Jeszcze nowsza prawica

Mój ekshibicjonistyczny, osobisty tekst o naziolach i kibolach (opublikowany pierwotnie na stronie narodowcy.net) ten i ów na portalu konserwatyzm.pl uznał za przejaw frustracji. Tymczasem ja naprawdę widzę przyszłość w inicjatywach młodzieży, tej „wspaniałej polskiej młodzieży”, jak to odczytał do kamer Artur Górski, gdy 15 lipca 2010 roku warszawskim Traktem Królewskim przeszedł Marsz Grunwaldzki.

Człowiek nigdy nie wie, ile mu życia zostało, więc warto mówić szczerze i szybko, bo dyplomatyczne zawiłości mogą zostać przecięte mieczem jakiegoś Aleksandra Wielkiego, albo i Małego. Więc ja teraz mówię szczerze i szybko o tym, co będzie. Nie, żebym wiedział, co będzie, tylko co mi się wydaje. Parę razy z grubsza udało mi się coś tam przewidzieć, parę razy dostałem za to parę złotych jako tak zwany prognosta, a ponadto byłem poetą (dopóki zazdrosna żona podstępnie nie otruła mojej muzy) no i jestem praktykującym wciąż historykiem. Poeci mają wizje, a historycy badają źródła. Poeta-historyk bada źródła z wizją. Przepraszam za pisanie o sobie (bo generalnie nienawidzę tego), ale skoro dotykają mnie argumenty ad personam, muszę parę rzeczy wyjaśnić jako ja bez epatowania eskapistycznymi formułkami w rodzaj: ”wydaje się, że…”, „wspólna opinia wielu ekspertów wskazuje na…”, „ekonomiści są zdania, że…”. No więc jako ja poddaję refleksji Szanownych Czytelników parę faktów i sugestii połączonych w jakąś tam syntetyczną wizję.

Marsz Niepodległości jest ogromną szansą dla Polski, a nawet Europy, chociaż wiemy, że Polskę Zachód traktuje trwale jako peryferie, i nawet trudno tu ściągnąć Nigela Farage’a, bo co jemu za biznes promować się w Polsce, która o niczym nie decyduje. Lider Młodzieży Wszechpolskiej i organizator Marszu napisał niedawno na Facebooku coś takiego, że potrzebny jest front patriotyczno-narodowy z zachowaniem różnorodności. Napisał też: „Spory, jakie w II RP toczyli piłsudczycy i narodowcy dziś się zdezaktualizowały”. Najpierw się wściekłem, bo spory się bynajmniej nie zdezaktualizowały. No i pomyślałem o AWS-ie, a potem doszedłem do wniosku, że w sumie to właśnie o jakiś wspólny front chodzi. Z poszanowaniem różnorodności, bo mnie na przykład po raz wtóry do piłsudczyzny nikt nie przekona. Tę chorobę przeszedłem za młodu czytając z wypiekami „Kronikę życia” Jędrzejewskiego w tzw. wolnym świecie na jakiejś werandzie oraz przepłacając antykwariuszowi za „Dzieła zbiorowe” wodza.
Pomyślałem dłużej nad pomysłem Roberta Winnickiego i dotarło do mnie, że diabeł tkwi w szczegółach. Wszystkich szczegółów nie jestem w stanie zebrać razem, ale kilka – owszem. Podkreślam, że poniższe uwagi są selektywne i końcowa syntetyczna propozycja wynika z dużo szerszej analizy. Niech jednak lepsza od mojej synteza wyłoni się z burzy mózgów. Ja mam tylko jeden mózg, a to grubo za mało.

Tak zwani ziobryści zapewne wyjdą z PiS-u. Eponim tej grupy, czyli Zbigniew Ziobro, ni stąd ni zowąd zaproponował stworzenie komplementarnego wobec PiS-u ugrupowania konserwatywno-narodowego. Jakiś głos mi mówi, że nie on to wymyślił. Z jednej strony to ciekawa i pożyteczna koncepcja, z drugiej jednak zachodzi pytanie, czy bracia Ziobrowie będą lepszymi przywódcami prawicy niż bracia Kaczyńscy. Abstrahuję od tego, czy Zbigniew Ziobro ma coś wspólnego z prawicą. Z tą prawicą, którą ja znam, nie ma prawie nic wspólnego i tu się zgadzam z Adamem Wielomskim, ale w polityce być może prawdziwe poglądy i życiowe postawy nie są najważniejsze. Bo ja wiem? Może Ziobrze tak będzie zależało na skuteczności, że zamieni się do głębi serca w prawicowca? Wszystko zależy od tego, co zdecydują w Ameryce i co mu brat Witold doradzi… W każdym razie ja panom Ziobrom, Michałowi Krupińskiemu i innym życzę jak najlepiej, bo o tym, że bracia Kaczyńscy byli za oceanem źle oceniani, słyszałem na miejscu już przed półmetkiem kadencji śp. Lecha.

