziowie we własnej sprawie. Ja zaliczam się do grona „historyków niepoważnych” i twierdzę, że interwencja nie tylko była możliwa, ale i prawdopodobna. Gdyby np. PZPR stwierdziła w pewnym momencie – ok, demokratyzujemy się, tzn. oddajemy władzę „Solidarności”, ba, „demokratyzujemy” Europę i ZSRR, wychodzimy z Układu Warszawskiego – to wtedy Moskwa też by się z tym pogodziła?

Marszałek Kulikow dopiero w latach 90. twierdził, że nie miał zamiaru interweniować. W 1981 roku nie byłbym skłonny dawać mu wiary i pewnie Jaruzelski, znając doskonale ich mentalność, czynił tak samo. Pisałem już nie raz, że decyzje w takich sprawach, jak interwencja, zapadały na Kremlu nagle, z godziny na godzinę, często bez pisemnych śladów, tak jak w 1968 roku w przypadku Czechosłowacji.

Poza tym Ziemkiewicz nie śledzi wyników ostatnich badań, bo wtedy by wiedział, że jego twierdzenia są pozbawione podstaw. Wtedy dowiedziałby się, że na jesieni 1981 Moskwa była przygotowana do tzw. planu „B”, czyli wewnętrznego zamachu stanu, mającego na celu eliminacje „zbyt miękkiego” Jaruzelskiego na tzw. zdrowe siły. Byli wyznaczeni oficerowie sowieccy mający za zdanie aresztowanie Jaruzelskiego i innych członków władz PRL. Ba, obalono koronny dowód na rzekome domaganie się przez Jaruzelskiego pomocy wojskowej ZSRR. Z posiedzenia Biura Politycznego KPZR z 21 listopada 1981 r. zachowały się dwa sprzeczne ze sobą protokoły – w jednym mówi się, że Jaruzelski rozważa pomoc ZSRR, w drugim, że kategorycznie to odrzuca. Autorka opracowania na ten temat – prof. Iniessa Jażborowskaja – uważa, że Kreml przygotowywał się do każdej ewentualności – gdyby nie wprowadzono stanu wojennego w Polsce, wówczas o interwencję poprosiłyby „zdrowe siły”, np. z gen. Milewskim na czele. Tak więc, panie Rafale, poważni historycy (bez cudzysłowia) nie stawiają w tej sprawie kategorycznych twierdzeń w rodzaju „na pewno nie groziła nam żadna interwencja”, czynią tak tylko historycy pełniący funkcje polityczne na solidarnościowym froncie ideologicznym, których pan nazywa „poważnymi”.

Moja generalna ocena wywodów Ziemkiewicza na ten temat (i nie tylko na ten) jest zaś taka – przejął on z całym dobrodziejstwem inwentarza KOR-owską optykę z lat 1980-1982. Tak samo jak cały ten ruch, z którym się Ziemkiewicz obecnie identyfikuje – jest po prostu przedłużeniem KOR-u w czasy nam współczesne. Bohaterowie Ziemkiewicza z tamtych lat, nieżyjąca Anna Walentynowicz czy małżeństwo Gwiazdów, to są (były) sierotki po KOR-rze, wyprowadzone w pole przez stare lisy w rodzaju Kuronia i Michnika, a wtedy gotowe do wykonania każdego szaleńczego pomysłu pana Jacka.

Ziemkiewicz, chyba bez zdawania sobie sprawy z tego co mówi, przekonuje nas o co chodziło w stanie wojennym: „Szło o ratowanie własnych tyłków i zachowanie władzy. Ubocznym skutkiem tej operacji było to, że „Solidarność”, która formowała się jako ruch demokratyczny, przestała być ruchem demokratycznym”. Otóż zarzut pod adresem Lecha Wałęsy o to, że nie przestrzega „demokracji związkowej”, tylko staje się dyktatorem – sformułował jeszcze jesienią 1980 r. Jacek Kuroń. I dlatego zawiązał spisek mający na celu eliminację Wałęsy i zastąpienie go np. Andrzejem Gwiazdą. I to Kuroń na tajnym spotkaniu z Gwiazdami i Walentynowicz powiedział im, że Wałęsa to „agent SB”. Tak więc, panie Rafale, kontynuujecie „dzieło” Jacka Kuronia. Ubolewa pan na upadkiem „demokracji” w związku tak samo jak Kuroń i Modzelewski w marcu 1981, kiedy Wałęsa sam zdecydował o tym, że strajku generalnego nie będzie. Dzisiaj różni głupcy uważają, że to była „zdrada”, a Wałęsa pokazał z kim gra. Tymczasem „Solidarność” trwała tak długo tylko dlatego, że Wałęsa był zamordystą i trzymał to towarzystwo za twarz. Jeśli „demokracja związkowa” wygrałaby w marcu 1981, to już wtedy mielibyśmy na karku sowieckie czołgi. Od lata 1981 „demokracja związkowa” znowu wzięła górę – i skończyło się stanem wojennym (na całe szczęście bez interwencji sowieckiej). Tyle na dzisiaj lekcji historii – kończę bez nadziei na zmianę postawy ucznia, który wie przecież wszystko.

Jan Engelgard

myslpolska.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Jakie to wszystko dla Ziemkiewicza proste…”

  1. Z tekstu wynika, że pan Engelgard właśnie siebie uważa za wybitnego historyka i ma duży żal do Ziemkiewicza, że ten drugi nie zasięgnął jego opinii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.