Wypowiedzi Roberta Winnickiego i Zbigniewa Ziobry „na pierwyj wzgliad” są tożsame, chociaż wątpię by mogły być uzgodnione. Jeżeli są efektem podobnego toku myślenia, to dobrze. To znaczy, że na przełomowe czasy, jakie nas czekają, ktoś realnie planuje ofensywę tradycyjnej prawicy. Bo widzimy, że światowy establishment bankowy montuje niezdarnie globalny ruch protestu przeciwko sobie samemu, żeby mieć z kogo formować nowe elity na czas kryzysu. Symbolem tego montażu jest Janusz Palikot, który w dramatycznych okolicznościach zastąpił Andrzeja Leppera. Tu osobista uwaga włóczęgi stołecznego, który to i owo widział. Lepper był człowiekiem z ciała i kości. Palikot – przy wszystkich swoich awantażach – jest tylko bardzo inteligentnym plastikiem. Skuteczni liderzy ruchów rewolucyjnych w przeszłości byli ludźmi z krwi i kości. Plastik nie poprowadzi ludu na barykady. Na miejscu strategów globalizmu poszukałbym kogoś bardziej autentycznego, niż Palikot. Ale to nie mój biznes.

Mój biznes – to prawica. Prawica, która ma się odbić od dna w kryzysie, bo kryzys pogrzebie całą lewicową koncepcję cywilizacji. Bo instynktownie wierzący w lewicową ideologię demonstranci na ulicach Europy nie dostaną tego, czego się domagają. Nie dostaną emerytur, podwyżek, dodatków drożyźnianych, darmowych operacji w szpitalu. To wszystko się skończy. Skończy się nie dlatego dlatego, że prawica tak chce, tylko dlatego, że taka jest natura rzeczy. Rewolucyjni macherzy zaprojektowali przed dekadami budowlę skazaną na zawalenie w przeciągu jednego pokolenia. Oni już dożywają swych dni i oby rzeczywiście ta budowla runęła. Nie myśmy ją obalili. Ja nigdy nie walczyłem z systemem emerytalnym. Ja tylko mówiłem, że m u s i się zawalić i lepiej go w sposób kontrolowany zdemontować, zanim będzie za późno. Jest już za późno. Obyśmy byli w stanie czym prędzej na gruzach zbudować świat dla wielu następnych pokoleń i odchodząc z tej ziemi nie odczuwać niepokoju o los dzieci i wnuków. A zatem Europejczycy wierzący w lewicowe obietnice nie dostaną nic. Należy im zaproponować prawicową alternatywę. Na pewno nie może to być agresywny nacjonalizm w stylu NSDAP. Był niezwykle pociągający dla mas i krótkotrwale skuteczny. Krótkotrwale. Na dalszą metę nie mógł działać, bo – nawet gdyby Niemcy zbudowali niemiecką Europę z błogosławieństwem amerykańskich bankierów (to było chyba realne) – zbyt wiele stworzyli konfliktów między tożsamościami, aby taki twór mógł przetrwać bez wewnętrznych waśni. Okazuje się jednak, że zacieranie tożsamości rodzi ten sam efekt. Europa bez wewnętrznej różnorodności tożsamościowej też się rozpada. Żeby się nie rozgadywać, przechodzę do postulatu.

Wbrew pozorom tęsknoty tożsamościowe (narodowe i religijne) są nadal silne w Europie, i to nie tylko na jej Wschodzie. Jest zadaniem elit prawicy, elit tego szerokiego frontu rodem z fejsowego wpisu Roberta Winnickiego, żeby znaleźć wspólne punkty rozmaitych antysystemowych, konserwatywnych i narodowych środowisk w całej Europie. Żadna sztuka zbratać Polaka i Węgra. Spróbujcie zbratać Węgra ze Słowakiem, Serbem i Rumunem. Na bogatym Zachodzie również nie brak takich problemów, mimo gigantycznej orki wykonanej po 1945 roku. Być może najważniejszym zadaniem Zachodu jest wciągnięcie imigrantów do ruchu tożsamościowego. Właśnie tak. Nie walić w nich jak w bęben, tylko ich asymilować z zachowaniem ich tożsamości, według pradawnych polskich przepisów, które chyba akurat my mamy we krwi. Co bym zatem polecał w skali większej niż nasze polskie sprawy? Po pierwsze dowartościowanie tożsamości państwowych, narodowych i religijnych (z odrzuceniem przewrotnych prób powołania do życia nowych tworów). Po drugie – powrót do religii monoteistycznych jako podstawowego wzorca cywilizacyjnego. Wbrew pozorom mają one bardzo wiele wspólnego, a na pewno więcej ze sobą wzajemnie wspólnego niż z dominującym nihilizmem. Po trzecie – wolność gospodarcza i pokojowa współpraca między suwerennymi państwami. Wolny handel – owszem. Ale jeżeli nasi sąsiedzi nałożą cła, to i my to zrobimy. I po czwarte – zdrowy pieniądz oparty na dobrach realnych, niekoniecznie na złocie. Zwłaszcza, że złota nie mamy.

Marcin Masny

aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *